Mamy czas…?

„Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest…” To prawda. Jednakże…

Jezus chodził po świecie i mówił do ludzi. Podszedł jednego dnia do celnika zwanego Mateuszem i powiedział mu: Zostaw swój majątek i pójdź za mną. Ten natychmiast porzucił wszystko i zrobił to, co Pan mu nakazał.

Jak wygląda nasza wiara? Czy jesteśmy tacy jak celnik Mateusz, który porzucił wszystko i na zawsze, w całości oddał się woli Pana? Jak wygląda nasze życie? Nasze dążenie do świętości? Czy już zostaliśmy wiernymi sługami Jezusa? A może mówimy sobie: „Jeszcze nic nie wiem. Jeszcze jestem młody/młoda. Jeszcze nie zdążyłam/em dorosnąć do tego, by swe życie poświęcić Bogu. Mam czas, mam czas, mam czas…”

Były sobie panny. W zasadzie było ich 10 – połowa była mądra, a połowa głupia. Wszystkie czekały na Oblubieńca, aby przyjąć Go i ugościć. Aby dostać się na Jego ucztę weselną. Z tym, że te głupie stwierdziły, że mają czas, wszak jeszcze wczesna godzina, komu by się spieszyło, można przespać parę chwil. Tylko się zdrzemnąć. Pozostałe w tym czasie udały się do sklepu, po oliwę do lampy, by cały czas być gotowe.

W zasadzie żadna z nich nie spodziewała się, że Oblubieniec przyjdzie JUŻ. Ale przyszedł. Wstały głupie panny i powiedziały: „Matko, ojcze i wszyscy inni! Toż my jeszcze nie gotowe! Wszak tyle czasu mamy!” Ale czasu już nie było. Wszedł Oblubieniec, zaprosił mądre panny na wesele. Głupie w tym czasie pobiegły szukać oliwy. Ale już było za późno.

Mamy czas. Mamy czas. Mamy czas…?

„I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.” (Łk 13, 6-9). Bóg mówi nam w tej przypowieści, że ma cierpliwość nad swymi sługami. My jesteśmy drzewkiem. Drzewkiem, które od lat myśli, że ma czas. Że jeszcze nie pora. Że Bóg poczeka, wszak jest cierpliwy. Wszak jest dla Niego ważne to, żebyśmy byli zbawieni, więc nie stanie mi się krzywda gdy jestem pod wpływem grzechu. Poczekam, nie pójdę do spowiedzi. Jestem pod wpływem grzechu, ale nie myślę nad tym, by go zdjąć. Dziś, jutro, za rok. Mam czas, mam czas, mam czas…

„A jeśli nie, w przyszłości możejsz je wyciąć.” Bóg jest łaskawy i miłosierny. Ale dla Niego czas nie istnieje. Wobec Niego każda chwila jest wiecznością. Każda stracona chwila jest straconą wiecznością. Nie jesteś gotowy/gotowa? Jutro może być o jedno jutro za późno, by stać się gotowym. Jutro sklep z oliwą może być zamknięty. Może jednak wydamy wreszcie ten owoc, jeśli tak uparcie obkładają nas nawozem. Choć już trzy lata nie ma z nas pożytku.

Jeden z moich wspaniałych kolegów z Seminarium, bardzo wierzący i zdolny do nauki, ostatnio wyszedł na chwilę. Ma raka płuc. Nigdy nie palił papierosów. Nie wiem co przeżywa, jak to dla niego wygląda. Ale jak go znam, nie oskarża Boga. Przecież nigdy nie wiemy, kiedy Pan Bóg przyjdzie.

Masz czas? Ja go nie mam. Każda chwila w oddaleniu od Boga jest wystawianiem Go na próbę. „No, przecież nie zrobisz mi nic. Przecież mnie kochasz!” Nie pamiętacie: „Lecz Jezus mu odparł: Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego.” (Łk 4, 12) To od Boga, nie od nas zależy, kiedy zachorujemy, wpadniemy pod samochód, spadniemy z konia, kiedy umrzemy. I nie mamy prawa mieć do Niego pretensji o to, że przecież nie jesteśmy jeszcze gotowi. Czas nagli. Tylko od nas zależy czy odpowiemy na Jego sygnały.

