W pierwszą rocznicę

Oto, Moi Drodzy, mija dokładnie rok odkąd założyłem bloga. Rok temu napisałem pierwszą, najkrótszą chyba jak dotychczas notkę „Rozpoczyna się show!” Może się niektórym wydać dziwne to, co piszę, jeśli bowiem zajrzycie do początków, okaże się, że pierwsza notka powstała 11 października i nosi tytuł „Nowe życie człowieka z Różańcem w kieszeni”. Ale co bardziej zorientowani pamiętają, że ten blog jest właściwie drugim blogiem, a tak na prawdę kontynuacją, przedłużeniem bloga pierwszego. I chyba ważniejszego. Lepszego…? Przy okazji zapraszam na pierwszego bloga: www.artdico.mylog.pl.

W związku z obchodami rocznicy wypada zrobić krótkie podsumowanie.
– Łącznie odwiedziły mnie 5834 osoby (w tym 2719 na pierwszym, a 3115 na drugim blogu).
– Zostałem skomentowany 556 razy (przy czym 214 kommentów pojawiło się na blogu Artdico, a 342 na Gnorofexie), nie licząc komentarzy o których usunięcie zostałem poproszony przez autorów.
– Najczęściej komentowana notka to „Ił kapustę ser cebulę, czyli koniec pamiętnika stukniętego kleryka” (41 komentarzy), najrzadziej zaś – „Memento mori” (tylko 1 komentarz).
– Łączna ilość wpisów do księgi gości (licząc spam) to 38 (18 na nowym, 20 na starym).

– Napisałem (łącznie z tą) 43 notki, 18 na pierwszym, 25 na drugim blogu. To daje średnio 3 i 7 dwunastych (czyli nieco ponad 3,5) notki na miesiąc. Średnio przypadło niecałe 13 komentarzy na notkę, nieco więcej na drugim niż na pierwszym blogu.

Ta krótka roczna statystyka przywodzi na myśl ciekawy wniosek – choć ten blog trzyma się lepiej niż poprzedni, to statystycznie pokonał go tylko o ułamki (najwyżej w liczbie komentarzy – o ponad połowę). Ale jeśli spojrzymy dokładnie – Artdico działał zaledwie trzy miesiące, zaś Gnorofex już 9 miesięcy – okaże się, że przez pierwsze trzy miesiące pisałem średnio po 6 notek na miesiąc, przez kolejne 9 – niecałe 3 (zauważmy, że kilka poprzednich miesięcy zwiększało dorobek o jedną). Dlaczego? Ci, którzy znają moją historię wiedzą skąd taka różnica. Tym, którzy nie zdążyli jej poznać, opowiem…

To jest, podsumuję ten najokropniejszy i najsmutniejszy rok mego życia, po łebkach bo po łebkach, ale chociaż tyle… Wróciłem na wakacje do domu, z Domu, czyli Seminarium. Wcześniej, na początku wakacji, byłem jeszcze na rekolekcjach, potem zacząłem kontaktować się z przyjaciółmi brata, znanymi jako Qrczaki. Ponieważ oni posiadali już od dłuższego czasu własne blogi, z którymi często zdarzało mi się polemizować jeszcze gdy przebywałem w Radomiu, zdecydowałem się założyć własny. Makota pomogła mi by wszystko jako – tako wyglądało, poinstruowała mnie jak tworzyć notki i ruszyłem z rozmachem. Pragnąłem wiedzę i doświadczenie zdobyte w czasie najpiękniejszego roku mojego życia przekazać jak najpełniej dalej tym, którzy tego potrzebowali. Jako młody postanowiłem mówić do młodych ich (naszym) stylem. Tak, ludzie zaczynali mnie czytać i widziałem, że wykonuję kupę dobrej roboty. Dlatego tworzyłem notkę czasem co 3 – 4 dni… I dlatego przeraziłem się, gdy się okazało, że pod koniec września nie ma mnie na liście alumnów drugiego roku.

