Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż!

Na sam początek pragnę przeprosić wszelkich urażonych, Zgredka przede wszystkim. Właściwie nie chciałem poprostu by wypowiadały się osoby luźno związane z tematem przypowieści, a Ty w końcu chyba do nich nie należysz? Rzecz polegała na tym, że Ci nie siedzący w temacie nie mieliby na ten temat za wiele do powiedzenia, nie prawda?

Przepraszam Coexist, że mu nudno. Faktycznie czuję jakby coś odemnie odpłynęło wraz z moim odpłynięciem z seminarium. Nawet zaczynam to rozumieć. Obiecuję, że będę się starał. Nie wiem co z tego wyjdzie.

Notka ta będzie ciężka i nie wiem czy jej podołam. Jest to odpowiedź na prośbę Braka o wytłumaczenie sprawy myśli erotycznych. Pierwszą rzeczą będzie sięgnięcie do samych źródeł…

„Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5, 27-28). Potem jest fragment o wyłupywaniu oka i odcinaniu ręki, znany dobrze każdemu. To właśnie dotyczy myśli erotycznych, choć można powiedzieć – nie do końca. Jezus mówi tu o pożądliwym patrzeniu na dziewczynę. Prosta sprawa – idzie sobie laska w krótkiej kiecce ulicą, a my za nią łyp! okiem… Mam kolegę, dość dobrego nawet, który każdą w miarę dziewczynę wycenia słowami: „Ale fajna! Pyknąłbym ją”. To jest rzecz która drażni mnie u niego najbardziej, jasne jest bowiem, że „już w swym sercu dopuścił się z nią cudzołóstwa”. To smutna rzecz, nawet nie ze względu na niego samego, ale choćby i na tą dziewczynę, która niczemu nie jest winna że wygląda tak jak wygląda, a tu ktoś, obcy nawet, ocenia ją jako pierwszą lepszą. Nie zaglądając nawet w jej wnętrze. To samo tyczy się choćby dyskotek czy innych imprez na które wychodzimy tylko po to żeby wycenić wartość niektórych dziewczyn, a czasem może wyciągnąć jakąś do toalety. Jednak jeśli to nam się nie uda, należy pamiętać że sama chęć, wola zgrzeszenia już sprawia, że zgrzeszyliśmy. Albo, powiedzmy, oglądanie pornografii, bez problemu może być nazwane takim samym cudzołóstwem. Z prostej przyczyny, że tą kobietę widzianą na zdjęciu z miłą chęcią w myślach gwałcimy…

Ale dobrze, to co napisałem dotyczyło pożądliwego patrzenia na kobietę, a nie myśli erotycznych samych w sobie. No bo cóż jeśli żadnej kobiety nie ma obok, a my kładąc się na przykład wieczorem do łóżka wyobrażamy sobie jakieś sceny erotyczne? I osobą w naszych wyobrażeniach pojawiającą się nie jest np. jakaś konkretna kobieta (ew. mężczyzna), lecz wymyślony ideał? Odpowiedź wydaje się prosta – takie myśli, jeśli pojawiają się z premedytacją i z naszym przyzwoleniem, także są grzechem. Bo nawet jeśli widzi nam się jedynie jakaś nieistniejąca mara, to ona również należy w jakiś sposób do stworzonego przez Boga świata. Posiada zresztą cechy różnych ładnych dziewcząt spotkanych przez nas w życiu, więc nie pozostaje całkowicie anonimową. Tak czy inaczej wyobraźnia nasza pobudzana przez nas do produkowania podniet w takich sytuacjach jest nam powodem do grzechu.

Ale przecież jesteśmy ludźmi, a ludzie mają w sobie coś ze zwierząt! Istnieje w nas coś takiego jak naturalny pociąg seksualny, przez który bardzo często dochodzi do poznania niezwykle ciekawych istot. Czytałem zresztą u ks. Malińskiego, że pociąg seksualny jest jedną z trzech podstawowych cech udanego związku. I nie ma w tym nic zdrożnego. Bo pociąg seksualny, który jest naturalny, nie jest jeszcze pożądaniem. Pociąg seksualny nie jest zależny od nas, wypływa z naszych uczuć, czy, jak kto woli – z naszych hormonów, i mamy na niego niewielki wpływ. Jakaś osoba podoba nam się i już. Tym czasem pożądanie jest już aktem naszej woli. „Chciałbym się z nią przespać” mówimy, co potwierdza, że to nie nasz organizm, a my właśnie chcemy dopuścić się grzechu. Można rzec, że pożądanie jest jakby dalszym stopniem rozwoju pociągu, wzmocnionym naszą wolą. No właśnie – tu jest najważniejsza sprawa. Bo Bóg właśnie dał nam wolność, byśmy mogli o sobie sami decydować. Choćby i w takich sprawach jak pożądanie. Jeśli jakaś dziewczyna mija nas na ulicy i zachwycił nas na przykład zapach jej perfum, możemy wybrać, czy chcemy by pozostała dla nas osobą, czy przedmiotem który „pyknąłbym”. Tak jest – więc jeśli myśli erotyczne same pojawiają się w naszej głowie (rzadko się to zdarza i zazwyczaj na krótko), a my nie chcemy ich rozwijać, lecz wolimy na drugą osobę patrzyć jak na człowieka, nie grzeszymy. Lecz jeśli pielęgnujemy w sobie nasze pożądanie i każdą napotkaną istotę traktujemy jako przedmiot do ulżenia naszemu egoizmowi, nasz grzech jest wielki.

