Olśnienie

Wczorajsza (teraz to już przedwczorajsza) burza była potworna. Najpierw komentarze Kabaczka i Makoty, których przecież się spodziewałem, a jednak mnie uderzyły. Potem rozmowa z Aniołem, który przez pół roku niegadania przestał być Aniołem. A na koniec telefon i pół godziny rozmowy z Olą. Rozmowy z której wywnioskowałem, że Ola mi nie ufa. Przynajmniej nie do końca. Nie wierzy mi – bo mnie nie zna i zanim mnie pozna musi minąć dużo czasu, długi okres poznawania. Więc trochę wierzy mi, trochę wspomnianym wcześniej dwom paniom, ma swoje oczka i nimi próbuje znaleźć prawdę. A ja liczyłem na to, że teraz to znalazłem kogoś, kto wszystko rozumie, kto mi ufa mimo wszystko, kto mnie, właśnie mnie wesprze w każdej sytuacji. A przecież mówiła mi, że się mnie boi. Skleroza?

Przecież to Ona wyciągnęła mnie z bagna i Ona teraz ma mnie prowadzić. A nie wysyłać do psychologa, do jasnej ciasnej! I ma mi wierzyć, tak? Tak?

I nagle, wtedy, w jednej sekundzie, dostałem olśnienia. Wstrząs – i w momencie z wściekłości wybuchła radość. Ekstaza niemal. „Już wszystko w porządku” – wyszeptałem tylko i dowiedziałem się, że mam zmienne nastroje. Hehe. Nie wytłumaczyłem o co chodzi, bo nie do końca sam rozumiałem. Ale już rozumiem. I już wytłumaczę.

Ja Jej nigdy tak naprawdę nie potrzebowałem.

Kropka? Kropka. Tak jak nie potrzebowałem nigdy Gośki ani żadnej innej spośród moich dziewcząt, które zmieniam jak rękawiczki. Nigdy. Bo żadna z nich nigdy nie miała mocy, aby mnie z bagna wyciągnąć.

Potrzebowałem tylko dwóch osób. Boga. I Lustra.

Teraz, z tej perspektywy to wydaje się tak śmiesznie oczywiste. Moi Kochani! Tak naprawdę nikt nigdy nie potrzebował drugiego człowieka, który mógłby wyciągnąć go z bagna i wyprowadzić go na dobrą drogę. To znaczy owszem, często Bóg wystawiał ludziom drugich ludzi (Apostołów?) po to, by służyli Jemu jako narzędzia. Ale nigdy nie wyglądało to tak, że człowiek potrzebował drugiego człowieka tylko dlatego, że chciał go potrzebować.

Gdy ostatnio rozmawiałem z Olą powiedziałem Jej, że gdy byłem w Seminarium, nikogo kompletnie nie potrzebowałem. I najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że oni właśnie tam wtedy byli. Ale właśnie wtedy ich nie potrzebowałem. Bo miałem Boga. Tylko Boga potrzebowałem. A oni wszyscy? Byli narzędziami Boga, bo On ich potrzebował, żeby wykorzystać, żeby mi pomóc. Potrzebował Kubę, Księdza Marka, Zbycha i Ojca Maćka. Ale ja ich nie potrzebowałem! I właśnie wtedy byłem szczęśliwy! Bo miałem Boga.

Mówiłem o tym Oli z taką oczywistością, a dotarło to do mnie dwa dni później…

Olśnienie jest tak jasne, że aż mnie zdumiewa. Ja tak naprawdę nigdy nie potrzebowałem nikogo. I nikt nigdy nikogo nie potrzebował. Potrzebował Boga. I swojej własnej woli.

I teraz nareszcie rozumiem, że Anioł nie jest Aniołem. Bo nigdy nim nie była! Bo ludzie nie są aniołami. Bo ja patrzyłem na każdego człowieka z ogromną ufnością, jak na Boga, wierząc, że on mi pomoże, że mnie wyciągnie, że mnie zmieni. A o Bogu zapominałem. Naiwnie oddawałem swe serce ludziom, którzy potem mnie ranili. A tak naprawdę ja sam siebie raniłem. Bo wierzyłem ludziom jakby byli Bogiem. A nie są! Nie są!

Nie potrzebuję Cię. Ani Ciebie, ani Ciebie, Ciebie, Ciebie i Ciebie. I Wy, do jasnej ciasnej niespodziewanej, też mnie nie potrzebujecie! Wszyscy my razem potrzebujemy Boga. Boga i siebie samych, wolnych. Całkowicie.

