Przypowieść o talentach

Ale zanim to, najpierw kilka spraw organizacyjnych, jak zazwyczaj. Zacznę od przytoczenia wszystkim niezorientowanym stuktury mojego bloga, która jakoś tak sama z siebie wynikła. Otóż główna treść znajduje się tu, w notkach. Jeśli ktoś chce powiedzieć coś na temat jakiejś notki, pozdrowić autora albo znajomych czy np. zaproponować temat na notkę (co się już parę razy zdarzało), notuje to w komentarzach. I znowu, jeśli komentarz dotyczy jakiś niedopowiedzeń w notce i uderza w temat (jak komentarz Pytajnika do notki „Powołanie do życia w świętości”), staram się odpowiadać w tychże komentarzach (moje odpowiedzi tam miewają więcej treści niż same notki). Jeśli zaś pada jakiś głębszy temat, staram się go przeanalizować i napisać na jego temat notkę. Mam w tej chwili dwie zaproponowane notki – o eutanazji i o myślach erotycznych. Oba tematy są trudne, bardzo bym rzekł nawet, więc obiecuję się nimi zająć gdy wnikliwiej zajrzę w temat. Jeśli jednak sprawa jest niecierpiąca zwłoki, proszę o informację w komentarzach. Dziękuję. Edziu, dziękuję Ci za pozdrowienia. U mnie coraz lepiej, mam nadzieję że jakoś tam bezemnie się trzymacie ;). Pozdrów chłopaków i może czasem daj jakiś komentarz wspomagający… Dzięki.

Aj jaj jaj, ja to jak się rozpiszę o jakiś głupotach to mnie nikt nie zatrzyma. Okej, przypowieść o talentach miała być. Na początku zaznaczę że będzie to moja prywatna interpretacja, z którą niewiele osób się zgadza. Właściwie poznałem dopiero jednego gościa, który przyznał mi w tym wypadku rację. Ale postaram się to wytłumaczyć na tyle przystępnie byście zrozumieli o co mi chodzi.

Rzeczona przypowieść znajduje się w Ewangeli wg. świętego Mateusza, rozdział 25, wersy od 14 do 30. Niewtajemniczonym pokrótce przytoczę o co w niej chodziło. Więc był sobie gospodarz, który musiał wyjechać. Dał więc swoim sługom pieniążki, talenty, jednemu 5, drugiemu 2, trzeciemu 1, każdemu według jego zdolności. No i pojechał. Więc ten pierwszy puścił kasę w obieg i zarobił drugie tyle. Tegoż samego dokonał drugi, trzeci wreszcie zakopał talent w ziemi żeby mu nie zginął. Pan przyjeżdża, pierwszemu i drugiemu oddaje tę kasę którą mieli (jednemu 10, drugiemu 4 talenty), a trzeciemu zabiera tego talenta wykopanego z ziemi. Koniec.

Jakie jest dla nas przesłanie tej przypowieści? Dosłowne (zbyt dosłowne) tłumaczenie mogłoby nas zgubić. Jak to? Ten trzeci przecież był w porządku i oddał ten talent a został ukarany? Dlatego trzeba spojrzeć na to głębiej – właścicielem majątku jest sam Bóg. Sługami jesteśmy my. Talenty to są właśnie nasze zdolności (każdemu według jego zdolności) dane nam przez Boga. A naszym zadaniem nie jest skrywać tych zdolności i udawać, że ich nie ma, lecz wykorzystywać je, rozwijać, pielęgnować. Wtedy otrzymamy zapłatę. Taka jest zwyczajna interpretacja tej przypowieści.