To były właśnie trzy miesiące przez które królował Artdico – stuknięty kleryk. Ostatnia notka tamtego bloga ukazuje dokładnie dlaczego blog zostaje zamknięty. Ilość komentarzy pod nią świadczy tylko o ogromie zainteresowania blogiem przez najróżniejsze osoby. A po tym co się wydarzyło, poznałem dopiero kto jest moim prawdziwym przyjacielem. Akcja „Ratujmy Artdico” trwała niezbyt długo, była za to silna i burzliwa. Nic nie dała. A ja tym czasem pojechałem do Łodzi, dostałem się na zaoczną polonistykę i poznałem Paczkę. Założyłem nowego bloga, tym razem Piętuś skombinował mi wygląd, i zacząłem pisać. A potem Paulina załatwiła mi pracę w McDonaldzie. Przyszła zima. I pękłem. Mówi o tym najlepiej styczniowa notka „Awans”. Wtedy już wiedziałem, że to będzie najgorszy rok mojego życia. W sumie nie mogłem mieć wątpliwości – pierwsza połowa tego roku była już za mną. Qrczaki mogli mi pomagać na odległość (choć odwiedzili mnie dwukrotnie, przez co jeszcze miałem problemy z gospodarzem). A ja każdego dnia budziłem się i powtarzałem sobie, że nie, dziś nie idę do pracy! Szedłem… Studia to był jeden zjazd na dwa tygodnie. Zresztą Paczka szybko zaczęła stawać się coraz mniej realna. Paulina i Jacek odeszli, potem zrezygnował Albin. Ja też już w połowie roku wiedziałem, że nie zamierzam przez najbliższe 5 lat studiować zaocznie i lepić hamburgerów. No i zaczęły się jeszcze kłopoty z dziewczynami (kurczę, a jeszcze rok wcześniej, ba, pół roku wcześniej „wiedziałem”, że te problemy już dawno za mną!). Ale pod koniec marca wszystko zaczęło się zmieniać. Stało się lepsze. Moja Pani zagrzała sobie miejsce w moim sercu. I niespodziewanie świat zaczął nabierać barw. Żal do wszystkich zelżał. Z większą radością zacząłem chodzić do pracy. Znów odzyskałem szczęście. Następne 3 miesiące to była jedna sekunda. Nie zdążyłem nawet wielu notek napisać ;). No i zdałem (niespodziewanie) egzaminy. I rzuciłem pracę. I raz na zawsze zamknąłem za sobą najpodlejszy rok mojego życia. Rok pisania bloga. Bloga, który sprawił, że rok był taki, jaki był…

Dziękuję. Dziękuję Bogu za to, że pomógł mi być z Wami przez ten rok. Że był ze mną przez rok pełen doświadczeń i upokorzeń. Rok wielkiego upadku. I dziękuję Mu za to, że w końcu pomógł mi się podnieść. Bóg jest wielki! Przecież to ze względu na Niego założyłem bloga. I choć blog zniszczył moje życie, Bóg wciąż potrafi go wykorzystać. Dziękuję Ci Panie!

Dziękuję też tym, którzy byli ze mną przez ten rok, lub chociaż przez pewną jego część. Nie będę wszystkim dziękował z imienia, ale muszę przede wszystkim podziękować Qrczakom. Oni pomogli mi na początku z blogiem, oni też okazali się prawdziwymi przyjaciółmi w momentach kryzysowych. Dziękuję, Qrczaki!

Pozostałym, komentującym czy nie komentującym, też dziękuję. Wiecie, że choć nie zapisuję tu Waszych imion, myślę o każdym/każdej z Was z wdzięcznością. Dziękuję.

I to chyba koniec. Koniec tej notki. Niech Bóg błogosławi wszystkim nam. I życzę Wam oraz sobie, byśmy na codzień pamiętali o tym, że to co się dzieje, dzieje się dlatego, że Bóg tego pragnie. Gdyby mnie nie usunęli za bloga, nie byłbym w takiej sytuacji w jakiej jestem. A moja sytuacja wydaje się dziś niezmiernie piękna! A czego mi możecie życzyć? „Sto lat, sto lat…!” ;)

Categories: Pozostałe | Tags: , , , , | 9 komentarzy

Zobacz wpisy

9 thoughts on “W pierwszą rocznicę

  1. sznapii

    zawsze po gorszym przychodzi lepsze, przecież deszcze nie będzie padał wiecznie :) życzę szczęścia !

  2. Ładna notka, ładna. Taka…statystyczna możnaby rzec. Dziwnie odstaje pod tym względem od innych, ale chyba tak miało być.

