Przeczytałem ostatnio felieton w Wysokich Obcasach, napisany przez Kingę Dunin, i chciałbym skupić się dziś na omówieniu i skomentowaniu kilku kwestii w nim zawartych. Zacznę od tego, co w tytule notki, czyli od nieszczęsnej Karty Praw Podstawowych. A może najpierw od samego Traktatu Lizbońskiego. Jak pamiętamy, pierwsza wersja dokumentu, zwąca się bodaj Konstytucją Europejską, została swego czasu odrzucona przez Francuzów i Holendrów, jeśli dobrze pamiętam, w referendum. Ten stan rzeczy bardzo zdziwił tych, którzy starali się dokument przeforsować, został on więc wycofany i oddany do przeróbki. Trafił na nasze stoły jako Traktat Lizboński, z dołączoną doń Kartą Praw Podstawowych.
Traktat Lizboński nie został już jednak poddany pod referendum ani we Francji, ani w Holandii. Widocznie uznano zdanie ludu za wysoce ryzykowny czynnik zagrażający ewentualności wejścia Traktatu w życie. Referendum, jak pamiętamy, zostało za to przeprowadzone w Irlandii, gdzie traktat został również odrzucony. Nie do końca rozumiem co spowodowało, że nie postanowiono go w związku z powyższym przeforsować w inny sposób. Grunt, że wykorzystując kryzys panujący na świecie (nie insynuuję, że kryzys został wywołany umyślnie) dano Irlandczykom drugą szansę, nieco ponad rok później. Tym razem Irlandczycy, zmieniwszy zdanie, w większości zagłosowali za. Bardzo ciekawe, czy gdyby ponownie zagłosowali przeciw, to powtórzono by referendum za rok? A skoro zagłosowali za – to czy to wyklucza powtórkę z rozrywki?
To są, oczywiście, pytania retoryczne. Traktat musiał przejść, więc powtarzali referendum. Jeśliby nie przeszedł, pewnie powtórzyliby jeszcze raz, za jakiś czas. W pozostałych krajach referendów nie planowano, czekano więc cierpliwie na decyzje państw. Nasz prezydent Lech Kaczyński, jak i prezydent Czech, ostatecznie traktat podpisali. Gdyby Kaczyński się nie wywiązał, poczekano by. Przecież niedługo u nas wybory prezydenckie. Choć, niestety, nie wszystko poszło tak, jak powinno pójść.
“Wśród dość powszechnej radości zapomniano, że wciąż nie jesteśmy gotowi na przyjęcie Karty Praw Podstawowych. (…) Chcemy integrować się energetycznie, godzimy się na wspólną politykę międzynarodową, ale prawa człowieka? Co to, to nie.” – Martwi się Kinga Dunin w felietonie. No rzeczywiście. Prezydent odmówił podpisania Karty Praw Podstawowych. Czyli, jak sama nazwa dokumentu wskazuje – odmawia nam, Polakom, przysługujących nam, podstawowych praw! Elementarnych, fundamentalnych praw, które należą się każdemu człowiekowi! Wszyscy, z panią Dunin na czele, zdajemy sobie sprawę, że bez tej karty praw nadal będziemy musieli pracować po 18 godzin na dobę w kamieniołomach, otrzymując tylko jeden posiłek dziennie, nie mogąc decydować o losach naszego kraju, ba, nawet naszego życia – do tego mając jedną łazienkę na piętro w bloku! Wszystkie nasze prawa, podstawowe prawa, zostały odrzucone, bo prezydent nie był gotów by dać nam odrobinę wolności!