Okej, a gdzie moja kontrowersja? Już nadchodzi. Gospodarz jedzie. Zostawia sługom talenty żeby je rozwinęli. Oni nie wiedzą, że on im je odda. Dla kogo więc je rozwijają? Nie robią tego dla siebie, nie liczą na wielką zapłatę. Robią to dla gospodarza. Nie zarabiają pieniędzy dla własnych potrzeb, lecz by gospodarz, gdy wróci, miał więcej pieniędzy. Mało kto interpretując przypowieść o talentach zwraca uwagę na ten jej aspekt. A jednak mnie rysuje się on bardzo wyraźnie. Bo skoro Bóg powierza nam jakieś talenty które mamy rozwijać, a On jest gospodarzem z przypowieści, to nie oczekuje od nas byśmy rozwijali je jakkolwiek. On chce, byśmy robili to dla Niego. Dla Jego chwały, a także by pozyskać Mu większą liczbę wyznawców. Czyli tych, którzy poznali Prawdę. Jeśli umiem pisać, nie będę pisał opowiadań, na przykład, erotycznych, czy powiedzmy Harlequinów, choć to byłoby niewątpliwie jakieś rozwijanie powierzonego mi talentu. Jeśli umiem rysować, nie będę rysował aktów, choć to bardzo piękne rysunki mogłyby nawet być. Jeśli umiem śpiewać, nie będę śpiewał Iry „Weź mnie” albo „Rape me” Nirvany. Chociaż to wszystko wskazywałoby na jakiś rozwój moich talentów. Ale właśnie! Przecież te talenty NIE SĄ moje! One są mojego Pana, który wyjechał i powierzył je pod moją opiekę. I ja dla Niego mam je rozwijać. O Nim mam pisać, o Nim śpiewać. Jasne, z rysunkiem byłoby już ciężej (zacząłem rysować komiks ;). Raczej nie będzie za bardzo o Bogu), ale z całą pewnością jakoś dałoby się temu zaradzić. Gospodarz wyjeżdżając poprosił nas byśmy rozwijali Jego talenty i nie mamy prawa traktować ich jako swoich. Prawdziwie rozwiniemy Jego talenty tylko z myślą o Nim. Taka jest moja interpretacja przypowieści o talentach. I taki będzie koniec tej notki.

Wszelkich ateistów, satanistów i luźno związanych z Kościołem proszę o niepozostawianie obelżywych komentarzy. Ta notka skierowana jest raczej do osób mających bliższe związki z Kościołem. Dziękuję.

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 25 Komentarzy

Zobacz wpisy

25 thoughts on “Przypowieść o talentach

  1. Zbychu

    Siema! Uważnie czytam twoje notki i może jeszcze dzisiaj dodam jakiś fajoski komentarz, masz naprawdę strone na wypasie, mr gajek rulezz

  2. Hmm… Kurczę, lubię takie rozważania : ) Ale czegoś tu nie rozumiem. Czy my mamy rozwijać się tylko dla Boga? Dla Jego chwały? Czy nie rozwijamy się też dla samych siebie, by lepiej zrozumieć naszą religię? Żeby praca nad sobą dawała owoce? Żeby zagłębiając się w chrześijaństwo, nie zgubić się?

    Chciałam coś napisać, ale…
    No.

    Pozdrawiam.

  3. A mój komentarz bedzie inny bo nic z tego nie zrozumiałam. O właśnie… Ja nie bede zadną zakonnica [komnetarz od Ciebie na moim blogu :D] :P Nawet nie myśl :) Pozdrawiam :-) Papa :* z Bogiem

  4. Jest jakiś dzień w roku, kiedy ta przypowieść jest rozważana w kościele…
    Szczerze powiem, że niegdy nie słytszałam takiej interpretacji:)
    No cóż… Napisałeś, że znasz tylko jednago faceta, który się z tym zgadza… No to poznaj jeszcze jedną osobę, tym razem facetkę:):)
    Mam na imię Nina:D
    Pozdrawiam i czekam na następne notki:*

  5. He he ok. powstrzymam się od złośliwego wpisu żartuje. Zaskoczę cię ostatnio byłem ( tu chwila milczenia) w kościele traumatyczne przeżycie, kuzyn się żenił i musiałem być za to się upiłem;). Ale mniejsza z tym ksiądz dziwnym trafem dał tą samą przypowieść i w podobny sposób ja opisał.

