Kleryk też człowiek

Jak zapowiedziałem zamieszczam notkę mającą na celu rozwiązanie wszelkich nieporozumień związanych z tą poprzednią (zwłaszcza dla tych, którzy nie czytają komentarzy). Wprawdzie zarzekałem się, że od tej pory będą pojawiać się tylko notki w stylu „Ja, Kościół”, ale w sumie to nie jest pamiętnik stukniętego Kościoła… Poza tym każdy człowiek jest, był i będzie prywatną osobą, choć od księży – no właśnie – wymaga się bycia osobą społeczną.

Nazywam się Mateusz (…). Mam 20 lat i od roku jestem klerykiem Wyższego Seminarium Duchownego w Radomiu. Klerykiem w pierwszej kolejności, bo potem jestem jeszcze studentem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Wydziału teologicznego w Radomiu. Całe moje życie podporządkowane jest tym dwóm sprawom, połączonym zresztą w jedną pełną formację kapłańską (i dziwię się klerykom, którzy mówią – „Formacja duchowa sobie, nauka sobie”). Ale to, że formacja zajmuje w mym życiu dominujące miejsce i wszystko jej podlega nie oznacza, że przestałem być Mateuszem G.

Ksiądz rektor, gdy zdaliśmy egzamin do seminarium powiedział nam, że od tej pory jesteśmy klerykami i będziemy musieli zmienić swoje życie. Może już nie pamiętał czasów swej młodości… Okazuje się, że nic nie trzeba zmieniać. Życie samo się zmieniło. Nagle okazuje się, że zaczynają cię razić bardziej ataki na Kościół, że bardziej razi zachowanie ludzi, że nieraz trudno znaleźć wspólny język z dawnymi przyjaciółmi. Dusza się uspokaja przy okazji, przez częstsze (regulaminowe) obcowanie z Bogiem, więc nawet upodobania dotyczące muzyki łagodnieją. Ale nie przestałem kochać muzyki samej w sobie. Nie straciłem zainteresowania fantastyką, nie przestałem zbierać klocków lego. Może tylko zapał dotyczący Pokemonów lekko osłabł (ale jest nas dwóch takich świrusów, więc mam pewność, że to nie zniknie do końca ;). W dalszym ciągu wychodzę z założenia, że dziewczyna jest z natury piękna i w momencie kiedy lekarz mówi, że to córka – jest pewne, że będzie piękna. Moje życie się zmieniło, ale nie zmienił się sam człowiek, którego Bóg rok temu powołał do kapłaństwa.

Jestem człowiekiem. Mam swoje słabości, jedne grzeszne, drugie mniej. Z tymi pierwszymi walczę, nie jak na kleryka, ale jak na człowieka przystało. Drugie kocham i nie zamierzam z nimi walczyć dopóki sumienie nie zacznie walczyć. Bardzo lubię dziewczyny i od jakiegoś czasu dużo łatwiej mi się z nimi rozmawia niż z facetami. Na dzisiejszy dzień jestem niemal pewny, że zostanę duszpasterzem kobiet i to nie ze względu na jakieś tam dobory, ale właśnie dlatego, że mam banalnie łatwy kontakt z dziewczynami. Lubię też bardzo te mniejsze dziewczynki, a one (z niewiadomych powodów) lubią także mnie. Zdarzyło się, gdy miałem 16 lat, że na koloniach trzy pięciolatki chciały ze mną chodzić, a pozostałe maluszki plątały się za mną na różne sposoby mnie przedrzeźniając. Taki już jestem, takim stworzył mnie Bóg. I jestem mu za to wdzięczny.

Do tego jestem bardzo kochliwy. Potrafię się zakochać w dziewczynie prawie bez powodu. Taka moja natura, sentymentalna. Ale czy to przeszkadza w powołaniu? W pewnym sensie na pewno. Jednak jasną jest rzeczą, że wszystko zależy od tego, jak bardzo komuś zależy na powołaniu. Ja wiem, że zakochanie jest zwykłym uczuciem, które może przyjść na człowieka w najmniej spodziewanym momencie. Ale od tego człowiek ma rozum, by sobie z tym radzić. A od tego jest Bóg, by mu w tym pomagać. Ostatnio mój sentymentalizm pokierowny przez Boga sprawia, że zakochuję się w ludziach od których bije Duchem Świętym. Już nie kocham się w dziewczynach, ale w Chrystusie, który przez nie przemawia. Dziś już nie boję się zakochania.

