Pierwsza zasada rządząca światem

Są na świecie rzeczy, zasady, które tym światem rządzą. Których wcale nie trzeba udowadniać, są i już. Zasada grawitacji. Dopóki Newton nie dostał jabłkiem po głowie, nikt nie udowodnił, że jest grawitacja, a jednak była. Albo zasada ruchu – że wszystko się zmienia. To postanowiono udowodnić już na początku istnienia nauki. Ale dopóki nauka nie istniała, ruch i tak istniał. Bóg rządzący światem. Kilka pięknych argumentów św. Tomasza, kilka paru innych osób. Ale Bóg istniał na długo przed św. Tomaszem i nie przeszkadzał Mu brak dowodów na Jego istnienie.

Niektórzy próbują zaprzeczyć zasadom rządzącym światem. Wiele argumentów można spotkać przeciw istnieniu Boga. A Zenon z Elei wystawił przeciw zasadzie zmienności Heraklita kilka pięknych, interesujących dowodów. A mimo tego Bóg istnieje nadal i ruch nadal istnieje. I ruch jest jednym z argumentów św. Tomasza za istnieniem Boga.

Jest też coś, co nazywam Pierwszą zasadą rządzącą światem. Zasada ta brzmi: Mateusz Gajek nie jest romantyczny. Tudzież krócej: Baryła nie jest romantykiem. Prawda ta wydaje się oczywista i do tej pory wszyscy, którzy ją wyznają, tylko mówią, że chętnie by argumentowali. Ale nie muszą argumentować, ponieważ i tak jest to oczywista oczywistość. A jeśli ktoś porwie się na kontrargumentację, to jest skazany na niepowodzenie. Bo nie da się zaprzeczyć oczywistej prawdzie.

Zabawię się w Zenona z Elei. Bo pana, którego dotyczy Pierwsza zasada rządząca światem, znam dość dobrze. Może nie perfekcyjnie. Ale na tyle dobrze, by podważyć oczywiste prawdy dotyczące owego.

Po pierwsze, co powiedziała Wyrocznia. Oczywiście o Wyroczni miałem osobną notkę napisać, i napiszę. Ale chciałbym ten jeden konkretny punkt omówić zanim zabiorę się za ogół. Wyrocznia powiedziała: „Pan Mateusz jest osobą sentymentalną i romantyczną, o żywej i bogatej wyobraźni, zdolną do wzruszeń. (…) Nuży go prozaiczność życia, pociąga romantyzm nowych doświadczeń. (…) Im mniej sentymentalnego klimatu tym trudniej o wytrwałość i wierność.” Wyrocznia nie mówi o badanym w superlatywach. O nie, skąd! Wręcz przeciwnie – mówi prawdę. Mówi o jego wadach i zaletach. Które są, istnieją, i z których badany zdaje sobie sprawę.

Człowiek zwany Baryłą jest osobą sentymentalną. I potrzebuje sentymentalnego klimatu, by żyć szczęśliwie. Nie jest to do końca zaletą. Ale jest cechą charakteru, którą albo Baryła dostosuje do siebie, albo będzie musiał dostosować się do niej. A ów nie ma w zwyczaju poddawać się niczemu, łącznie z cechami swego pokopanego charakteru. Więc, by móc żyć w ogóle, albo musi się dostosować (czyli iść tam, gdzie najbardziej sentymentalny klimat), albo dostosować wszystko inne (a więc samemu stworzyć sobie klimat sentymentalny tam, gdzie akurat przebywa). Baryła tworzy klimat sentymentalny. Z egoizmu. I z miłości. Z egoizmu, bo nie czuje się dobrze tam, gdzie nic się nie dzieje. Z miłości, bo nie chce ranić bliskich sobie osób, na przykład zakochując się, twierdząc, że to jest dopiero to, i zostawiając swoją partnerkę na lodzie.

Jak Baryła tworzy sobie klimat sentymentalny.