Mamy czas. Mamy czas. Mamy czas…?

Nie. Nie mamy.

Categories: Duchowość i moralność | Tags: , , , , | 18 komentarzy

Zobacz wpisy

18 thoughts on “Mamy czas…?

  1. Prawda.
    Jednak nie do końca popieram taką postawę – czasem mam napad takich właśnie myśli i początkowo stwierdzam, że jest to bardzo korzystne. Niestety u niektórych z nas, nie wywołuje nagłego wybuchu miłości do Boga, a jedynie strach przed własnym potępieniem, czyli chciwość własnego dobrobytu.
    Nie straszmy się czasem. Warto zdawać sobie sprawę z jego ulotności, ale nie wpadajmy w panikę. Każdy z nas musi dojrzeć do prawdziwej wiary. Sądzę, że Bóg to rozumie – On nie każe nam ścigać się z czasem i ciągle zliczać „ilośc punktów uzyskanych za życia”. Nie każe nam zastanawiać się, czy jest już ich wystarczająca ilośc by dostać się do Jego Królestwa.
    Na pewno lepiej byłoby, gdyby każdy co dzień był przygotowany na Sąd Ostateczny, ale nie próbujmy wyegzekwować tego od siebie poczuciem strachu przed uciekającym czasem.

    Nie wiem czy jasno się wyraziłam.

  2. Albin

    To nie od nas zależy, kiedy umrzemy- prawda… ale też nie od nas zależy, czy będziemy zbawieni, nie? Bo jeśli od nas zależałoby nasze zbawienie- jesli zbawienie zalezy od naszych dobrych uczynków (bądź jeszcze bardziej, tak po abelardowemu- od naszych szczerych intencji do czynienia dobra), w momencie Sądu Ostatecznego Bóg nie miałby wyboru, nie miałby prawa decydować o naszym losie. „Spełniłem, czego oczekiwałeś, przyjąłem Twe reguły- zatem masz obowiązek mnie zbawić”. A to oznaczałoby, że Bóg nie jest wszechmocny… że nie ma czegoś takiego, jak łaska… Więcej, jeśli to nasze dobre uczynki miałyby zapewniać nam raj, czyli stosowanie się do praw i nakazów bożych, wyszłoby, że Prawo przez Boga ustanowionejest ponad Bogiem, bo w takiej sytuacji Prawo, nie Bóg nas zbawia. A w takiej sytuacji po co nam Bóg? A jesli jest inaczej- jesli to Bóg, łaska boża, boża decyzja i miłosierdzie nas zbawiają, po co czynić dobrze- skoro i tak to Bóg decyduje?

    Komentarz luźno tyczy się Twojej notki, ale akurat, czytając ją przypomniał mi się ten problem, który mieliśmy przedstawiony niedawno na zajęciach… Przedstawiony problem- znajdujesz dla niego rozwiązanie?

  3. Albin

    Mi by tu pasował najlepiej Zaklad Pascala. „Nie wiesz, czy to Bóg, czy to Twe uczynki Cię zbawiają… i w ogóle nie wiesz, czy jakiś Bóg jest. Możesz sobie wierzyć, ale nie zmienia to faktu, że nie wiesz. Ale spójrz na to logicznie. Jeśli przyjmiesz, że Bóg jest i okaże się, że go nie ma- nic nie straciłeś, mało- ludzie Cię dobrze zapamiętają, gdyż byleś dobrym, szlachetnym człowiekiem o czystym sercu. Jesli zaś jest i dobre uczynki liczą się- wówczas trafiłeś szóstkę w totku. Jesli zaś Bóg jest, a Ty przyjąłeś, że go nie ma? Masz przekichane i kuniec! Stąd widać, że bardziej opłaca się wierzyć i działać dobrze, niż nie wierzyć i nie działać dobrze” Ale to bardzo proste rozumowanie- dla niedowiarków. A mnie interesuje bardziej ortodoksyjne wytłumaczenie i rozwiązanie tego problemu… ale i w miarę przystępne:D