  6. Zbychu

    no no nowa egzegeza,jaka orginalna,choć mało m awspólnego z oficjalną nauką Kościoła, w sam raz na jakąś fajoską sektę, pozdro

  7. Zbychu

    to był oczywiście żart, mam nadzieję ,że się nie obraziłeś, każdy ma prawo do prywatnej interpretacji, byle nie mówić, że jest ona oficjalną nauką… twoja jest ciekawa choć się z nią nie zgadzam, uważam, że tworzenie rzeczy nie religijnych też człowieka rozwija ku Bogu i innym ludziom

  8. Zbychu

    przecież każdy rozwój jest ku dobru, jak sama nazwa wskazuje( nie cofanie się), im bardziej realizujesz się w człowieczeństwie tym bardziej stajesz się osobą, a więc tym bardziej podobny do Boga

  9. Heeeej :* U mnie nowa notka ;) Ja się zgadzam z przypowieścia… Pozdrawiam. Z Bogiem :*

  10. Pewnego,jesiennego dnia staruszek szedł przez prak rozmyślając jak przezyc nadchodzącą zimę…I nagle jego wzrok przykułka mała zwinięta karteczka..podszedł,podniósł ją..w srodku dziecięcymi literami napisane było…
    „Nie mam z kim rozmaiwać ani mówić,że kocham.Nie mam zupełnie nikogo..Więc Ty-który trzymasz tą kartkę wiedz,że Cię kocham…Tak strasznie Cię kocham…”
    Mężczyzna podniósł głowę…zobaczył tylko sierociniec..lecz w oknie jego budynku małą dziewczynkę,której twarz promieniała radością…uśmiechnął się do niej..ona do niego też.Tą zimę przezyli razem śmiejąc się z deszczu…Mała pokazywałą mu swoje obrazki.Obydwoje-samotni nareszcie mieli kogoś dla kogo żyli…lecz gdy pewnego dnai „dziadziuś” nie przyszedł dziewczynka wiedziałą,że stało się coś bardzo złego…I,że juz nie będzie tak samo…wtedy pobiegła szybko do pokoju i napisała:
    „Nie mam z kim rozmaiwać ani mówić,że kocham.Nie mam zupełnie nikogo..Więc Ty-który trzymasz tą kartkę wiedz,że Cię kocham…Tak strasznie Cię kocham…”
    (…)

    Mam nadzieję, że zrozumisz to, co chciałam Ci przekazać tym opowiadaniem… Choc w gruncie rzeczy będzei cięzko…
    „-Puchatku, Puchatku!-zawołał zmartwiony Prosiaczek..
    -Co się stało?…
    -A nic, chciałem się upewnić, że jesteś…
    I chwycili swe rączki…
    By dalej RAZEM kroczyć przez życie…
    I kochać całym swym serduszkiem… ”
    :-)
    Dziękuje za wszystko. :] Pozdrawiam i nie proszę nie zapomnij o mnie i czasem mi komentuj na blogu :-) Z Bogiem :*

  11. A ja sie zgadzam z tym co napisales, hmm ale nie wiem czy do konca. Mam te same pytania co ludzie-sa-aniolami w drugim komentarzu… tyle. Pozdrawiam!!
    ~*~Ania~*~

  12. Ok. Twoja interpretacja jest interesująca, logiczna i właściwie to nie mam się do czego przyczepić. Jednak moja natura (tutaj zacytuję moją koleżankę) pt. „grunt-to-bunt” nie może się z tym pogodzić i po prostu musi znależć jakieś „ale”.

    Skoro gospodarz był tak zły na tego sługę, który zakopał swój talent w ziemi, znaczy to, że osoba, która nie śpiewa o Bogu (praktycznie wszyscy piosenkarze i piosenkarki), a niewątpliwie do śpiewu talent mają, grzeszą. Przynajmniej taki nasuwa mi się wniosek. Czyli robią źle?

    Inna sprawa – ok, śpiewasz o Bogu. A Nirvany już nie możesz? Chodzi mi o to, czy możesz sobie to połączyć.

    Jeśli nie, to cały nasz świat powinien się opierać tylko na tematyce religijnej, i już piosenka o nieszczęśliwej miłości będzie marnowaniem talentów – grzechem.