I teraz nareszcie rozumiem, że możesz się mnie bać. I że możesz mi nie ufać. I że możesz mi nigdy nie powiedzieć, że mnie kochasz. Bo jestem tylko człowiekiem, tak jak Ty jesteś tylko człowiekiem. I nie potrzebujesz mnie, tak jak ja nie potrzebuję Ciebie. Nie potrzebuję Twojej ufności, Twojej miłości, Twojej wiary. Oczywiście, nie obrażę się, jeśli kiedyś to otrzymam. A jeśli nie otrzymam? Matko moja, jeśli nie otrzymam, to też się nie obrażę! Bo wystarczy mi Bóg. Jego miłość i Jego wiara.

Bo na zaufanie z Jego strony to przecież nie ma co liczyć… :)

Bo jedynym celem naszego życia jest zbawienie. Bóg. I to, jak do niego dojdziemy, nie jest najważniejsze. Można przez małżeństwo. A można przez kapłaństwo. A można przez celibat, ale po świecku. A można jeszcze inaczej. Ale tylko Bóg jest celem. I żadna droga nie jest celem sama w sobie.

Szedłem do domu i śmiałem się, że to takie oczywiste, że to nie Ona, nie Ty (ani żadne z Was) wyciągnęło mnie z bagna. Że to Bóg. Tylko Bóg i ja, bo się na to zgodziłem. I może posłużył się Olą jako narzędziem. I Bogu niech będą za to dzięki. Ale to nie oznacza, że teraz Ona jest Bogiem. Ona jest tylko człowiekiem. Tylko narzędziem.

I teraz dopiero słowo „kocham” nabiera prawdziwego sensu!

Jezu! Jakie to jest oczywiste. I przecież podświadomie o tym wiedziałem. „Ja nie potrzebuję dziewczyn by wyjść z bagna. Potrzebuję miłości”. A przecież to Bóg jest miłością…

Potrzebujemy tylko Boga. Tylko. I czasem potrzebujemy spojrzeć w lustro.

Jestem wdzięczny Bogu. I dziś wyspowiadałem się z tego, że zamiast być wdzięcznym Bogu, byłem wdzięczny Oli. A ksiądz powiedział: „Jej też możesz być wdzięczny. Bóg nie jest zazdrosny o wdzięczność”.

Więc dziękuję Ci, Olu. Jestem Ci wdzięczny. Nie tylko Tobie. Wam wszystkim, którzy pomogliście mi odkryć tą prawdę, też dziękuję! Dziękuję!

I teraz nie wiem tylko czy wypełniłem umowę na dwa tygodnie przed terminem.

Czy na dwie godziny…

Wróciłem do domu i nie mogłem wyjść z podziwu nad prostotą i oczywistością tego. Dawno mi się z Bogiem nie gadało tak dobrze :). Odmówiłem sobie różaniec z ogromną radością, a między dyszkami zatapiałem się w długie z Panem rozmowy, więc zeszło nam ze dwie godziny. A gdy kładłem się spać i wiedziałem, że muszę Wam o tym wszystkim napisać, stwierdziłem, że pewnie to i tak wywietrzeje przez noc. Zawsze tak jest, że jak się kładziesz spać w euforii, to to słabnie, a rano się budzisz i już jest wszystko normalnie.

Ale rano wstałem i poszedłem do łazienki. Spojrzałem w lustro na swoją paskudną mordę i uśmiechnąłem się szeroko. I wtedy powiedziałem dwa słowa do samego siebie:

„Zioooom! Wymiatasz!”

Categories: Duchowość i moralność | 10 komentarzy

Zobacz wpisy

10 thoughts on “Olśnienie

  1. kabaczek

    Tym razem nie będę zagłębiać się w swoje myśli filozoficzne. Ciesze się, że coś odkryłeś, że odkryłeś Boga, po raz kolejny. Ale takie jest życie. Cały czas odkrywamy Boga, a i tak za życia ziemskiego nie poznamy Go do końca. Ja ostatnio najlepiej Go chyba poznaję na Mszy Świętej. Życzę powodzenia w Szkocji :).

  2. Tikula

    Tym razem nie będę się zagłębiać w Twoje myśli filozoficzne… E, nie, ktoś już tak zaczął XD.
    Ja nie wiem, czy ta teoria ma przełożenie w praktyce, bo lubię sprawdzać z autopsji. Ale wiem, że, o borze najzieleńszy szumiący mi wesoło za oknem, pierwszy raz przez Twoją notkę poczułam szczęście i entuzjazm, o którym tak wiele Ci mówiłam. Pisałam Ci kiedyś, że moim marzeniem jest taka notka z Twojej strony. No i patrz.
    I dziękuję za zdegradowanie/awansowanie (nie mogłam się zdecydować XD) mnie do pozycji człowieka, w końcu mogę odetchnąć. Tamte progi były stanowczo za wysokie.
    Pozdrawiam
    Tik Człowiek