  4. O ile dobrze mi się wydaje Albin, to to co przedstawiłeś jest tzw. predestynacja… Która została przyjęta przez którąś reformacje… Ale czy to oznacza, że możemy leżeć do góry brzuszkiem, bo to i tak Bóg zadecyduje?? Popatrzmy na to w ten sposób… Bóg jest wszechwiedzący, czyż nie jest? Więc skoro wie nie tylko to co się stało, staje, ale także to co się stanie… więc skoro już On wszystko wie, to po co my mamy się tutaj wysilać? Przecież On i tak wie czy nas zbawi czy też nas nie zbawi… Logiczne, pod pewny kątem widzenia…
    A to czy mamy czas?? Oczywiście, że nie mamy… Oczywiście, że powinniśmy przestrzegać dekalogu i takich tam… Ale po pewnym czasie zatracimy się w tym jak Żydzi. Będziemy przestrzegać praw i przepisów, bo są… nie dla tego bo chcemy ich przestrzegać dla Boga. Tak naprawdę w końcu nie będziemy wierzyć w Boga tylko w Prawo… I tak właśnie ja to widze…

  5. Czy nie mamy czasu? Bóg na peno by tak nie powiedział, tak mi się wydaje…
    Na miłość ZAWSZE jest czas i tak sobię myślę, że często w miłości właśnie potrzeba czasu. Potrzeba czasu, żeby nauczyć się kochać. Kochać ciągle na nowo. Bo przecież gdy mówimy o odpowiedzeniu na wezwanie Boga, to nie mówimy o niczym innym, tylko o miłości… Miłości!
    Takie właśnie jest moje skromne zadanie:)
    Dziś tyle:)
    Pax!

  6. Nikt więcej? Okej. Czyli moja kolej. Pokuszę się o odpowiedź :).

    Bóg jest wszechmocny. I wszechwiedzący. Ale jest również Miłością. Jedyną, prawdziwą, nieskończoną Miłością. Z tej miłości dał nam wolność; dał nam też łaskę. Te dwie rzeczy muszą uzupełniać się w człowieku. Wolność jest rzeczą ludzką w człowieku, łaska jest rzeczą Boską. I teraz – Bóg każdemu dał wolność, byśmy wybierali, co chcemy czynić. Każdemu też dał łaskę, by podpowiadać nam, co czynić winniśmy, by być szczęśliwymi. Nasza wolność sprawia jednak, że mamy prawo odtrącić tą łaskę. „Wszystko nam wolno, ale nie wszytsko przynosi nam korzyść…”

    Jak więc wygląda sprawa predestynacji i sądu ostatecznego? Bóg wie wszystko co się wydarzy, ale Z WŁASNEJ MIŁOŚCI pozbawił siebie władzy nad decyzyjnością człowieka, a więc to człowiek ma prawo decydować nad swoim życiem i, co za tym idzie, nad swoją wiecznością. Bóg może mu tylko dawać wskazówki. Nie dlatego, że ja Mu na to pozwalam. Dlatego, że SAM sobie na to pozwolił. Bo nas ukochał.

    Co więcej – Bóg wie, czy będziemy zbawieni. Po co się więc wysilać? To proste. Bo MY tego nie wiemy. Cóż, Bóg może jest i wszechwiedzący, ale nie podzielił się tą wszechwiedzą z nami. Dlatego mając nadzieję, że nasze zbawienie nastąpi, powinniśmy się o nie troszczyć. Powtórzę jeszcze raz, że choć Bóg WIE, nie decyduje za nas. Bo nie chce za nas decydować.

    Dalej – kwestia przestrzegania prawa niczym Żydzi. Macie rację – starając się zarabiać punkciki przestrzegając Prawa, szybko zapomniemy o Bogu, a poświęcimy się Prawu. Chrześcijaństwo nie jest jednak prawem. Chrześcijaństwo jest dobrą nowiną. Dobre uczynki czy przestrzeganie prawa nie jest więc dla nas punktem, który dolicza się do sumy zdobytych punktów. Dobre uczynki i przestrzeganie prawa nie jest nawet naszą zasługą. Dlaczego? Ponieważ one wynikają, powinny wynikać (jeśli nie wynikają, nie są wcale dobrymi uczynkami) z naszego nawrócenia. Z tego, że pokochaliśmy Boga i jesteśmy z Nim, blisko. Miłość sprawia, że czynimy dobrze. I wcale Bóg nie musi liczyć ile razy zrobiliśmy coś dobrego. Wystarczy, że codzień będziemy się do Niego nawracać, przyjmując Jego łaskę, którą dał nam zmartwychwstając. Dobre uczynki są tylko konsekwencją.