Na koniec dodam jeszcze, by Pytajnik nie miał pretensji, że nasz grzech, jakkolwiek wielki by nie był, traci swą moc gdy go żałujemy i postanawiamy poprawę. Spowiedź, jako sakrament dany nam przez Boga, jest tu oczywiście najważniejsza, lecz bez żalu i postanowienia poprawy nic nie znaczy. Błogosławieństwo Pana z Wami wszystkimi. I zapraszam wszystkich do komentowania ;).

Categories: Duchowość i moralność | Tags: , , , , | 28 komentarzy

Zobacz wpisy

28 thoughts on “Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż!

  1. gremlin

    Qrcze, chyba jestem „pierwszym komentarzem”:) nigdy wczesniej nie dodawalam nic od siebie-chyba najwyzsza pora cosik kliknać;]fajnie, ze poruszsz ten temat, fajnie, bo daje duzo do myslenia…do zobaczonka wkrótce..mam nadzieje…

  2. gremlin

    A…zapomniala bym…w najblizszy piatek spotkanie u Franciszkanów bedzie prowadził…o.Sebastian:], tak samo jak ostanio. Nie wiem czy pojde, bo wlasciwie to spotkanie mialo charakter plotkarsko wywiadowczy…no, moze przesadzilam, bo bylo przynajmniej śmiesznie:]Ale kto w piatek skacze, ten w niedziele placze. Tym razem jak nic u mnie sie to sprawdzilo…ale nie mowmy o tym, bylo, minelo, jest zle, ale i tak juz lepiej. Tak wiec nie wiem, czy przyjde w piatek, dogadam sie z Dzikiem, mam nadzieje ze mi sie uda. papa

  3. Ehh…Takie myśli często prowadzą do gwałtów…A przecież kobieta nie jest przedmiotem…Tyle na ten temat, nieważne dlaczego…
    Pozdrawiam…

  4. Brak

    Hmmm… Dzięki serdeczne:) Jeszcze jedno – ktoś miał myśli takie właśnie, ale nie wiedział, że to grzech. Gdzieś przeczytał, że grzechem to nie jest. No nie myślał o tym często itd, itp. Taka historia – możliwa w sumie do zrealizowania w życiu. W poprzednich notach pisałeś, że jak się nie wie, że to grzech, to nie jest grzechem. Czyli w takiej sytuacji jest to również aktualne, prawda? Nie wiem, w sumie po co to piszę, ale co tam. Dzięki jeszcze raz:) Muua.

  5. Fajnie że poruszasz takie tamty, ale ja na razie zostawiam to bez komentarza bo mi mózg odebrało, ale nie ważne ;) u mnie nowa notka and nowy szablon :)))) pozdrawiam. z Bogiem :]

  6. Hm, co by tu napisać… Musimy się pilnować ;).

    A poważnie. Sądzę, że masz tutaj całkowitą rację i nie widzę niczego, z czym mogłabym polemizować. Mnie strasznie denerwują ci, co tak mówią o „pykaniu”. Nie-na-wi-dzę-te-go! Może jestem tym bardziej oburzona takim podejściem, bo jestem właśnie tą slabszą płcią i mnie jakby to bardziej dotyczy. Ani kobieta, ani mężczyzna nie jest towarem. Chociaż po co ja to piszę, przecież wynika to z Twojej notki… Ale widzisz, czasami człowiek musi sobie ulżyć.

    Inna sprawa, że niektórym dziewczynom to nie przeszkadza… Nawet więcej – im o to chodzi! Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem takiego postępowania. Chcieć się podobać, to jedno, ale chcieć powodować… no, lubieżne żądze, to już zupełnie co innego. Moja koleżanka opuszczała sobie spodnie, żeby jej było widać stringi, chodziła w mnimalnych mini i dekoltach prawie że do pasa (-_-‚), po czym zdawała relacje, który chłopak gdzie się gapił, jak długo, i jak bardzo pożądliwym spojrzeniem. Ratunku! Czy ja jestem jakaś opóźniona, że mnie to nie podnieca?

    Uf, ja to się zawsze rozpiszę. Ale cóż. Takam już. W każdym razie pozdrawiam.

