O małżeństwie będzie to piosenka

Wez sie chlopie nawysilaj i wklej skads do tytulu n z kreseczka… No, ale prawo Copy’ego Paste’a dziala niezawodnie :).

Malzenstwo to sposob na to, by nie pozostac na starosc sam na sam ze soba. Nie wazne w zasadzie z kim sie ozenisz, za kogo wyjdziesz za maz. Przynajmniej nie bedziesz sam/sama, bedzie ci moze mial kto gotowac, kto uprasowac koszule, ktos przyniesie do domu kase. Moze jeszcze wniesie jakis znaczacy posag w dniu slubu?

W zasadzie ostatnimi czasy takie bycie ze soba sam na sam do samej smierci nie wydaje sie juz takie przerazajace. Bardziej przerazajace wydaje sie wiazanie sie z kims na zawsze. Bo jesli sie nie zwiazesz, mozesz zerwac w kazdej chwili raz na zawsze nawet z najbardziej stalym partnerem. Jesli nie wezmiesz slubu, mozesz wyrywac z tlumu obcych ci ludzi plci przeciwnej i bezkarnie zaciagac ich do lozka. Mozesz zrobic kariere bez obawy, ze pojawia sie gnojki co nie pozwalaja spac po nocach. Mozesz byc na zawsze wolny. Wolny. Wolny?

Yo! Slow down!

Uwazasz, ze wolnosc to mozliwosc robienia zawsze tego, na co akurat masz ochote? O, moj drogi, wszystko nam wolno, ale nie wszystko przynosi nam korzysc! A wolnosc jest dobra wtedy, gdy wykorzystujemy ja do czynienia dobra. Do milosci. Jest z nia jak z pieniedzmi tak naprawde. Pieniadze same w sobie nie sa w zadnym razie nic warte. Mozesz sobie najwyzej nimi wytrzec, no, powiedzmy, nos. Staja sie dobre wtedy, gdy je na cos wydajemy. Albo jeszcze lepiej – gdy sie nimi z kims dzielimy. Komus je dajemy. Wtedy pieniadz ma wartosc.

Wolnosc ma wartosc wtedy, gdy mozemy kochac. Gdy mozemy oddac czesc swojej wolnosci komus innemu i przyjac od tego kogos wolnosc, ktora on nam oddaje.

Bycie w wolnym zwiazku i szalenstwo „bo jestem mlody”, albo z mnostwa innych powodow, nie jest objawem wolnosci. Coz, powiedzmy, ze to bardzo bolesnie uzaleznia. Jestem najlepszym przykladem na paskudne uzaleznienie od falszywej wolnosci w ciagu minionego pol roku. Prawda jest taka, ze dopiero kiedy postanowilem jednak zwiazac sie z Ola, poczulem sie prawdziwie wolny. Wyzwolony z bagna grzechu.

Kocham i jestem kochany.

Wielu z Was tak ma, wielu z Was tak wlasnie uwaza. Prawdziwa wolnosc daje dzielenie sie nia z innymi. To, ze mozesz nad soba panowac, nad swoimi popedami, nad swoimi nerwami, nad swoimi przyzwyczajeniami, dla tej osoby, a nie tylko dla siebie. Widzisz ta osobe i wiesz, ze ona pomaga Ci byc wolnym. W bardzo pokretny sposob, bo przeciez oddales jej czesc swojej wolnosci.

No to jak to jest z malzenstwem?

Malzenstwo nie jest kolejnym ograniczeniem wolnosci. Nie jest jakas dziwna miedzyludzka umowa. Nie jest papierkiem. Jest granica, jesli chodzi o niektore rzeczy (seks chociazby). Ale nie jest po to, by moc nareszcie te granice przekroczyc.

Malzenstwo jest zawierzeniem.

Zawierzam sie Tobie.

Ty zawierzasz sie mnie.

Oboje razem, zawierzamy sie Bogu. Od dzis, na zawsze.

I, jak juz pisalem, malzenstwo jest wariactwem. Bo komu by przyszlo do glowy, zeby sie dobrowolnie pozbywac wolnosci, zawierzajac sie komus. A jednak wierze w to, ze wlasnie malzenstwo sprawia, ze wszystko dopiero zaczyna sie ukladac. Tak, dla mnie malzenstwo zawsze bylo takim rzucaniem sie w przepasc. Trzymacie sie za rece i lecicie, lecicie, lecicie. Modlicie sie razem i lecicie. I mozecie nie miec pieniedzy, mozecie nie miec dachu nad glowa, mozecie nie miec wsparcia ze strony najblizszych, mozecie nie miec blogoslawienstwa rodzicow. Ale macie tego malego aniolka przyczepionego do plecow. Ktory rozlozy skrzydla. Tuz przed sama ziemia. I wiecie to napewno.

