Awans

Tytuł dzisiejszej notki z pewnością zabrzmi dość ironicznie w stosunku do pozostałej jej części, bo i taki jest rzeczywiście. Notka musi opowiedzieć bowiem o ogromnym upadku, który przeżyłem w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Ale skąd ten ironiczny tytuł? Otóż, jak już pisałem, w mojej paczce na studiach nadano mi ksywę ksiądz. Ania cały czas zwraca się do mnie „proszę księdza”, a i pozostali, jak tylko zrobię coś mało odpowiedniego, rzucają „księże, no co ksiądz?” Ale awans dotyczy czegoś więcej, a w tym wypadku to akurat dorobiłem się trzeciego stopnia święceń. Bo oto w pracy otrzymałem ksywkę biskup. Nie można powiedzieć, w końcu jest to słowo bardziej wymowne w swej treści, jak również przecież łatwiej wymawialne jako wołacz (boć i dwie sylaby brzmią bardziej dźwięcznie aniżeli jedna). Ale jak już mówiłem awans nie jest tu najważniejszy. Najważniejsze jest to, że z każdym kolejnym „stopniem święceń” opadam coraz niżej w swej wierze i moralności…

Wszystko zaczęło się z momentem usunięcia z seminarium. Pamiętacie wszyscy, że byłem wtedy walczący. Walczący jeszcze mocniej niż przedtem. Bo nie tylko walczyłem o świętość i życie, lecz walczyłem także o prawa każdego człowieka do swojego zdania i walki o swoje. W tym samym czasie walczyły we mnie jednocześnie dwie rzeczy: katolicka ortodoksyjność i żal do Kościoła. Ogromny żal… Ale czas mijał, z początku walczyłem jeszcze porządnie i ramię w ramię z Kościelną nauką. Potem dostałem się na studia. Jeszcze chodziłem do kościoła, jeszcze się modliłem. No i awans – zostałem „biskupem”, czyli pracownikiem restauracji McDonald’s. Zabrakło czasu na kościół. Ale czy czasu? W końcu odkąd poszedłem do pracy, wreszcie mogłem coś robić, w coś się zaangażować. Zabrakło chęci. Zaczęło się spanie po 10-11 godzin dziennie, praca i znów sen. Modlitwa jeszcze o tyle o ile, ale już po tym, jak dziecko się urodziło – okrzepła zupełnie. Pozostał żal do Kościoła (nie do całego, do pojedynczych jego przedstawicieli) i ogromna nadzieja na powrót. Nadzieja, której nie mogę oprzeć nawet na Bogu. Może mogę, ale chyba nie wierzę w jej powodzenie.

Upadek związany z moją moralnością i religijnością (chodzę do kościoła raz na tydzień, a jednocześnie jestem niedzielnym katolikiem, których tak nie znoszę) wiąże się też z upadkiem tego, kim byłem, w oczach ludzi. Z kleryka, który był na wszystkich otwarty i wszystkim chciał pomóc, stanowiąc we własnej osobie pewnien, chcąc nie chąc, autorytet, zmieniłem się w gościa który ciągle narzeka, jęczy i wszystkich sam prosi o pomoc. No i pojawił się problem z dziewczynami. Nie jestem w stanie do końca go zrozumieć, ale to wygląda tak, że kilka dziewczyn które znały mnie i szanowały jako kleryka, teraz nagle wzmożyły swoje zainteresowanie mną jako facetem. A ja sam nie wiem w czym to ma źródło, no i jak się osobiście na to zapatrywać. Zwłaszcza że, jak już napisałem, zmieniłem się i nie należę już do przesiąkniętych pobożnością chłopaków, lecz do istot czujących się niezmiernie skrzywdzonymi i w ten sposób wciąż skutecznie zatruwającymi powietrze. A jednak, nie będę nadmiernie skromny, budzę zainteresowanie, i to właśnie tych dziewczyn, które znały mnie wyłącznie jako kleryka. I nie wiem, może to jest coś co Bóg sobie tam kombinuje by znów wyprowadzić mnie na prostą. Zwłaszcza że wśród tych dziewczyn jest taka jedna… Ale… Ale mamy ten problem, Moi Mili, że nie mamy pojęcia co Bóg sobie kombinuje. Ufam Mu. Gość ma głowę na karku. Ale czy On mnie tylko kusi, czy naprawdę chce mnie wyprowadzić na prostą? Nie wiem.

