Letnia miłość, tak, to letnia miłość!

Za to, że pojawiłaś się w moim życiu w momencie, w którym Bóg najbardziej potrzebował Cię, żebyś mi pomogła. Ani wcześniej, ani później. W najodpowiedniejszej chwili.

Za to, że wyciągnęłaś mnie z bagienka, choć tak naprawdę byłaś tylko narzędziem w rękach Boga. Ale to w zasadzie oznacza, że byłaś AŻ narzędziem w rękach Boga.

Za to, że myślałem, iż to ja jestem w Ciebie zapatrzony, a okazało się, że było na odwrót.

Za nazywanie mnie „mój facet z tałką”, na długo przed tym, jak zostałem Twoim facetem z tałką.

Za to, że uważasz, iż „niebieskie koszule wymiatają”. Bo ja też lubię niebieskie koszule.

Za szopoloki. I za kręcenie filmów ze mną w roli głównej.

Za to, że podobają Ci się moje dłonie. Nawet gdy są od góry do dołu uciapane atramentem.

Za to, że przez pół roku byłaś we mnie zapatrzona jak w obrazek, a mimo tego podeszłaś kompletnie racjonalnie do możliwości ewentualnego bycia ze mną.

Za prezentację o aborcji, dzięki której mogłem przejrzeć od góry do dołu to, jaka jesteś, zanim w ogóle Cię poznałem. I za to, że pozwoliłaś mi tą prezentację zamieścić na tym blogu.

Za pierwszy Twój komentarz, w notce o prezentacji właśnie.

Za kombinowanie z Magdą i Martą nad tym, jak tu się ze mną zapoznać. A ja biedny, nieświadomy niczego, myślałem, że nie mam u Ciebie szans.

Za książkę Terakowskiej, którą mi pożyczyłaś. W której pozaznaczałaś mnóstwo fragmentów, dzięki którym mogłem prześwietlić Cię na wylot. W której poprosiłaś o kalejdoskop, nie mając pojęcia, że o niego prosisz. W której napisałaś o swoim „mniej-więcej” największym marzeniu, które postanowiłem pomóc Ci spełnić. Za książkę, która pomogła mi Cię pokochać.

Za książkę, którą obiecałaś mi na własność. I jak dobrze pójdzie, to w jakiś przewrotny sposób ona rzeczywiście będzie moja.

Za krzyżyk, który nosisz na szyi. Zawsze na ubraniu. Nigdy pod ubraniem.

Za to, jak się ubierasz. W każdym najdrobniejszym szczególe. Za spódnice noszone w niedzielę do kościoła „bo przecież dzisiaj niedziela!”, za pasujące jeansy na co dzień, za skarpetki-podkolanówki, za trampki z biedronką i za glany nawet, choć nie cierpię glanów.

Za najcudowniejsze oczy. Za najpiękniejszy na świecie uśmiech. Za Twoją śliczną buzię i za burzę włosów. Za to, że nie jesteś niską biuściastą dziewczyną przy kości. Za to właśnie, że jesteś najpiękniejsza.

Za to, że się mnie bałaś. I że mi nie ufałaś. I że mi nie wierzyłaś na słowo. Że musiałaś sprawdzić wszystko doświadczalnie, żeby się przekonać. Za to, że niczego nie brałaś za pewnik, i że się przestraszyłaś tego, co mówili o mnie inni. Gdyby nie Ty, nie doznałbym Olśnienia…

Za to, że mi zaufałaś, uwierzyłaś i przestałaś się bać, choć na dobrą sprawę przestałem wierzyć, że coś takiego może się w ogóle zdarzyć.

Za to, że uwierzyłaś mi w to, że Cię kocham, choć Cię to zdziwiło. Choć uznałaś, że muszę być nienormalny, bo Cię nie znam i pewnie się wycofam, jak Cię poznam.

Za to, że nie powiedziałaś mi od razu, że też mnie kochasz. To był dla mnie prawdziwy cud, że ktoś może się chcieć zastanowić nad tym, czy mnie kocha, czy chce mnie w ogóle pokochać. Bo wiedziałem, że to będzie na zawsze, jeśli w końcu zacznie być.

Za to, że w końcu powiedziałaś mi, że mnie kochasz. Stwarzając najpiękniejszy dzień mojego życia.

Za to, że kochamy się, mimo, że jesteśmy w sobie zakochani. I że jesteśmy w sobie zakochani mimo, że się kochamy. Że nie musimy czekać, aż ta chemia wygaśnie, żeby być pewnymi, że to wszystko i tak na zawsze. I że tak naprawdę mógłbym przejść z 10 chemii, a i tak będę Cię kochał. A Ty mnie.