I jestescie razem, i krzyz na Waszych ramionach wydaje sie jeszcze ciezszy niz byl. Dlaczego? – pytacie sie nawzajem. Patrzycie i nie mozecie sie nadziwic. Bo juz nie jest tak, ze kazdy niesie swoj krzyz. Teraz niesiecie oboje jeden. Ktory sie polaczyl z dwoch, wiec jest ciezszy. Ale niesiecie go we dwoje. I przez to staje sie taki niezwykle lekki.

A tak naprawde to niesiecie go we troje.

No dobra, On jest w trzech osobach. To w piatke zapewne…

Nie nalezy sie bac malzenstwa jak zla koniecznego. Jak kolejnej przeszkody na drodze do doskonalej wolnosci. Doskonala wolnosc bowiem oznacza doskonala milosc. A im blizej Boga, tym blizej milosci. Tym blizej wolnosci. I Sakrament malzenstwa jest wspanialym sposobem by sie tam zblizyc.

Powiedzmy sobie szczerze – jesli Ty ja kochasz, a ona kocha Ciebie. Jesli Ty go kochasz, a on kocha Ciebie. Chcecie jak najlepiej, dla siebie nawzajem. Na co czekac?

Uwierz w aniolka, przyczepionego do Twoich plecow. W jeden krzyz, ktory dzwigacie razem. W milosc i wolnosc, ktora daje Bog. I skocz w ta przepasc.

Czy wiesz, ze tego Sakramentu nie udziela ksiadz? Udzielacie go sobie, nawzajem.

149+15=164

I to jeszcze nie moje…

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | 3 Komentarze

Zobacz wpisy

3 thoughts on “O małżeństwie będzie to piosenka

  1. Co znaczy 164?
    Ja nie wiem…bawisz się w numerologa, czy dajesz zajęcie gnostykom?
    Co to jest do jasnej Anielki 149+15?

    Co do małżeństwa – w sumie wszystko racja, ale Ty już sam powinieneś dobrze wiedzieć, że akurat w tym temacie masz wiedzę czysto teoretyczną, bo gdy zaczynasz wprowadzać ją w życie, nagle wszystko idzie z dymem. Tak więc proszę, nie głoś kazań. Wypowiedz swoje zdanie, nawet jeżeli nie wszyscy się z nim zgadzają (akurat w przypadku tej notki, nawet ja się z nim zgadzam :P), ale błagam nie zwracaj się do czytelników w formie „zróbcie”, „nie czekajcie” itp.
    Dobrze Ci radzę ;)

    Pozdrawiam /rzuca się na szyję/.

    Postscriptum: Jak tam praca? :)

  2. No ja dalej co do malzenstwa nie jestem przekonana. Jestesmy z Mackiem razem juz 10 lat od 9 mieszkamy razem, jestesmy tak zwanym jednym. Wielu nam juz mowilo, ze jestesmy jak stare dobre malzenstwo i z takiego zwiazku chca brac przyklad. Ja od ponad roku powaznie choruje: ogluchlam, sparalizowalo mnie od pasa w dol, nie mam lewego pluca:rak, teraz wlasnie przehodze radioterapie i Maciek jest przy mnie na dobre i na zle pomaga jak moze: myje, przebiera pampersy (bo ja od pasa w dol prawie nic nie czuje) no tylko cewnik mi pielegniarki zmieniaja ;) prawdopodobnie mam SM: ot zycie. I wiem, ze na Macku zawsze i wszedzie moge polegac chociaz jemu jest bardzo ciezko, a w jednym ze szpitali poznalam dziewczyne co to miala meza i jak sie okazalo, ze ma SM (tylko SM) maz znikl, bo nie chcial sie chora zajmowac. Jakos nie wierze w instytucje malzenstwa, nie potzrebne mi to, by kochac i dawac siebie innym.

  3. M.

    co znaczy 164? jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniadze.
    skoro M napisał tu kazanie, to prawie wszyscy ludzie są głosicielami kazań.
    pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s