Wiem, że wciąż żyję. Wiem, że czytuję Tygodnik Powszechny i książki Tishnera, co wcześniej by mi do głowy nie przyszło. Więc może nie jest jeszcze do końca tak źle? Każdego dnia próbuję się zmobilizować by wstać o godzinę wcześniej i każdego dnia śpię do południa. Każdego dnia pragnę pomodlić się więcej i każdego dnia zasypiam po króciutkim paciorku. I tylko wciąż wierzę w to, że Ten Tamten ma wobec mnie jakiś konkretny plan. I że muszę mu zaufać. I że skoro On zmartwychwstał, to może i ja wrócę. Jak Syn marnotrawny…

Reklamy
Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 23 Komentarze

Zobacz wpisy

23 thoughts on “Awans

  1. o nie, źle. bardzo źle.

  2. Może i źle…Ale On ma plan. Zaufaj.

  3. Po pierwsze Nie poddawaj się walcz by wyjść na przysłowiową „Prostą” By żyć tak jak chcesz, Jak chciałeś. Jesteśmy z Tobą, dokładniej nie wiem jak inne qrczaki, W każdym bądź razie ja Jestem z Tobą, mam nadzieje że uda Ci się. Poza Tym ja nie uważam że dużo narzekasz. Walczyć trzeba choć i by pozcja/szansa była stracona ale żeby można było powiedzieć że się nie poddaliśmy.

  4. :/ kiepsko.. i zgadzam sie z rozczochrana.. jest bardzo zle :/

    ~*~Ania~*~

  5. E tam, nie jest źle, widzę to. Jesteś, żyjesz, starasz się (?), kochasz i chcesz wrócić. TYlko jedno pytanie – na co czekasz? WALCZ!!

  6. dobrze, jest źle. ale teraz prywatna sprawa, gdyż mam już dosyć tracenia kasy, której zresztą i tak nie mam. więc po pierwsze ile razy mam ci powtarzać, że kartoflem nie jestem? po drugie, najlepiej, masz rację, najlepiej zastrzelić i zagrzebać. i na czym ci tak do cholery zależy, że aż tak się zbulwersowałeś? :/ mateusz, to jednak troche boli… ale dobrze, koniec już. zresztą jak chcesz coś wyjaśnić, to skomentuj u mnie, napisz na gg, na mejla (pacyfistycznie@interia.pl) albo mesa. pozdrawiam…

  7. Wiesz co? Ten u góry ma łeb na karku, zaufaj Mu. On Ci pomoże. Ale wiesz na czym polega taka pomoc? Na tym, żebyś i Ty coś od siebie dał. No, do roboty! On czeka. My też.

  8. byly gremlin

    Jesli chodzi Ci o te kilka dziewczyn, co niby sie do Ciebie podwalaja, mam rozumiec ze ja sie do nich wliczam… No coz…Chcialabym Ci po pierwsze uswiadomic, ze nie znalam Cie tylko jako kleryka!:)(mam nadzieje ze pamietasz te noc w starym kosciolku:P)A po drugie a wlasciwie po pierwsze, to wydaje mi sie, ze chyba troche przesadziles stwierdzajac, ze Cie podrywam, hm?! Jesli tak, to WIELKIE SORRY!!!!!!!!!!!!Wiesz, prawde powiedziawszy to moze i troche sie nie mylisz, ale mam nadzieje, ze nie masz mi tego za zle…PODROO!!!

  9. Nie wmawiaj sobie, że oddalasz się od Boga, bo podświadomość sprawi, że stanie się tak naprawdę.
    A ja zaraz zwołam Kabaczka, żeby skomentowała, a co.