    Co do czasu zaś – wczoraj na Neokatechumenacie mieliśmy nabożeństwo pokutne. Ksiądz zakończył je słowami: „Dziś możecie się nawrócić. Nie wiem, czy jutro będziecie mogli. Ale dziś możecie”. Powiedzcie mi, dlaczego mamy nie skorzystać? Dlaczego tak upieracie się, że należy czekać. To zależy od nas. Dziewczę, które towarzyszyło mi wczoraj, miało przyjść do spowiedzi dziś, w pierwszy piątek. Po usłyszeniu tych słów zrobiła to dzień wcześniej. Dlaczego nie mamy postąpić tak samo? Dlaczego chcemy, by na nas czekał? Przecież Go kochamy…

  7. Proszę Cię o pomoc.. Nie wiem co mam zrobić. Wszyscy mówią mi, „walcz o SWOJE uczucie!”, a ja walczę o NASZĄ przyjaźń… Czy to moja wina, że on sam nie wie, co czuje? Nie mogę „walczyć”, bo mogę łatwo skrzywdzić, a ja nie chcę sprawiać mu bólu… Ale z drugiej strony tak strasznie mi zależy…
    Ostatnim komentarzem trafiłeś bezbłędnie… Proszę, pogadaj z Tym na górze, bo do mnie coś nie chce się odzywać ostatnio…
    Pax!

  8. Prawda jest, ze mamy wybór pomiedzy dobrem, a złem, prawdą jest, że wskazane jest wybór dobra, madrości, ale NIGDY NIE JESTESMY ODDALENI OD BOGA. JEST. JEST ZAWSZE Z NAMI.
    z cytatów „Szukajcie a znajdziecie, proście, a będzie wam dano” – nigdzie nie napisano „Inni za was znajdą prawde”, wręcz przeciwnie – napisano „Prawda dana jest maluczkim.”

    ps. Należy znac trendy mlodzieżowe, bo jesli rozmawiać z młodzieżą (po co jechać daleko, skoro możesz blisko nawracać – spojrzyj na mojego flikra, Szatan jest blisko i nie trzeba daleko jechać by z nim walczyc) to cos trzeba o mlodziezy wiedzieć. Farben Lehre to jeden z sympatyczniejszych pankowych zespołów. A co do Miki Urbaniak, to klasyka – córka Michała Urbaniaka i Urszuli Dudziak. Śpiewa. Przyjechała z USA i dobrze się stało.
    Co do Arka Skolika, to przykład działania mediów. Jest to jeden z najlepszych europejskich perkusistów jazzowych, ale media wola o Wisniewskim (pewnie wiesz kto to) stąd możesz nie znac tego nazwiska.
    Koncert Miki i Arka był super. Stodoła pod strzecha w Zbrosławicach pełna…

  9. Dziękuję Ci za to, że pomimo tego, że praktycznie prawie nic o mnie nie wiesz, jestem dla Ciebie jakimś tam zagubionym człowieczkiem, zaangażowałeś się i mi pomagasz.

    Dziś zastanawiałam się, jak to jest, że Ty od początku czytasz ze mnie jak z kartki.. Może to dlatego, że jednak w gruncie rzeczy jesteśmy odrobinę podobni…

