Riposta pierwsza – na Bożą wyrozumiałość

Zacznę od przeprosin. Przepraszam Makotę i Kabaczka za prowokowanie. Za bzdurną, zbyt osobistą kontrargumentację. Za to, że zawsze muszę być najmądrzejszy i że nie jestem w stanie schylić głowy i przyznać, że może akurat w tym wypadku nie mam racji. Za urażanie Waszego honoru. Obiecuję poprawę w tej kwestii (oczywiście jeśli kiedykolwiek rzeczywiście nie będę miał racji :). I wcale nie chcę żadnego „żegnaj”. Więc mam nadzieję, że jakoś się dogadamy.

Przepraszam również wszystkich, których uderza kwestia mojego ekshibicjonizmu emocjonalnego na forum bloga. Mojego wynurzania się ze wszelkimi kwestiami mojego „ja”. W tej kwestii nie obiecuję poprawy. Mam jeszcze zbyt wiele do opisania :).

Kolejna sprawa – nim przejdę do sedna, pragnę zaznaczyć, że poniższa riposta nie jest pisana w celu ubliżenia komukolwiek i udowodnienia, że ta konkretna osoba nie ma racji. Piszę ją tylko po to, by pokazać, że konkretny sposób myślenia jest nieprawidłowy, niezależnie od tego, kto go podziela. Piszę to na wszelki wypadek, żeby się później nie okazało, że znów uraziłem czyjś honor, czego absolutnie nie mam w zamiarze.

Ripostowany tekst znajduje się pod notką „Bojkot Bożego Narodzenia”. KLIK

Ripostowany tekst:

„A gdybyś była zaproszona na jakieś wielkie święto bliskiej Ci osoby, ale nie kupiłaś sobie przedtem nowego ciucha i przez to będziesz odstawać od innych, nie będziesz może tak błyskotliwa, taka atrakcyjna, to nie pójdziesz na tę wielką uroczystość? Zrobisz komuś przykrość? Swojej bliskiej osobie? Tak, wiem- Bóg jest wyrozumiały i zawsze Cię zrozumie. Ale czemu nie zrobić mu tej przyjemność? Przecież Mszy Świętej nie wymyślili kapłanie tylko sam Bóg, Jezus. On chce żebyśmy uczestniczyli w tym sakramencie (najlepiej czynie i tu znów schodzi na temat spowiedzi). Właśnie dlatego, że jest tak wyrozumiały, nie będzie Mu przeszkadzać, że nie jesteś odpowiednio przygotowana do spotkania z Nim. Będzie się cieszyć, że mimo wszystko odwiedziłaś Go.”

Co na to Pismo Święte:

„A potem powiedział do służących: Uczta jest gotowa, ale zaproszeni nie okazali się godnymi. Idźcie tedy na rozstaje dróg i zwołujcie na ucztę wszystkich, których tylko tam znajdziecie. Rozeszli się słudzy na drogi i zgromadzili wszystkich, których spotkali, złych i dobrych, i sala godowa wypełniła się ucztującymi. Wtedy wszedł na salę król, żeby zobaczyć ucztujących. I oto ujrzał tam człowieka, który nie był ubrany w szaty weselne. I powiedział do niego: Przyjacielu, jakżeś tu wszedł nie będąc ubranym w szaty weselne? A on nic nie odpowiedział. Rzekł tedy król do służących: Związawszy mu ręce i nogi, wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wielu jest bowiem wezwanych, lecz mało wybranych.” (Mt 22, 8-14)

Co na to Kościół pierwszych wieków:

Pierwotny Kościół rzeczywiście przypominał bardziej sektę niż wspólnotę religijną. Opierał się na Ewangelii, spotykał się na Ucztach w domach prywatnych. Nie było spowiedzi usznej. Niektórzy twierdzą, że spowiedź była ogólna. To znaczy nie tak, jak u protestantów, że „Spowiadam się Bogu Wszechmogącego” i to wszystko, i do gabloty, powtórz. Tylko spotykała się wspólnota, z kapłanem oczywiście, i słuchała tego, co sobie mieli do powiedzenia. Tak jak dziś Świadkowie Jehowy. Tzn. w naszej religii również mamy coś takiego, że można się spowiadać przed wspólnotą. Tylko jakoś niewielu z tego korzysta.