  10. Monroł

    Bardzo głębokie przemyślenia.Wiedz, że cenie ludzi z takimi przemyśleniami i w ogóle lubie Cie. Czytajac tę notkę dowiedziałam się, iż nie jestem jedyną osobą z myślami podobnego typu.

  11. Makota mnie zawołała i oto jestem! Jak mam to skomentować? Czasem trzeba się sparzyć, żeby znaleźć odpowiednią drogę, więc nie trzeba się zbytnio bać nowych wyzwań, bo jeśli to nie będzie to, to zawsze czegoś się nauczysz. No, nie trzeba też przesadzać, bo jak w coś zbyt głęboko wleziesz, a okaże sie, że to był błąd, to trudno z tego potem wyleźć. Nie znaczy to też, że to co robisz jest złe. Nie jestem przecież Tobą i nie wiem co tam w Twojej duszy gra. Mogę jedynie się domyślać. Zamotałam trochę ;P. Pomódl się o powołanie i nie poddawaj się w żadnej sytuacji, bo jakąkolwiek decyzję podejmiesz, to nie będzie tą najgorszą (nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło).

  12. Ostatninimi czasy ignorujesz anostyków. Biblia jest najciekawszą lektórą, a co do Tischnera, to jego życie i „kariera” powinny Ci dać do myslenia. Czy wiesz, że zanim wylądował na zsyłce, to zapytał publicznie „Co to są te wartości chrześcijańskie?”, próbując protestować przeciw obłudzie, której jednym z objawów był zapis o wartośdciach chrześcijańskich w jakichś tam prawach? Teraz masz Twardowskiego do zgryzienia. Tyle się q-odrywa mówi o ostatniej woli, a Jego EKSelencja Glemp (Eminenecja? Elokwencja? Ekstrakcja?) robi ze zwłok ks Twardowskiego pomysł na kasę dla Świątyni imienia Opatrzności Bożej. Podobno juz 10 milionów (1/4 narodu) Polaków żyje na progu nędzy, szpec od Lichenia wyleciał, bo nie chciał dawać na Opatrzność, a teraz zabawa zwłokami. Chłopie! Weź do ręki Bibnlię. Poczytaj NT i zacznij myśleć, bo ci z tego jeszcze Ateizm wyskoczy. Jezus protestował przeciw skostnieniu religii, przypominał, że nie dziesięcina, a Wiara są ważne. Jak myślisz co by zrobił z tymi wszystkimi gdyby zdecydował się na Paruzję? Co do kobiet, to nie powinno się żyć wbrew naturze. Jest to zabójcza (samobójcza) opcja, choć powinno się żyć według Prawa (by żyć szczęśliwie), ale to inna dyskusja. Ludzie czasami lubia zdobywać trudnoosiągalne rzeczy i kobiety nie są wyjątkiem. Nic tak nie fascynuje jak cnota do uwiedzenia :D, ale jak wspominiałem to całkiem inna dyskusja. Może najpierw Biblia?

    Jeśli nie znajdziesz Wiary….

  13. sznapii

    nie pozostaje nic wiecje jak pogratulowac awansu:) hehe:)

  14. No tak, Bóg wie co robi.
    Ale
    Jeżeli będziemy „siedzieć”, nic nie robić tylko czekać aż Bóg coś zrobi, hmmmm…. to się możemy czasem nie doczekać. A może Bóg coś robi, ale my tego po prostu nie potrafimy zauwarzyć?
    Taki mały przykład (został mi z ktoregoś niedzielnego kazania)
    Była straszna powódź. Wszystkim mieszkańcom zalało domy. Woda sięgała już do dachów budynków. Wszyscy się ratowali, uciekali łodziami. Został pewien ksiądz. Stoi na dachu i się modli aby Bóg go ocalił. Podpływa łódka, ludzie chcą zabrać księdza ze sobą. Ten odmawia, mówi że Bóg go ocali. Woda sięga coraz wyżej, ksiądz nadal się modli. Podpływa następna łódka, sytuacja się powtarza. Ksiądz dalej się modli, stoi już po kolana w wodzie a woda cały czas się podnosi. Przypływa trzecia łódka, ludzie z łodzi chcą prawie siłą wziąć księdza do środka, ten się opiera, modli się dalej. W końcu woda zalała wszystko. Ksiądz utonął.
    Teraz akcja dzieje się w niebie.
    Ksiądz rozmawia z Bogiem. Pyta się Go, dlaczego nie ocalił mu życia, skoro tak się o to modlił. Bóg odpowiedział mu, że 3 razy przysyłał mu pomoc w postaci łódki,ale ksiądz nie skorzystał z jego pomocy.

