Fatalne skutki edukacji seksualnej

Na naszym ulubionym lewicowo antykatolskim portalu informacyjnym zwanym Pardonem odkryliśmy dziś artykuł o tym, że w GB pojawiła się propozycja sterylizacji (oczywiście na pewien czas) nastoletnich dziewcząt, co miałoby być obowiązkowe, a miałoby jednocześnie zapobiec pladze ciąż wśród nieletnich Brytyjek. TUTAJ daję link do tego artykułu.

Pomysł polegać ma na tym, że dziewczętom w wieku 12-17 lat wszczepia się (wkłada?) coś, co ma zablokować ich płodność na około 5 lat. Dzięki temu rodzice dziewczynek będą mogli swobodnie wypuszczać je na imprezy nie obawiając się, że po wypiciu kilku drinków mogą przyjść z towarzyszem w brzuchu, którego to towarzysza należałoby później albo odchować, albo odskrobać.

Edukacja seksualna w Wielkiej Brytanii jest na poziomie niezwykle wysoko rozwiniętym, a antykoncepcja dostępna niemal każdemu bez problemu. Wszyscy doskonale wiedzą do czego służy i jak działa (oczywiście prawdopodobnie nie licząc skutków ubocznych). Powstał pomysł, by antykoncepcję rozdawała na życzenie pielęgniarka w szkole, a tabletki 72h były przepisywane dziewczynkom bez wiedzy rodziców. Wszystko jest jak najbardziej w porządku. Tylko odsetek ciąż wśród nastolatków jest również najwyższy w Europie.

Niektórzy komentują artykuły za/przeciw aborcji w następujący sposób: aborcja owszem, powinna być dostępna, ale pod warunkiem ogólnie dostępnej antykoncepcji i edukacji seksualnej. Ci sami ludzie czytają artykuły takie, jak ten, który przytaczam. I tam mówią, że owszem, cudownie, w GB edukacja seksualna na poziomie jak najbardziej europejskim, a odsetek ciąż wśród nieletnich nie jest spowodowany tym, że coś w tych kwestiach wymknęło się spod kontroli, lecz faktem, że nastolatkowie są niemądrzy i nie korzystają z tego, co się im na niezbędnych dla ich zdrowia i życia zajęciach przekazuje. Czyli Polska i Polacy sobie nie radzą, bo nie ma edukacji seksualnej, antykoncepcji ogólnodostępnej i aborcji na życzenie. Brytyjczycy natomiast nie radzą sobie, bo bardzo się starają mądrze mówić, ale nikt ich nie słucha. „Człowieczku katoprawicy. Przeczytaj DOKŁADNIE ARTYKUŁ. A szczególnie końcówkę. Nastolatkowie wiedzą wszystko o możliwościach zabezpieczania sie, ale tego nie robią, to nie wina edukacji seksualnej, ale głupoty młodych ludzi. A co do wieku inicjacji: to zależy od człowieka. Jedni chcą szybciej, z byle kim; a inni z kimś wyjątkowym.”

Jeśli fakty nie zgadzają się z waszymi urojeniami to tym gorzej dla faktów.

Jestem jak najbardziej zwolennikiem edukacji seksualnej. Prawdziwej i rzetelnej. Powinna ona odbywać się w domu rodzinnym. Wiem, nie mogę powiedzieć, póki co nie mam dzieci. Ale mam nadzieję, że jak będę miał, to będę umiał im przekazać to, co najważniejsze.

Co najważniejsze:

1. Jedynym skutecznym w 100% sposobem na niezajście w ciążę i niezłapanie żadnej choroby wenerycznej jest wstrzemięźliwość seksualna.

2. Każdy, kto decyduje się rozpocząć współżycie seksualne, bierze na siebie odpowiedzialność za ew. skutki tego czynu, przede wszystkim za powstające w jego wyniku nowe życie.

3. Współżycie seksualne powinno odbywać się w towarzystwie tylko i wyłącznie osoby, z którą nie tylko chciałoby się spędzić życie, lecz spędzi się to życie, i z którą nie tylko chciałoby się mieć dzieci, ale i będzie się te dzieci miało. Czyli z własną żoną/mężem.

4. Antykoncepcja jest czymś złym nie tylko dlatego, że przynosi wymierne szkody dla organizmu (mowa zwłaszcza o antykoncepcji hormonalnej) przede wszystkim w postaci bezpłodności, choćby okresowej, ale głównie dlatego, że uczy egoizmu, dostępności seksu na zawołanie i czerpania przyjemności bez brania pod uwagę skutków.

