Monthly Archives: Marzec 2007

Bóg potrzebuje wariatów

Jak często, miałem pisać o czym innym, i jak często, napiszę o czym innym niż miałem. Rozmowy z bliskimi ludźmi często wywołują dziwne uczucia. Wiecie, jak to jest…

O czasie już pisałem. Nie wiem, czy dobrze to zaczynam, ale zawsze wszystko obraca się wokół tego, co zwiemy czasem. Albo może – w mojej głowie zawsze wszystko obraca się wokół tego, co śmiem zwać czasem. Więc, jeśli chodzi o czas, to go nie mamy. A jeśli mamy, to nie mamy pojęcia jak dużo. Nie istnieje więc żadna potrzeba, by ten czas marnować. Ale o tym już pisałem.

Dla mnie przyszłość jest zamazanym czymś. Przynajmniej próbuję, by była ona właśnie czymś takim zamazanym. Dalekim. Nieważnym. Tak, to prawda, że często planuję, rozmyślam nad dalszym życiem, nad tym co będzie. Za często przyłapuję się na marzeniach, pragnieniach, planach. Zbyt rzadko przypominam sobie, że mogę w każdej chwili nie być tutaj. Że przyszłość może równie dobrze nie istnieć. Albo, jeśli zaistnieje, to ma na nią wpływ tylko „tu” i „teraz”…

Ale do rzeczy. Śmiem nazywać siebie Bożym Wariatem. Nie świętym, nie cudownym, nie wybrańcem bożym. Nie. Wariatem, który popełnia błędy, za dużo błędów. Ale wariatem, który chce, pragnie działać. Tu i teraz. Który stara się wierzyć bezgranicznie w naukę Chrystusa. Zwłaszcza w przykazanie miłości. Który może nie potrafi kochać tak, jak kochał nas Chrystus, ale który pragnie zrobić wszystko, by kochać. Który nie boi się zaryzykować wszystkiego dla miłości. Bo zaufał Bogu, bezgranicznie.

Przynajmniej się staram.

Walczę. Są ludzie, którzy nie lubią tego słowa. Ja je uwielbiam. Jestem tu, dziś, sługą Pana, by walczyć. By próbować być Jego godnym uczniem. By ufać, wierzyć, choć sprawiedliwość na tym świecie może być tylko złudzeniem. Walczyć z własnymi demonami, ale również z innymi, trwającymi w świecie. Walczyć, by móc powiedzieć za Pawłem: „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Jestem wariatem. Tu i teraz, zawsze.

Ludzie nie rozumieją, że pragnę być pierwszym chrześcijaninem. Iść, jak św. Justyn, na pożarcie przez dzikie zwierzęta, z Bogiem i radością w sercu. Jak święte Perpetua i Felicyta, jak święty Maksymilian Kolbe. Ludzie boją się śmierci, boją się miłości, boją się odpowiedzialności. W wielu żyje strach. Przed wariactwem.

W przyszłą niedzielę idę wariować i walczyć na ulicach Łodzi. Rozmawiać z Wami o Bogu i miłości. Boję się? Pewnie tak. Nie wiem, co mogę mówić. Ale wierzę, że Bóg mną pokieruje. Że oświetli mi drogę. Potrafię Mu zaufać. Potrafię postawić wszystko na jednej szali. Na jedną kartę. Wierząc, że wygram.

W przyszłe wakacje jadę do Australii. W tym samym celu.

Chyba, że jutro rozjedzie mnie samochód.

Bóg potrzebuje wariatów. Nie chcę nikogo w to wciągać na siłę. Nie oskarżajcie mnie o to. Jeśli ktokolwiek uważa, że tego próbuję, jest w błędzie. Każdy z nas ma wolność. Każdy może spojrzeć w lustro. Nie chcesz być Bożym Wariatem? Przestań walczyć. Nie moja to sprawa.

Ja walczę. Ja chcę być Bożym Wariatem. Czasem bardziej. Czasem mniej. Nie miejcie do mnie o to pretensji. Jestem Judym. Tomasz Judym.

I pokora…

Reklamy
Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 12 Komentarzy