  15. ...

    wiesz co? myślę, ze powinieneś pewnego dnia usiąść, i nie myśląc o niczym zastanowić się… zastanowić się co chcesz w życiu robić. Jeżeli uznasz, że bycie klerykiem sprawiało ci naprawdę wiecej radości- spróbuj ponownie, walcz i nie poddawaj się! Jeśli zaś uznasz, że zależy ci na tej dziewczynie, że chciał byś prowadzić zwykłe ludzkie życie- zaangażuj się w ten związek i spróbuj przestawić się na to drugie życie…

  16. Ja tu nie jestem odpowiednią osobą, do komentowania, ale..jednak…
    Można mówić, że jestem jeszcze za młoda, nie wiele wiem o życiu, czym kolwiek, ale nazywają mnie „Marta Teresa ze Zduńskiej Woli”, mówią mi różnie, a ja nie umię nawiązać tej więzi z Bogiem, wiem, że on jest, ale nie umię z nim szczerze rozmwiać…ciężko jest wierzyć, że życie potrafi być tak trudne…ja modlę się, modlę się o wiarę i siłę…czy pomaga…(?)

  17. No…

  18. Napiszę od razu, że zgadzam się z Imbuffy – nie możesz czekać i pisać, że „czekasz aż Bóg wyprowadzi Cię na prostą”, a potem wrócisz do niego jako syn marnotrawny! Przypominam – chociaż chyba nie muszę, bo pewnie doskonale znasz tę przypowieść – że i owszem, syn marnotrawny przyszedł – i to właśnie samo w sobie było wyjściem na prostą, przynajmniej według mnie. Nie czekał na ruch swego ojca, był w nędzy i sam zrobił pierwszy krok, sam wrócił. Zrób tak samo.

    Piszesz, że zawsze chcesz się dłużej pomodlić i zawsze zasypiasz po „krótkim paciorku”. Jak dobrze rozumiem tę potrzebę, nawet sobie nie wyobrażasz! Ileż razy ja miałam – i wciąż mam – tak samo! Wiesz, co mi zawsze pomagało? Po prostu kładłam się bez tego „paciorka”, nawet bez przeżegnania się – i mówiłam w myślach Bogu, co mnie trapi. To jest moja własna modlitwa, bez „Ojcze nasz” i „Zdrowaś”. Moja własna – a raczej nasza własna – za każdym razem inna rozmowa. Nasza? To proste – moja i Pana.

    Nie napiszę Ci, co mówię – musisz mi to wybaczyć ;). Ale wiedz, że nazywam to również „rachunkiem sumienia”. Jestem wtedy szczera ze sobą i z Bogiem. I kiedy tak powiem już wszystko, może po jednym wieczorze, może po dwóch, może po czternastu – czuję się lepiej i modlitwa – ta zwyczajna, ale wyjątkowa – przychodzi wkrótce sama. Tak naturalnie. Czuję, że wszystko już zostało powiedziane i po prostu sama klękam i zaczynam się modlić. I jest mi dobrze.

    Albo modlę się inną modlitwą. Czasami w myślach sobie śpiewam. Może to wydać się głupie, ale wydaje mi się, że wkładam wtedy w modlitwę więcej serca. „Cichy zapada zmrok, idzie już ciemna noc…” To mi pomaga. Również dlatego, że przypomina mi o tym, jak nocą, pod koniec ogniska wszyscy stawaliśmy w kole, chwytaliśmy się na krzyż za ręce i modliliśmy się… Razem, szczerze. A potem ktoś z nas puszczał „iskierkę” :).