Lubię poimprezować. I lubię alkohol. Ale ale, to że lubię alkohol, nie znaczy, że go piję! I to nie odkąd wstąpiłem do seminarium, ale odkąd skończyłem 17 lat nie piję alkoholu. Dziś byłyby to już 3 lata. Przestałem pić ze względu na Gosię i nasze przyszłe dzieci. Dziś nie piję z innych powodów. I nie przeszkadza mi w tym to, że lubię alkohol. Za to imprezy nie mogę sobie odpuścić. Tak to już jest, są ludzie którzy grają w szachy, a są tacy, którzy tańczą na dyskotekach. Ja przez prawie 9 miesięcy nie mam możliwości (i szczerze mówiąc nawet ochoty) do imprezowania, ale gdy nadchodzą wakacje, chętnie udaję się na jakiś koncert czy zwykłą dyskotekę. Właśnie niedawno byłem na jednej z Qrczakami i muszę powiedzieć, że byłem ku temu największym podżegaczem. Poprostu naprawdę lubię się zabawić. Jestem człowiekiem.

O uzależnieniu od netu opowiadać nie będę. Ostatnio i tak obowiązuje ono jedynie w wakacje. Nie będę się też rozpisywał o wakacyjnych kłopotach z modlitwą i mojej niezwykle nerwowej naturze. Jestem klerykiem. Ale jestem też człowiekiem, takim jak Wy wszyscy. Z ludzkimi słabościami i ludzkim (niestety) spojrzeniem na świat. Staram się być lepszy. Staram się promieniować Duchem Świętym. Ale nadal jestem człowiekiem i zawsze nim będę. A Jezus mówił „Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. Ci którzy mnie znają wiedzą, że staram się być blisko Boga. Ale oni mnie znają jako człowieka…

Categories: O mnie | Tags: , , , , | 13 komentarzy

Zobacz wpisy

13 thoughts on “Kleryk też człowiek

  1. Piszac ten komentarz ryzykuje spoznienie sie do szkoly. Wlasnie przejzalam na oczy po przeczytaniu tej notki – i chyba bede ksiezy czy tez klerykow inaczej traktowac. Zawsze o nich myslalam ze siedza i sie modla calymi dniami, nie maja dostepu do swiata. Jak raz zobaczylam Krzyska w „normalnych” ubraniach to sie bardzo zszokowalam. No i nastepny zmarnowany dzien w szkole bo bede caly dzien o tym myslec heh. 3maj sie!!

    ~*~Ania~*~

  2. podoba mi sie to co napisales, widac z tego ze nie wstydzisz sie jaki jestes i chcesz nadal taki byc. podoba mi sie fragment na temat kobiety:) heh… ja mialam byc facetem, moze dlatego jestem taka jaka jestem… list juz napisany, czeka na wyslanie:) powiedz adamowi zeby nie swiergolil o piwie bo na niego czeka tylko qrczakom sie po nie przyjsc nie chce!!!!!!!!!!!!! narq ! http://www.sznapii.blog.onet.pl

  3. devis

    dzięki, że zaoferowałeś pomoc w tej powieści… nie wiem gdzie przepadł mój word, bo zmieniałam oprogramowanie == Gdybyś mógł przesłać na poczte… zresztą adres podałam, chyba się wyświetli ^^
    I jeszcze raz wybacz, że pisze w komentarzach ^^’

  4. Notka jest tak cudnie napisana, że myślę, iż uspokoi atmosferę :)
    A co do fragmentu o imprezie – też na niej byłam, więc mogę potwierdzić prawdziwość notki :P
    JE JE JE JE

  5. U mnie nowa notka :)

    ~*~Anka~*~

  6. Kamil

    Co to znaczy, że lubią Cię małe dzieci z wzajemnością? :-D
    „Aby dzieci biskupów nie mogły dziedziczyć,
    Zabroniono tym biskupom się żenić.
    Nie ma słowa w Biblii o celibacie…”.

  7. Już myślałem, że nie będę musiał odpowiadać, a tu zonk! Najpierw Ani – Aniu, cieszę się że zrozumiałaś przesłanie mojej notki. Właśnie, jestem normalnym człowiekiem z normalnymi przypadłościami. I tylko walczę o to, by być jak najbliżej Boga.

    Sznapi – miałaś być chłopakiem? No, to najwyraźniej nie zaszkodziło Twojej urodzie. Widziałem Cię parę razy i uwierz mi – nie jest wcale tak najgorzej ;). Akurat raczej nie jesteś z tych dziewczyn u których mankamenty rzucają się w oczy po pierwszym spojrzeniu.