  7. No cóż. Można i tak. Ostatnio dyskutowałem z miłymi paniami na temat ZAKONU. Zakon nie został dobrze odczytany, a pozbyto się go. Wydaje mi się że zrobiono to zbyt pochopnie. Jeśli chodzi o lubieżne mysli, to i tak przychodzą, a za nimio cala fizjologia (mam na myśli Pwt 23.11) Wydaje mi się, że w Zakonie bardziej chodziło o czystość ciała niż o jakies straszne przewinienie. W końcu nieczystośc kończyła się wieczorem, czyli, że wymóg czystości był po prostu ważny.
    Co innego utrata dziewictwa. Tu akurat (W czasie wesela nowożeniec mowi kolegom – założę się, że jest jeszcze dziewicą, a na to jego małżonka, „jeszce nie zaczęliśmy wspólnie żyć, a ty już pieniądze chcesz w błoto wyrzucać”)mąż który przegrał zakład mógł skazać swoja zonę na smierć przez ukamieniowanie. Czy był to kaprys Stwórcy? Wydaje mi się, że jednym z fundamentów małżeństwa jest udane pozycie, a jakoś tak się składa, że mimo powszechnej równości w demokracji ludzie sa różnie obdzieleni przez nature jedni więcej, a jedni mniej. Oczywiście chodzi o różne dziedziny życia. W pewnych wypadkach wiedza wynikająca z porównania , która kobieta nabyła nim wyszła za mąż może zniszczyc jej małżeństwo, a w konsekwencji i jej i jego szczęście, a może nawet i szczęście ich dzieci. Lub tez dzieci narodzone w tym związku (tylko matka może przypuszczać kto jest ojcem dzieci), a sytuacja, gdy dziecko posiada w innych małżeństwach rodzeństwo po biologicznym ojcu móże zaowocować przykrymi konsekwencjami w przyszłości (debilowacenie nastepnego pokolenia, i inne choroby dziedziców bliskich krewnych).
    Wydaje mi się, żę J. nawoływał, by unikając konkretnych mysli unikać natręctw, które do ich realizacji prowadzą z przyczyn o których wcześniej wspominałem, ale jak ktos lubi inne interpretacje, to jego problem. Życie pewne sprawy weryfikuje.
    Co do nieczystości i pewnych fizjologicznych skutków mógłbym więcej, ale w istocie jestem nikim, a poza tym juz i tak napisalem gigantyczna notkę…

  8. Zapomnialem dodać. Pewne rzeczy traktuję lekko i dlatego się nie obrażam, po prostu zyję (jeszcze), a niepasujące komenty zawsze możesz wywalić w trybie administracyjnym…

  9. Drogi Mateuszu. W imieniu swoim i Magdy od Kartofla mam zapytanie (jeśli Magda nie chce, żeby ujawniać Jej dane, niech napisze, a Ty bądź łaskaw skasować ów komentarz). Zapytanie o treści następującej – co Kościół mówi o anarchii, anarchistach, itd. Czy działając w anarchii i popierając ten system obrażamy Boga. Takie tam. Proszę, prosimy, prosząco wzywamy Twojej:
    a) rady
    b) pomocy
    c) wytłumaczenia
    To tyla. Pap! O.

  10. Hmm…a mogę jeszcze od siebie coś dodać? ;)
    Anarchia…Tyle o niej słyszałam, a jednak nie potrafię jej zdefiniować. Bardzo dużo rzeczy słyszałam o tej ideologii, ale czasem są one sprzeczne…
    Grunt w tym, że anarchista, to człowiek, który sam jest dla siebie policjantem, nauczycielem, księdzem, bankowym, sklepikarzem, urzędnikiem…(no właśnie. Zastanawiam się, czy jest też dla siebie samego bogiem.) Anarchiści wyznają taką zasadę: róbta, co chceta, byle nie naruszyc wolności drugiego człowieka. Co w tym wypadku znaczy…nie zabijaj. Naruszanie wolności pojmowane przez anarchistów, to nie jest kradzież, obrażenie kogoś, pobicie…To jest zabójstwo. Tego im tylko nie wolno robić…
    Poza tym, to właśnie „grunt to bunt”. No ale zaraz? Kim jest buntownik?
    George Byron kiedyś powiedział, że „Buntownik-to człowiek, który domaga się swoich małych praw na tle wielkiego bezprawia”. No i właśnie w tym sęk…Anarchię spokojnie można zaliczyć do ideologii, która opiera się na bezprawiu. Jakiego więc prawa domagają się anarchiści?…

    P.s.
    Ostatnio zrobiłam mały eksperyment. Zobaczyłam laskę, która była ubrana cała na czarno, ćwieki, buty na obcasie (też z ćwiekami), długie, kolorowe włosy, ostry makijaż, czarne paznokcie z symbolem anarchii i torba z w/w symbolem. Podeszłam do niej i jak najgrzeczniej spytałam: „-co znaczy to A w kółku na Twojej torbie?”, odpowiedziała: heavy metal.
    Ratunku…

  11. Metalman1984

    O tej w krótkies spoódniczce powiem, że sama jest sobie winna, że tak wygląda.
    Do „ludzie-sa-aniolami”: były, są i będą takie tępe baby, jak tak, którą Spotkałaś. Sam nie wiem, czemu słuchające ciężkiej muzyki, takie są, ale są i nic się na to nie poradzi.