Niektórzy twierdzą zaś, że nie było spowiedzi w ogóle, ale wszyscy się znali bardzo dobrze i obserwowali swoje czyny. I wyłapywali swoje grzechy. I potem był sakrament pokuty. Tak, nie spowiedzi świętej, tylko pokuty właśnie, tudzież pojednania, bo tak się właśnie nazywa. Jakkolwiek by nie było – czy ta spowiedź była, czy nie – następowała pokuta. Pokuta polegała na tym, że grzesznik był wyłączany poza obręb wspólnoty. Dostawał tam dwa tygodnie czy miesiąc czy iletam na poprawę. Choć nie. Poprawa miała być natychmiastowa. Ten czas dostawał na odpokutowanie swojego błędu. Przez ten czas nie miał wstępu na Uczty, nie świętował męki i zmartwychwstania. I to była dla grzesznika największa kara. Potem, po wyznaczonym czasie pokuty, wracał do wspólnoty i następowało wielkie święto. Radość z powrotu syna marnotrawnego do domu. Tylko, niestety, im dalej w historię, tym mniejszą karą było wykluczenie. Tym mniej ludzie cierpieli z powodu niemożliwości uczestniczenia w Eucharystii. Tym więcej grzeszyli i tym dłuższe pokuty im się nabudowywały. No i jeszcze był ten potworny pomysł z uczynieniem chrześcijaństwa religią narodową… Wtedy wprowadzono odpusty. A jeszcze później spowiedź uszną.

Co na to dzisiejszy Kościół:

Krótko po wielkiej chwale chrześcijańskiej sekty pełnej radości i męczeństwa, i radości w męczeństwie, uczyniono z niego religię narodową. Czyli ogólną. Każdy człowiek miał obowiązek się ochrzcić i być chrześcijaninem. Chodzić na Uczty. Itp. Potem się wszystko zaczęło komplikować. Liturgia zmieniona na język łaciński. Idea, jakże szczytna, a jakże beznadziejnie wykorzystana, krucjat. I parę innych bzdur, które doprowadziły do reformacji, kontrreformacji, szmerów bajerów i w końcu do Soboru Watykańskiego Drugiego. Który to Sobór, z całym Janem XXIII, a potem Pawłem VI, zastał Kościół w stanie największego rozkładu, zmaterializowania, pogrążenia w grzechu. Trzymający się Boga chyba tylko wolą Boga, a w małym stopniu wolą Kościoła. Całkowicie niemal spoganizowany.

I Jan XXIII powiedział: dość tych cyrków! Zwołać mi tu wszystkich biskupów (Co? – zapytali biskupi – Teraz, w epoce gazet i telefonów?) i musimy coś z tym zrobić.

I postanowili, że powrócą do źródeł. Ale ciężko jest. Bo chyba cała idea też nie do końca wyszła. Nie dość, że Kościół pozostał spoganizowany, to jeszcze wstęp na Ucztę mają wszyscy. Ludzie z zewnątrz i ludzie ze środka. Nikt nawet nie musi się spowiadać, by dochodzić do ołtarza i przyjąć Święte Ciało. Bo nikt tego nawet nie sprawdzi… Ten cały upadek nie przez Sobór. Sobór go tylko ukazał. Ukazał to, co gniło od wieków.

Dziś do Kościoła wstęp ma każdy. Twoim chrzestnym może zostać muzułmanin. A na Komunię najważniejszy jest laptop. I przejażdżka limuzyną. W Japonii bierze się ślub w obrządku katolickim – bo tak jest najładniej. I naprawdę niewielu zdecydowałoby się umrzeć męczeńsko za wiarę w Boga.