    Tak, obóz zimowy, na którym niedawno byłam, również był organizowany przez Przymierze Rodzin. I chociaż z nowymi ludźmi – zawsze podczas modlitwy było tak samo, chociaż tak szczególnie. I modlitwy przed i po posiłkach, i „Anioł” w każde południe (nawet tak się przyjęło, że zamiast mówić np. „dwunasta za piętnaście”, mówiliśmy: „Anioł za piętnaście” :)), i modlitwa poranna, i ta wieczorna… No i ta „iskierka”, ten symbol, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, że należymy do wspólnoty…

    Wiesz, czego powinieneś według mnie spróbować? Przyjść do Boga z kimś. Nie sam, nie izolować się podczas modlitwy czy też stać sam – chociaż otoczony przez ludzi – w Kościele. Nie myśleć: „Bóg i ja”, ale „Bóg i my„. Czasem powinno się coś zmienić. Spróbuj więc raz czegoś takiego – mam nadzieję, że masz z kim. Pewnie tak – nadal pamiętam Twoją notkę o Twojej paczce przyjaciół i o Nim. „Bóg jest”, nieprawdaż? Czasami poczucie silnej więzi z innymi podczas modlitwy bardzo pomaga. Chociaż, czy czasami? Nie, zawsze! Przynajmniej mnie.

    „Ale czy On mnie tylko kusi, czy naprawdę chce mnie wyprowadzić na prostą?” Nawet nie masz pojęcia, jak mocno zadziałał na mnie ten fragment. Próbowałam dojść do tego, co chciałeś przekazać słowem: „kusi”. Czy chodzi Ci o to, że Bóg wabi Cię do siebie, ale nie ma zamiaru Tobie pomóc? Nie wyobrażam sobie takiej opcji – w końcu samo przyjście do Pana jest pomocą! O co więc Tobie chodzi?

    Nie wiem jak, ale musisz się jakoś przemóc, jakoś zadziałać. Może Ty czekasz, aż Bóg „wyciągnie Cię na prostą”, a w tym samym czasie, Bóg czeka, aż sam na tę „prostą” wejdziesz? Tak jak w przytoczonej w jednym z komentarzy historii o księdzu i łodziach – ja również ją znam. Wiem, że to nie jest proste, bo sama mam tak (zdecydowanie za) często. Napiszę Tobie: ufaj dalej, bo trzeba. Ale weź swój los w swoje ręce. Postaraj się sam zadziałać. Przypominaj sobie, bo pamięć bardzo pomaga. Przypominaj sobie więc, jak to było w seminarium, jak dobrze było Ci się wtedy modlić i jak blisko byłeś z Bogiem.

    Mam nadzieję, że jakoś dasz radę wyjść z tego „dołka”, tak samo w sensie religijnym, jak i nastrojowym – bo widzę, że i humor Tobie za bardzo nie dopisuje, skoro piszesz, że ciągle narzekasz. Hm, i wiesz co? Myślę, że te dwie rzeczy są ze sobą ściśle powiązane – a mianowicie jest Ci źle, bo mniej się modlisz, a wyraźnie do tego tęsknisz.

    Ja za to mogę stwierdzić, że pomimo, że jestem chora – gra terenowa o drugiej w nocy, gdy jest strasznie zimno, nie była najlepszym pomysłem kadry ;) – czuję się wspaniale, ponieważ w ciągu minionego tygodnia myślałam o Bogu znacznie więcej i znacznie częściej. I to w dodatku nie sama.

    Jeszcze raz napiszę, że trzymam za Ciebie kciuki i że bardzo, bardzo Tobie współczuję. Bo wiem, że jest Ci ciężko. I wiesz… Pomodlę się za Ciebie. Tak od serca. Mam nadzieję, że Bóg mnie wysłucha i da Tobie siłę – abyś mógł wziąć się za siebie.