    Słudzy nie spodziewali się nagrody – faktycznie rozwijali majątek sowjego Pana. Od Niego i dla Niego. A kto powiedział, że rozmnażając ów majątek mówili tylko o gospodarzu? Zainwestować talenty mogli w różne rzeczy, nie tylko w Pana.

    Zauważ, że sługa, który zakopał talent zrobił to z obawy. Nie chciał, żeby ludzie wiedzieli o talencie, nie dzielił się nim. Może chodzi właśnie o to? Że jak już mamy jakiś talent to powinniśmy go rozwijać i śpiewać dla ludzi, żeby podzielić się z nimi w jakiś sposób tym, co posiadamy. Jeśli umiem śpiewać, to nie będę tylko zawodzić pod prysznicem, ale pójdę na jakiąś uroczystość i zaśpiewam piosenkę, aby ludzie mogli się bawić, rozluźnić, by mieli rozrywkę. I nie chcę tylko owacji dla siebie, żeby mnie wszyscy podziwiali, ale próbuję przekazać coś innym. Nie będę też siedziała cicho, bo ktoś mógłby podkraść mi mój pomysł, mój styl. Postaram się, aby z mojego talentu był jak największy pożytek nie tylko dla mnie – ale dla wszystkich.

    Co nie wyklucza oczywiście faktu, że mogę jednocześnie nawoływać ludzi do Boga.

    Aczkolwiek Twoja wersja wydaje się być całkiem racjoanlna, moja natomiast nieco naciągana. Trudno mi jest jednak pogodzić się z faktem, że jeśli umiem śpiewać, to nie powinnam śpiewać Nirvany, ale pieśni religijne*.

    Zastanawia mnie natomiast ten oto fragment: „(…) chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał (…)”. Próbowałam tak i siak, ale za żadne skarby nie mogę sobie tego zinterpretować. A o tym to mi jeszcze nikt nie mówił. Co to znaczy?

    *nie to, że jakoś lubię ten zespół. Jak mam być szczera, to bez bólu słucham tylko ich jednej piosenki ;). Ale skoro dałeś już taki przykład, to na nim się opierałam. To tak, żeby nie było :).

  13. Hm, mam nadzieję, że w ogóle dobrze zrozumiałam Twoją notkę. Ach, i przepraszam za literówki w komentarzu poniżej. Jak jestem podniecona, to nie patrzę jak walę w klawiaturę ;P.

  14. Witam! Nie było mnie 3 dni a tu 13 komentarzy, niesamowita sprawa. Co do Zbycha – mam dwie teorie. 1. Klerycy sobie robią żarty i się podszywają pod mojego ulubionego Profesora od Pisma Świętego, lub: 2. Szczęść Boże Księże Profesorze, bardzo miło móc przeczytać komentarze od Księdza. Którakolwiek wersja byłaby prawdziwa, pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedź postaram się streścić bardzo krótko, bo spędzam weekend u przyjaciółki i nie chcę jej za bardzo zżerać czasu komputerowego. Ale rozwieję (mam nadzieję) kilka Waszych wątpliwości. Jak zaznaczyłem, interpretacja jest moja, do dziś zgadzał się z nią tylko jeden osobnik i nikt więcej. Myślę że pod niektórymi względami bywam poprostu trochę za bardzo zwichnięty. Natomiast nie wyobrażam sobie poprostu że mógłbym pisać o czymkolwiek innym niż o Bogu czy o przynależności do Niego. Z ureligijnianiem całego świata – jasna sprawa. Nad całym światem czuwa Jeden Bóg i jest On wszędzie. Dlatego cały świat jest przesiąknięty jakąś naturalną religijnością. Myślę jednak że nie grzeszy ten kto rozwija talent o Bogu nie pisząc. Bardziej ten, kto wymyśla niestworzone światy w których jest kilkoro bogów a Jedyny poprostu nie istnieje. Czy ci, którzy śpiewają sobie właśnie takie Rape Me Nirvany. Jeśli śpiewam o nieszczęśliwej miłości, rozwijam swój talent. Czy gdy piszę o nastolatkach i ich problemach, rozwijam swój talent. I nie grzeszę. Grzeszę (tak myślę) gdy np. namawiam moich bohaterów do stosunków przedmałżeńskich (wybaczcie, ale naprawdę wiele teraz jest takich pozycji). Jednak jeśli piszę coś typowo neutralnego o prawidłowej moralności i ukierunkowaniu na Stwórcę (nie koniecznie ze Stwórcą w centrum)to rozwijam swój talent i spełniam polecenie Jezusa. Moja interpretacja jest tylko trochę bardziej rygorystyczna, a tak naprawdę chodzi mi o nie robienie głoupot (co już zresztą napisałem). Kończę… Pozdrawiam. Odezwę się wkrótce.