  12. Pytajnik

    Ptytajnik się zastanawia jakim prawem mówisz ludziom co jest grzechem a co nie i jakim prawem możesz odpowiadać na pytania w stylu: … co myśli o tym Kościół???!!!Pytajnik się denerwuje bo możesz nieświadomie zburzyć czyjąś moralność zbudowaną w oparciu o np. częstą spowiedź lub kierownictwo duchowe, nie wszystko co czarne jest grzechem. Ty naprawde możesz kogoś skrzywdzić (nieświadomie?), już sam się raz skrzywdziłeś nie przewidując konsekwencji swoich działań. Spróbuj postawić sobie to pytanie: na ile przewiduję konsekwencję swoich działań? Nie chcę cie zdołować ale prawda bywa bolesna…i pokora

  13. A tak jeszcze co do godziny notki…Chłopie! Jeżeli Ty piszesz 10 minut po północy notkę na bloga, to kiedy Ty śpisz? :O

  14. Coexsits

    Hej!! Ja tez mam kolege ktory oglada sie za dupami jak tu wlasnie napisales tym kolega jestes…Ty :) Tylko nie dodajesz ze bys ja pyknal….

  15. Ach więć teraz wreszcie, po całych…prawie dwóch tygodniach nieobecności w tak zwanym wirtualnym świecie, makota się wypowie. Zacznijmy po kolei, więc pierwsza jeszcze nie komentowana przeze mnie notka – FRANCISZKANIE.
    A więc co do potańcówy u Franciszkanów, to było bardzo fajnie. Nie pytaj się mnie o miasto z jakiego pochodzili, bo kompletnie nie pamiętam. Wiem, że kończyło się na „-tynów”.

    Dalej – TALENTY
    Hmmm…znaczy, że zakładając, iż makota niejaka ma jakieś liche zalążki lichego talenciku, to nie może malować kuniów, złych aniołków etc? :(

    Następnie notka powyższa…hmmm…nie wiem co napisać :/

  16. Przeczytałam notkę jeszcze raz, do tego zapoznałam się z komentarzami i jednak chyba coś napiszę. Całkowicie zgodzę się z opinią Metalman1984 , że wyglądające jak prawdziwki dziewczyny mijające nas dzień w dzień, czy to w szkole, czy na ulice – same są sobie winne swojego wyglądu, a nader często zdarzają się takie ułomne, że przeganiają się jedna z drugą, która przyciągnie więcej spojrzeń ofiar (chociaż tutaj nie stałabym tak mocno w obronie owych ofiar, bo zdarzają się też takie osobniki, którym pod czaszkami, w narządach zwanych mózgami, kłębią się tylko tak prymitywne polecenia jak „zgwałcić, zgwałcić, zgwałcić” [tutaj mam wizję takiego dość mocno pochylonego osobnika ludzkiego płci męskiej, z wywieszonym jęzorem i luźno majtającymi się dookoła rękoma]). Chociaż może ja się wypowiadać nie będę, bo nie zwykłam się skąpo owdziewać, a wręcz przeciwnie, więc być może patrzę subiektywnie na sprawę…
    Ufff ale żem się rozpisała. A i jeszcze jedno nawiązenie do notki o Franciszkanach – „Wciąż przede mną…” Przede mną, ode mnie etc. ODDZIELNIE!! :):):) Jeh jeh…

  17. Zbychu

    Ale ten pytajnik się wkurzył, chyba trochę przesadza, choć ma troche racji… no nie?…

  18. animaedimidium

    Pytjnik owszem, ma trochę racji, ale przecież nikt nie każe słuchać się Mateusza we wszystkim… Więcej, tutaj przecież komentujący mają swoje wątpliwości i czasem się nie zgadzają.

    Mam wspaniałą koleżankę, która słucha ciężkiej muzyki właśnie, ubiera się na czarno, nosi glany, kostkę, i naszywki na niej, m.in. ze znakiem anarchii. Jednak ona wie o czym mówi, i wkurzają ją osoby mające taki styl na pokaz. Chociaż różnimy się poglądami na niektóre sprawy, ulubionym rodzajem muzyki i… właściwie wieloma rzeczmi ;) wspaniale mi się z nią rozmwia. Jest naprawdę wartościową osobą. I żadnych chłopaków nie kusi ;P. Bo sama tego nie lubi… ;)

  19. Ja mam jedno pytanie:
    Co z osobami świadomie niewierzącymi, ale żyjącymi dobrze, z miłością itd.?
    Czy grzeszą?

  20. Redgar Dareguard

    A ja dobiore się do sprawy z drugiej strony :).Otóż wiemy już jakie są oblicza cudzołostwa ,jednak nie zsotało powiedziane jak należy im przeciwdziałać i jka z nimi walczyć.Ja znam jeden sposób na to co zrobić gdy sie ma niepochamowaną ochote na sex/masturbacje.To proste, wystraczy zaczać zmawiać „Zdrowaśki” i ochota przechodzi od ręki :).Prosze o konkluzje w zwiazku z podjętym wątkiem.

  21. Oj rety! Te Wasze komentarze rosną jak grzyby po deszczu! Jak się tu zabrać za odpowiadanie? Zabieram się w Wordzie, bo z pewnością zajmie mi trochę czasu. Zacznę od prostych poruszonych przez Was spraw.

    Ludzie-są-aniołami w pewnym miejscu zapytała mnie, o której ja chodzę spać skoro notkę piszę o 00:10? No, nie zaglądałaś chyba na mojego poprzedniego bloga. Tam niektóre noty pisane były po 2… Ja po prostu nocny marek jestem. Daysleeper (akurat mi leci na Winampie ;). Największą aktywność wykazuję w nocy, w dzień zaś lubię pospać do południa. To jednak nie znaczy, że nie jestem w stanie położyć się o 22 by wstać o 6 na przykład. Robiłem to przez rok w seminarium i ten tryb życia również mi bardzo odpowiadał (tam nie groziło mi zasiedzenie się przed kompem co niestety tu wisi ciągle nade mną; myślę, że po wyjeździe do Łodzi znów zmienię tryb istnienia).

