Znacie się, czy się nie znacie?

Przerzucając notki prehistoryczne natknąłem się na komentarz Piętusia, w którym zawarł prośbę o napisanie notki na temat celibatu – i różnic w tych kwestiach między Kościołem rzymskim, a Kościołem greckim. Kiedyś, dawno temu, mój blog opierał się między innymi właśnie na takiej zasadzie: ktoś, kogo interesował jakiś teologiczno-moralno-eklezjalny temat pisał w komentarzach prośbę o napisanie notki na ten temat. Wówczas, dość często, zdarzało mi się właśnie na tym opierać swoją notkę. Tak powstała m.in. pierwsza notka o antykoncepcji na prośbę Tikuli czy notka o myślach erotycznych, napisana jako odpowiedź na pytanie Braka. Tym bardziej zdziwiło mnie, że Piętuś poprosił mnie kiedyś o napisanie czegoś, czego ostatecznie nie napisałem. Być może wówczas nie czułem się ku temu za bardzo kompetentny, albo zwyczajnie zapomniałem? Dziś, trafiwszy na to, stwierdziłem, że mógłbym jednak spróbować… Cieszysz się, Piętuniu? :)

W tej samej notce, w której ujrzała światło dzienne prośba Piętusia, pojawił się też komentarz Kamila (wówczas często zdarzało mu się komentować moje notki), w którym przytaczał znany fragment z piosenki Kazika „O kuchwa” – „Aby dzieci biskupów nie mogły dziedziczyć zabroniono tym biskupom się żenić.
Nie ma słowa w Biblii o celibacie…” W dalszym ciągu tej piosenki, który już nie został przez Kamila przytoczony, pada pytanie: „Znacie się, czy się nie znacie?” Myślę, że jednak się znamy. A prawdopodobnie lepiej, niż rzeczony Kazik.

Oczywiście głównym argumentem osób, które są za zniesieniem celibatu, jest następujący cytat z Pisma Świętego (z Biblii – jak wolałby usłyszeć Zgredzik): „Nauka ta zasługuje na wiarę. Jeśli ktoś dąży do biskupstwa, pożąda dobrego zadania. Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nieprzebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?” (1 Tm 3, 1-5) i następujący po nim: „Diakoni niech będą mężami jednej żony, rządzący dobrze dziećmi i własnymi domami” (1 Tm 3, 12). I ja, absolutnie, nie zamierzam zaprzeczać. Jednak można to interpretować na kilka sposobów, a jednym z nich, wcale nie gorszym, jest stwierdzenie, że JEŚLI kapłan ma żonę, to niech żona ta będzie jedna, tzn. niech nie żyje w poligamii. „Trzymający dzieci w uległości” zaś może oznaczać – jeśli ma dzieci, niech trzyma je w uległości. Bo jeśli nie umie tego zrobić – nie poradzi sobie przecież i z Kościołem Bożym.

Interpretacja tego fragmentu z użyciem „jeśli” bierze się stąd, że sam św. Paweł, domniemany autor listu do Tymoteusza, był celibatariuszem. Czyli nie posiadał żony. Co więcej, doradzał uczniom, co następuje: „Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki” (1 Kor 7, 7) – co, jeśli spojrzymy w szerszym kontekście, odnosi się właśnie do pawłowego celibatu. Czy w dalszym ciągu: „Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej! Jesteś wolny? Nie szukaj żony. Ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz. Podobnie i dziewica, jeśli wychodzi za mąż, nie grzeszy. Tacy jednak cierpieć będą udręki w ciele, a ja chciałbym ich wam oszczędzić” (1 Kor 7, 27-28). Jak widzimy, Paweł, sam służący Bogu również poprzez celibat, proponuje braciom życie w celibacie, choć podkreśla, że nie ma grzechu ten, kto chce się ożenić. Dalej zaś dodaje: „Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi” (1 Kor 7, 32-34). Paweł jest tu niczym Judym (może Judym jest niczym Paweł?), przypuszczając – jak sam się przekonałem na przykładzie swego pierwszego narzeczeństwa – wielokroć słusznie, że ten, kto się ożeni, skupi się raczej na żonie, niż na sprawach Bożych. W praktyce jednak, jak wiemy, bywa inaczej (choć RZECZYWIŚCIE zdarza się to stosunkowo rzadko) – czego potwierdzeniem jest np. małżeństwo towarzyszy św. Pawła, Pryska i jej mąż Akwila: „Pozdrówcie współpracowników moich w Chrystusie Jezusie, Pryskę i Akwilę, którzy za moje życie nadstawili swe głowy i którym winienem wdzięczność nie tylko ja sam, ale i wszystkie Kościoły [nawróconych] pogan. Pozdrówcie także Kościół, który się zbiera w ich domu” (Rz 16,3-5a). Nie znaczy to, że nie jest często łatwiej pozostać bezżennym, by oddać się chwale Bożej.