Baryła pisze. Romantycznie, jak mu się wydaje, nieraz. Lubi, gdy, jeśli droga mu osoba, niekoniecznie aktualna narzeczona, dostanie SMSa, ucieszy się, że jemu zależy. Pisze również opowiadania. I notki wychwalające. Wierszy raczej nie pisze. Nie zna się na tym.

Baryła kupuje kwiaty. Na pierwszą randkę. I na drugą. Na trzecią, czwartą i piątą. Na spotkanie towarzyskie. Na spotkanie z przyjaciółką, której nie widział od pół roku, a umawiają się na kawę w Łodzi. Na spotkanie z koleżanką, która ma mu opowiedzieć o szkole, do której ten się wybiera. A jak przyjaciele byli u niego na Walentynki w Łodzi, postanowił, że żadna z przybyłych dziewcząt nie odejdzie bez kwiatka. A gdy jedzie na nocleg do Szawła, to kupuje kwiatek nie tylko Szawłowi, ale również jej mamie, bo wie, że to jest najwięcej ile może zrobić, żeby się odwdzięczyć za gościnę. A gdy jedzie na urodziny do swojej ukochanej i również zamierza zostać na noc, kupuje kwiatek nie tylko swojej ukochanej, ale również mamie. Ale również ukochanej. Nie dlatego, że to jej urodziny. Z tej okazji kupił jej torbę. Kwiatka kupił dlatego, że nie widział jej 2 tygodnie.

Baryła świętuje każdą okazję. Świętuje urodziny, imieniny, gwiazdkę, Mikołajki, Walentynki, Dzień Kobiet i Dzień Dziecka. Robi niespodzianki i wymyśla różne dziwne prezenty, jak na przykład nowego laya na bloga. Albo kupuje srebrne kolczyki na półrocznicę. Kolczyki, których osobiście nie cierpi. Lubi robić niespodzianki i dawać niespodziewane prezenty, bo uwielbia, kiedy ktoś, kto je otrzymuje, cieszy się szaleńczo. Choć jest świadom, że nigdy, żadnym prezentem, nie przebije tego, co już otrzymał.

Baryła świętuje również bez okazji. Okazje woli, bo zawsze to jest jakieś usprawiedliwienie, że znowu te kwiaty… Ale uwielbia również świętować bez okazji, kupować kwiaty zwyczajnie i na co dzień, sprawiać przyjemność, nosić na rękach. Świętuje bez okazji, bo każdy dzień jest świetną okazją do tego, by pokazać, jak bardzo mu zależy.

Baryła zachowuje się sentymentalnie również w sytuacjach codziennych. Również w tych wypełnionych rutyną. Robi herbatkę każdego wieczoru i stawia ją niepostrzeżenie koło łóżka, choć po pewnym czasie to rzeczywiście staje się przyzwyczajeniem. Gdy jest w gościnie u swojej ukochanej, z radością pełni rolę pana domu, nakładając jej przyjaciołom ciasto. Kiedy do domu przychodzi tata ukochanej, musi się przywitać. Kiedy goście wychodzą, odprowadza ich do drzwi wraz z nią.

Baryła uwielbia rozpieszczać. Uwielbia prawić komplementy, które w jego przypadku zawsze są prawdziwe. I służą tylko do tego, by drugiej osobie sprawić przyjemność. Mówiąc jej prawdę. Baryła, niestety, a może na szczęście, uwielbia również być rozpieszczany. I uwielbia być kochany tak, jak uwielbia kochać. Uwielbia gdy mu się mówi, że się go kocha, tak, jak sam uwielbia to mówić. I uwielbia gdy mu się udowadnia tą miłość życiem, tak jak on uwielbia to udowadniać. I uwielbia gdy mówi mu się komplementy. I gdy jest dla kogoś najpiękniejszy na świecie. Uważa, że jeśli ktoś kocha tak naprawdę, to kochana osoba staje się dla niego najpiękniejsza. Dlatego wie, że nigdy dotąd nie był aż tak bardzo kochany.