    No i już sprawy cięższe. Najciekawszą z nich jest niezwykła rozbieżność zdań dwóch osób wywodzących się z tego samego środowiska (i posługujących się, jak około 150 innych osób, tym samym numerem IP) – Pytajnika i Zbycha. Muszę z czystym sumieniem powiedzieć, że gdy komentarz Pytajnika walnął mnie prosto w nos, marzyłem by kawałek dalej przeczytać komentarz Zbycha lekko pocieszający. I nie zawiodłem się. Widzę, że Pytajnik należy do niezwykle wojowniczych kleryków/księży. Twoje argumenty walą rzeczywiście prosto w nochal, ale wydają mi się zbyt ogólnikowe, bym dał radę na nie jakoś szerzej odpowiedzieć. Spróbuję… za pomocą pytania. Po czym stwierdziłeś, że roszczę sobie jakiekolwiek prawa których nie masz Ty? Zauważ, ja powiedziałem, że myśli erotyczne są grzechem, Ty zaś dołożyłeś mi, że takie twierdzenie jest grzechem. Zrobiłeś więc to samo co ja. Ale zostawmy to. Zajmijmy się „moim” prawem do mówienia co jest grzechem, a co nie. Otóż wydaje mi się (podkreślę, wydaje mi się), że coś co ewidentnie uważane jest za grzech może być przeze mnie grzechem nazwane. Przez Ciebie również. Nie wiem, może myślisz, że myśli erotyczne grzechem nie są, ale nie zabraniam Ci tego napisać choćby w komentarzu. „Nie wszystko co czarne jest grzechem” – okej. Napisałem kiedyś, że „Wszystko rozgrywa się w Twoim sumieniu” i taka jest prawda. Dlatego mogę z czystym sercem odpowiedzieć Brakowi, że jeśli myślał że myśli erotyczne grzechem nie są, to znaczy że nie miał świadomości grzeszenia, a więc – nie grzeszył (etyka, 1 rok; może powinienem zawsze przytaczać źródła z których korzystam, by mnie nie posądzono o herezję?). Dziś zaś, skoro już to wie, ma możliwość grzeszenia. Jednak nie do końca rozumiem Twoje „Nie wszystko co czarne jest grzechem”. A co nie jest? Dalej – jeśli mówię że Kościół twierdzi tak a tak (w tym momencie Kościół = oficjalne nauczanie Magisterium Kościoła), to tylko dlatego, że sięgam do źródeł, jakimi są na przykład dokumenty soboru, listy apostolskie czy Katechizm Kościoła Katolickiego. Nie zawsze wypowiadam się w imieniu Kościoła, bo też nie zawsze mogę być pewny tego, czy moje zdanie już zgadza się z oficjalnym zdaniem Kościoła. Odnoszę jednak wrażenie, że przyczepiłeś się do komentarza jednej istotki zwanej N-i-n-k-a która zadała pytanie „co Kościół mówi o anarchii, anarchistach, itd. Czy działając w anarchii i popierając ten system obrażamy Boga?”. Zauważ, że nie odpowiedziałem na to pytanie. I nie odpowiedziałbym (Wybaczcie Ninka, Metalowcy), bo nawet nie wiem czy Kościół w jakikolwiek sposób się na ten temat wypowiedział. Śmieszne byłoby pisać „tak mówi Kościół” gdy nie wiem jak Kościół mówi. Ba, ja do dziś nie wiedziałem prawie nic o anarchii i dlatego dziękuję Ludziom-Aniołom, że zdecydowała się według własnych kompetencji udzielić odpowiedzi. Do tego właśnie służą komentarze! Dodam jeszcze raz – rzeczywiście zdarza mi się pisać „tak twierdzi Kościół” ale tylko wtedy, gdy zajrzę do źródeł. Niestety, było mi dane czerpać z najgłębszych i najłatwiej dostępnych źródeł co najmniej o rok krócej niż Tobie, ale, jak napisałeś, sam jestem sobie winien. I teraz, dalej (Mamusiu, ten komentarz pobije wszystko na głowę, a ja dopiero zacząłem!), mówisz że mogę podłamać komuś moralność budowaną na częstej spowiedzi czy kierownictwem duchowy. Do czego pijesz? No bo jeśli rzeczywiście moje wypowiedzi podłamią kogoś nieświadomie (może się zdarzyć, nie twierdzę że nie), a ten ktoś ma kierownika duchowego, to powinien z miejsca lecieć do owego kierownika i się wywiadywać. Powiem Ci szczerze, jeśli ktoś mnie atakował gdy byłem w seminarium, natychmiast atakowałem na Ojca Duchownego. I cieszę się że jest więcej kleryków, którzy dbają o kierownictwo duchowe (no dobra, wiem, nie jest ich wcale tak mało). Okej, i ostatnia sprawa – jeśli ostatnie słowa („i pokora”) służyły Ci za podpis, to wiem kim jesteś! ;) Wiadomo, pełna anonimowość…

