Bojkot Bożego Narodzenia

Osobiście znam trzy osoby, które to zrobiły. Ale choćbym nie znał ani jednej, nie mam wątpliwości, że jest ich więcej. Dużo więcej.

W okolicy Bożego Narodzenia zwróciłem uwagę, że kilkoro moich znajomych, wierzących i praktykujących katolików, uczestnicząc w mszach świętych nie przystępowało do Komunii. Później okazywało się, że z różnych powodów nie przyjęli wcześniej sakramentu pojednania. Powody można by wymieniać. Strach przed spowiedzią. Zatwardziałość w grzechach. Brak skruchy i woli poprawy. Albo za długa kolejka do konfesjonału. Jakiekolwiek by nie były, doprowadziły do wystawienia Pana na próbę. Kolejną próbę.

Bóg przychodzi na świat, rodzi się w stajence. Pragnie też urodzić się w każdym z nas. Dać nam szansę zacząć na nowo. Ale my z powodu własnych słabości i braku zaufania każemy mu czekać. Ciągle czekać. Buntujemy się przeciw Jego miłości. Nie chcemy, by się urodził w nas.

Bojkotujemy Boże Narodzenie.

Gdy dowiedziałem się o tym, o każdym z tych trzech przypadków, zrobiło mi się bardzo przykro. Nie, nie miałem do nikogo żalu. Nie złościłem się na nikogo. Tylko łzy cisnęły mi się do oczu w smutku wywołanym ciemnością panującą w człowieku, której nawet rodzący się Bóg nie jest w stanie pokonać. Bo my nie chcemy Mu na to pozwolić.

Dlaczego dziś piszę o tym, zapytacie. Przecież Boże Narodzenie minęło trzy miesiące temu. Za trzy dni Wielkanoc. Już nie rodzi się Bóg. Już Zmartwychwstaje…

Otóż właśnie dlatego. Dlatego, że jedna z tych znanych mi osób poszła do spowiedzi kilka dni temu. Po raz pierwszy od nie wiem jak dawna, z bojkotem Bożego Narodzenia po drodze. Dlatego, że nadchodzi Wielkanoc, w czasie której Chrystus chce zmartwychwstać. Także zmartwychwstać w nas. Piszę to, bo macie jeszcze czas. Jeszcze te trzy dni na nawrócenie. Na pojednanie z Panem.

Na to, by nie pozwolić sobie na komfort bojkotu Wielkanocy…

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 24 Komentarze

Zobacz wpisy

24 thoughts on “Bojkot Bożego Narodzenia

  1. Racja. Powinniśmy.

    Ale musisz zrozumieć także to, że nie każdemu i nie zawsze przychodzi to z łatwością (czemu piszę, że musisz zrozumieć? Ponieważ są przypadki bojące się Twojego pogardliwego spojrzenia).
    I ja niestety teraz też nie przystąpiłam do spowiedzi. Moje życie ma charakter cykliczny i niestety co jakiś czas następują momenty kryzysowe, w których po prostu nie potrafię pójść do spowiedzi z różnych powodów, a gównie ze wstydu za samą siebie. Dopiero kiedy pozbieram się w sobie i dokonam jakiejś poprawy, odważę się na spowiedź. Na razie nie jestem gotowa i tyle, a w przeciwieństwie do Ciebie nie uznaję spowiedzi przymusowej – ona po prostu nie ma sensu.
    Dlatego daj czas innym i nie terroryzuj.
    Uszanuj wolę innych i nie bierz Boga za takiego zasadniczego typka – On zna nas najlepiej, i myślę, że po częsci rozumie naszą chęć głębszego przygotowania się.

    W notce piszesz, że nie masz do nikogo żalu, a niestety rzeczywistość wydaje się być inna…