    Nawiązując do tego, że gdyby nie blog, zostałbyś księdzem i nie poznał Moniki – chciałam dodać, że ta historia jest o wiele bardziej zawiła niż Ci się wydaje i nie chwaląc, głównym łącznikiem byłam ja! ;)
    Bo:
    -Gdyby nie to, że byłam uparta i poszłam do tego, a nie innego gimnazjum.
    -Gdyby nie to, że trafiłam do tej, a nie innej klasy.
    -Gdyby nie to, że poznałam tam dwóch wariatów.
    -Gdyby nie to, że jeden z nich miał powód by nawiedzać wspólnie z drugim mój dom.
    -Gdyby nie to, nie poznaliby mojej przyjaciółki.
    -Gdyby jej nie poznali, nie wplątałaby się w paczkę Qrczaków.
    -Gdyby nie wplątała się w paczkę, nie poznałaby brata jednego z wariatów.
    -Gdyby nie to, że ten miał powody by do niej iść, nie poznałby jej siostry, której nigdzie indziej nie sposób było spotkać.

    Gdyby nie to, to brat kolegi z klasy pewnej makoty, nie byłby teraz szczęśliwym chłopakiem siostry jej przyjaciółki.
    Do tego trzeba jeszcze dodać całą aferę z blogiem i takie tam, ale o tym sam już pisałeś…

    Jakiż ten świat poplątany…

    Postscriptum: Gdyby się uprzeć w szereg możnaby też dorzucić to, że tuż przed nami, zmieniła się reforma szkolnictwa. Inaczej kisiłabym się w podstawówie dwa lata dłużej i nie poznałabym wariatów.
    O ironio…a tak nie chciałam iść do gimnazjum…

  3. No właśnie !! minął rok. Czas płynie do przodu. Najpierw tylko powiem że komentarz Makoty to mi przypomina trochę telenowele wenezuelską, ale takiego scenariusza nikt by nie wymyślił. Naprawdę to wszystko jest takie poplątane, ale zarazem wiąże się w taki ciąg przyczynowo skutkowy.

  4. el magnifico albano de dred

    oj staruszku, tak to własnie zawsze się dzieje. Po złym okresie następuje lepszy.. i dzięki temu poznajemy wartość piękna. Bo jakież pojęcie mielibyśmy o szczęściu, gdybyśmy nie poznali cierpienia? A gdy zdarzą się złe chwile, trzeba szybko się podnosić, iść dalej i nie patrzeć za siebie. Bo nikt nie jest skazany na to, by tkwic w maraźmie i jeśli się tylko poddasz prądom życia- skończysz jako szczęśliwy człowiek. Bo ktoś tam nad Tobą czuwa i na pewno nie planuje dla Ciebie nic złego. Tylko najpierw Ty sam musisz znaleźć w sobie dość odwagi i siły, by wziąć swój los we własne ręce.. oraz na nowo zaechcieć stać się szczęśliwym…

    Acha… tjaa.. i jak to dzisiaj przeczytasz, to powtórz mi dokładnie to samo jutro. Ty sobie poradziłeś. Ja w trochę bardziej bezpośredniej konfrontacji jutro rozgrywam swoją ostateczną kartę w dręczącej mnie sprawie:D

    Gratuluję. A Ty trzymaj kciuki!:P

  5. Gratuluje =]. U mnie tez sie zbliza rok prowadzenia bloga. Mam nadzieje ze nadal bedziesz prowadzil ten blog.
    Pozdrawiam,
    Ania

  6. Bello di Notte/coexist

    a nie jestes wdzieczny za to co cie spotkalo?? doswiadczenia troche nabrales ale jak widze to sie nie liczy dla ciebie. uzalanie sie nad soba, to podobno katolikom nie przystoi. „jak mi ciezko” jejku łolaboga…. wsyd.potrafisz juz tylko narzekac

  7. Thx za koment :) Ja u Ciebie byłem chyba ostatnio właśnie w czasie wielkiego kryzysu. Fajnie, że wszystko się ułożyło. Mam nadzieję, że będzie tak dalej. Co do Advent Children, to ja go już wcześniej skombinowałem z japońskiego serwera :P Oglądałem go pierwszy raz ok. rok temu :) Polecam jednak sobie i Tobie kupienie wersji DVD w sklepie, bo prawdopodobnie sprawia większą frajdę :) Ten zapach otwieranego pudełka… Ahh.. xD Działa na mnie niemal jak cynamon na Dominikę…

  8. A tak się mocno zastanawiałeś, dlaczego tak cię Ojciec doświadcza, a tu Paetz wraca do łask. Lepiej, że Ciebie tam nie ma. Zauważyłeś, że ludzie nie wiedzą co jest dla nich dobre? Wesołego dalszego ciągu blogowania (znowu się opuszczasz!!!)

  9. sto lat, sto lat :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s