Baryła płacze. Lubi płakać i śmieje się z hasła „chłopaki nie płaczą”. Jest chłopakiem, a płacze. Najczęściej ze szczęścia, tudzież ze wzruszenia. Uwielbia pieśni oazowe i łzawe komedie romantyczne, a także kreskówki Disney’a. Kiedy jest mu smutno i źle, nie słucha Comy i innych jeszcze bardziej dobijających zespołów. Włącza sobie w głowie jakąś „Łanię”, albo „Duchu Święty przyjdź”, a jak ma CD pod ręką, to ostatnią piosenkę z płyty Pokemon, która podnosi go na duchu jak nic innego. „Możesz wszystko”. Albo odmawia różaniec. Płacząc. Bo uwielbia płakać.

Baryła ma przyjaciela. Przyjaciel ma na imię Albin. Gdyby Albin nie istniał, Baryła powiedziałby o sobie, że jest najromantyczniejszym facetem, jakiego zna. Co za szczęście, że jest jeszcze Albin…

Baryła zna jeszcze kilka innych osób. Które znają go z zewnątrz. I mogłyby podać jeszcze kilka argumentów przemawiających za tym, że Baryła rzeczywiście jest romantyczny. I uwielbia swoją romantyczność. I pewnie jeśli przyszłoby się sądzić, świadczyliby za romantycznością Baryły. Ale to tutaj, to sam M.G. o sobie samym. Jego prywatne argumenty. Argumenty próbujące podważyć to, co jest najoczywistsze na świecie. Pierwszą zasadę rządzącą światem. Bo, jak mówi jedna z osób wyznających zasadę: „nie jesteś romantykiem-to wiadome od dawna”.

To tu napisane nie świadczy o mojej idealności, tylko o mnie takim, jakim jestem. Nie napisałem tego, żeby pokazać, jak wspaniały jestem. I nie twierdzę, że mój romantyzm jest wyłącznie zaletą. Twierdzę, że jest, istnieje. Choć to tylko słaba argumentacja z subiektywnego punktu widzenia. A jednak, mam nadzieję, że po podaniu przeze mnie odpowiedniej argumentacji w stylu Zenona z Elei, zechcecie kontrargumentować. I wytłumaczyć mi, skąd niby wiadomo, że nie jestem romantykiem…

Reklamy
Categories: O mnie | 18 Komentarzy

Zobacz wpisy

18 thoughts on “Pierwsza zasada rządząca światem

  1. Effciak

    Oj… Nie podobała mi się ta notka. Bo właśnie przez to, że całemu wirtualnemu światu mówisz to wszystko, obdzierasz samego Siebie z resztek romantyzmu. I niestety – choć Cię nie znam – to ze smutkiem stwierdzam, że NIE, nie jesteś romantyczny. Wszystko popsuła ta notka.
    Ty, to może usuń ją od razu – ja nikomu nie powiem :). A gdybym te wszystkie fakty usłyszała od kogoś, to naprawdę stwierdziłabym, że chociaż trochę jesteś romantyczny :))).

  2. Michalina

    Ty i romantyzm? nie! a dlaczego? bo nie!
    ale pięknie potrafisz siebie oszukiwać ;P
    miodzio argumenty ;P

    teraz sobie wyobraź jak Ci to mówię – tym moim świetnym głosem. maksymalnie ironicznie. i jak bardzo się śmieję – sam wiesz z czego ;P

    pozdrawiam wszystkich co mają najlepszy pogląd nt innych :) w tym oczywiście samą siebie :D

  3. Mimo, ze ja dalej w Boga nie wierze lubie Cie czytac :) Znam bardzo dobrze pewnego ksiedza, z korym czesto i gesto dyskutuje, la ejak na razie jemu tez sie nie udalo „mnie nawrocic” ale podziwiam takich ludzi jak Ty czy On. Z reszta ja sama juz nie wiem czy wierze czy nie i co mam myslec. Jedyne co wiem, ze lubie Cie czytac.