    PS. O dziewczynach się nie wypowiem, bo się kompletnie na sprawach sercowych i im podobnym nie znam. A lubię nie tyle wiedzieć, co piszę – chociaż akurat to jest najważniejsze ;) – jak pisać, co wiem.
    PPS. W całym, jakby nie było, tragicznym wydźwięku tej notki był jeden wielki zgrzyt. Czymże jest „otórz”?! A teraz przepisać mi sto razy to słówko poprawnie! Otóż, otóż, otóż…
    PPPS. Udało Ci się doczytać do końca? Jeśli tak, jestem pod wrażeniem. Sama nie wiedziałam, że aż tak się rozpiszę :P.

    Powodzenia!
    Połowa Duszyczki

  19. Dziękuję wszystkim Wam za komentarze, w większości pełne pocieszenia i współczucia. Dziękuję zwłaszcza Zgredzikowi i Animaedimidium, choć z różnych powodów. Zgredzikowi – za Jego mądrość i przemyślenia, z którymi absolutnie się nie zgadzam, ale które podnoszą na duchu, podobnie jak te z ostatniej notki mojego pierwszego bloga. Animaedimidium zaś za to, że mimo swego młodego wieku potrafi tak mądrze napisać jak mało kto. I choć nie do końca mnie zrozumiała (może wogóle nie zostałem do końca dobrze zrozumiany), to wlała w me serce nową nadzieję. Dziękuję również Qrczakom, zwłaszcza B4rtxxx’owi za pocieszenie i obiecanie wsparcia, Makocie za zawołanie Kabaczka, Monroł za to, że przyszła zamiast Kabaczka i Kabaczkowi za to, że pisze tak, iż tylko ja mogę to zrozumieć, i że rozumiem bardzo dobrze ;). Pozostałym również dziękuję i zastosuję króciutką odpowiedź.

    Gremlin (czemu „była”? Przecież chyba przyjeżdżasz z Qrczakami na ferie, co?), owszem, stałaś się po tych kilku dniach symbolem dziewczyn próbujących coś zdziałać, choć absolutnie nie jesteś i nie byłaś jedyna. I może to co z Twojej strony miało miejsce nie było do końca szczere, ale rzeczywiście wybijało z równowagi. I to nie dlatego, że coś kombinujesz, lecz dlatego że coś takiego ma miejsce i to nie ze strony jednej osoby. Mimo tego wciąż jesteś moją przyjaciółką i tak zostanie, pamiętaj!

    Najbardziej chyba należy się odpowiedź Połowie Duszyczki. Animaedimidium, Twój komentarz mnie zaskoczył i wzruszył. Odpowiem pokolei. Nie miałem zamiaru by zrozumiano że jako syn marnotrawny czekam na sygnał od Ojca, lecz chodziło o to, że kiedyś wreszcie zdobędę się na powrót sam z siebie. Ale prawdą jest, i to kieruję też w stronę Zgredzika, że nigdy tak naprawdę nie odszedłem do końca, lecz poprostu się oddaliłem. Bywam w kościele jak mogę (i jak pracuję do południa, bo rano to nie lubię wstawać ;), ale czasem poprostu nie jestem już tym gościem co kiedyś. Nie wyobrażam sobie odejścia, a w wakacje wciąż zamierzam jechać na rekolekcje Rodzin Nazaretańskich i iść na pielgrzymkę. No i moje wymagania co do dziewczyn są wciąż ogromne (właściwie nie wciąż, bo przedtem wcale nie istniały, ale rozumiecie o co chodzi), głównie jeśli chodzi o ortodoksyjność i wiarę (nie może być ateistką ani niedzielną katoliczką, lub przynajmniej musi próbować nie być) i to nie z własnego widzimisię, lecz dlatego, żebym jej nie skrzywdził swoim idealizmem. Więc w sumie nie jest ze mną tak źle…