    Kiedyś, jak się zastanawiałam jak to jest z tymi księżmi, braćmi, siostrami, myślałam, że to tak po prostu ma być i już. Że oni są „zamrożeni” na uczucia, i że to takie proste.. Jakie to było dziecinne myślenie! No ale co ja mogłam o tym wiedzieć..
    Gdybym wtedy przeczytała Twój komentarz, to pewnie bym pomyślała, że jesteś jakiś stuknięty. Teraz, kiedy już sama zaczęłam dotykać tej tajemnicy Bożego powołania, to już wiem, że to nie jest taka bajka… bo teraz sama jestem stuknięta.
    Jeszcze niemalże 3 miesiące tamu myślałam, że Bóg chce mnie w zakonie. Ba! Nawet już byłam prawie pewna. Już nawiązałam kontakt z siostrami, z jedną nawet się bardzo zaprzyjaźniłam (dziękuję Bogu za tę przyjaźń!). Myślałam, że zaraz po maturze właśnie tam się znajdę. było tak pięknie.. Wybrałam.
    I co?
    I znów Bóg wkroczył do akcji i jak zwykle namieszał:D Powiedział: ‚A może jeszcze popatrz w tę stronę…?’

    Teraz sytuację mniej więcej znasz. Kurcze! Kocham Go za to, że ciągle mnie zaskakuje. Stale miesza. Zawsze, jak już sobie coś w miarę poukładam, to On zasypuje mnie czymś nowym. I mimo tego, że mam dopiero 17 lat, a już moje króciótkie życie jest tak poprzeplatane różnymi wątpliwościami, może kiedyś, w przyszłości, kiedy już na prawdę będzie czas pojąć bardzo odpowiedzialne decyzje, to będę na nie gotowa?

    Teraz mam nadzieję, że On pomoże mi wybrnąć z tej sytuacji w której się znalazłam, Ale ja wiem, że przecież On zawsze pomaga, prawda?

    „powinnaś pozwolić Twojemu przyjacielowi na odrobinę osobistego cierpienia”
    -tu pewnie masz rację.. Masz rację! Tylko chyba właśnie na tym polega mój problem. nie potrafię patrzeć na cierpienie moich przyjaciół, ludzi, których kocham. A jeśli ja jestem przyczyną tego cierpienia, to szlag mnie trafia!
    To może dziwnie zabrzmieć, ale chyba faktycznie muszę nauczyć się pozwalać ludziom cierpieć…

    „Walcz o jego szczęście. O jego radość. O to, by pokochał.”
    -jak mogę walczyć o to, by pokochał? Tak się da?

  10. Monroł

    Czy mamy czas… My-ludzie nie umiemy tego przewidzieć. Może go mamy,a moze nie. Nie znamy wyroków Boskich. Dlatego powinniśmy byc stale przygotowani na zakonczenie naszego ziemskiego bytu. Jednak w stanie łaski uswiecajacej nie powinnismy byc głównie ze strachu i obawy o siebie, o to co sie z nami stanie po smierci,ale z PRAWDZIWEJ MIłOŚCI do Boga. Powinniśmy myślec o Nim,o tym jak On sie czuje gdy popełniając grzech zadajemy Mu ból. Stwierdzam jednak,ze wiekszość ludzi przystepuje do spowiedzi majac za myśl przewodnia obawe o siebie. Ale w moim przekonaniu i ta motywacja jest dobra z braku tej lepszej :) Co wiecej,wydaje mi sie,że ta bojazn o siebie nieraz sprawia,ze stajemy sie pokorniejsi i poczuwamy ta MIłOŚĆ do Boga,choc na krótko prawdziwie sie nawracajac.

  11. Takie brutalne, kategoryczne: nie. Ilekroć kogoś się pytam, czy mogę coś zrobić tak, a nie inaczej, czy mogę to odłożyć na później, czy wydaje mu się, że to nic nie zaszkodzi, chcę tylko usłyszeć – oczywiście, że nie. Jeszcze zdążysz. I ani się waż odpowiedzieć inaczej, bo przestanę słuchać.
    I zastanawiam się, skoro na tyle moich tak zwanych problemów, problemików, nie zdążam znaleźć rozwiązania, mijają, jeden za drugim, wszystkie coraz bardziej pogrążając mnie w… no właśnie, w czym? Nie potrafię się z tym! uporać, więc co dopiero później? Nie jestem żadną starą maleńką, mam, oby, wiele lat przed sobą. Ale skoro minęło dopiero te kilkanaście i ja już marzę o tym, żeby cofnąć się o kilka wstecz, zostać tym, kim byłam – nie podoba mi się to. I kiedy ktoś Ci mówi, że już nie masz czasu, że jutro może być o jedno jutro za późno… A Ty nadal nie potrafisz nic zrobić, żeby ruszyć z miejsca, coś zmienić, coś naprawić…
    To czasem wolę być okłamywaną, niż usłyszeć takie brutalne, kategoryczne nie.