  3. P

    No tak, wreszcie coś pozytywnego- chociaż pewnie nie dla tych kobiet o których wspominasz ze Ich nie potrzebowałeś/nie potrzebujesz/nie będziesz potrzebował. Bóg?- chyba bardziej do życia są jednak potrzebne kobiety…Każdy niby wybiera to co lubi, co wygodniejsze, co bardziej łechcze jego ego(izm):)Jedni wybiorą abstrakcję, inni realne atrybuty życia, życia które jest tylko jedno- więc nurzanie się w abstrakcji- hmm, sam oceń/ choć chyba już to zrobiłeś..

  4. ech

    puk puk potrzebny ci dzieciol ktory raz na zawsze wybije bzdury z twojej glowy:)

  5. Kasi@

    Potzrbowałeś Boga w drugim człowieku i Go znalezłeś i za o chwała Jemu. :)

  6. Ola

    nooooo!:) masz rację – przestaję się o Ciebie martwić:) a swoją drogą to widzę, że masz dokładnie tak samo, jak ja – można Ci coś mówić milion razy i nie dociera, bo musisz sam do tego dojść. i wtedy przeżywasz wielkie olśnienie, a ja sobie siedzę i czytając kiwam głową z lekko rozmaślonym uśmieszkiem. [‚lekko’ podkreślam!]
    mnie samej zajęło bardzo długo zrozumienie tego wszystkiego. że moje szczęście jest we mnie a nie nigdzie na zewnątrz. i żaden człowiek mi nie pomoże. że nie potrzebuję ludzi tylko Boga, i tyle, to jest cały bajer.

    że tak powtórzę za Tikulą – dziękuję za zdegradowanie/awansowanie mnie do pozycji człowieka, w końcu mogę odetchnąć. i wiesz, właśnie w bardzo dużym stopniu przestałam się Ciebie bać:)

  7. Tikula wypowiedziała bardzo madre zdanie:
    Dziękujemy Ci za zdegradowanie/awansowanie NAS do roli ludzi.
    Naprawdę :)
    W Twoją teorię się nie zagłębiam i nie będę tu oryginalna. Nie zagłębiam się – kazdy ma swoją.

    Postscriptum: Kiedy wyjeżdżasz? :)

  8. Och, wybacz mi Makoto, Ciebie akurat nigdy nie miałem za anioła. A przynajmniej sobie czegoś takiego nie przypominam :). Nie jesteś osobą, której da się bezgranicznie zaufać, nawet przy moim stopniu naiwności. Ale nie ma sprawy.

    Co nie znaczy, że nagle nie „nie cierpię Cię, ale nie wiem co bym bez Ciebie zrobił” :).

    Ciekawe czy naprawdę jest Wam z tą degradacją tak dobrze :D.

    Olu, co do Ciebie, wiedziałem, że ucieszysz się z mojego Olśnienia. Dlatego tak Cię podjudzałem z tą notką :). Cieszę się, że boisz się mnie mniej. Ale nie miałbym żalu, gdybyś bała się mnie cały czas tak samo. Zresztą już to wiesz :).

    Kiedy wyjeżdżam? Jak tylko Warszawę załatwię. Czyli jak najszybciej.

  9. ...

    Tak, tylko Bóg jest nam, ludziom potrzebny. Nikt i nic innego.
    Krótka notatka z lekcji religii tu pasuje. Kocham te notatki. Każda się przydaje.
    Anioł Zmartwychwstania.
    Kiedy w nasze życie wchodzi Anioł wówczas zmartwychwstanie dokonuje się dla nas. Nasz grób się otwiera, zostaje odsunięty kamień, który nas blokował.
    Anioł:
    -doświadczenie światła pośród naszej ciemności (to Twoje olśnienie)
    -człowiek który do nas mówi lub na nas patrzy
    -słowa Pisma Świętego.

  10. Cieszę się, że troche Cię olśniło, (pomijając prywatne wątki). Podkresam „trochę”, bo podobnie jak Aniołów, podobnie człowiek nie potrzebuje wielu rzeczy. Np Paciorki są (moim zdaniem) najbardziej zbędne w ROZMOWIE Z OJCEM. OJCIEC JEST (w tym równiez i z nami). Nastepnym elementem (moim zdaniem) jest tzw zbawienie. WRACAMY DO OJCA i ON JEDYNIE WIE o co w tym chodzi.
    Pozdrawiam.
    ps. czy czegos takiegoś związanego z tym olśnieniem nie pisałem jeszcze na starym mylogu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s