    To samo (anonimowość, choć już może nie tak pełna) tyczy się Zbycha. Mam nadzieję, że nie obrazisz się jeśli będę mówił do Ciebie po ksywce, tak jak do każdego na tym blogu. Nie jestem bowiem do końca przekonany czy jesteś (jest Ksiądz) profesorem Zbigniewem, a wierz mi, gdybym wiedział na 100%, nie odważyłbym się mówić na Ty… No dobra, ale podpisujesz się Zbychu, więc niech będzie Zbychu. Napisałeś, że Pytajnik ma trochę racji. Fakt. Nieświadomie usunąłem się z seminarium, w tym ma rację na pewno. Nie wiem do końca w czym jeszcze, pewnie w tym, że nie umiem przewidywać konsekwencji swoich czynów. I to prawda. Nie jestem wróżką. Działam zgodnie z własnym sumieniem, ale nie mogę powiedzieć, że zgodnie z sumieniem innych osób. Jestem trochę nadgorliwy, trochę niecierpliwy i trochę w gorącej wodzie kąpany. I mogę mieć na kogoś nieświadomie zły wpływ. A ja powiem tak – jak w tym roku byłem na rekolekcjach w wakacje to spędzałem nader dużo czasu z jedną duszyczką lat 15. I pewien neoprezbiter umiejący spojrzeć w przyszłość stwierdził, że nie powinienem tego robić, bo ona się może zakochać. Dla mnie jasne było więcej – że ja również mogę się zakochać. Ale nie sprawiło to tego, że przestałem prowadzić rozmów z tą osobą na różne tematy. Bo chyba musiałbym zamknąć się w pustelni, żeby niczego nie ryzykować. A Pytajniku, widzisz, że daleko mi do pustelni. Wychodzę do ludzi. I zawsze podejmuję ryzyko. Wiem, że schowawszy głowę w piasek mogłem ją ocalić. Ale jej nie schowałem. Przez to już nie jestem w seminarium. Jak jednak napisał mi mój ukochany pisarz Jan Grzegorczyk, gdy Bóg zamyka jedne drzwi, otwiera kilka następnych. Dlatego nie boję się przyszłości dopóki Bóg jest ze mną. Zbychu, dziękuję Ci za wsparcie. Choć rzeczywiście Pytajnik ma trochę racji.

    Mamma Mia, tragedia, piszę komentarz już prawie godzinę, a jestem w połowie! Dobra, pozostałe wątki ciachnę po kawałku… Sprawa skąpych ciuchów czy świadomego kuszenia rzeczywiście ma mocny wpływ na wzrost pożądania. A kto powoduje grzech u innej osoby, ten ponosi podwójną odpowiedzialność za swój czyn.

    Dalej Coexist pisze, że ja jestem z tych, którzy za dziewczynami się oglądają. Po kolei – odkąd wstąpiłem do seminarium aż do dziś spotkaliśmy się zaledwie cztery razy, w tym rozmawialiśmy razy dwa. Wnioski wysunięte na ten temat przez Ciebie mają więc lekko starą datę. Nie twierdzę tu jednak, że nie podobają mi się dziewczyny. I że nie zdarza mi się za jedną albo drugą obejrzeć gdy na przykład nosi wyjątkowo skąpą spódnicę czy duży dekolt. Jak każdy człowiek posiadam pewną wrażliwość na piękno, co więcej, posiadam dużą wrażliwość na pokusy. Jednak rzeczywiście, nie słyszysz ode mnie słów „pyknąłbym ją”. Z prostego powodu – bo bym jej nie pyknął. To znaczy nie wiem czy bym tego nie zrobił gdyby nagle zrzuciła przede mną ciuchy i zawołała „bierz mnie”. Nie wiem, bo mi się nie zdarzyło, mam nadzieję że wyszedłbym z tego cało. Ale wiem że widząc na ulicy ładną dziewczynę nie przechodzą mi przez głowę myśli „gwałcić, gwałcić, gwałcić”. Staram się raczej patrzeć na kobiety jak na osoby. Co nie znaczy, podkreślę jeszcze raz, że jestem wolny od pokus czy od zwykłego obejrzenia się za dziewczyną na ulicy. Jestem człowiekiem, było nie było.

    Zgredzikowi dziękuję za wypowiedź, była niezwykle ciekawa ale nie wiem jak na nią odpowiedzieć (może odpowiedź wcale nie jest potrzebna?). Może tylko tyle, że popieram to co mówił o seksie przedmałżeńskim. Bardzo poważnie popieram. Metalman i inni poruszyli temat subkultur, którym trzeba się głębiej zająć (nawet chciałem o tym opowiadanie napisać), głównie chodziło tu o metali, ale kilka notek wcześniej padła bardzo nieprzyjemna sprawa dotycząca skejtów, co lekko mnie oburzyło i zamierzam jeszcze w swoim czasie zareagować. Ale nie dziś. I na koniec komentarz Redgara – z tymi Zdrowaśkami to się stuprocentowo sprawdza. Pisałem o tym nawet na poprzednim blogu w notce „Czystość gwarantem człowieczeństwa” (ja to te blogi chyba na pamięć znam ;). Owszem, wystarczy pełna wiary modlitwa, by pozbyć się natręctw. Dlaczego? Bo Bóg zawsze przyjdzie z pomocą gdy Go o to poprosimy. Trzeba tylko chcieć Go poprosić.