5. Metody naturalnego planowania rodziny nie są antykoncepcją, ponieważ nie służą do tego, by zapobiec zajściu w ciążę, lecz do tego, by urodzić dzieci wówczas, gdy Bóg sam będzie miał ku temu ochotę. Nie są niezgodne z naturą, a opierają się wyłącznie na naturalnym rytmie biologicznym organizmu kobiety. Nie można też mówić w tym przypadku o skuteczności/nieskuteczności, bo nie stosuje się ich, by nie zajść w ciążę – a każde, nawet nieplanowane zajście w ciążę jest potwierdzeniem skuteczności NPR.

Oczywiście są to tylko najważniejsze punkty edukacji seksualnej, której powinni podejmować się wszyscy rodzice we wszystkich domach. I wtedy dopiero będziemy mogli powiedzieć, że nieplanowane zajście w ciążę dziewczęcia w wieku 12-17 lat jest skutkiem jej własnej głupoty, która oparła się edukacji seksualnej.

Nie musi tego robić nauczyciel. Pedagog. Psycholog. Ksiądz z ambony. Powinien zrobić to rodzic, a najlepiej oboje razem, mamusia i tatuś. A ich dziecko powinno czerpać przykład z rodzinnego domu i uśmiechać się do tego, co robią jego rodzice, na potwierdzenie słuszności ich własnych działań.

Bo spójrzmy na klasyczny model edukacji seksualnej. Uczymy jak zakładać prezerwatywę. Skąd wziąć tabletki. Jak i kiedy zażywać znaną i lubianą pigułkę „tuż po”. Dowiadujemy się jak zapobiegać niechcianym ciążom. A, no i oczywiście podkreślamy skuteczność metody antykoncepcyjnej zwanej kalendarzykiem małżeńskim (że zacytuję moją licealną panią pedagog: „Dowodem na skuteczność tej metody są moje trzy córki, rech rech rech”). Dzieci, mając ogólną wiedzę na te tematy, a także wszechobecny dostęp do antykoncepcji wyruszają w tany, szaleją, bawią się, korzystają z uciech cielesnych (niekoniecznie zapominając o użyciu prezerwatywy, w końcu nie ma 100% skuteczności, si?) i zachodzą w ciążę.

Cóż mogę powiedzieć? Katolicki sposób wychowania seksualnego jest z pewnością niezwykle restrykcyjny. Stosunek tylko małżeński. Wytrysk tylko w pochwie (żony). Żadnej antykoncepcji. Planowanie rodziny zgodnie z cyklami natury. To wszystko takie „katolskie i niemodne”. I tylko chciałbym widzieć odsetek dziewcząt zachodzących w ciążę w wieku 12-17 lat, gdyby każdy jeden rodzic włożył całe swoje serce i życie w przekazanie dzieciom tych potwornych, nieludzkich, restrykcyjnych metod. Myślę, że byłoby ich znacznie mniej.

Tak. Mówię: serce i życie. Bo nie chodzi tylko o słowa. Chodzi głównie o przykład. Bo jeśli w GB współczesne pokolenie nastolatków rodzi dzieci, to polecałbym najpierw, przed sterylizowaniem ich, sprawdzić, w jakim wieku byli ich rodzice, gdy ono się poczęło. I czy aby na pewno nie powinniśmy przypomnieć sobie tego, co zwie się przykazaniem miłości. Raz jeszcze…

Categories: Duchowość i moralność | 5 komentarzy

Zobacz wpisy

5 thoughts on “Fatalne skutki edukacji seksualnej

  1. ...

    Ajć. A ja uważam post za mądry.
    Choć sama mieszczę się w przedziale wiekowym 12-17.
    Po pierwsze współżyć nie planuję zaczynać więc nie muszę myśleć o antykoncepcji.
    Jednak mając mamusie nauczycielkę Wychowania do życia w rodzinie prowadzącą kursy dla par przedmałzeńskich i uczącą osoby, które miałyby te pary uczyć chcąc czy nie chcąc trochę na ten temat wiem. Może to właśnie dzięki temu nie ciągnie mnie do stosunków.., ale sama nie wiem. Mozliwe, że gdybym żyła w nieco innym środowisku było by zupełnie inaczej. Chodząc do szkoly katolickiej raczej nie mam zbyt duzego obeznania z dziewczynami które w gimnazjum czy nawet podstawówce rozpoczęły współżycie. A w szkole na lekcjach religii również poruszaliśmy temat antykoncepcji.. jakby to miało uświadomić uczniów. Jeśli będą chcieli to moim zdaniem nikt nie będzie zwracał uwagi na słowa Ojca nauczyciela.