A Kościół jest powszechny. Tak, jak był na początku wieków. Tylko, cóż, komuś się pomyliło znaczenie. Bo powszechny oznacza, że każdy może do niego dołączyć. Każdy, kto ma ochotę się nawrócić i zacząć żyć Bogiem. A nie to, że każdy sobie może przyjść, sprofanować sakrament, sprofanować Ucztę i jeszcze nasikać do konfesjonału. To, że każdy może chcieć zostać członkiem wspólnoty. Zakończyć wszystko, co było dotychczas i zacząć żyć Bogiem. A nie to, że może sobie w niedzielę iść do kościoła na mszę, zaraz po upojnej nocy z dziewczyną spotkaną w barze. I dlatego owszem, współczesny Kościół dąży powoli do tego, by stać się Kościołem pierwszych wieków. Ludzie odchodzą ze wspólnoty, parafie kurczą się w oczach. Kościół umiera? Nie. Kościół się odradza. Odsiewa plony od chwastów… Trochę szkoda. Ale czego? Że mniej ludzi na Mszy? Czy może raczej właśnie tych ludzi szkoda. Nie, że odchodzą. Tylko raczej, że nigdy nie należeli…

Co na to wszystko ja:

Ja już nie muszę za dużo dodawać. Akapit przytoczony z komentarza pod notką po prostu natychmiast skojarzył mi się z przytoczonym przeze mnie akapitem z Ewangelii. Bo niektórym się wydaje, że Bóg ze Starego Testamentu to zły był. A z Nowego to już dobry. A tymczasem Jezus robił rozgardiasz w świątyni. Jezus mówił o grobach pobielanych. Jezus mówił o kubku pełnym robactwa. Jezus mówił, owszem, o odsiewaniu plew od zbiorów. Ani Bóg w Starym, ani w Nowym Testamencie nie był zły. Zawsze był dobry. I kochający. I miłosierny. Ale nigdy, nigdy nie był wyrozumiały. Nie w tym znaczeniu, że możesz robić co chcesz, a On Ci i tak wybaczy. Miłosierny. Bo wybaczy, jeśli żałujesz. Nie wyrozumiały. Bo jeśli nie zechcesz, nie wybaczy. Zostaw wszystko i idź za mną. A nie – możesz wpaść, będzie spoko. Porzuć swój majątek. A nie chodź do mnie, choć nie jesteś wcale chętny do zmiany życia. Tak. Nie kupiłaś nowej sukienki. I Bóg to zauważył. I będzie płacz i zgrzytanie zębów. Niektóre przypowieści wydają się być okrutne. Jak np. ta o talentach. Ale nie są. Jeśli umie się je zinterpretować. Wyciągnąć z nich symbolikę.

Ludzie odchodzą od Kościoła. Plewa same się przesiewają. I na końcu wszystko będzie tak, jak być powinno. Tak, jak Bóg chce. Kościół będzie świętą wspólnotą grzeszników. A nie tylko wspólnotą grzeszników. Już jest w zasadzie. Jeszcze tylko plewa muszą się przesiać. A my? My jesteśmy od tego, by dalej siać ziarno. Mówić Bożą Prawdę. By ci, co mają wykiełkować, wykiełkowali. By to, co mówił Jezus, było spełnione. I zróbmy do tego wszystko co w naszej mocy, by nie okazać się plewą na sam koniec świata.

„A tak poza tym… jeśli mamy być bierni we Mszy Świętej, bo Bóg nam to wszystko i tak wybaczy, to po co jest piekło wymyślone??” – Qrczak Expugnis.

