Monthly Archives: Kwiecień 2007

And that’s the way the cookie crumbles

Był niski, chudy i miał włosy tak trochę w stylu afro. Może bardziej w stylu Chopin po koncercie? Często uśmiechnięty, za to nigdy się nie złościł. Spokój. Ojciec Maciek stwierdził, że ciężko określić jego charakter, bo wykazuje niespotykany zanik uczuć. Wykazywał do tego znaczący geniusz. Miał same piątki. Prawie same.

Kiedyś już o nim pisałem. Dwa razy. Bo to był jeden z najlepszych kleryków na naszym roku. Kiedy pytali go czemu poszedł do seminarium, odpowiedział po prostu, że chciał służyć Bogu i ludziom. Ale to był jeden z tych przypadków, który wyglądał wiarygodnie.

Oprócz tego lubił fantasy. I Pokemony. I Japonię. Bratnia dusza.

Mama zapytała go kiedyś na jakie pójdzie studia. Odparł, że do seminarium. Zdenerwowała się i powiedziała, że ma sobie wybrać coś innego. „W takim razie japonistyka”. „Japonistyka? A co ty po tym będziesz robił?” „Pójdę do seminarium”.

Na studniówkę nie poszedł. Nie lubił takich imprez. Śmiał się, gdy szedł do kościoła na siódmą, a jego kumple w tym czasie mijali go, na kacu.

Miałem w nim ogromne wsparcie. Gdy chłopaki o coś się na mnie gniewali, zawsze wzruszał ramionami i mówił, że przecież nie ma o co. Raz, jak dostałem karty do Magica, rozegraliśmy partyjkę. Sam zbierał jednak raczej karty z Pokemonami. Wymienialiśmy się nowościami ze świata Johto. Gdy przegapiłem parę odcinków, dał mi kasetę ze swoimi. Ja zbierałem, on nagrywał, oglądał i kasował. Tę kasetę mam do dziś. „Pokemony dla Jamesa”.

Miał na imię Kuba. Na księdza nadawał się jak nikt. Jak nikt. Żył tym, to było widać. I był kochany. Bo taki cichy i spokojny. Uczył się dużo. Choć, jak twierdził, wcale tego nie lubił. „To dlaczego nie nauczysz się na trójkę żeby mieć spokój?” – spytałem kiedyś. „A skąd mogę wiedzieć, że już umiem na trójkę?”

W pokoju miał pustkę. Puste półki, czyste biurko. Pościelone łóżko. Jakby wcale się tam nie wprowadził. I tylko kalendarz z Pokemonami na ścianie.

Spotkałem go w wakacje. Ucieszyliśmy się jak dzieci. Przyszedł do Skarżyska, do Ostrej Bramy, na „pieszą pielgrzymkę” ze Starachowic, bo była ładna pogoda. Ja szedłem akurat po Monikę do szkoły. Roześmiał się. „A tak sobie myślałem, czy spotkam Mateusza…” Później już się nie spotkaliśmy.

W okolicy Bożego Narodzenia dostałem wiadomość od Anity, naszej wspólnej przyjaciółki, że Kuba przerwał formację. Ma raka płuc i bierze chemię. Nie przypuszczałbym… Nigdy nie palił papierosów. A jednak nie byłem w szoku. „Jeśli ktoś” – pomyślałem – „to właśnie Kuba”. Człowiek, który mógłby dać idealne świadectwo pięknego umierania. Świadectwo bycia wybranym, by odejść wcześniej. Czułem, że nie przeżyje. I wiedziałem, że Bóg wybrał dobrze.

Miałem go odwiedzić w ferie.

Nie znalazłem czasu.

Nie wiem kiedy pogrzeb. Ale chociaż tam postaram się być. Spotkam Anitę. I kolegów – już w sutannach.

Dziś przeżyłem mszę w sposób cudowny. Wiem, że Kuba też tam był. Bo teraz jest jeszcze szczęśliwszy niż był w seminarium.

„A sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości – życie nieskalane. Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość, i żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali, ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność. Sprawiedliwy umarły potępia żyjących bezbożnych, i dopełniona wcześnie młodość – leciwą starość nieprawego. Zobaczą bowiem kres roztropnego, a nie pojmą, co o nim Pan postanowił i w jakim celu zachował go bezpiecznym. Patrzą i żywią pogardę, ale Pan ich wyśmieje.” (Mdr 4, 7-18)

I każdy z nas odejdzie. I tak się właśnie kruszy ciacho…

[*]

Reklamy
Categories: Ku chwale innych | Tagi: , , , , | 10 Komentarzy

Bojkot Bożego Narodzenia

Osobiście znam trzy osoby, które to zrobiły. Ale choćbym nie znał ani jednej, nie mam wątpliwości, że jest ich więcej. Dużo więcej.

W okolicy Bożego Narodzenia zwróciłem uwagę, że kilkoro moich znajomych, wierzących i praktykujących katolików, uczestnicząc w mszach świętych nie przystępowało do Komunii. Później okazywało się, że z różnych powodów nie przyjęli wcześniej sakramentu pojednania. Powody można by wymieniać. Strach przed spowiedzią. Zatwardziałość w grzechach. Brak skruchy i woli poprawy. Albo za długa kolejka do konfesjonału. Jakiekolwiek by nie były, doprowadziły do wystawienia Pana na próbę. Kolejną próbę.

Bóg przychodzi na świat, rodzi się w stajence. Pragnie też urodzić się w każdym z nas. Dać nam szansę zacząć na nowo. Ale my z powodu własnych słabości i braku zaufania każemy mu czekać. Ciągle czekać. Buntujemy się przeciw Jego miłości. Nie chcemy, by się urodził w nas.

Bojkotujemy Boże Narodzenie.

Gdy dowiedziałem się o tym, o każdym z tych trzech przypadków, zrobiło mi się bardzo przykro. Nie, nie miałem do nikogo żalu. Nie złościłem się na nikogo. Tylko łzy cisnęły mi się do oczu w smutku wywołanym ciemnością panującą w człowieku, której nawet rodzący się Bóg nie jest w stanie pokonać. Bo my nie chcemy Mu na to pozwolić.

Dlaczego dziś piszę o tym, zapytacie. Przecież Boże Narodzenie minęło trzy miesiące temu. Za trzy dni Wielkanoc. Już nie rodzi się Bóg. Już Zmartwychwstaje…

Otóż właśnie dlatego. Dlatego, że jedna z tych znanych mi osób poszła do spowiedzi kilka dni temu. Po raz pierwszy od nie wiem jak dawna, z bojkotem Bożego Narodzenia po drodze. Dlatego, że nadchodzi Wielkanoc, w czasie której Chrystus chce zmartwychwstać. Także zmartwychwstać w nas. Piszę to, bo macie jeszcze czas. Jeszcze te trzy dni na nawrócenie. Na pojednanie z Panem.

Na to, by nie pozwolić sobie na komfort bojkotu Wielkanocy…

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 24 Komentarze