  2. Jeśli cos nie przynosi skutku, to w tym czyms jest błąd. może w edukacji poszukać błędów niz wylewać dziecko (poczete) z kapielą. Tzn wylewać można na dwa sposoby – albo poprzez „sterylizację” albo poprzez próbę rozwiązań siłowych. Szkoda, że jestem za stary, by zobaczyc Wasze nastoletnie dzieci. Szkoda również, że wszyscy odrzucaja Biblię. Zarówno nadmiernie uświadamiane dzieci GB, jak i trochę niedoinformowane dzieci RP. Szkoda również, że Doskonałośc Świata powoduje, że nie warto o nic kruszyć ani kopii, ani oryginałów. Po prostu nie to złe co wchodzi do czlowieka (kto to powiedział, może mi Mateuszu przypomnisz?). :D (był z tym związany niezły numer w okresie edukacji szkolnej mojego dziecka, ale to była katecheza, czyli nie na temat powyższej notki)

  3. ps do poniższego komentarza -Ogladałem i słuchałem widełoklipy zespołu Deicide (ze wzgledu na Twoja wrażliwośc nie polecam :) ) czy to znaczy, że zostane wysłany do piekła?

  4. ...

    Mądre…ale jak dla mnie przerażająco smutne…jakoś nie potrafię się oswoić z myślą, że tylu młodych ludzi być może nigdy naprawdę nie pozna sesnu miłości. Miłości takiej prawdziwej i pięknej…”Teraz gdy kochasz to jest tylko sex. Teraz gdy mówisz to są tylko słowa.” Smutne :(.
    Pozdrawiam:*

  5. Maggie B.

    Nonono, rozemocjonowałeś się Pan, Panie Gajku ;)

    1. co do części pierwszej: portal mój ulubiony nie jest, bo jak sama nazwa jego wskazuje: „Pardon. Poppolityka, prawdy, emocje i pogłoski”, a ja na rzeczach typu pop, „prawdach” i pogłoskach nie lubię się opierać. Autorka artykułu pomysł porządnie zbrechtała, jak widzę, pewnie było to coś w stylu słynnej teletubisiowej afery, tylko może nierozdmuchanej.
    2. co do części drugiej: sensowności etc.: z częścią się zgadzam, z częścią nie. Tak, uważam, że rodzice powinni dziecku pewne zasady wpoić i pewne rzeczy powiedzieć. I w tej sferze o miłości i relacjach między ludźmi, seksie, i antykoncepji razem wziętych. Jak to jest i jak oni do tego podchodzą. I jak chcieliy, żeby do tego podchodziło dziecko. Skoro to dziecko mają, to po prostu są odpowiedzialni, no nie wyobrażam sobie inaczej. Tylko, niezależnie od wyznawanych zasad, ilu rodziców rozmawia z dziećmi na „te tematy”? Bo ja tam przypuszczam, że odsetek statystycznie nieistotny… I tak, uważam, że wychowanie do życia w rodzinie w szkole powinno być. Ale też bez odrywania od siebie tego, co się między ludźmi dzieje, miłości, seksu, antykoncepcji. Chociażby właśnie z tego względu, że rodzice nie rozmawiają, a bądź co bądź, w pewnym wieku zaczyna to człowieka interesować i fajnie by było, gdyby mógł się dowiedzieć czegoś od kogoś kompetentnego. Przy czym kompetencja w tym przypadku oznacza i wiedzę, i zdroworozsądkowe podejście, i mówienie o wszystkim, co jest dość trudne i podejrzewam, że ze świecą takiego nauczyciela szukać…
    3. no i jeszcze jedna sprawa, wychowywania. Ja mam nieodparte wrażenie, że młodemu człowiekowi podstawowe zasady rodzice powinni wpoić do dwunastego roku życia, a dalej to już tylko wspierać, i powiedzmy, korygować. Później to już jest zasadniczo po ptakach, bo czasem odbija, na zdaniu rodziców zależy trochę mniej… Jednym słowem – zająć się dzieckiem trzeba. Niestety. Tu chyba cała dyskusja opiera się właśnie na tym jednym problemie zajęcia się dzieckiem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s