Za to, że mimo, iż mi nie ufałaś, zaufałaś mi do tego stopnia, by powiedzieć mi o sobie wszystko to, co w Tobie najtrudniejsze. Że choć odrobinę uwierzyłaś w moje „wtedy też Ci to powiem”.

Za to, że polubiłaś Albina, choć spotkałaś go raptem dwa razy w życiu. To dla mnie bardzo wiele znaczy.

Za to, że zostałaś polubiona przez Albina :).

Za najcudowniejszy prezent urodzinowy, jaki otrzymałem w życiu. A otrzymałem go od Ciebie.

Za to, że uwierzyłaś mi, że to będą najcudowniejsze urodziny w Twoim życiu. I, jak sądzę, nadal mi wierzysz.

Za Avril Lavigne.

Za to, że przestałem żałować tego, że wydalono mnie z Seminarium.

Za słonecznik, który mi kupiłaś. Nie pamiętam, bym już kiedyś wcześniej dostał od dziewczyny kwiatek. A słonecznik to też kwiatek. Si?

Za to, że nauczyłaś się „si”, i brzmi ono w Twoich ustach niezwykle sympatycznie.

Za wspólne jeżdżenie do Warszawy, choć mogłaś siedzieć w domu i nie wydawać kasy.

Za wyjazd do Szkocji, który rzecz jasna nie był spowodowany tym, że ja tam jadę, lecz dlatego, że od dawna chciałaś tam pojechać. A ja się i tak cieszę.

Za to, że zgodziłaś się spać ze mną na materacu. Choć pewnie bałaś się, czy przypadkiem nie będę kładł rąk tam, gdzie nie potrzeba.

Za koszule, które mi kupiłaś. Czarną i białą.

Za codziennoranne „ceść”, „ceść ceść”.

Za pyszne obiady gotowane w Paisley, na 19 Neilston Road.

Za to, że mogłem się do Ciebie przytulić, gdy smażyłaś naleśniki.

Za to, że pozwoliłaś sobie pożyczyć mój jasiek.

Za to, że mogłem Cię przykrywać swoim śpiworem.

Za to, że pozwalałaś zmywać po sobie naczynia, robić sobie herbatkę i wstawiać tościki.

Za „jestem głodna” o wpół do drugiej w nocy. I jedzenie drugiej kolacji.

Za najcudowniejszy miesiąc w moim życiu, który zastąpił ten, który, byłem pewien, ma nienaruszalną pozycję najcudowniejszego miesiąca w moim życiu.

Za to, że kupiłaś sobie miniówkę. Chyba bardziej z myślą o swoim facecie, niż o sobie samej.

Za to, że jesteś taka cieplutka i milutka, i tak bardzo dobrze się do Ciebie przytula.

Za to, że naprawdę niesamowicie całujesz.

Za komplementy, których nigdy od nikogo nie słyszałem. Zwłaszcza za ten najpiękniejszy: „Nikt nigdy nie traktował mnie tak czysto”.

Za wspólne Msze Święte, za słuchanie Pisma i wspólną modlitwę. Póki co skromną, tylko w czasie Eucharystii, ale i tak ogromną.

Za to, że nie muszę Cię zmieniać i reformować. Że to już bardziej Ty musisz reformować mnie.

Za ideały, za wariactwo Boże, za wiarę, która jest w Tobie ogromna, choć taka malutka.

Za wielkie połacie odwagi mimo Twego wszechobecnego strachu.

Za Boga, który bije od Ciebie jak od nikogo innego. Choć sama zdajesz się tego nie zauważać.

Za to, że nie lubisz równego podziału obowiązków, tylko służbę bliźniemu.

Za to, że potrafisz mi powiedzieć prawdę, a jeśli zrobię coś nie tak, to dajesz mi naganę. Z wpisem do akt.

Za kwiaty, które mogłem Ci kupować i które przyjmowałaś z radością.

Za to, że nie odtrąciłaś mnie, gdy złapałem Cię w kinie za dłoń i nie odrzuciłaś, gdy tą Twoją dłoń pocałowałem.

Za Oleńkę i Diankę, Twoje najlepsze przyjaciółki, które tak ładnie wkręciły się do mojego życia.

Za Michalinę. Cud nad cudami. Człowieka-cud.

Za Olusia. Czyli za wyzwania, które stawia przede mną nasz związek :).

Za wszystkie inne postacie związane z Twoim życiem, a teraz również związane i z moim. Siłą rzeczy, i bardzo dobrze.

Za nasze kłótnie, w których potrafimy się nawzajem wysłuchać, przemyśleć i dojść do konkluzji, potem przeprosić. Z których zawsze wychodzimy lepsi i bogatsi.

Za to, że rozumiesz, że wkurzam się o głupoty, które dla mnie nie są głupotami. I rozumiesz dlaczego nie są.