  4. Ola

    pozwolę sobie się wypowiedzieć, jako osoba hm, odrobinę zorientowana w kwestii gajkowego romantyzmu, którego nie ma.
    nie śmiem się nie zgodzić – oczywiście, że Gajek nie jest romantyczny. jest wrednym potworem, tak właśnie uważam. a ja jestem masochistką i dlatego z nim jestem. tak. taka właśnie jest prawda.

    bardziej serio serio? ja się nie znam na romantykach, gdyż nigdy z żadnym nie miałam osobiście do czynienia. więc wybaczcie, ale z braku porównania uznaję Mateusza za najbardziej romantycznego faceta na świecie. no dobra, nie wiem, może Mickiewicz byłby lepszy, ale on nie żyje, więc się nie liczy. uprzedzając – nie wiem czy Mateusz zna się na kobietach. wiem, że całkiem nieźle zna się na Lolince.
    tak, romantyzm w tym wypadku nie jest do końca zaletą. ale z tym jakoś sobie będziemy musieli poradzić. tymczasem miło jest dostawać kwiaty z każdej możliwej okazji oraz bez. a jeszcze milej czuć ten romantyzm na co dzień.
    i może trochę racji ma Effciak – że takie odsłanianie akurat niekoniecznie ma coś wspólnego z romantyzmem, ale myślę, że Mateusz po prostu tak już ma, że dużo pisze. czasem trochę za dużo. można mu to liczyć na plus lub na minus, ale najłatwiej byłoby chyba po prostu uznać, że taki właśnie jest i tyle.

  5. Tu się nie zgodzę. Całkowicie się nie zgodzę.
    Nie jesteś romantykiem, za to robisz sobie piękną, romantyczną przykrywkę, którą usiłujesz oszukać także samego siebie. Usiłujesz uwierzyć w to, że jesteś takim, jakim wymarzyłeś sobie być.
    Mam dużo argumentów, by potwierdzić moje zdanie, ale pozwól, że napiszę je we wtorek, bo dziś nie mam czasu. Gwoli ścisłości – jutro nie będzie mnie w domu cały dzień. Dlatego we wtorek.

  6. kabaczek

    Cóż ja mogę powiedzieć. Przykro mi, że najwyraźniej nie chcesz być moim przyjacielem, bo zwróciłam do Ciebie w prywatnej rozmowie, a Ty teraz próbujesz mi ładnie dogryźć w każdy możliwy sposób.
    Jeśli uważasz, że dawanie prezentów i to takich zwyczajnych-po prostu kupionych-jest oznaką romantyzmu to co ja mogę powiedzieć? Nie będę już się z tobą kłócić, bo to i tak nie ma sensu. Nie chce mi się już robić wielkiego show na tym blogu-w końcu to ja i Makota jesteśmy tu chyba największą atrakcją.
    Myśl sobie co chcesz, chwal sie nadal swoją „boskością”. Zachowujesz się niczym „czwarta osoba Boska”, której przecież nie ma.
    Nie chce mi się już wchodzić na tego bloga i czytać Twoich notek, bo im dłużej je czytam, tym bardziej mnie odpychają i nie dlatego, że może są nieprawidłowe, że są w nich głupoty, bo nie zawsze tak jest (poza tym sama mogę nie wiedzieć, że przecież jest w nich coś mądrego). Po prostu Ty słuchasz tylko siebie. Może Ty nie jesteś natchniony przez Ducha Świętego, tylko przez „czwartą osobę Boską”? Nie słuchasz rad innych, które po prostu Ci nie pasują?
    Na tym będę kończyć swoją wypowiedź. Staram się być Twoją przyjaciółką, ale widzę, że jest to zaangażowanie jednostronne. W takim razie żegnaj.

