Tagi

, , , ,

Ciamajda pięćset lat temu zadał mi pod notką z pytaniami i odpowiedziami kilka pytań. Nie dałem rady się do dziś do nich zabrać. Prawie dwa miesiące minęły bez notki – ale wciąż pozostaję przy najmniej jednej miesięcznie! Stwierdziłem jednak, że może jest wreszcie czas na napisanie czegoś.

Ciamajda zapytał tak: “Po pierwsze jak to jest z piekłem, będzie ono czy nie? Upowszechnia się bowiem pogląd jakoby piekło albo w ogóle nie istniało, albo nie było wieczne, tylko przejściowe. W zasadzie to utożsamiane być zaczyna z czyśćcem.” Rzeczywiście, słyszałem różne teorie związane z piekłem. Ostatnio jestem dość blisko zżyty ze Świadkami Jehowy, którzy na przykład twierdzą, że piekło nie jest wspomniane w Piśmie Świętym, że to raczej oznacza wieczną śmierć, a więc nieistnienie człowieka po śmierci, jeśli był niegodny. Kościół katolicki nigdy jednak nie miał wątpliwości, że kara ognia piekielnego, o której jednak Jezus wspominał, czy zmartwychwstanie dla potępienia jest czymś realnym. Przez wieki jednak zmieniał się pogląd co do tego, jak ten ogień ma wyglądać. I tak pierwotnie miał to być prawdziwy, gorący ogień i wieczne tortury. Niektórzy Ojcowie Kościoła widzieli w tym wręcz jedną z rozkoszy dostępną dla zbawionych (obserwacja męki potępieńców musi być zaiste zajmującym zajęciem). Współcześnie jednak od tak dosłownego rozumienia piekła powoli się odchodzi. Wiele zmieniła teoria utożsamiająca niebo i piekło nie tyle, jak dotychczas, z miejscem, ile ze stanem. Niebo jest więc stanem wiecznej szczęśliwości, a może się znajdować gdziekolwiek, choćby i, jak twierdzą Świadkowie na temat Raju, na ziemi. Niebo to stan, w którym czujemy się nieskończenie szczęśliwi z obecności Boga, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy. Piekło z kolei byłoby wówczas stanem wiecznego nieszczęścia. Wiecznego odłączenia od Boga. Pomyślmy sobie: po co komu ognie i tortury, skoro nie może spotkać się z Panem? Czy istnieją cięższe od tych męki?

Czyściec zaś, jak mówi w wielu miejscach współczesna teologia (chociażby Benedykt XVI w encyklice Spe salvi), nie trwa, lecz jest. To znaczy nie odpokutowujesz za swoje grzechy piętnastu czy dwudziestu lat, lecz zmartwychwstając przechodzisz przez ogień, by oczyścić się z wszelkiej nieczystości. I to jest cały czyściec. Boli, ale ból jest przyjemny. I nie ma nic wspólnego z piekłem, czyli z oddzieleniem od Boga.

Inna sprawa to teoria apokatastazy. Są i zawsze byli tacy, którzy twierdzili, że skoro wszystko wyszło z Boga, wszystko powinno też do Niego powrócić. Co za tym idzie – piekła albo nie ma, albo jest przejściowe (jak czyściec). Ponieważ bowiem każde stworzenie wraca do Boga, to miłosierdzie Boże przywołuje do siebie z czeluści największych grzeszników. Na koniec wreszcie do łona Ojca powróci pierwszy odstępca, czyli Szatan. Przykro mi, ale nie jestem zwolennikiem apokatastazy. Wyklucza ona bowiem coś bardzo w stworzeniu istotnego – a więc wolność. Bóg, dając aniołom i ludziom wolność, sam sobie swoją wolność ograniczył. Nie zechciał nas bowiem do niczego zmuszać. Jeśli więc podejmiemy decyzję o odstąpieniu od Niego, On nie będzie nas na siłę do siebie ciągnął w imię jakiejś apokatastazy. Mam znajomych, którzy mają do Jezusa żal, że ich zbawił, bo oni wcale nie chcieli. Czy sądzicie, że oni rzeczywiście z konieczności są zbawieni? Jednak mój brak wiary w apokatastazę nie wyklucza nadziei na tzw. puste piekło. Może Bóg nie zmusi nikogo, by za Nim poszedł, ale to człowiek w ostatniej chwili zdecyduje, że jednak chce za Nim pójść? A na samym końcu sam Szatan ukorzy się, przeprosi i powróci do swojego Stwórcy? Jeśli zło nie ma istnienia samo w sobie, to może i on ma tę odrobinę dobra, które go ku Panu pociągnie?

Piekło zostało nam objawione. Nie musimy się go jednak bać, jeśli kochamy i służymy Jedynemu. A czy okaże się w końcu czasów być puste? Aż do końca się o tym nie dowiemy…