  12. ...

    Poniedziałku…
    mnie „o jedno jutro za późno” motywuje. zwłaszcza, że jest rzeczywistością.
    czas ma piękną wartość.
    a wiesz…
    najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa.

  13. Maggie B.

    Kochana kobietko z pieskiem w avatarze! Warto walczyć, by ktoś pokochał, warto się o to starać. Zarażanie miłością działa :) Tak samo jak zarażanie dobrem i uśmiechem, no może potrzeba więcej starań.

    Kochany Poniedziałku!
    Mamy czas. Mamy czas?
    Tego, który minął, nie cofniemy, ale przecież – nadal go mamy. Nadal mamy to, czego się nauczyliśmy, to, co przeżyliśmy, i możemy z tym bagażem, ale i skarbem doświadczenia wylatywać w przyszłość. Mnie też jakiś czas temu było bardzo bardzo smutno z powodu tego, co się skończyło, co zrobiłam nie tak. Żałowałam. I w wielu przypadkach postąpiłabym inaczej, byłabym odważniejsza, bardziej intensywnie walczyłabym o swoje marzenia i uczucia. I moje życie potoczyłoby się inaczej. Ale – nie toczy się źle, a tyle od niego dostaję :) Czasami dostaję w kość, to prawda. Ale w większości przypadków dostaję dar cieszenia się i śmiania z maluczkich, prostych szczegółów, i sama się sobie dziwię, że zwracam na nie uwagę. Dostaję coraz więcej wytrwałości, coraz więcej odwagi, coraz więcej poczucia, że wiem, co jest w życiu naprawdę ważne, coraz więcej umiejętności patrzenia na siebie i innych z dystansem, albo chociażby z innej strony. Czasami dostaję dar marnowania czasu.
    Mamy także przyszłość – kolejny rok, tydzień, jutro, następną godzinę, następną chwilę.

    Mamy czas.
    Mamy dużo czasu.
    Mamy go po to, by dobrze z niego korzystać.

  14. Na początek musze Ci coś powiedzieć o Twoim komentarzu pod moją notką o wakacjach. Ile razy chcę się z tobą jakoś pogodzić to Ty musisz to zepsuć. Chyba żle odczytujesz moje słowa, a czasem naprawdę mógłbyś posłuchać rady innych. Ale to nie sprawa na bloga.
    Do tej notki: Domyślam się do kogo kierowana byla ta notka. Nie możesz nikogo na siłe nawrócić. Niektórzy potrzebują czasu i tak jak to ujęła Makota, Bóg o tym wie i na pewno to uwzględnia. Ty patrzysz na wszystkich ludzi jak na jedną szara masę, a dobrze wiesz, ża każdy jest całkiem odrebną jednostką. Przynajmniej tak odczytuje kontekst tej notki, być może źle. Poza tym odczytuje to z kontaktów z Tobą. Przykro mi, że nie mogę znaleźć z Toba wspólnego jezyka.

  15. poniedziałkowa ereth

    Teraz tylko trzeba nauczyć się, jak z niego, z tego czasu, korzystać.

  16. Ja nie mam czasu! Tyak, tylko zwykle nie mam czasu na Boga, na modlitwę. A mam właśnie na komputer. Na słuchanie muzyki. I uciekam. Chociaż to mi w sumie nic dobrego nie daje. A chcę się nawrócić!
    szalom

  17. ...

    Mogę się o coś zapytać?
    Właściwie to i tak się zapytam.
    Bo wiesz, czytałam sobie Biblię… Coś mi się tu nie zgadza.

    Miłość nie zazdrości – ok
    Bóg jest miłością – ok
    Bóg, jest bogiem zazdrosnym – no i co teraz?

  18. trafna notka, szczególnie jesli chodzi o dzisiejsza rzeczywistość. Tak mało widzimy, tak mało jestesmy spostrzeawczy, tak mali jestesmy…i tak czasem niewierni…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s