  7. Ola

    ok, sorry, nie mam pojęcia na czym polega romantyzm… z niecierpliwością czekam na wtorek, chyba że Kabaczek wcześniej zechce mnie uświadomić…

  8. Najpierw do Effciaka. Otóż, pisząc to, nie zamierzałem obdzierać siebie z romantyzmu. Postanowiłem spojrzeć z boku na swoje zachowanie (nie na buzujące we mnie uczucia) i ocenić, czy w normalnych warunkach (gdyby jakiś anonimowy pan Baryła to robił na przykład) to zachowanie uznałbym za romantyczne. Dlatego notę napisałem w trzeciej osobie. I, owszem, to zachowanie określiłbym jako romantyczne. Do tego, muszę podkreślić, romantyzm ww. pana jest udowodniony. Naukowo. I nie próbowałem stwierdzić, że mój romantyzm jest czysto pozytywny, bo wiem, że nie jest. Próbowałem stwierdzić, że istnieje w ogóle. Tylko tyle.

    Michalina, oraz Ola oczywiście. Dziękuję Wam, dziewczyny! Jesteście jednymi z najważniejszych osób, które powołałbym na świadków :).

    „Żyję”. Bardzo mi miło. I zapraszam częściej. Tylko nie przesadzaj z komplementami, bo dokarmiasz mój egoizm, a to nie dobrze wróży na przyszłość :).

    Makoto. Notka właśnie po to. Chciałbym dowiedzieć się, dlaczego jest dla Was takie oczywiste to, że nie jestem romantyczny. A teraz jeszcze – dlaczego wydaje mi się, że jestem i dlaczego kryję się pod przykrywką, nie wiem, zakładam maski. Więc i ja z niecierpliwością czekam na wtorek…

    Kabaczku. To, że zacytowałem fragment z naszej rozmowy, do tego wyrwany z kontekstu, nie świadczy o tym, że to mnie sprowokowało do napisania. Ta nota wisiała w mojej głowie od dawna. A skrystalizowała się po słowach w komentarzu Makoty do notki „Letnia miłość, tak, to letnia miłość!” W tym komentarzu Makota stwierdziła, że polemizowałaby, tu akurat ze stwierdzeniem Oli, że jestem romantyczny. Nie traktuj tego jako ataku na siebie. Ani na Makotę. Potraktuj to raczej jako powtórzone któryś z kolei raz pytanie: Co świadczy o tym, że nie jestem romantyczny? I jako stertę argumentów przeciw tej tezie. Co do kupowanych prezentów – nie są dowodem romantyzmu? No to co jest? Tauka srebrna też nie była? Podkładana przez Ciebie do plecaka na Mikołajki… Nie, bo była kupowana. Tak. Monika wyhaftowała mi śliczny obraz. A Ty kiedyś wysłałaś mi pięknego SMSa. Takich rzeczy się nie zapomina. Więc nie próbuję wmówić światu całemu, że nie jesteście romantyczne. Próbuję się tylko bronić. Jak zawsze… Co do żegnaj – ja już raz spaliłem mosty, pamiętasz? Tylko Wy jakoś postanowiłyście, że chyba tego nie chcecie. Wiesz, wiecie, ja też nie chcę. Ale jeśli taka jest konieczność…

    „Spalone mosty to najlepszy w życiu start”.

  9. Michalina

    a w ogóle to chciałam powiedzieć(choć co ja – teoretyk – mogę wiedzieć, prawda? ;P), że z miłością i romantyzmem jest jak z piernikiem i wiatrakiem, si? jedno do drugiego co ma?
    ok, może coś zabarwić itt….

    ja się zastanawiam o co chodzi.
    bo co za różnica czy wg Kabaczka albo Ciebie Makoto – czy M jest romantykiem? przecież nie jesteście ze sobą. nie macie okazji być „obiektem jego poczynań” – romantycznych albo i nie. a w końcu – może dla jednej osoby coś jest romantyczne a dla drugiej to samo… nie ?

    a nawet jeśli on nie jest romantykiem… to co z tego? romantyzm jest cechą nawet nie składniową ludzkiego ja. jest po prostu cechą, więc co Wam daje to trąbienie o jego romantyzmie? czy tam jego braku? Ola z nim jest, twierdzi, że jej dobrze z tymi kwiatkami i całą resztą….

    a zresztą – świetny cytat „miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty….”, nie?

    i nie pokusiłabym się o twierdzenie, że Duch Święty miesza się do romantyzmu. ja przypomnę, że Trójca ma więcej wspólnego z Bogiem i wszelkimi „autentykami” niż z nizinnymi problemami czy lepszy jest kwiatek, misiek, czy cokolwiek innego.