  2. Makota, ja doskonale rozumiem, że nie każdemu przychodzi spowiedź z łatwością. Ja kiedyś z wielką niechęcią chodziłam do kościoła i z jeszcze większą do spowiedzi. Owszem było trudno. Teraz jest inaczej z moją wiarą. Ale dalej mi jest trudno iść do spowiedzi. Mimo, że częściej się spowiadam, a nawet mam swojego stałego spowiednika, to za każdym razem, kiedy mam iść, nogi jak z waty, sucho w gardle. Wstyd. Wstyd za swoje grzechy przed Tym na górze. I oczywiście strach. Strach przed odrzuceniem. Lecz jest jedno, ale za to jakie wielkie pocieszenie – Jego bezwzględna, nieskończona miłość wobec nas, nawet najgorszych grzeszników. I kolejne – Jego nagroda dla nas, za przełamanie swoich blokad, sam Chrystus w postaci Eucharystii. Mój spowiednik nauczył mnie, że choćby nie wiem co, warto walczyć o miejsce dla Chrystusa w naszych sercach, o Jego obecność w nas. Nawet jak zrobiliśmy coś, czego nawet przed samym sobą się wstydzimy. Spowiedź jest jak lek, który mimo, iż ‚gorzki’, tzn ciężki do przełknięcia, prowadzi do wolności, a konkretniej do spotkania z Chrystusem. A dobrze wiemy, że gorzki lek najlepiej leczy… I o to moim zdaniem chodzi – aby się zmusić. Zmuszenie musi być. Jak go nie ma, ciągle zwlekamy, ciągle się usprawiedliwiamy, że jest nam tak ciężko itd. Oszukujemy samych siebie. Po co?
    Artdico nie terroryzuje nas. Mówi prawdę, w trochę ostrzejszy sposób. Czasem to jest potrzebne, by ktoś się przełamał, by ktoś się zmusił.
    I nie zgodzę się z tym, że Artdico ma żal do tych ludzi, którzy nie przystępują do spowiedzi. On jest smutny, smutny do tego stopnia, że krzykiem rozpaczy woła do ludzi, trochę ostrzej, bo krzyk zawsze jest ostrzejszy, po to by w końcu otworzyli oczy. Tak, jak smutny był Jezus, gdy ludzie nie nawracali się. Tak, jak Bóg w różnych fragmentach Pisma Świętego wydaje się być groźny, dla dobra ludzi…

  3. Nie ma chyba chrześcijanina, który w głębi serca nie żałuje… Też miałam kiedyś kryzys i stwierdziłam, że pójdę do spowiedzi dopiero jak poczuję, że żałuję… Codziennie modliłam się o Ducha Pokuty i o skruchę… A tu cisza… W końcu się zmusiłam… Okazało się, że Duch Pokuty był we mnie, czekał tylko na wyzwolenie… Oby tak się stało każdemu… Oby każdy zrozumiał swoją ludzką ułomność i odmienił się… Oby… Pozdrawiam

    http://www.panjestpasterzemmoim.blog.onet.pl

  4. W Sekcie Solenizantów zdarzało sie członkom sekty niesolenizowac tego co mieli solenizować i stąd dramat pozostałych Wiernych Sekcie. Oto Stwórca Stworzył Wszechświat (trójwymiarowy) i Umieścił go w Czasie. Myslisz, że Stwórca popełnił jakis błąd? Stwórca Jest Doskonały. Czy Stwórca Skonkretyzował Wymagania do jednej Religii?
    Klucz: Szukajcie wpierw Królestwa Bożego.
    Pomoc: Nikt za Ciebie Tego Królestwa nie znalazł i nie znajdzie. Szukaj, a nie idź Droga nadwyraz szeroką…

  5. .

    „(…) krzykiem rozpaczy woła do ludzi, trochę ostrzej, bo krzyk zawsze jest ostrzejszy, po to by w końcu otworzyli oczy”.
    Nath, ale jakżeby przyjemniej było, gdyby wołał wolnością i miłością. Gdyby krzyczał: „idźcie! Nie bójcie się! Bóg kocha was takimi, jakimi jesteście, chce waszego szczęścia. Wystarczy oddać Mu swoje grzechy i uwierzyć”.
    O ile lepiej by było, gdyby wołano do nas miłością. Tą Jedyną Miłością, która trafia do ludzi bez względu na wiek czy wykształcenie.
    A Artdico pragnie wywołać w nas poczucie winy. Wystawiamy Jezusa na próbę. Każemy Mu czekać. Przecież to niemal krzyczy na nas zza tych liter: „krzywdzimy Pana!” I tu jest to błędne koło, bo ja osobiście po tej notce czułabym większą niechęć do spowiedzi.
    Och, pewnie nadinterpretuję. Ale jestem prostym człowiekiem i rozumuję prosto. I widzę, jak widzę.
    I wolę być zachęcana miłością. Nie poczuciem winy. Nie poczuciem obowiązku nawet.
    Ale uczuciem, że nawet pomimo grzechu, nawet pomimo tego, że jestem w nim zatwardziała, Bóg mnie kocha i chce mojego dobra.
    I tymi prostymi słowami, że wstyd za grzechy jest najzupełniej normalny i słuszny. I że właśnie to, że go odczuwamy, czyni z nas ludzi.
    Dlaczego tak rzadko starano się przemówić do mnie miłością? Dlaczego zawsze szukano we mnie poczucia winy lub strachu? Dlaczego zaczęłam się bać oskarżycielskiego, potępiającego spojrzenia innych grzeszników wokół mnie?