    No i Kamil – uśmieszek po pierwszym zdaniu daje wrażenie, że żartowałeś, więc pomińmy sprawę ;). Ale jeśli chodzi o cytat, to Ty i Twój idol Kazik raczej Biblii nie czytaliście. Owszem, celibat nie jest żadnym dogmatem i był wprowadzany stopniowo w ciągu wieków, a nie jednorazowo z powodu jakichś tam dzieci. Ważne, że on był już jednak od początków Kościoła wprowadzany a pewnego dnia poprostu wprowadzony definitywnie. I to z różnych względów (trzeba będzie o tym notkę kiedyś napisać). Ale uwierz, gdyby w Biblii nie było o nim słowa, nie byłoby wogóle podstaw do wprowadzania go w życie. Tym czasem listy świętego Pawła w wielu miejscach nawołują do pozostawania w czystości, tak jak on był czysty. Ale jest jedno ważniejsze zdanie, w punkcie w którym Jezus mówi o nierozerwalności małżeństwa: „A są także bezżenni, którzy ze względu na królestwo niebieskie sami zostali bezżenni” (Mt 19, 12). To jest właśnie nasz, kapłański celibat. Nie narzucony siłą (chciał nie chciał, z własnej woli poszedł do seminarium). A więc Kazik nie ma racji w tym względzie.

    Dodam jeszcze, że w Kościele grekokatolickim nie obowiązuje celibat, to znaczy obowiązuje, ale na innych zasadach.

  8. Hehe nie mam aparatu cyfrowego, tzn. mam ale nie nim robilam fotki tylko webcamem :). Kupilam go za wspole z bratem, pol na pol, ja $50 i on $50. Heh no i wiesz ze przez Ciebie sie prawie spoznilam!! Dzis troche gorzej bedzie, musze biegiem tam. Dopiero gdzies po 21 wieczorem zobacze co mi odpisales ( o ile odpiszesz ) bo no musze zaraz po szkole do domku, odrobic lekcje i szybko na probe – w niedziele spiewamy nareszcie :). Hmm a co do komentarzy to mnie tak naprawde nie interesuje ze ty jestes jedynym do pisania ich, ja zwykle pisze o tym o czym bym pisala w pamietniku, tylko ze w pamietniku bym pisala krocej :). Dobra ja juz naprawde musze isc, 3maj sie zycze milego dnia!!
    ~*~Ania~*~

  9. Hmm zaczne od komentarza, a dokladniej pomyslu na napisanie notki o tym celibacie, jak bys wlasnie mogl to napisz taka notke bo bardzo mnie Ciekawi taka kwestia, czemu w grekokatolickim jest tak a w rzymskokatolickim tak :D No ale co do notki to super napisana, po drugie to dobrze za ja napisales bo nie wiem jak mozna sadzic ze ksiadz to „nie czlowiek”.

  10. Nic dodać, nic ująć – notka wspaniała na rozładowanie sytuacji (co zresztą widać :D). Ja też chcę być lubiana przez małe dzieci… ;P.
    PS. To chyba mój najkrótszy komentarz na tym blogu! O_o

  11. Hm.. nie wiem od czego zaczac – moze od tego, ze zagladam tu od jakiegos czasu. Na poczatku bylam zdenerwowana, zastanawialam sie jak mozna takie glupoty wypisywac (to bylo po notce o antykoncepcji), ale w miare czytania Ciebie zlosc (nieuzasadniona, taka bolesnie „ludzka”) minela i zaczelam myslec, ze to co dla mnie jest straszna glupota, dla Ciebie jest czyms naturalnym, waznym. I nie moge narzucac nikomu mojego zdania, ani nikogo obrazac za to, ze mysli inaczej niz ja.
    W sumie to Ci zazdroszcze, ze masz tak jasno sprecyzowane spojrzenie na wiele rzeczy. Troche tez tego wewnetrznego spokoju, o ktorym piszesz.
    Ja jestem bardzo daleko do kosciola. W Boga wierze, ale nie akceptuje zwierzchnictwa kosciola i ten Bog w ktorego wierze, tez chyba nie jest takim, w jakiego Ty wierzysz. Dla mnie jest on dobra sila, ktora stworzyla swiat, ktora za dobre nagradza, a za zle karze. Dostrzegam jego obecnosc, kiedy uda mi sie zrobic cos dobrego, albo kiedy wygram ze swoja wewnetrzna potrzeba odegrania sie na kims, kto mi zalazl za skore. Wg tego co mi wmowili na religii to jestem niewierzaca – bo przeciez mozna byc albo zimnym, albo goracym, ale nie letnim. Wiec nie jestem goraca, bo nie zgadzam sie ze wszystkim co mowi Pismo Swiete. Zimna tez nie, bo wierze, ze jednak jest, taki czy inny, ale jest Bog.
    Tak czy inaczej, zycze Ci powodzenia w drodze, ktora wybrales. Przypuszczalnie bede tu zagladac :)

  12. :) bardzo serdecznie dziękuję Ci, Mateusz :] pozdrawiam z całego sertducha i do pogadania :D hehe. a tak poza tym, to masz rację, że w ‚zakochaniu sie’ nie ma nic złego :))) pozdrawiam. papa. z Bogiem :]

  13. dev [nasze-powiesci]

    nie pozostaje mi nic innego jak życzyć miłego czasu i oczekujemy na dalszą część :P Trzymaj się tam ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s