    Mateusz – mi to ryba czyś romantyczny. nie skrzywdź Oli, skoro z nią jesteś. „Kochaj i czyń co chcesz” :)
    pozdrawiam!

  10. Ola

    tak mi też właśnie przyszło wczoraj do głowy – co to właściwie za różnica… i co niby by się stało, gdyby M. faktycznie nie był romantyczny. tak naprawdę – o czym jest ta dyskusja? bo tego już od dawna nie mogę załapać.
    i chyba faktycznie mamy jakieś odmienne postrzeganie świata, bo dla mnie naprawdę nie jest szczególnie ważne to czy dostaję te kwiatki czy nie. Misia ma racje [czy Ty w ogóle czasem nie miewasz racji?:P] że romantyzm jest albo go nie ma, nie jest obowiązkową częścią miłości czy człowieczeństwa.
    a i tak nadal uważam, że Mateusz jest przynajmniej na tyle romantyczny na ile mi tego potrzeba…

  11. No i patrzcie. Dopiero co wróciłam do domu, z trudem udało mi się odgonić od komputera dzieci, które z taką zawziętością siedziały tu przez całe popołudnie, że w całym pokoju mam piękny zapach spalenizny, gdyż tak bardzo udało im się zmaltretować kierownicę podczas grania. Zaraz lecę do ortodonty, więc nie powiem wszystkiego, co chciałabym powiedzieć. Zresztą nie wiem, czy w ogóle mam ochotę to mówić.

    Zgadzam się z wami – to bez różnicy. Nie obchodzi nas zaiste to, czy Mateusz jest romantykiem, czy nie. Ale, w imię choćby samej nauki, muszę postawić się i stanąć w obronie romantyzmu samego w sobie. Bardzo nie lubię nadużycia słowa romantyczność w dzisiejszym społeczeństwie, a dzieje się to niestety nagminnie.
    Nie twierdzę też, że kupowanie prezentów, dawanie kwiatów i parzenie herbatek nie ma z romantyzmem nic wspólnego. Owszem, ma. Ale to są jedynie składowe romantyzmu. Malutkie szczególiki dopełniające to, co zwie się od tych mniej więcej 200 lat romantyzmem.
    A czemu zatem twierdzę, że Baryła romantykiem w pełnym tego słowa znaczeniu nie jest? Bo romantyzm dla każdego człowieka mającego jako takie pojęcie o historii sztuki i literatury, kojarzy się z miłością niegasnącą. Z tą Jedyną. Kojarzy się z duszami bliźniaczymi i czekaniem na tę jedyną osobę.
    Nie chcę upubliczniać moich rozmów z Mateuszem, ale wy pewnie wiecie o której z nich właśnie pomyślałam. Jego miłość ponoć nie czeka.
    Tyle. Jeden, prosty fakt, ścinający z nóg cały ów „romantyzm”.

    A co do cytatu:
    „Bo miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty…to tez nie diabeł rogaty
    […]
    Kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze”

    Bardzo lubię tę piosenkę i uważam, że ukazuje całą prawdę na ten temat. Całkowicie się z nią zgadzam. Jak widzę, wy również. Mam teraz dla samej siebie dowód na to, że tak jak już pisałam – myślimy podobnie, o ile nie niemal identycznie, a niestety jedynie drobne szczególiki i postawa wobec tego nie pozwalają nam się dogadać w tej kwestii. Mała rzecz, a tyle zamętu wprowadza.

    Postscriptum: Jeśli coś jest nielogicznie zagmatwane, to przepraszam, ale naprawdę nie mam dziś czasu i spieszyłam się :)

  12. No i patrzcie. Dopiero co wróciłam do domu, z trudem udało mi się odgonić od komputera dzieci, które z taką zawziętością siedziały tu przez całe popołudnie, że w całym pokoju mam piękny zapach spalenizny, gdyż tak bardzo udało im się zmaltretować kierownicę podczas grania. Zaraz lecę do ortodonty, więc nie powiem wszystkiego, co chciałabym powiedzieć. Zresztą nie wiem, czy w ogóle mam ochotę to mówić.