  6. Stwórca, Który Stworzył Wszechświat, Nie Może przecież Być Małostkowy. Kocha nas i Daje nam to czego potrzebujemy. Potrzebujemy religii, to otrzymujemy religię, chcemy Wiary, to Pozwala nam ja znaleźć. Z mojego punktu widzenia obrzędy z Wiarą nie maja nic wspólnego. Jakiekolwiek by nie były.
    Przecież Wszechmogący stale Jest z nami…

  7. Nathalie wiem o co Ci chodzi i w zupełności się z Tobą zgadzam, że odwlekanie nie jest dobre. Ale z drugiej strony wiem, że w tej chwili nie potrafiłabym przełamać się na tyle, by spowiedź była szczera, dlatego wolę NAJPIERW coś w sobie zmienić, a potem iść do spowiedzi już bez tak wielkiego wstydu, by ostatecznie zrzucić kamień z serca.

    Poza tym notki, ani ich autor faktycznie nie terroryzują – ale odpowiedz mi na pytanie czy znasz Artdico osobiście? ;)
    On niestety ma to do siebie, że jest niezwykle emocjonalnym człowiekiem, przez co często nie mając złych zamiarów potrafi zranić innych, lub po prostu wpakować się w tarapaty.
    Wierzę w to, że bardzo zależy mu na naszym (mówię o naszej przyjacielskiej paczce) nawróceniu, ale niestety nawet jeśli on nie ma do nas żalu, to sprawia wrażenie jakby miał. Niektórych nawet (być może nieświadomie) terroryzuje, co uwierz mi – nie prowadzi do niczego dobrego, a wywołuje tym większy lęk przed spowiedzią i ciągłe poczucie winy. Smutno jest patrzeć na to, jak jedna z bardzo bliskich mi osób wciąż obwinia się za każdy swój czyn i tym bardziej boi się każdej następnej spowiedzi, bo czuje bardzo duży nacisk ze strony przejętego Artdico. Nie sądzę, by to miało dobry skutek w przyszłości – co najwyżej może spowodować trwały uraz do spowiedzi świętej, o ile już to nie nastąpiło. Szkoda, że dobra wola Mateusza objawia się takim naciskiem – wręcz terrorem (może nie bezpośrednim, ale bardzo wyczuwalnym jak na mój gust).
    Wiem, że on nie robi tego specjalnie, ale na nas wywiera takie wrażenie i uwierz, że to wcale nie mobilizuje do spowiedzi.

    A tak a’propos…za co oberwało się wczoraj mnie i Kabaczkowi tak pogardliwe spojrzenie w kościele? To zaczyna być odrobinę irytujące…
    Jeszcze jestem w stanie zrozumieć mnie – być może znów uraziłam Cię komentarzem. Ale za co tak zgromiłeś Kabaczka? :|

  8. ...

    wiesz, ja w tym roku nie poczułam świąt…jakoś tak nie dałam rady przez to wszysko się przebić…jeszcze minie troche czasu zanim Bóg zmartwychwstanie w moim życiu…

  9. Droga Makoto!

    Dzisiejsza odpowiedź będzie skierowana w szczególności do Ciebie, bo poczuwam się do takiej odpowiedzialności.