Za Twoje fazy i humorki.

Za to, że masz wady.

Za Twoje wady.

Za to, że nie uciekasz, kiedy mam atak histerii. Tylko jesteś przy mnie i mnie wspierasz.

Za to, że stałem się Twoim najlepszym przyjacielem. A Ty moją najlepszą przyjaciółką.

Za Twoje zaangażowanie, jeszcze większe niż moje, choć nie wierzyłem, że można się zaangażować bardziej, niż ja się angażuję.

Za to, że stałaś się niemal monotematyczna. I że ciągle latasz po serwisach internetowych dotyczących tego jednego tematu.

Za to, że jesteś zazdrosna o to, że Michalina ma świetny głos.

Za to, że nie wyjechaliśmy ze Szkocji bez tego, bez czego absolutnie nie mogliśmy wyjechać. Że wydałaś na to wszystkie swoje oszczędności bez najmniejszego wahania. I że zdecydowałaś, że to ja Ci to kupię. Nawet jeśli nie za swoje pieniądze.

Za to, że nawet nie musiałem pytać.

Za to, że mówisz, że jestem romantyczny. I że znam się na kobietach. No tak, o komplementach już mówiłem.

Za to, że zaczynasz mówić. Się odzywać. Że wystawiasz głowę spod piasku.

Za to, że nawet zaczęłaś mnie bronić.

Za całonocne rozmowy na gadu-gadu.

Za maile i rozmowy telefoniczne.

Za to, że się maślimy.

Za to, że w zasadzie nawet to lubisz.

Za fakt, że jesteś dla mnie tak ważna, że jak nam nie wyjdzie, z dużym prawdopodobieństwem wyjdę na pustynię. I będę jadł węże.

Za to, że najnowszą notkę nazwałaś „Letnia miłość”, choć nadal nie wiem co sądzisz o twórczości Gibona.

Za to, że dla Ciebie zmieniłem wreszcie laya na blogu.

Za wszystko inne, czego tu nie wymieniłem, a za co z pewnością.

Za to, że na samym początku dałaś mi tyle, że nie będę w stanie Ci się odwdzięczyć do końca życia. A każdego dnia dajesz mi jeszcze więcej.

Za to, że jestem najszczęśliwszym facetem na świecie.

Za to, że jesteś.

Ludzie mówią, że nie kocha się za coś. Niektórzy mówią, że kocha się mimo wszystko. Ja nie kocham Ciebie ani za coś, ani mimo wszystko. Kocham Cię, po prostu. I piszę to tutaj, na tym blogu. Choćby niektórym się to miało nie spodobać.

Ale jeśli miałbym Cię kochać za coś, rzeczywiście, jeśli nie starałbym się, by to była miłość bezinteresowna, to właśnie za to wszystko bym Cię kochał.

Wszystkiego najlepszego!

Categories: Ku chwale innych | 7 komentarzy

Zobacz wpisy

7 thoughts on “Letnia miłość, tak, to letnia miłość!

  1. Zacznę od tego, że właśnie nieźle uśmiałam się ze spisu notek zamieszczonego po prawej :) Sympatyczne :)

    Dalej. Gratuluję zrobienia pierwszego w życiu własnego szablonu, choć udzieliłam Ci tylko jednej lekcji na temat div’ów.
    Będę miła i nie będę czepiać się grafiki :D