    Zgadzam się z wami – to bez różnicy. Nie obchodzi nas zaiste to, czy Mateusz jest romantykiem, czy nie. Ale, w imię choćby samej nauki, muszę postawić się i stanąć w obronie romantyzmu samego w sobie. Bardzo nie lubię nadużycia słowa romantyczność w dzisiejszym społeczeństwie, a dzieje się to niestety nagminnie.
    Nie twierdzę też, że kupowanie prezentów, dawanie kwiatów i parzenie herbatek nie ma z romantyzmem nic wspólnego. Owszem, ma. Ale to są jedynie składowe romantyzmu. Malutkie szczególiki dopełniające to, co zwie się od tych mniej więcej 200 lat romantyzmem.
    A czemu zatem twierdzę, że Baryła romantykiem w pełnym tego słowa znaczeniu nie jest? Bo romantyzm dla każdego człowieka mającego jako takie pojęcie o historii sztuki i literatury, kojarzy się z miłością niegasnącą. Z tą Jedyną. Kojarzy się z duszami bliźniaczymi i czekaniem na tę jedyną osobę.
    Nie chcę upubliczniać moich rozmów z Mateuszem, ale wy pewnie wiecie o której z nich właśnie pomyślałam. Jego miłość ponoć nie czeka.
    Tyle. Jeden, prosty fakt, ścinający z nóg cały ów „romantyzm”.

    A co do cytatu:
    „Bo miłość to nie pluszowy miś, ani kwiaty…to tez nie diabeł rogaty
    […]
    Kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze”

    Bardzo lubię tę piosenkę i uważam, że ukazuje całą prawdę na ten temat. Całkowicie się z nią zgadzam. Jak widzę, wy również. Mam teraz dla samej siebie dowód na to, że tak jak już pisałam – myślimy podobnie, o ile nie niemal identycznie, a niestety jedynie drobne szczególiki i postawa wobec tego nie pozwalają nam się dogadać w tej kwestii. Mała rzecz, a tyle zamętu wprowadza.

    Postscriptum: Jeśli coś jest nielogicznie zagmatwane, to przepraszam, ale naprawdę nie mam dziś czasu i spieszyłam się :)

  13. Przepraszam, że dwa razy, ale to chyba z pośpiechu.

  14. Michalina

    Olu – ja nie mam racji jedynie wtedy, gdy twierdzę – kiedykolwiek – że nie mam racji ;P

  15. Jeszcze jedno. A’propos rozmów na gg. Jeśli masz do mnie żal, że posyłam je Oli, kiedy ze sobą rozmawiamy, Ty i ja, albo ja i Twoja przyjaciółka, to przypomnę od czego zaczął się „kosz”. Od tego, że przeczytałyście razem moje bardzo prywatne wynurzenie w stronę K. A to, te rozmowy, owszem, nie wszystkie, ale część, przesyłam Oli. I Ola wie co tam jest. I ma dowody. I chyba nie napisane tam było nigdzie, że moja miłość ponoć nie czeka. Raczej, że nie czekałaby parę lat. Bo by nie czekała.

    A inni nie koniecznie znają nasze rozmowy na gg.

    Choć czasem owszem, The Third One. Zdarza się :).

  16. Wiesz, nie chce mi się już z Tobą gadać, naprawdę. Jest mi przykro, że w rozmowach i tematach, które sam rozkręcasz, masz do nas pretensje za nasze zdanie. Jest mi przykro, że każdą wypowiedź traktujesz jako atak w Twoją stronę. Ale cóż. To być może o czymś świadczy. Przykro mi również, że nadal, wszystko rozumiesz na opak. Dokładnie odwrotnie niż powinieneś. Może po prostu nie chcesz zrozumieć o co nam chodzi.