    Pierwsza rzecz. Zaczynasz swój komentarz (ten drugi) tak, jakby jedynymi osobami dla których piszę tego bloga byli moi najbliżsi, ci, których znam osobiście. Tak, jakbym miał zamiar pisząc tą notkę powiedzieć Ci: „Ty zbojkotowałaś Boże Narodzenie!” Tak, prawda jest taka, że zrobiłaś to. I nie masz pojęcia jak czułem się gdy wszyscy w czasie Pasterki schodzili na dół z chóru by przyjąć Chrystusa, a Ty zostałaś na górze by ich obserwować. Płakałem. Poczułem ogromny ból. Możesz nie wierzyć. Nie powiedziałem Ci o tym. Nie miałem do Ciebie żalu. Było mi tylko trochę smutno…

    Ale to, że Ty (i dwie inne osoby, z których jednej nawet nie znasz) dały mi pomysł na notkę, nie oznacza to, że właśnie tym osobom zamierzałem nawrzucać. I to, co dzieje się między mną a Tobą, oraz między mną a innymi naszymi przyjaciółmi w tzw. „realu” nie pokrywa się z tym, co piszę do większej ilości ludzi w „wirtualu”. Nasze stosunki są naszymi stosunkami i nie mają nic wspólnego z tym, co piszę tu, na blogu.

    Druga sprawa. Osoba o której piszesz, że ją terroryzuję. I znów wychodzi tu rzecz, która powinna być załatwiana między nami, a próbujesz załatwić ją na forum publicznym. Ale skoro tak…

    Rzeczona osoba ma problemy ze sobą i swoim wnętrzem od dziecka. Wiemy to dobrze oboje, choć Ty miałaś szczęście być przy tym dłużej, ja znam to tylko z opowieści. I, jak wiemy, wszystkie jej problemy mają jedno źródło. Co do położenia tego źródła niestety nie zgadzamy się. Ty twierdzisz, że to ja jestem tym źródłem. Jakbyś zapomniała o czymś bardzo ważnym…

    „Smutno jest patrzeć na to, jak jedna z bardzo bliskich mi osób wciąż obwinia się za każdy swój czyn i tym bardziej boi się każdej następnej spowiedzi, bo czuje bardzo duży nacisk ze strony przejętego Artdico. Nie sądzę, by to miało dobry skutek w przyszłości – co najwyżej może spowodować trwały uraz do spowiedzi świętej, o ile już to nie nastąpiło.” Tak piszesz. A ja Ci powiem, że ona obwinia się za swoje czyny (częstokroć zupełnie bezsensu) nie dlatego, że ja ją terroryzuję. A spowiedzi bała się na długo, długo przed tym jak mnie poznała i jak zacząłem na nią „naciskać”. Spójrz choćby do komentarza mojej notki sprzed roku (o spowiedzi przedświątecznej), napisanego przez Kabaczka. Nie wierzę, byś nie wiedziała, że ona nosiła w sobie trwały uraz do spowiedzi świętej od drugiej klasy podstawówki. I że dwie „wymuszone” przeze mnie spowiedzi, które trwały ponad godzinę, były dla niej pierwszymi udanymi spowiedziami nie wiem od jak dawna. A moje z nią rozmowy miały na celu pokonanie w niej strachu przed spowiedzią. I starałem się, by były pełne miłości.

    Nie wiem, czy powinienem o tym pisać, ale zmusiłaś mnie do wytłumaczenia tego wszystkiego. Rzeczoną osobę przepraszam najserdeczniej, jeśli w jakiś sposób sprawiłem jej tym wszystkim przykrość…

    I ostatnia rzecz. Ostatni akapit Twego komentarza, który zdziwił mnie i przeraził. Dlaczego? W psychologii istnieje pojęcie projektowania. Polega to na tym, że nosimy gdzieś w sobie głęboko dla nas ukryte, lecz widoczne dla innych cechy. Cechy te nieświadomie przerzucamy na innych. Podejrzewam Cię o projektowanie od dość dawna. I w tej sytuacji jest podobnie. Nie rzucałem na Ciebie i na Kabaczka pogardliwym spojrzeniem (widzę zresztą, że w obu komentarzach podkreślasz moje pogardliwe spojrzenia). Nie przyszłoby mi to do głowy. Z Kabaczkiem nie miałem od dawna kontaktu. Po co miałbym ją za cokolwiek ganić? A Ty? Komentarz… Nie miałem Cię z jego powodu w pogardzie. Zwłaszcza po uroczych ripostach kilku innych komentatorek nie czułem się przez Ciebie pokrzywdzony. Nawet byłem Ci za niego wdzięczny. Dlaczego? Bo fakt, że napisałaś mi wcześniej, iż nie byłaś u spowiedzi sprawił, że byłem na to przygotowany. I że mogłem nie płakać na Rezurekcjach tak, jak płakałem na Pasterce.

