Monthly Archives: Styczeń 2007

Gavson kontra Artdico Gnorofex

Miałem napisać co innego, ale to chyba będzie lepsze…

Część z Was zna moją stronę fantasy Jasmine. Dam do niej jakby coś linka, ale chwilowo strona jest zablokowana, gdyż Lord Nicon (pozdro!) przenosi serwer. Stronka jest TU. Jeśli lubicie fantasy choć trochę, zapraszam. Jednakże…

Jednakże nawet jeśli nie zajrzycie, nie oznacza to, że nie możecie czytać tej notki. Dotyczy ona bowiem dwóch postaci będących bohaterami owej strony. Obie te postacie, w czym zorientowałem się dość późno, mają wspólną cechę. A jednak obie różnią się od siebie diametralnie. Tak naprawdę to dwie odmienne osoby.

Gavson.

Gavson to główny bohater Jasmine, Niekończącej się Historii Fantasy. Ma 14 lat, jest (jako i ja) blondynem. Jest życiowym nieudacznikiem, ślamazarą, ciamajdą. Oprócz tego myśli, że pozjadał wszystkie rozumy, uważa się za najlepszego na świecie, najmądrzejszego, najprzystojniejszego. Przyjaźni się z Jasmine, która jednak nieraz dostaje od niego w kość przez wielką pychę i złośliwość chłopaka. Wierzy, jak Jasmine, w Jedynego Boga, ale kult wykonuje jakby z przymusu, a gdyby nie towarzyszyła mu przyjaciółka, pewnie w ogóle by o tym zapomniał. W jednym odcinku Gavson niespodziewanie wybucha tracąc zaufanie Jasmine, co zostało przez czytelników uznane za nienaturalne i dziwne. Cóż. Może takie właśnie było. Ale Gavson taki właśnie jest…

Artdico.

Artdico jest mistrzem. Nie uważa się za najlepszego, najinteligentniejszego, najprzystojniejszego i w ogóle naj. Jest taki. Ale nie obnosi się z tym. Jest najstarszy, ma długą, siwą brodę i posiadł wiedzę dotyczącą wszelkich szkół magicznych jakie istnieją. A jednak nie chełpi się tym – w zasadzie niewielu widziało go w ogóle jak czarował. Zna swe umiejętności, talenty, możliwości, ale nie chwali się nimi, lecz używa ich dla dobra świata. Jest podziwiany przez ludzi, ale ze skromnością macha na te podziwy ręką. Miewa świetne pomysły i wykonuje je z inteligencją. A gdy ktokolwiek myśli inaczej niż on, po prostu milczy, lub wykorzystuje naprawdę ineligente argumenty. I nawet jeśli jest odrobinę rubaszny, no i lubi dziewczęta, wszyscy wiedzą, że całe życie poświęcił Jedynemu i tylko w Jego imię działa.

Te dwie postacie nigdy się nie spotkały. Jeszcze. Różnią się od siebie wszystkim. Jeden to zdziecinniały bachor. Drugi – wiekowy starzec. Jeden to przemądrzałek i nerwus. Drugi jest skromny i spokojny (lub przynajmniej umie pokonać swą nerwowość). Jeden to głupiec i gbur. Drugi jest inteligentny i zabawny. Jeden zapomina o tym, co naprawdę ważne. Drugi oddał temu, co ważne całe swoje życie…

Te dwie postacie łączy coś bardzo ważnego.

No, może przesadzam. Może nie aż tak ważnego.

Ja.

Artdico powstał wcześniej. Kiedy moje życie wyglądało inaczej. Jeszcze nim wstąpiłem do Seminarium. Jeszcze gdy byłem z Gosią i zaczynaliśmy grać w Warhammera. Ale powiem szczerze, byłem Artdico. Znałem swe talenty, potrafiłem je wykorzystać. Wiedziałem o swej inteligencji, ale się z nią nie obnosiłem. Byłem wrogiem fałszywej skromności, ale wszystko zawdzięczałem Bogu. Potem wstąpiłem do Seminarium, gdzie osobowość Artdico rozwijała się, nabierała rumieńców. Założyłem bloga i ludzie znający bloga znali mnie jako Artdico. Może nie idealnie takiego Artdico, jakim chciałem być, ale prawie idealnie takiego…

A potem nadeszły cięższe czasy. Artdico zaczął się rozpływać. Ustępować miejsca Gavsonowi. Przemądrzałemu, niedojrzałemu płaczkowi, który jest wiecznie niezadowolony, myśli że pozjadał wszystkie rozumy i zapomina, że każdy człowiek jest inny i ma prawo myśleć inaczej. Gavson istniał, jak się okazuje, jeszcze przed Artdico, ale wtedy byłem dzieckiem. Wtedy to nie rzucało się tak w oczy. Dziś Gavson wszedł na miejsce Artdico niepostrzerzenie, siejąc zamęt i spustoszenie. Pokazał kim potrafi być jak się rozzłości, co może z siebie dać gdy robi mu się smutno i jeszcze dokopał paru osobom, które ofiarowały mu serce. Gavson chce być autorytetem, obnosi się ze swą pychą i pokazuje osobom próbującym go uratować środkowy palec.