    Polecimy analogicznie:
    – już kiedyś to mówiłeś.
    – to również.
    – to miłe, też bym chciała.
    – określenia gratuluję. Genialne :)
    – wiem, że lubisz niebieskie koszule ;)
    – czy filmy będą kiedyś upubliczniane? Chętnie bym obejrzała.
    – ja też nie mam nic do atramentu.
    – pozytywnie.
    – prezentacja mi się podobała. Pamiętam. No, może kolor…;)
    – komentarza nie pamiętam.
    – to jest właśnie najciekawsze :P
    – Lubię Terakowską.
    – życzę Ci tego.
    – pozytywnie.
    – nie rozumiem co masz do glanów. Bardzo fajne, wygodne buty.
    – oczu, uśmiechu i buzi nie mnie oceniać, a burzy włosów nie znam, ale w tej kwestii krytyczna bardzo jestem, więc się wypowiadać nie będę ;). A czemu akurat niska, biuściasta, przy kości?
    – to dobrze.
    – również dobrze.
    – czas pokaże.
    – pozytywnie.
    – również pozytywnie.
    – jeśli prawdziwe, pozytywne.
    – hmmm :)
    – pozytywny człowiek, trudno nie polubić.
    – miło :)
    – też miło.
    – mam nadzieję.
    – a co ona ma do tego?
    – to dobrze.
    – no, taki duży…kwiatek.
    – si, si.
    – dobrze.
    – dobrze, że tak wyszło.
    – zawsze mogłaby się bronić ;)
    – a czemu nie niebieskie?
    – ceść.
    – rozumiem, że tam smakowały jakoś wyjątkowo?
    – jeszcze byś się poparzył ;)
    – i sam zmarzłeś…haha.
    – widzę, że się rozwijasz.
    – też czasem jestem głodna w nocy, ale trochę później.
    – hmm?
    – no tak, lubisz :)
    – jak miś :)
    – nie sprawdzę, nie ocenię ;)
    – to dobry komplement.
    – hm.
    – nikogo nie musisz, a nawet nie masz prawa zmieniać i reformować. To Cię zazwyczaj gubiło. Możesz tylko wypowiedzieć swoje zdanie.
    – to dobrze.
    – również.
    – jak wyżej.
    – ale żeby od razu nie lubić?
    – słusznie.
    – :)
    – ?
    – kończy mi się zasób słów na dziś.
    – nie znam, nie oceniam.
    – życzę powodzenia.
    – to dobrze, że bardzo dobrze.
    – to ma jakiś sens.
    – oby tak dalej.
    – ok.
    – ok.
    – trudno, żeby ich ktoś nie miał ;)
    – gratuluję Oli :)
    – to bardzo pozytywny objaw.
    – nie mnie oceniać.
    – nie wiem jakiego?
    – nie mam pojęcia jaki ona ma głos, więc się nie wypowiem :)
    – heheh ;)
    – może i dobrze :)
    – tu bym polemizowała…mocno ;)
    – nie zapominaj, że należy znaleźć złoty środek. Oby nie zapędzić się na tyle w wystawianiu głowy z piasku, by zapomnieć o tym, że to na siebie trzeba ją wystawiać.
    – to naturalne.
    – czasem są ciekawe.
    – a przyszły już rachunki?
    – nie rozumiem.
    – ale to dobrze.
    – już nie do Japonii? Przepraszam, nie nadążam.
    – Coś Ty się tak tego Gibona ostatnio czepił, co? ;)
    – to jakiś postęp.
    – no…
    – życzę powodzenia w spłacaniu długu.
    – pogratulować :)
    – to raczej dobrze.
    – komu ma się niby nie podobać?
    – no.

    Ja również życzę wszystkiego najlepszego :)

    Postscriptum: Jestem na tyle dobra, że zadbałam o to by czytającym się nie nudziło. Powodzenia w przeczytaniu tego potwora, którego skleciłam :)

  2. A ja długo pisać nie będę, ale i tą notkę skomentuję.
    więc 1000 lat, i wszystkiego Najlepszego!!! :)

    … a tak schodząc z tematu to sie tak jakoś zamyśliłem przy tej notce !?
    a że robię już OT to na całego!.
    dobrze że już sobie poradziłeś bo ja o 1 w nocy to już spałem (wiem trudno wierzyć ;) ), i fajny Ci szablon wyszedł-tym bardziej że to pierwszy !!!

  3. chawelina

    ojej, starosc nie radosc;P sto lat:)

  4. nicon-

    No, no, no, wszystkiego najlepszego (: Nie wiedziałem, że masz dziewczyną (:

  5. Piętuniu! W tym problem, że przez godzinę próbowałem wykombinować jak to zrobić, żeby była strona z komentarzami. I, cóż, udało się. I kiedy dziś pierwszy raz weszliśmy w komentarze, wszystko działało i dziwiliśmy się, czemu napisałeś taki komentarz. Ale teraz znowu nie działa i ja tego nie rozumiem do końca. Wiesz co? Daję Ci wolną rękę, żebyś pokombinował. Hasło znasz, a jak nie, to Adaś zna. Właśnie dlatego Cię w nocy wołałem wczoraj :).

    Makoto – indeks notek planowałem od dawna. Ale kłopoty blogowe chyba przez nadmiar informacji. Więc wymyślę inny sposób na prowadzenie indeksu. Może już, a może za miesiąc, przy zmianie laya? Dziękuję, że nie przyczepiłaś się do kolorów, oczywiście to robiąc. Miałbym również ochotę do polemiki na tematy przez Ciebie nieakceptowane, ale nie w tej chwili. Dzięki, daliśmy radę odczytać Twój komentarz. Co do Gibona – ostatnio jestem pod dużym wrażeniem. I zadziwiająco pasuje w wielu sytuacjach. Pzdr Ziooom!

  6. Cieszę się, że udało wam się odczytać mojego poplątańca :)

  7. Effciak

    Ja po prostu jestem urzeczona tą notką. Przeczytałam ją dwa razy od góry do dołu. I… I nawet mam łzy w oczach.

    Piękne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s