Bardzo ważny jest również fragment Ewangelii wg. św. Mateusza, w którym przytoczone są słowa Jezusa: „Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” (Mt 19, 12). W szerszym kontekście mamy dyskusję właśnie na temat listów rozwodowych, które anuluje Jezus, i pozostawania w małżeństwie z jedną kobietą do końca życia. I tu właśnie Jezus mówi również o tych, którzy zdecydowali pozostać bezżennymi dla królestwa niebieskiego – czyli dla Wyższej chwały Boga. Ująłem to kiedyś, choć pisząc nie o celibacie, lecz o alkoholu, że należy czasem „Poświęcać to, co dobre, na rzecz tego, co lepsze„.

Jak więc widzimy, już Jezus, sam będący bezżennym (choć są ludzie, którzy twierdzą, że to nieprawda), jak i św. Paweł, również będący bezżennym, nauczali i dawali rady dotyczące celibatu. Stwierdzenie więc, że „nie ma słowa w Biblii o celibacie” jest spowodowane albo ironią, albo nieznajomością treści przytaczanej księgi. To, czy synod w Elwirze z 306 roku (zakaz współżycia ożenionym księżom – dziś mogący wydawać się oburzającym), sobór w Nicei z 325 roku (nakaz celibatu dla kapłanów, którzy nie ożenili się przed święceniami) czy papież Grzegorz VII w XI wieku (całkowity nakaz celibatu) kierowały/li się bardziej radami ewangelicznymi i tradycją bezżenności trwającą wśród licznych kapłanów (oczywiście nie wszystkich) od czasów samego Jezusa Chrystusa (ku tej teorii zawsze się skłaniam), czy też chęcią zagarnięcia majątku, który w przypadku dzietności biskupów należałoby rozdawać (ku tej teorii skłania się Kazik) chyba na zawsze pozostanie sprawą dyskusji i kontrowersji – bo w zależności od nastawienia i mądrości celibatariusza – oba te cele w jakiś sposób były i są wypełniane (Gdybym sam został księdzem, byłbym celibatariuszem na chwałę Królestwa. Jaki jest cel innych osób – nie wiem). Prawdą jest jednak to, że cokolwiek by nimi nie kierowało, ma swoje oparcie w Biblii, a oparcie to jest niezwykle piękne i szlachetne w swojej istocie.

Celibat nie jest i nigdy nie był jednak żadnym dogmatem wiary. Jak wszyscy już widzimy, mamy w Ewangelii i listach Pawła zarówno fragmenty chwalące bezżenność, jak i małżeństwo. Zarówno zalecające celibat, jak i proponujące kapłanom jednożeństwo. Dlatego też, kiedy Kościół katolicki i Kościół prawosławny rozchodziły się w pewnym momencie, rozeszły się też dwie tradycje, których losy potoczyły się w różnych kierunkach. Dziś więc, podczas gdy w katolicyzmie obowiązuje celibat, prawosławie rozumie fragment mówiący o mężu jednej żony tak dosłownie, że kapłan, któremu umrze żona, nie może się ponownie ożenić. Z tego właśnie wynika fakt, że prawosławny mężczyzna może wziąć ślub, a następnie przyjąć święcenia. Po tych święceniach może natomiast pogrzebać żonę, ale nowej wziąć nie może. Jest u nich również tak, że jeśli ktoś decyduje się na kapłaństwo żony nie mając, przyjmuje święcenia zanim weźmie ślub, to już się ożenić nie może.

Jak wiemy – Kościół katolicki jest Kościołem zachodnim, prawosławny zaś – Kościołem wschodnim. Nie jest jednak katolicki. A miałem powiedzieć coś o katolickich Kościołach wschodnich. Otóż, jak się okazuje i jak głosi Wikipedia, ta nazwa obejmuje 22 spośród 23 partykularnych Kościołów współzależnych od biskupa Rzymu (23 to, rzecz jasna, Kościół łaciński, czyli rzymskokatolicki). Większość z tych Kościołów jest katolicka na zasadzie oderwania się od Kościoła prawosławnego i przyłączenia się do katolickiego poprzez uznanie zwierzchności papieża (i ew. zmianę niektórych wewnętrznych sprzeczności). Przedstawiciele niektórych z nich twierdzą jednak, że nigdy nie odłączali się w rzeczywistości od Kościoła rzymskiego, lecz pozostawali przez jakiś czas w pewnego rodzaju oddaleniu. Tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Wiemy natomiast, że wstępując ponownie do Kościoła katolickiego, Kościoły wschodnie (m.in. Kościół greckokatolicki, wł. Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-ukraińskiego) wniosły ze sobą w posagu wielowiekową prawosławną tradycję – między innymi tradycję celibatu, inną niż tradycja zachodnia. Papież, uznawszy wschodnie Kościoły, uznał także ich tradycję związaną z celibatem – ponieważ kwestia celibatu, jak już wspomniałem, nie jest kwestią w żadnym razie dogmatyczną. I tak to właśnie jest z tymi Kościołami wschodnimi. Dodajmy też, dla sprawiedliwości, że biskupami w Kościołach wschodnich mogą zostać tylko ci, którzy w momencie przyjęcia święceń pozostawali celibatariuszami.