    Jeśli jednak zrobiłem cokolwiek, co mogło wyglądać jak pogardliwe spojrzenie, przepraszam za nie zarówno Ciebie jak i Kabaczka. Gadałem o tym z Adamem. Doszliśmy do wniosku o co mogło Ci chodzić (choć zajęło nam to chwilkę). Jeśli chcesz wiedzieć, pogadaj z nim w szkole. Z pewnością Ci powie.

    Dziękuję i jeszcze raz wszystkich przepraszam.

  10. A co to znaczy wierzacy i praktukujacy? Wierze, czyli chyba zdaje sobie sprawde w co wierze i co robie i do czego w jakis sposób sie zobowiazuje. Wierze jako przyjmuje to bo poprostu łatwiej ale nie rozczulam sie nad tym to równoznaczne z nie wiem w co wierze tak naprawde? Wiec gdzie tutaj wiara i praktyka?

  11. KABACZEK

    Eh… Przykro mi Mateusz, ale muszę stwierdzić, że chyba sam gubisz się w swoich słowach i zamiarach. Mieliście podobno nie rozgrzebywać wątku tej osoby, ale skoro już… Znam ją najlepiej i muszę Ci powiedzieć, że ona nie do końca spowiada się dla Boga. Tzn. teoretycznie tak, ale praktycznie… ostateczna decyzja o przystąpieniu do sakramentu pojednania podjęta jest przez Twój przymus. Jest to smutna prawda, ale jednak. Smutne jest też to, że kiedy nie jest w mocy łaski uświęcającej, boi się wręcz pójść do kościoła wiedząc, że Ty tam możesz się znaleźć z prostego powodu- nie może znieść Twojego pogardliwego spojrzenia. Nie wiem, w sumie możesz być z tego dumny- świetnie udaje ci się manipulować niektórymi istotami rodzaju ludzkiego, ale trzeba przyznać, że wśród niektórych osób, może nieświadomie (w co szczerze wierzę) wprowadzasz terror psychiczny. Mówisz, że inni są zagubieni. To prawda, ale Ty jesteś tym jednym z bardziej zagubionych, w swoich myślach, sądach, opiniach… Mówisz jedno, a na zewnątrz widać co innego. Dlatego ci którzy znają Ciebie jedynie przez internet trochę inaczej na to patrzą. Wcale im się nie dziwię. Przez szklany ekran wszystko wygląda inaczej.
    Należy się spowiadać, trzeba POMAGAĆ przygotować się przyjaciołom do tego sakramentu, ale właśnie… POMAGAć.
    Zgredziku- obrzędy mają bardzo dużo wspólnego z wiarą. To tak jakbyś był ze swoim partnerem życiowym. Kochalibyście się wzajemnie, oboje byście o tym wiedzieli, ale nie okazywalibyście sobie tego. To byłoby bez sensu. i po co ta miłość? Po co skoro nie jest uwidoczniona? to tak jakby jej prawie nie było. Skoro kochamy Boga czemu mamy Mu tego nie okazywać w taki właśnie sposób w jaki On chce?

  12. Maggie B.

    Kabaczku, a jaki jest sposób uwidaczniania wiary, którego chce Bóg?

    Co do zagubienia – wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej poplątani i pogubieni… Wszyscy wpływamy w tym pogubieniu na innych… Warto chyba zastanowić się nad sobą, i starać się czasami zdystansować do pewnych spraw…

  13. Ja w tym roku świadomie zbojkotowałam Wielkanoc. Postanowiłam nie być hipokrytką. Nie poszłam do kościoła. Nie poszłam do spowiedzi. Nie poszłam poświęcić jajka. I czuję się z tym lepiej, niż miałabym iść do kościoła i dołączyć do setek osób, które tak samo jak ja, nieprzygotowane odpowiednio, próbują świętować zmartwychwstanie Mesjasza.
    Święta spędziłam w pracy, nie na rozpamiętywaniu. I tak też się da. Jeśli tak mi pisane, to niech sobie Szatan porywa moją duszę. Trudno. Wierzę, że jest milion innych sposobów, by oddawać cześć Bogu.