Reklamy
Categories: Bóg i miłość | 3 Komentarze

Zobacz wpisy

3 thoughts on “Riposta pierwsza – na Bożą wyrozumiałość

  1. Wiola

    Mateuszu, ja rozumiem tą notkę i się z nią zgadzam. Pogląd na ten temat mamy może nie taki sam, ale podobny. Dlaczego podobny? Bo każdy ma inne zdanie. I już. I kropka. I to zdanie trzeba szanować. I kiedy piszesz:
    „Kolejna sprawa – nim przejdę do sedna, pragnę zaznaczyć, że poniższa riposta nie jest pisana w celu ubliżenia komukolwiek i udowodnienia, że ta konkretna osoba nie ma racji. Piszę ją tylko po to, by pokazać, że konkretny sposób myślenia jest nieprawidłowy, niezależnie od tego, kto go podziela.” to według mnie kłamiesz w żywe oczy swojemu czytelnikowi. Jeśli piszesz, że nie chcesz nikomu ubliżać itd. to nie pisz dalej, że jego sposób myślenia jest nieprawidłowy,ok? Bo to tak jakbyś napisał wprost, że on nie umie myśleć albo robi to w sposób nieprawidłowy, co, przynajmniej dla mnie jest już wyrażeniem w niewybrednych słowach osądu nad intelektem człowieka. Ba, w ten sposób twierdzisz, że jego zdanie jest nie warte przysłowiowego funta kłaków, więc go nie szanujesz, a tak być nie powinno. Więc proszę nie uogólniaj. PS. Jeśli masz życzenie możesz usunąć ten komentarz, nie będzie mi to robiło różnicy jeżeli go tu nie będzie, bo nie mam zwyczaju pisać tak publicznie na podobne tematy, ale niestety nie mam z Tobą innego kontaktu. A ta rzecz po prostu zakuła mnie w oczy. Pozdrawiam.

  2. Droga Wiolu!

    Na początku bardzo serdecznie dziękuję za Twój komentarz. Następnie – pragnę poinformować, że nie zamierzałem ubliżać niczyjemu intelektowi i nie zamierzałem absolutnie twierdzić, że ktoś nie potrafi myśleć. Chciałem jedynie udowodnić, że to, co ta osoba (tudzież inne, które myślą w podobny do niej sposób) wymyśliła za pomocą swojej niewątpliwej inteligencji, jest nieprawdą. I że owszem, podobny sposób myślenia mija się z rzeczywistością. Dla udowodnienia tego przytoczyłem cytat z Pisma Świętego i przykłady z życia Kościoła wczoraj i dziś. W niewielkim stopniu podpierałem się własnymi argumentami. To samo zrobił u Oli ostatnio niejaki Student, argumentując przy pomocy autorytetów przeciw mojemu sposobowi myślenia. I jeśliby udowodnił w ten sposób, że mój tok myślenia był nieprawidłowy, wcale bym się nie obraził. I nie uraziłoby to mojemu myśleniu, za to uraziłoby Boga, gdybym próbował Mu wmówić, że to ja, a nie On, ma rację. Bo rzecz oczywista, że nie każdy tok myślenia jest dobry, a czasem również ja popełniam w tych kwestiach błędy. Choć może masz rację, i źle się wysłowiłem…

    A co do kontaktu, muszę otworzyć dział „O mnie” :). Jakby ktoś sobie życzył:

    Mail: artdico@poczta.onet.pl
    GG: 7660143
    Tlen: artdico

    Chce ktoś mój cell phone i adres domowy? :P

    I ja nie zwykłem kasować żadnych komentarzy. Nawet jak ktoś bywa bardzo wulgarny :).

  3. Ola

    ha, byłam ciekawa czy ktoś poza mną zwróci uwagę na ten fragment:) bo faktycznie – zabrzmiało to dość ostro i tak jakbyś rzeczywiście chciał powiedzieć, że tylko Twoja racja jest słuszna, a cała reszta ludzkości, ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy się z Tobą nie zgadzają, to idioci. gdyby nie fakt, że wiedziałam, o co Ci chodzi, to pewnie znów byłyby smsowe rozmowy w klimacie takim, jak wczoraj:) tak, ratuje Cię to jedno – że nie mówisz przecież za siebie, podpierasz się Pismem, a z tym naprawdę już trudno się sprzeczać.
    zaimponowałeś mi swoją wiedzą, muszę przyznać:) już się boję, co będzie jak skończysz te studia… chociaż z drugiej strony to bardzo fajnie – będziesz mi opowiadał, więc sama też będę trochę mądrzejsza:)
    a ogólnie? ogólnie nie śmiem się nie zgodzić:P nie z Tobą – z Panem Bogiem:) i tak, jedną z rzeczy, które mnie najbardziej denerwują w Kościele jest obecność masy ludzi, którzy tak naprawdę nie bardzo wiedzą po co w nim są. kolejny powód mojej ‚sympatii’ do Edytki, tak na marginesie:) i bardzo się cieszę, że osobiście przestałam bojkotować Boże Narodzenie już jakiś czas temu:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s