Może jeszcze wspomnę o zniesieniu celibatu. Po pierwsze – od Soboru Watykańskiego II mamy w naszym Kościele, znane już z pism Nowego Testamentu, święcenia stałego diakonatu. U nas również można więc najpierw się ożenić, później natomiast przyjąć święcenia (diakonatu jedynie), choć naprawdę niewiele osób o tym wie, a pierwszy stały diakon-Polak został wyświęcony zaledwie w 2007 roku. Po drugie zaś – jeśli chodzi o tych, którzy mówią, że należy wprowadzić wolność wyboru – by osoba, która chce przyjąć święcenia kapłańskie, mogła sama zdecydować, czy chce się ożenić, czy nie: przecież to jest kwestia wolnego wyboru. Ktoś, kto chce przyjąć święcenia, dobrowolnie decyduje się na pewne wyrzeczenia dla Bożej służby. Przyjmując święcenia, w wieku 25 lat, jest w pełni świadomy na co się decyduje – i (znów o tym samym…) podejmuje wolną decyzję. Jeśli chce się żenić – nie musi przecież być księdzem. Co oczywiście nie znaczy nadal, że celibat jest dogmatem – i że pewnego dnia jego obowiązek nie zostanie zniesiony. Wprawdzie sam jestem zwolennikiem celibatu, jak i był nim św. Paweł, „ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz”. Wystarczy :).

Na koniec dodam, że z miłą chęcią wrócę do tej formy pisania notek, która opierała się na prośbach czytelników o poruszenie danego tematu. Zapraszam więc do zagadywania w interesujących Was sprawach.

Categories: Świat i Kościół | 7 komentarzy

Zobacz wpisy

7 thoughts on “Znacie się, czy się nie znacie?

  1. Maggie B.

    To ja na razie bez komentarzy do innych notek, ponawiam pisemnie ustne zamówienie na dyskusję o kapłaństwie kobiet :)
    Pozdrawiam,
    M.

  2. Masq

    A ja chciałbym zapytać, czy jako katolik oczekujący na wstęp do Królestwa Bożego i miłujący Chrystusa Króla jesteś zwolennikiem republiki i demokracji. :)

  3. Ej, Ludzie… Widzę, że nie grzeje Was sprawa celibatu? :P Maggie – sądziłem, że o to poprosisz i domyślałem się, że zrobisz to właśnie teraz :D. Zgoda, w wolnej chwili pozbieram myśli i skupię się na kapłaństwie kobiet.

    Masq, czy ja mam o tym notkę napisać? ;) Myślę, że jak się uprę, to mogę coś poli(ety)cznego wymodzić, ale dziś dam Ci tylko taki krótki ripost: jako człowiek chwalę sobie to, że żyję w kraju, w którym panuje tak duży nacisk na najróżniejsze swobody osobiste. Jako katolik (choć w dalszym ciągu człowiek) śmiem twierdzić, że żaden ustrój nie zabroniłby mi przyznawać się do swojej wiary, co najwyżej niektóre mogłyby przyspieszyć moje spotkanie z Bogiem, zgodnie z prawem. Bodaj Churchill powiedział, że demokracja nie jest najlepszym ustrojem, tylko nic lepszego jeszcze nie wymyślono. Może. Ja zamierzam wychować swoje dzieci na dobrych ludzi, a niekoniecznie na dobrych Polaków czy dobrych demokratów.

    PS. Widzisz, Lastminute, wystarczy zmienić z poczta.onet na o2 i już wizerunek łagodnieje :).

  4. Co do notek na zadany temat: to mam kilka pomysłów.
    Prosiłabym o odniesienie się do kwestii:
    czystości pm. w świetle tego tekstu: http://www.krytykapolityczna.pl/Tomasz-Piatek/Rozmyslania-powalentynkowe/menu-id-215.html (według mnie facet w pewien sposób ma dużo racji),
    leków homopatycznych w świetle własnych przemyśleń, zdrowego rozsądku, kwestii czysto medycznych i czysto naukowych oraz artykułu na ten temat w czasopiśmie „Miłujcie się” (jeśli nie macie tego egzemplarza, a wątpię – świąteczne albo wcześniejsze, to będąc u mamy zeskanuje i prześle Oli na maila, bo pocznie na onet.pl nie ufam. )

  5. Krótko bo do szkoły pędzę. Pan ewangelik zna się na katolickiej nauce o czystości jak kura na pieprzu, moim zdaniem racji nie ma, tzn. na temat katolicyzmu, albowiem na temat czystości ma ją poniekąd, skądinąd też nie do końca, jako i wygląda mi na to, że nie miał jej Luter (już mi się zdarzało pisać, za Malińskim, o „buraczanych potrzebach facetów”) – chętnie się więc wypowiem na ten temat, przy którejś okazji :).

    Artykuł możesz podesłać, gdyż rzadko ostatnio kupujemy Miłujcie się. Maile dochodzą :).

  6. Podeślę, ale w okolicach Wielkanocy.. wcześniej raczej u rodziców nie będę..
    Odkąd mail od Twojej żony szedł do mnie pół roku – nie ufam.

  7. Lolinka

    też się pokusiłam o lekturkę – felieton całkiem ciekawy i nawet się po części zgadzam, tylko obawiam się, że nie w tej części, w której powinnam:)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 628 obserwujących.