    Pozdrawiam,
    teneniel

  14. Kabaczek trafiła w sedno, i jak sądzę – idealnie opisała sytuację.
    Przykrą prawdą jest to, że często mówisz jedno, a robisz drugie. Być może nieświadomie, być może się mylę, ale niestety tak to wygląda.
    To zupełnie tak jak z humorem/żartami/dyskusjami itp. – ja NIGDY nie jestem w stanie przewidzieć, czy akurat w tym momencie coś co poprzedniego dnia Cię śmieszyło również rozbawi Cię, czy akurat zdenerwuje. NIGDY nie jestem pewna. A dlaczego? Bo jesteś trochę niekonsekwentny i nierzadko zdarzało się, że coś za jednym razem wywoływało u Ciebie tzw. „głupawkę”, a innym razem złość i oburzenie. To mimo wszelkich dobrych chęci otoczenia, czasem może wywoływać lęk…tak samo jest w innych sferach życia.
    To był przykład, który miał na celu zobrazować nasze odczucia i obawy. Nie chcę, żebyś myślał, że zostałeś na naszej (czyt. mojej i Kabaczka – bo to z nami najczęściej prowadzisz ostre dyskusje :P) liście, i że chcemy Cię za wszelką cenę upokorzyć. Staramy się zrozumieć. Widzimy szczere dobre zamiary i starania…ale niestety często są one okropnie opakowane i wywołują nacisk psychiczny na innych.

    Postscriptum: Za wszelkie wykroczenia w zakresie logiki i stylistyki napisanego przeze mnie komentarza przepraszam, ale jestem okropnie niewyspana…:)

  15. Wszyscy słuchajcie, a po tym poście ma być spokój (teoretycznie:P)! Spowiedź. Śmieszne, bo to chyba najprostszy sakrament jaki możemy przyjmować. Otóż polega on tym, że jeśli czujemy się źle ze swoimi grzechami i chcemy mieć w sobie Chrystusa to idziemy do konfesjonału, mówimy o co be, i po kłopocie… Proste i logiczne. A teraz tak: ktoś czuje się źle ze swoimi grzechami, ale aż tak źle że nie pójdzie do żadnej spowiedzi, bo przecież jemu ciężko… Jeśli dadzą nam kamień by pchać pod górkę jak Syzyf, ale pchać wcale nie musimy, to z uporem maniaka będziemy wpychać kamień na górę?? Nie wydaje mi się… Ja osobiście pizdnął bym tym kamieniem od razu jak strażnik poszedłby na dymka… Streszczenie: Bardzo źle Ci z grzechem idź i mniej to za sobą, a będzie lepiej…

  16. Maggie B.

    Tylko musisz mieć kawałek swojego pomysłu, co zrobić, żeby Ci takiego kamyczka nie wcisnęli znów, inaczej raczej nie ma sensu nim walić, o co popadnie.

  17. kabaczek

    Po pierwsze do Qrczaka: czasem można mieć takie grzech, których wstydzisz się przed samym sobą, a co dopiero powtórzyć je komu innemu. Boisz się reakcji tej drugiej osoby i tego co o tobie pomyśli, bo czy tego chce, czy nie to coś pomyśli, a wiadomo, że ludzką naturą jest chęć, aby inni widzieli go w jak najlepszym świetle. Dlatego sądzę, że prościej jest wyspowiadać się u obcego księdza. Żeby mieć takie obawy nie trzeba oczywiście mieć aż tak strasznego grzechu. Czasem jest też tak, że danej osobie wydaje się po prostu, że popełnił wręcz grzech śmiertelny, chociaż to nieprawda. Długo można by się jeszcze o tym rozpisywać, czego robić nie będę. Niemniej jednak uważam, że trochę racji masz. Ale to propozycja dla tych bardziej odważnych, albo tych pozbawionych strachu.

    Co do wypowiedzi tenienel. A gdybyś była zaproszona na jakieś wielkie święto bliskiej Ci osoby, ale nie kupiłaś sobie przedtem nowego ciucha i przez to będziesz odstawać od innych, nie będziesz może tak błyskotliwa, taka atrakcyjna, to nie pójdziesz na tę wielką uroczystość? Zrobisz komuś przykrość? Swojej bliskiej osobie? Tak, wiem- Bóg jest wyrozumiały i zawsze Cię zrozumie. Ale czemu nie zrobić mu tej przyjemność? Przecież Mszy Świętej nie wymyślili kapłanie tylko sam Bóg, Jezus. On chce żebyśmy uczestniczyli w tym sakramencie (najlepiej czynie i tu znów schodzi na temat spowiedzi). Właśnie dlatego, że jest tak wyrozumiały, nie będzie Mu przeszkadzać, że nie jesteś odpowiednio przygotowana do spotkania z Nim. Będzie się cieszyć, że mimo wszystko odwiedziłaś Go.