    Jeżeli z lekcji języka polskiego dotyczących romantyzmu zapamiętałeś tylko falę samobójstw jaka zdziesiątkowała (no, może przesadziłam) młode pokolenie po roku 1774, to jest mi przykro. Jest mi przykro, że Twoje wypowiedzi to czyste, skoncentrowane paradoksy. Najpierw wysnuwasz wnioski, że romantyzm=kupowanie prezentów, a przy zwróceniu uwagi na głębszą ideę tego nurtu, stajesz się nagle znawcą romantyzmu, twierdząc, że gdybyś był romantykiem, powinieneś był popełnić samobójstwo. Popadasz ze skrajności w skrajność, zaprzeczając samemu sobie jednocześnie.

    Co do listów, znów wszystko przekręcasz. Nie czytałam nawet słowa listu w momencie Twojego zakochania w K. Nawet słowa.
    Przeczytałam je dużo później. Dopiero wtedy, gdy K. była gotowa pokazać mi część z tego, co się tam znajdowało.
    Ale, nawet jeślibym czytała, to dlaczego miałbyś do mnie pretensje? Zdaje mi się, że Ty Albinowi o swoich wielkich przeżyciach i emocjach opowiadałeś na bieżąco? Nawet tuż po wieczorku zwierzeń. Więc znów mamy problem oceniania siebie inną miarką, a innych inną?
    Wiesz, może Ty faktycznie jesteś tym Judymem. On też uważał się za nie wiadomo kogo.

    Mam już dość. Dla dobra swojego zdrowia psychicznego, nie będę się więcej wypowiadać, choćbyś nie wiem ile prowokacyjnych notek zdołał tu umieścić. Mam dość.

    Lekarz kazał przytakiwać.

  17. 1. Samobójstwo było zamierzonym wyolbrzymieniem. Hiperbolą. Tak, jak gdy piszę o rozjeżdżaniu przez samochód – nie twierdzę, że to jest jedyny sposób, w jaki możemy zejść z tego świata. Pisałem o samobójstwie by wyolbrzymić. Mogłem pisać równie dobrze o całożyciowym męczeństwie. Nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że bycie romantycznym w Twoim znaczeniu tego słowa (czyli w zasadzie w naukowym znaczeniu) zmuszałoby delikwenta będącego romantykiem do dośmiertnego łażenia za swoją jedyną. Czyli do tego, co napisałem w akapicie o SMSach do Gośki. To była istota mojego komentarza, a nie samo samobójstwo. Bo jeśli nie chodzi o życiowe męczeństwo w tęsknocie za jedyną, która mnie nie chce, to o co chodzi? I owszem, w tym znaczeniu tego słowa nie jestem romantykiem.

    2. Nie mam też do nikogo pretensji o to, że czytałyście kiedyś razem moje listy. Już mi przeszło, naprawdę dawno. Napisałem ten ustęp tylko po to, żeby nie było ew. nieporozumień dotyczących mojego przekazywania Oli naszych rozmów. Bo nie, nie twierdzę dziś, że nie miałyście prawa się dzielić moją korespondencją. Twierdzę, na wszelki wypadek raczej, że ja mam takie samo prawo.

    3. Bardzo przepraszam za zbyt osobiste komentarze. Nie powinienem tego robić i naprawdę obiecuję poprawę.

    4. Przepraszam również za prowokacyjną notkę. To znaczy tak, naprawdę chciałem się dowiedzieć, dlaczego nie jestem romantykiem. Ale może powinienem był próbować w inny sposób? Dziękuję za odpowiedź i przepraszam za moje chamstwo i głupotę.

    5. Mam nadzieję, że się nie obrazicie na zawsze. I że jednak jeszcze jakiś kontakt będziemy mogli uskuteczniać. To znaczy owszem, byłoby miło…

  18. A ja się zastanawiam po co to Baryła robi? Czy dlatego, że kocha ludzi? Czy też może tak bardzo tej miłości potrzebuje. Jeśli to drugie to można przypuszczać, ze czeka Go rozczarowanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s