    Dziękuję za komentarze Gremlinowi i Makocie, Makoto, na temat talentów przeczytaj komentarze do poprzedniej notki. Myślę że to wystarczy, ale jak zechcesz, poszerzę temat. Infernal Girl muszę powiedzieć, że nie czuję się kompetentny do udzielania odpowiedzi na takie tematy… No, może kiedyś, ale rzecz wymagałaby ode mnie naprawdę głębokiego szperania w źródłach, do których ostatnio dostęp mam żaden. Może Zbychu…?

    Ojej, skończyłem. To by się na notkę nadało (żadnej notki chyba tak długiej nie napisałem), ale niech już zostanie w komentarzach. Już niedługo nowa nota. Z Bogiem!

  22. Metalman1984

    Pisząc o skejtach, stwierdziłem tylko fakty. Oczywiście chodzi o polskich skejtów.
    A metale, wcale nie lepsi. Sam się za metala nie uważam. Ograniczają się (przynajmniej ci polscy do black metalu, którego nie nawidzę). A nawet jeśli się nie ograniczają tylko do black metalu, to są ograniczeni tylko do metalu.
    Więc słuchają tej muzyki, ale czy wiedzą coś o zespołach, których słuchają. Ja w życiu nie spotkałem osoby, która ubiera się cała na czarno i ma pojęcie, o zespołach, których słucha.
    Wyjaśniam, że zapuszczam włosy, jakoś tak za ramiona lub dalej. Ale nie jak durni black metalowcy, za środek pleców. Chodzę sobie w czarnej skórzanej kurtce motorówce i w glanach, też czarnych. Ale jeansy mam albo czarne, albo niebieskie. Bluzka i podkouszulki też się trafią kolorowe (podkoszulki mam też czarne czasami, bluzki nie bo nie posiadam, żadnej czarnej).
    Nie ograniczam się tak jak ci metale.
    Ja spotykam się jeszcze z tym, że tacy biedni metale gadają, że są zbuntowani. Raczej można powiedzieć, to o mnie, bo ubieram się jak chcę. Nie w zgodzie z modą i często nie do pary. Słucham tego co chcę, a nie tylko jednego rodzaju muzyki.
    W dzisiejszych czasach nikt nie jest zbuntowany, jeśli lata z długimi włosami, czy jak jakaś męska ciota w szerokich spodniach. Wszystko jest zwykłym ubraniem. Ja kiedy ubieram się nie do pary i nie w zgodzie z modą, to mogę być uważany za zbuntowanego, bo nie trzymam się zasad.
    Reszta się ich trzyma, więc na własne życzenie są ograniczeni. Nigdy tym z ulicy tego nie wyjaśniam, bo z głupkami się nie gada. Dobrze wiem, że by nie zrozumieli. Widać to po nich.

  23. No tak…

    Mam takie dwa przypadki. Mój i mojej przyjaciółki, Klaudii.

    Może zacznijmy już ode mnie, bo o niej muszę się zastanowić, jak to ująć…

    Ja słucham metalu, rocka, grunge’a, reggae, poezji śpiewanej i bluesa. Noszę glany, kostkę z naszywkami, tonę koralików i bransoletek, pacyfę (ale anarchii nie), lubię czarny koloro (i khaki), itd…
    Jakbyście mnie spotkali na mieście, to pewnie pierwsze wrażenie byłoby odczytane: lubi rock. No ok. Ale to chyba nie moja wina, że byłam raczej w takim otoczeniu, wychowałam się na zespołach typu Kult, czy Pink Floyd i lubię poprostu taki styl?
    Jednak mnie wkurza pewna rzecz.
    Pojęcie metalu, jako satanizm. No ok, kiedyś tego słuchałam i poniekąd z drugiej strony, t pacyfa też jest znakiem satanistycznym, ale bez kitu! Kto normalny, jak widzi uśmiechniętą dziewczynę w dwóch kucykach i tauce, do tego z koszulką z napisem „Jezus dał mi nowe życie”, pomyśli, że jest satanistką?
    Właśnie wqrza mnie ta złośliwość. Bo wiem, że to się bierze z nietolerancji. A tolerować, to znaczy kochać! I znaczy też żyć! I kto toleruje, tego tolerują i ten jest szczęśliwy!
    No i może dodam, że ja się nie uważam za metalówkę. Nie, i tyle.

    A co do Klaudii…Właśnie jest trochę odwrotnie. Ludzie żartują, że stała się moim klonem. Bo chciała, żeby wprowadzić ją w „ten” świat! Ten świat, którego przecież sama nie znam. Powiedziałam jej to, a ona, że ja jestem metalówką i że ja się znam na muzyce (no, sorki, ale niektórych tytułów nie sposób niezapamiętać…) no i wogóle.
    I kurka, nie wiem, czy bardziej zawaliłam tym, że odmówiłam, czy bardziej bym zawaliła, gdybym jej powiedziała parę rzeczy (no, choćby…no nie wiem…ja naprawde nie mam o tym pojęcia…).
    Dowiedziała się od ludzi na temat metalu dosyć sporo rzeczy…Ale np. takich: metal to satanizm, metal to dragi, metal to seks. No, a ona wszystko by zrobiła, żeby metalówką się stać…
    No i się zaczęło…
    A to wszystko dla szpanu.
    A teraz ma dziewczyna psychikę zrypaną przez to wszystko. Ale dalej mówi, że była sobą!