Cóż za ironiczna, wredna i myląca nazwa dokumentu, przez który musielibyśmy zliberalizować prawo dotyczące in-vitro, aborcji, związków homoseksualnych. Czyli – jednym słowem, udzielić ludziom ich podstawowych praw…
Dalej pani Kinga wywnętrza się na temat tego, jak wyglądałby kraj, gdyby to był jej kraj, a nie kraj pana prezydenta. “W moim kraju byłoby miejsce i na małżeństwa sakramentalne, i na związki partnerskie, w ich – jest miejsce na tylko jeden typ związków. W moim kobiety, które chcą usunąć ciążę, usunęłyby ją, a te, którym moralność tego zabrania, nie robiłyby tego. Mój kraj nie miałby nic przeciwko Karcie Praw, oni uważają, że to nadmiar wolności, który skazi polską specyfikę”. Hola hola, pani Kingo! Od kiedy w naszym (“ich”) kraju jest miejsce jedynie na związki sakramentalne? Owszem, nie ma legalizacji związków partnerskich, które z natury są nietrwałe, bo nie opierają się na niczym konkretnym, ale jak duży jest odsetek legalnych w świetle prawa małżeństw, które nie przyjęły sakramentu, nie złożyły sobie przed Bogiem przysięgi? To, że w “ich” kraju nie ma miejsca (miejmy nadzieję, że nie na razie) na partnerskie związki przedstawicieli zarówno różnych, jak i tych samych płci (oraz adopcji przez tych drugich dzieci – o co też ubiega się pani w końcowym akapicie swego felietonu, namawiając do czytania kilkuletnim dzieciom książeczek o pingwinkach – gejach), nie znaczy, że jest jedynie miejsce na pary złączone sakramentalnym węzłem małżeńskim (w niektórych momentach chciałoby się rzec “szkoda”).
Ale najbardziej przeraża mnie pani argument o usuwaniu ciąży i moralności. “Te, którym moralność tego zabrania, nie robiłyby tego”. Tak felernej, ogromnej pomyłki słów dawno nie widziałem. Przecież usuwanie czy nieusuwanie ciąży to nie jest kwestia moralności tej czy innej kobiety. Bo to nie jest tak, że jednej moralność nie pozwala – więc to, co nosi pod sercem jest człowiekiem, a innej pozwala – więc to, co nosi pod sercem, człowiekiem nie jest. Nie! Coś (ktoś) albo jest, albo nie jest człowiekiem bez względu na moralność! Idąc w ślad za pani rozumowaniem, używając pani słownictwa sam mógłbym napisać, że “w moim kraju ten, kto chciałby wybić szybę sąsiadowi, mógłby to zrobić, a ten, któremu sumienie by to wyrzucało, by tego nie zrobił”. Albo “mój kraj byłby otwarty na ludzi, którzy chcieliby komuś coś ukraść, a także na tych, którzy by nie chcieli”. Mógłbym wymieniać dalej. W moim kraju kto chciałby pobić żonę, zakatować psa, zabić teściową, ten mógłby to zrobić. A komu moralność by nie pozwalała, ten by tego nie zrobił. I nie mówmy, że to wszystko nie to samo. Bo oczywiście teściowa to teściowa, niezależnie od moralności. Pies to pies, żona to żona, kradzież to kradzież – niezależnie od moralności. Szyba to szyba, a płód ludzki to płód ludzki. Jest takim samym płodem ludzkim bez względu na czyjąkolwiek moralność.
Odpowiecie, że płód ludzki nie jest jak teściowa, bo nie jest człowiekiem. Jak łatwo jest wam, w waszym państwie, wyrokować o czymś, na co nie macie żadnych dowodów. Nie jest człowiekiem, bo co? Nie ma rączek i nóżek? Oglądałem świadectwo jednego pana, który również nie ma rączek i nóżek, a chyba jest człowiekiem. Bo nie ma w pełni rozwiniętego układu nerwowego, nie myśli racjonalnie? Sam mam 5-miesięczne dziecko, które nie myśli racjonalnie, a w kościele co niedzielę widuję dziewczynkę niepełnosprawną, która z pewnością nie ma prawidłowo rozwiniętego układu nerwowego. Oboje oni są ludźmi. A może płód ludzki wygląda raczej jak glut (wcale nie wygląda jak glut) albo przypomina płód kota? Odpowiedzmy sobie na pytanie: co się z niego rozwinie, jeśli tacy jak pani, w pani państwie, nie zechcą go zabić? Glutoneria? A może dorosły kot? Nie. Raczej dorosły człowiek – i to w jakieś 18 lat od momentu, w którym jesteście w stanie stwierdzić, że już go nie można zabić, bo już jest człowiekiem. Choć to, że niby miałby się czymś różnić po wyjściu z łona matki od tego sprzed, również jest żadnym argumentem.
Tak więc Kinga Dunin sieje zamęt, myli pojęcia (jak zresztą i Unia Europejska, mówiąc o prawach podstawowych) i jeszcze opowiada coś o “jej” kraju, innym niż “ich” kraj. To nasuwa na myśl pytanie, czy ta kobieta nie planuje czasem startować w wyborach prezydenckich. Mam nadzieję, że z tymi poglądami, nie ma zbyt wielkich szans na sukces…
