Daily Archives: 18 lutego 2006

Jestem Judym; Tomasz Judym

Ile osób przeczytało książkę Żeromskiego „Ludzie bezdomni”, tyle ma na jej temat różne zdanie. Większość z nich jednak uważa głownego jej bohatera – doktora Judyma, za idiotę i kretyna. Niewiele osób takich jak ja traktuje go jak ideał do naśladowania. Oto bowiem (niewtajemniczeni, acz zamierzający książkę przeczytać, zostają niniejszyum ostrzeżeni, że nastąpi przytaczanie treści) Judym jest idealistą, który pragnie poświęcić swe życie ratowaniu ludzkiego zdrowia i życia. W pewnym momencie zakochuje się w pięknej dziewczynie – Joasi – i nawet jej się oświadcza. Gdy ta odwiedza go, by ugadać datę ślubu i plany na przyszłość, Judym trochę wbrew sobie zrywa kontakt, potem przeżywa załamanie.

Joasia chciała dzielić z Tomaszem jego ideały, jego poświęcenie. Z drugiej jednak strony pragnęła mieć ładny dom i zdrowe dzieci. Tym czasem Judym, jeszcze z czasów jak pracował w Warszawie, pamiętał swych kolegów po fachu, żonatych, dbających o dobrobyt swój i rodziny, a zapominających o młodzieńczych ideałach ratowania świata. I choć Joasia oferuje mu pomoc i wsparcie, doktor w ostatniej chwili je odrzuca. Wie bowiem, że na dłuższą metę taki układ może być niemożliwy – albo będzie zmuszony porzucić ideały, albo zranić żonę, albo jedno i drugie. Zrywa. No i właśnie – większość znanych mi ludzi twierdzi, że to najgorszy idiotyzm jaki można zrobić. Bo nie należy porzucać własnego szczęścia z powodu jakichś chorych ambicji. I ja tak myślałem…

Skończyłem czytać książkę kiedy jeszcze byłem z Gosią. Powieść czytało mi się genialnie i dlatego przeżyłem wielki szok jak doczytałem do końca. Natychmiast wystosowałem SMS do narzeczonej w którym napisałem, że to bez sensu, bo przecież można dzielić ideały a jednocześnie kochać się wzajemnie i sobie pomagać. Gosia mnie pocieszyła. Ale nie na długo. Wkrótce potem stwierdziła bowiem, że ja jej wmówiłem swoje chore ideały i że ona, owszem, może być ze mną, ale nie chce nawracać ludzi i głosić Ewangelii, bo to nie jej życie. Na początku się zdziwiłem. A potem doznałem olśnienia – Judym miał rację! Nie da się związać z kimkolwiek mając takie ideały, względem których nie idzie się nigdy na kompromis. Nie ma możliwości by złączyć się z kobietą jeśli nie chce się porzucać ideałów lub zranić owej kobiety.

Ale część z Was pewnie znów łapie się za głowy. Przecież Judym był idiotą! Może i był. A ja jestem ortodoksyjnym katolikiem. Ortodoksyjny katolik nie tylko zna naukę Kościoła, ale także nią żyje. Oddycha, karmi się. Ortodoksyjny katolik z natury rzeczy jest idealistą z którym nie sposób przeżyć w bliższym kontakcie, o ile samemu nie jest się ortodoksyjnym katolikiem. Niektóre najbanalniejsze kwestie (choćby omawianej już kiedyś antykoncepcji) w podobnych związkach mogą doprowadzić do gigantycznych sprzeczek i załamania. Do zranienia drugiej osoby, albo samego siebie. A tym samym zranienia samego Boga. Nie mówiąc o sprawach dotyczących wychowania dzieci, przestrzegania postów i tym podobnych. Nie mówię, że Judym był ortodoksyjnym katolikiem, ale z pewnością był ortodoksyjnym lekarzem. Chciał być blisko swoich pacjentów, wciąż im towarzyszyć, umierać razem z nimi. Tak jak misjonarz, który jedzie do Afryki i wie, że może zginąć. Taki człowiek wolałby nie mieć żony i dzieci, by go nie stracili. Zwykły kapłan nie jest może zagrożony bezpośrednio śmiercią, ale jako kapłan ma poświęcać całe swe życie niesieniu pomocy ludziom i służeniu Bogu. Przez to poświęcenie się pojedynczej kobiecie sprawia, że inni ludzie stają się jakby mniej ważni (nie mówiąc o zazdrości ze strony żony). Dlatego doszedłem do wniosku, że kapłan właściwie w rzeczy samej jest takim Judymem. Czyli „Ludzie bezdomni” odpowiadają w świetny sposób na pytanie dlaczego celibat.

Ale ta kwestia mnie nie dotyczy. To jest nie kwestia celibatu, lecz kwestia kapłaństwa. Ostatnio więc zaczynałem się rozglądać za kimś kto mógłby mi towarzyszyć (tak jakbym nie pamiętał przejść z Gosią). Myślałem nawet, czy notka o Judymie, którą od początku planowałem tu zamieścić, wciąż byłaby aktualna. Okazuje się, że jest. Spotkałem bowiem kogoś, co do kogo miałem nadzieję, że uda się, nie porzucając ideałów, pozostawać z tą osobą. Jest jedynie mały problem – moje ideały wykluczają związki opierające się tylko na emocjach, które są chwilowe. Ja zawsze patrząc na dziewczynę widzę w niej już moją przyszłą żonę, matkę moich dzieci… Okazuje się jednak, że to odstrasza i to bardzo. I znów staje przed oczami Judym. Joasi nie zdążył odstraszyć swym idealizmem. Ale domyślił się, że w końcu ją odstraszy. Z bólem serca porzucił ją. Nagle znajduję się w podobnej sytuacji. Któryś kolejny raz. I dziś notka o Judymie nabiera emocjonalnego wyrazu. Bo choć cały czas pragnąłem ją napisać, dziś wiem, że czuję to dużo lepiej. Oto moja nowa Joasia zromumiała, że ze mną się nie da. Ja, głupielok, miałem nadzieję, że może jednak się da. I przypomniałem sobie dr Tomasza, który wiedział, że się nie da. Że jeśli zależy mi na czystości przedmałżeńskiej, na katolickim wychowaniu dzieci, na modlitwie nieskończonej, to moje wymagania mogą nie objąć żadnej Joasi czy innej białogłowy. Od dziś nie mam już nadziei. Bo Judym może być sobą tylko będąc samemu.

Czy wciąż uważacie Judyma za idiotę? Pewnie tak. Pewnie dziś i ja jestem dla Was idiotą. Ale nie będziecie pierwszymi osobami które tak o mnie pomyślą. A dla mnie Judym to ideał. Tribute to Stefan Żeromski…

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 12 Komentarzy