    I co Wy na to?

  24. Ludzie-sa-aniolami…masz dziwną koleżankę, a może nawet inaczej to ujmę – naprawdę ciężki przypadek. Bardzo ciężki :/
    A odnośnie innej części Twojej wypowiedzi, a dokładniej Tauki i stereotypów – to jest straszne. Moja własna mama jakieś 4 lata temu stwierdziła, że jestem satanistką, bo zaczęłam wtedy słuchać…jakby to nazwać – cięższej od popu muzyki (to przecież tylko Linkini), a dzisiaj sprawa ma się tak, że obydwoje razem z tatą twierdzą, że jestem satanistką, bo noszę Taukę (litości :|), odświeżyła mi się kiedyś napoczęta idea kupienia glanów i słucham, jak to oni ujęli „agresywnej” muzyki :/ Tożto tylko KoRn…! :/
    A ja przecież takie spokojne stworzonko…
    Ale cóż zrobić…ten świat istnieje tylko dzięki stereotypom i żywiącym się nimi ludiom…

  25. Istotka zwana n-i-n-k-ą… Ładnie:):) Mam małe zapytanie… Kiedy będziesz na gg…?

  26. nom, ciekawe, ciekawe, zmusza do przemyslen nad samym soba… trzeba dluzej nad tym pomyslec…
    a tym czasem zapraszam do siebie (; artdico sie chyba nie obrazi jak zareklamuje (; http://www.atngs.com/forum – forum mlodziezowe…

  27. Metalman1984

    KoRn jest dobry. Linkin Park mi nie pasuje i jakoś tego metalem nie nazwę.
    Koleżanka przypadek ciężki, ale takich jak ona jest pełno.
    Mam wątpliwą przyjemność idąc na pociąg, omijać po drodze taki twór ubrany na czarno. Zawsze wlece się to z bandą koleżanek. Idzie do liceum, więc mózg zryty przez zreformowaną szkołę, starych, nauczycieli (z opowiadań wiem, że to oni robią pierwsze pranie mózgu).
    Póżniej takie dziecko pozna tą muzykę, najczęściej zostanie mu polecona przez kogoś w jego wieku, łazączego na czarno i wiedzącego o tej muzyce, tylko tyle że jest ciężka. Dziecko zacznie jej słuchać, tak się ubierać i otępieje do reszty.
    Nie wszystkim to się zdarza, ale większość taka się robi. Ktoś im powie, np: że Linkin Park to metal i oni w to wierzą, choć nigdy go nie słyszeli. Możliwe, że go nigdy nie usłyszą, ale noszą jego naszywkę. Ja nawet nie mam tego plecaku „kostki”, tylko zwykły. Myślę, że Linkin Park gra mocniejszy pop. I grają tylko dla pieniędzy.
    Wnerwiają mnie jeszcze raperzy z ameryki. Kogoś z nich załatwią, to pojawia się nowy. I komentują to, że ktoś musiał przejąć to co on robił. A on zarabiał pieniądze. Tak jak wszawi polscy hip-hopowcy, np: tedunio wesz, czy peja co szuka geja, zarabiają pieniądze, wmawiająć ludzią, że jest gorzej niż jest. Skoro jest tak źle, to czemu tego nie starają się zmienić, tylko o tym mówią, bo hip-hop to nie śpiew, tylko gadanie. A dlatego, że robią to tylko dla pieniędzy. Choć już zaczyna się to pojawiać w każdym gatunku muzycznym, na całym świecie. Nikt nikomu nic nie chce przekazać przez muzykę. Chce tylko na tym kimś zarobić.

  28. I właśnie to mnie wqrza. Wogóle, przeraszam, kto nazwał hh muzyką, skoro to jest melorecytacja?
    Hihihi, Makota, moi rodzice kiedyś też myśleli, że jestem satanistką, ale to dlatego, że miałam sznyty na rękach. Nie rozumiem ich.
    A co do czarnych, ponurych, nie znających na metalu dzieci…
    Często wydaje mi się, że do nich należę hihi : ) No bo niby glany i kostkę kupiłam pod harcerstwo, no, a czarny kolor lubię, ale…kurka, ja poprostu lubię taki styl : ) I myślę, że jeżeli słucham tej muzyki i się nią interesuję, to chyba (jak każdy) mam prawo mieć taki, a nie inny styl.*

    ___________________________________________________
    * Ja łączę strasznie style i ubieram się jak mi w dany dzień pasuje, ale (jak się dowiedziałam) wychodzi właśnie zawsze (prawie) na taki, po którym można poznać, że lubię troszeczkę cięższe brzmienia… : )

    POZDRAWIAM!!!!!!!!!!!! *;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;*;

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s