    Pozdrawiam :)

    Teraz to ja niezłe kazanie odprawiłam :P

  18. A.

    Za każdym razem, jak wchodzę na ten blog, czuję niesmak.
    Widzę człowieka, który uważa, że ma prawo oceniać i potępiać. Widzę gościa, który wpieprza się z butami w czyjeś życie, wrzuca je do netu i wszystko to robi w aurze nawracającego świętego.
    Ohydna obłuda.

  19. .

    Wczoraj na kazaniu zapamiętałam pewne słowa… „Przymus Boży jeszcze nigdy nie obrócił się prezciwko człowiekowi.” Sądzę, że niektórzy właściciele poprzednich komentarzy powinni pomyśleć nad tymi słowami.

  20. .

    Przymus BOŻY, a nie LUDZKI *wywraca oczami i robi fikołka*

  21. ..

    Przymus Boży. . . kierowany od Boga, poprzez człowieka, do ludzi. Ale jeszcze trzeba mieć chociaż trochę tej umiejętności rozpoznawania ingerencji Bożej. . . Sądzę, że jak ktoś szczerze wierzy, nawet nie musi się o tą umiejętność starać.

  22. Maggie B.

    W niektórych przypadkach mam jednak nieodparte wrażenie, że niektóry wierzący czują się zwolnieni od myślenia. Więc lepiej czasami chyba „dać se siana” niż kogoś zniechęcić jeszcze bardziej, nie?
    Rozmawiałam ostatnio z koleżanką, która poszła do spowiedzi po 6 latach, bo ma zostać mamą chrzestną. Abstrahując od sensu tego czynu (spowiedzi, skoro się nie widzi sensu, godzenia się na bycie chrzestną, skoro się go nie widzi)- ksiądz na koleżankę nakrzyczał. Mógł zapytać, czemu po tylu latach, jak to się stało, co koleżanką kierowało, że przyszła, cokolwiek, pogadać, wyjaśnić. Pięknie zmarnował tę szansę… Warto było?
    Każdy pojmuje wiarę inaczej, więc nie przesadzajmy. Nikt się nie zmieni w środku dlatego tylko, że ktoś z zewnątrz go siłą do tego zmusi. Może robić będzie na widoku co innego, ale wnętrze pozostanie takie samo…

  23. kabaczek

    Sądzę, że Maggie dobrze to ujęła. Nie każdy kto wierzy potrafi dobrze wyrazić to co myśli i czuje tak jak nie wszyscy księża (co każdy z nas sądzę, że wie doskonale) potrafią głosić kazania, mimo to, że mogą wierzyć całym sercem w Boga. Dlatego niektórzy duchowni specjalnie uczą się sztuki przemawiania do wiernych, a najlepszym przykładem są jezuici. Jestem tylko ciekawa, czy w seminariach uczą sztuki dobrego spowiadania…?

  24. Maximoe

    Należe do tych co bojkotują święta bożego narodzenia, ba! bojkotuje karzde święto chrześcijańskie a szczególnie Ukradzione moim przodkom ja wy to mowiliście „poganom”. przyznaje się bez bicia jestem antyklerykałem po primo.
    dalej jestem chaotą który obchodzi 8 sabatów. a jeszcze dalej…; jedynym bogiem dla siebie jestem ja sam i dobrze mi z tym nie znam grzechu nie poznam piekła ani nieba (które jest gorsze od piekła- wystarczy wsadzić głowe do zamrażalki i to przemyśleć). będe się starać by polska przestała być katolandem i wypędzić niszczycieli kultury słowiańskiej z kraju. polska będzie czysta, a gdy państwo przejmie kościelne pieniążki i opodatkuje kościół jak każdą normalną organizacje. Kościół swoją drogą jest najstarsz i największą sektą na świecie! to jest moje zdanie… IO XAOS!!! ps. jak ktoś ma wątpliwości to zapraszam do rozmowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s