    Co do modlitwy – mam swoje sposoby i już powoli do nich powracam, o tym napiszę osobną notkę, właściwie miałem zamiar to zrobić już teraz, więc może następna to będzie notka? Ale dziękuję serdecznie za pomoc i podpowiedź. Co do pójścia do Boga z Kimś, to owszem, mam paczkę z którą mogę iść i z którą z największą radością chodzę do kościoła, ale to nie jest moja paczka ze studiów… Ci to inna broszka – owszem, wierzący, ale nie zawsze i nie wszyscy praktykujący (jak mamy zajęcia w niedzielę to bodajże sam chodzę po nich do kościoła), do tego każde z nas mieszka na innych końcach Łodzi i okolic, więc widujemy się wszyscy razem jedynie na zjazdach… Moja kościelna paczka to Qrczaki (muszę i o nich napisać notę) które jakiś czas temu przerodziły się we Wspólnotę Świętego Franciszka. To była momentalna przemiana i dlatego wiem, że właśnie B4rtxxx, Makota czy Kabaczek najlepiej wiedzą o czym ja piszę. Z nimi chodzę do kościoła i jestem Bogu wdzięczny za to, że mam z kim iść. Ale mam z kim iść tylko jak jestem w Skarżysku… A w Skarżysku jestem rzadko…

    Kuszenie przez Boga może być łatwo wytłumaczone jeśli zna się moją notkę z poprzedniego bloga: „Ale dlaczego Seminarium” (Notka dostępna jest TUTAJ). Chodzi o to, że złożyłem swego czasu przysięgę, że jeśli nie wyjdzie mi z moją narzeczoną, to poświęcę mu się w całości. Dziś, gdy poświęcenie nie wyszło, wciąż uważam ową przysięgę za obowiązującą. A w tym wypadku kuszeniem nazywam pojawianie się dziewczyn, które chcą być ze mną. Dlatego jest to kuszenie, że wiążąc się z kimś złamałbym przysięgę. O to tutaj chodzi. A z drugiej strony to może przecież być również nowa szansa na nowe życie. „Zwłaszcza że wśród tych dziewczyn jest taka jedna…”

    Sprawa „takiej jednej” została przez Ciebie, Animaedimidium, uroczo ominięta, ale wiele osób o nią zawadzało. Więc mogę tylko powiedzieć, że postanowiłem spróbować. A ta próba właśnie zaczyna wyprowadzać mnie na prostą. Znów jestem szczęśliwy i myślę, że Bóg jednak chce dać mi nadzieję na lepsze życie. Ważne jest dla mnie że ta dziewczyna jest mało natarczywa, w porównaniu do innych interesujących się mną dziewczyn, i że daje mi otwartą drogę (przynajmniej narazie, zobaczymy jak będzie później ;). Myślę, że czytasz ten komentarz, Gwiazdko, więc gorąco Cię ściskam (oczywiście nikt nie wie o kim piszę ;P ).

    No i to chyba wszystko (co najważniejsze). Zgredzikowi nie będę odpowiadał, ale pewnie ma rację (choć się z Tobą nie zgadzam ;). Myślę, że poprostu nadajemy na innych płaszczyznach. A Sznapii napiszę tylko: Dzięki za gratulacje. Nie życzę Ci jednak podobnego awansu. Pozdrawiam!

  20. No no…odnośnie wyściskanej – no, kto nie wie, to nie wie ;)

  21. Wujek Pedofil

    No Gajek zaczyna stawać się normalny :)

  22. Taaak. Czy wiesz, że mielibyśmy wspólna płaszczyznę – Biblię, ale zgadzam się, że nie mamy.

    Co jest tego przyczyną?

  23. Oj… Mnie Pan Bóg prowadził na dno abym się mogła od niego odbić. Długo nie wiedziałam o co Mu chodzi i kłóciłam się z nim (będzie o tym notka w lutym). Dopiero zaczynam się podnosić. Bóg dał mi dziś słowo „Powróćcie do moich upomnień.” Dba o mnie, jak nikt inny, a ja jeszcze odrzucam Jego opiekę…
    Jak mi wystarczy wiary to się pomodlę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s