    Księdza Zbigniewa jeszcze raz pozdrawiam i dziękuję serdecznie (a chce się Ksiądz przyłączyć do mojej sekty? ;).

  15. Coexist

    Nuda. Tamten blog byl lepszy.

  16. Wszelkich ateistów, satanistów i luźno związanych z Kościołem proszę o niepozostawianie obelżywych komentarzy. Ta notka skierowana jest raczej do osób mających bliższe związki z Kościołem ” – Słusznie. Zawsze lepiej się ze sprawiedliwymi rozmawia niz z grzesznikami, a ostrzeżenie trzeba było na początku dać, to bym sobie czasu oszczędził. Pozdrawiam i nie komentuję.

  17. Drogi, Szanowny panie Mateuszu.
    Dwoje się zgodziło, dwoje.

  18. Zbychu

    Nie ujawnie swojej torzsamości z dwóch powodów: 1.gdybym się przyznał że jestem profezorem Zbychem, to rektor wyrzucił by mnie z roboty za to, że pisze tu komentarze 2.lepiej udawać profesora niż przynać się, że jestem zwykłym klerykiem

  19. kartofel-ma-swoje-zasady niezl

    Maaaateuszu!!! U mnie nowa notka :P Prrrosze Cie, skomentuj XD Pozdrawiam. Pokój. z Bogiem :* Papa :]

  20. Ehh…Gdzie Cię wcięło? :> ;)
    Pozdrawiam

  21. Moim największym problemem jest to, ze szukam tych talentów od kilku lat i nic nie dostrzegam… wydaje mi się, ze Bóg o mnie zapomniał. Wszystkim rozdawał, a ja stałam nieśmiało zboku i się nie upomniałam. Wiem,że to nie jest w porzadku,ale bardoz trudno jest mi odjryć w sobie coś wspaniałego, niepowtarzalnego. Wynika to z braku pewności siebie…

  22. „Proście Ojca by przymnożył wam WIARY. ” Jakoś tak to było? Talenty to chyba WIARA. Im kto mocniej WIERZY, tym łatwiej mu się zyje i łatwiej w tejże sie umacnia. Oczywiście wspominam jako nikt, że nalezy oddzielac WIARĘ od religi. Często bardzo religijne osoby są całkowicie pozbawione WIARY. Chyba nazywa się to dewocja, czy jakoś tak.( Choćby grupa miłych ludzi, którzy robia wszystko by gorliwi rzejrzeli na oczy. )
    Jeśli ktoś ma tylko odrobinkę WIARY i wstydzi się jej (nie puszcza ją wśród ludzi, a tylko chowa głęboko) to i te trochę z niego ucieknie, to moja interpretacja, czyli nikogo. :)

  23. Kiniol

    spoko ta interpretacja jest całkiem niezła

  24. Przemas

    W przpowieści o talentach widać podział społeczny dokonany przez Boga – powstaje pytanie dlaczego nie zaczynamy wszyscy z tego samego poziomu np każdy z 2 talentami, do tego podziału dodamy źle działające Państwo no i się biedy uzbiera cała masa.

  25. B.

    I chyba tego szukałam:) dziękuję:)
    bo jak jest napisane… Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie (1 List do Koryntian)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s