Duc in altum

„Nie bój się, wypłyń na głębię. Jest przy Tobie Chrystus.”

Mamy mistrzów pływackich. Co pędzą jak strzała przez wodę, biją rekordy, wygrywają wyścigi. Mamy geniuszy od odległości, którzy nie boją się popłynąć wpław na drugi brzeg jeziora, zawrócić i płynąć z powrotem. Prawdopodobnie większość z nas patrzy na nich z zazdrością. Albo z podziwem. Bo my tak nie umiemy. Makota to nawet wymiata, no, Piętuś też, mnie się nawet z Dzikiem raz udało przepłynąć Rejów wpław. Na takim wąskim odcinku. No, przyznajmy, Otylka to z nas żadna. Ale jakoś tam jednak pływamy. Najpierw nauczyłem się na pleckach. Dawno temu. W Ciechanowcu. A potem jakoś poszło. A na samym, samiuśkim początku wszedłem do wody.

Człowiek staje nad brzegiem basenu i mówi sobie, że nie umie pływać. Musi się nauczyć. Woda głęboka, ale w wodzie jest instruktor (może własny tata) i on asekuruje. Żeby się nauczyć pływać, musimy wejść do wody. Bo inaczej – nic z tego.

Nie jeździmy na rowerach jak wyczynowcy. Ani jak zwycięzcy Wyścigów Pokoju i Tour de France. Niektórzy z nas – być może kiedyś – będą. Ale w każdym bądź razie jakoś tam jeździmy. Rzadko i się szybko męczymy. I Piętuś się spóźnia półtorej godziny… Ale jeździmy. A kiedyś to mieliśmy taki drążek z tyłu żeby tatuś trzymał. I zapasowe kółka. A na początku wsiedliśmy na rower.

Ktoś, żeby zagrać na klarnecie, albo na flecie, albo na trąbce, albo na tubie, musi najpierw wziąć to do ręki i dmuchnąć.

Ktoś, żeby nauczyć się angielskiego, musi najpierw otworzyć podręcznik albo wyjechać do Szkocji.

Ktoś, żeby wydać książkę, musi najpierw napisać pierwszy rozdział.

Ktoś, żeby zrobić sobie bobo…

I tak dalej, i tak dalej.

Nie możesz powiedzieć: „Sorry ziooom, nie umiem pływać. Jasne, popływamy, ale jak się nauczę. Dopiero wtedy wejdę do wody, okej?” Nie możesz też powiedzieć: „Nie wsiądę na rower, bo nie umiem jeździć, ale jak się nauczę, to wsiądę”. Nie. Najpierw musisz wsiąść na rower, najpierw musisz wskoczyć do wody.

I będziesz upadał. Albo się zachłystywał. Albo fałszował. I prawdopodobnie nigdy nie będziesz Otylią, ani Armstrongiem, ani Tolkienem (ani nawet Sapkowskim). Ale żeby na głębię wypłynąć, najpierw musisz wejść do wody.

Miłości też się uczymy. Nigdy nie będziemy kochać idealnie, jak Chrystus nas ukochał. Będziemy potykać się w swojej miłości i nigdy nie powiemy, że umiemy dość kochać. Ale nie możemy powiedzieć: „Jeszcze nie umiem, więc nie pokocham, najpierw się nauczę, dopiero potem”. Bo to jest tak, jak z nauką pływania bez wchodzenia do wody.

Najpierw musimy pokochać. Potem możemy się uczyć. Ale nigdy nie będziemy się mogli cofnąć. Bo wyjść z wody się da. Ale nie da się powiedzieć, że nigdy do niej nie wszedłeś…

Duc in altum. Wypłyń na głębię.

(Inspirację do napisania notki zawdzięczam Oleńce mojej – to Ona wpadła na pomysł z nauką pływania bez wchodzenia do wody. I Piętusiowi, za laya na blogu. Dziękuję).

Categories: Bóg i miłość | 2 Komentarze

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Duc in altum

  1. Wesołych Świąt oraz Szczęśliwego i Zdrowego Nowego roku: spełnienia wszystkich marzen!

  2. No i fajnie. Jedyny komentarz to życzenia świąteczne :). Dziękuję, dziękuję :). Czy ktoś mnie jeszcze w ogóle czyta? :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s