Jest ich dwóch. Doktor Jekyl i Mr Hyde. Gavson i Artdico Gnorofex.

I wiecie, Gavson nie jest aż tak zły. Bo nie ma ludzi złych do końca. Gavson jest tylko małym dzieckiem, które bez Jasmine zginęłoby w lesie z głodu i pragnienia.

Gavson musi osiągnąć cel. Stać się dorosłym. Musi dojść do stolicy. A w stolicy może spotka się z Artdico…

Gavson marzy, by stać się taki, jak Artdico Gnorofex. Wielki w swej małości. Sługa wszystkich sług.

Chciałbym, by Artdico Gnorofex znów był Artdico Gnorofexem. Bym mógł spotykać na swej drodze Gavsonów i pomagać im się zmieniać.

Zepsułem się. Potrzebuję naprawy. Zaczynam radykalnie. Zaczynam walczyć ze sobą. Staję naprzeciw siebie i mówię sobie: „Nie masz nade mną władzy. Mogę zrobić z tobą co chcę!” Daję sobie czas do wakacji. I proszę Boga o to, by ten czas mi dał. I bym go dobrze wykorzystał.

Jestem przeklęty. Przeklęty na miłość.

I wyobraź sobie, że to działa. Bo dawno nie czułem się tak dobrze.

Dziękuję. I żegnaj.

Odchodzę do pustelni.

Ale nie znaczy, że nie będziecie mieć ode mnie więcej wiadomości :).

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 9 komentarzy

Siedemdziesiąt siedem

Ciągle zaczynam od nowa,
Choć czasem w drodze upadam.
Wciąż jednak słyszę te słowa:
Kochać to znaczy powstawać.

Nie wiele osób zainteresowanych mym aktualnym kryzysem (o bosh… ależ on wiecznie narzeka i narzeka na swój podły los!) odwiedza mego bloga. Tam, gdzie właśnie mnie nie lubią, nie zdążyłem się zareklamować. To chyba dobrze.

Znów popełniłem błąd. Nie jeden, ale o jednym powiem. Znów dałem się głupio sprowokować i znów najpierw się odezwałem, a potem dopiero zastanowiłem się nad konsekwencjami.

Przeprosiłem. I dostałem odpowiedź: „Ja Ci mogę wybaczyć. Co nie znaczy, ze bedę Cię traktowac jak normalnego użytkownika. Bo wybaczenie nie oznacza zaczynania na nowo.” Po przeczytaniu tej odpowiedzi usłyszałem w głowie słowa wyżej wymienionej pieśni oazowej. I postanowiłem napisać notkę.

Bo jeśli wybaczanie nie oznacza zaczynania na nowo, to nie jest wybaczaniem. Owszem, wybaczyć nie znaczy zapomnieć. Ale nie zapomnieć nie znaczy również rozpamiętywać. Człowiek, który popełnia grzech, idąc do spowiedzi otrzymuje od Boga wybaczenie. I za każdym razem zaczyna od nowa. Od nowa. Od nowa.

„Wtedy Piotr wysunąwszy się naprzód powiedział: Panie, ile razy mam przebaczać memu bratu, gdy zawini wobec mnie? Czy aż siedem razy. A Jezus odpowiedział: Nie mówię, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.” (Mt 18, 21-22).

Tak, ta notka miała powstać. Już od jakiegoś czasu miałem ją napisać. Ale nie miała mieć tak osobistego wydźwięku. Nieważne.

Jezus powiedział, by wybaczać siedemdziesiąt siedem razy. A to oznacza: bardzo wiele. Sam dał na to dowód, wybaczając Piotrowi i innym, a także nam wszystkim, umierając na krzyżu. Nam wszystkim po wielokroć.

Uczmy się wybaczać, tak jak wybaczał Chrystus. Wybaczać i dawać drugą szansę. Drugą szansę na nowe życie. Bo jeśli przekreślimy człowieka, który zrobił nam krzywdę, to może być dla niego koniec. Tak jak dla Ciebie końcem byłoby to, gdyby Jezus powiedział Ci: nie jesteś godzien by zacząć od nowa. A jednak „ciągle zaczynam od nowa”. Siedemdziesiąt i siedem razy.

Dajcie mi szansę…

Chciałem Ci w chwilach uniesień
życie poświęcić bez reszty.
Spójrz, moje ręce są puste,
stoję ubogi, ja grzesznik.
Przyjm jednak małość mą, Panie,
weź serce me, jakie jest.

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 11 komentarzy