Bóstwo Jezusa

Zgredzik nie tak dawno napisał notkę, w której przytacza dyskusję ze swoją mamą na temat bóstwa Jezusa. LINK do notki macie tutaj. Zgredzik nie tyle twierdzi, że Jezus Bogiem nie był, lecz raczej, że nie ma to w rzeczy samej większego znaczenia. Ośmielę się nie zgodzić z owym stwierdzeniem.

Od najwcześniejszych lat istnienia chrześcijaństwa wierzono w bóstwo Jezusa. Problem był nie w tym, czy Jezus jest (jest, a nie był, gdyż Bóg nie może istnieć tylko w określonym czasie) Bogiem, tylko w tym, jak godzą się Jego dwie natury w jednej osobie, oraz jak to możliwe, że jednocześnie i On, i Ojciec jest Bogiem. Później, później, próbowano rzeczywiście udowadniać, że nie ważne czy Jezus jest Bogiem, lecz to ważne, czego nauczał. Przez to pojawiały się takie kwiatki jak pochwała spacerów (bo Jezus dużo podróżował) czy tym podobne. Prawda jest jednak taka, że nie da się oddzielić nauki Jezusa od Jego faktycznego bóstwa. Z jednej prostej przyczyny: Jego nauka oraz jej moc opiera się na tym, że jest Bogiem.

Myślę, że aby udowodnić to, co chcę przekazać, oprę się głównie na słowach, które autorzy Ewangelii wkładają w usta Jezusa. Bo mógłbym na przykład przytoczyć listy pawłowe, w których nazywa on Jezusa Kyriosem – czyli Panem. W których niejednokrotnie stwierdza, że Jezus Bogiem jest. Czy choćby początek Ewangelii wg. św. Jana, gdzie „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”. I tu początek nie oznacza wcale początku czasów, lecz to, co było przed czasem. Czyli w wieczności. Jednym Słowem – Słowo, które było Bogiem, istniało zawsze. A potem zeszło na świat i rozbiło między nami namiot.

Ale zostawmy to w spokoju i skupmy się na nauce Jezusa. Jezus całą moc swojej nauki opierał na tym, że jest Synem Bożym, że jest Synem Człowieczym. My z pewnością nie do końca rozumiemy te słowa – Syn Boży nie znaczy przecież „Bóg”. Ale nie jesteśmy Żydami. Nie do końca pojmujemy to, co pojmują ludzie żyjący w czasach Chrystusa. Co pojmują faryzeusze. Owszem, Syn Boży to jest tytuł bardzo bliski w znaczeniu do tytułu „Bóg”. Nikt nie miał prawa nazywać siebie synem Boga. To do dziś podkreślają choćby mahometanie. A teraz przytoczę fragment Ewangelii, ukazujący słowa Jezusa i Jego polemikę z Żydami, właśnie na temat bóstwa: „Rzekł do nich Jezus: ‚Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy’. I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. Odpowiedział im Jezus: ‚Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować?’ Odpowiedzieli Mu Żydzi: ‚Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga.’ Odpowiedział im Jezus: ‚Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym?’” (J 10, 25-36).

W tym krótkim fragmencie mamy wszystko. Całą naukę Jezusa – nie licząc tego, co większość przeciwników Jego bóstwa usiłuje ukazać jako wyłączne. Nauka moralna Jezusa Chrystusa jest niezwykle, niezwykle ważna. Pod dwoma warunkami: że uwierzy się w Jego naukę o Jego własnym bóstwie oraz w naukę (główny temat Ewangelii) o Królestwie Niebieskim. W przytoczonym fragmencie Jezus mówi nam, że to On daje życie wieczne swoim owcom, tym, które idą za Nim. Może my tego nie rozumiemy jednoznacznie, jako dowodu na boskość, ale przypominam, nie jesteśmy Żydami. U Izraelitów mówienie o tym, że należy podążać za kimkolwiek po to, by uzyskać zbawienie jest niewątpliwie roszczeniem sobie prawa do bycia Bogiem. I dalej: „Nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. (…) I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca.” Czyżby chodziło o dwie różne ręce? Za chwilę sam Jezus nam odpowiada: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. Jedno – w oryginale to słowo jest zapisane dokładnie tak samo. Jedno to liczba pojedyncza. „Jesteśmy” oznacza dwie osoby. Mimo, że Ojciec i Syn stanowią dwie różne osoby, są jednocześnie jednym i tym samym. Są tym samym, jedynym Bogiem. Chodzi absolutnie, jednoznacznie o tą samą, jedną, boską rękę. Później sami Żydzi mówią, że chcą ukamienować Jezusa za to, iż nazwał siebie Bogiem. A On ukazuje im tekst z ich Pisma, udowadniający, że nie mają do tego prawa…

Wiele jeszcze innych cytatów da się przytoczyć (i oczywiście przytoczę, jeśli nadejdzie taka konieczność), by ukazać, że Ewangelia przedstawia Jezusa jako Boga. I tylko na tej podstawie przestrzeganie zasad moralnych, które zostały w Nowym Testamencie zapisane, ma jakikolwiek sens. Mowa o oblubieńcu, nie znacie dnia ani godziny, odnosi się właśnie do przestrzegania zasad moralnych – tylko w jakim celu? Bo nie wiemy, kiedy po każdego z nas przyjdzie oblubieniec. Oblubieniec, o którym jednoznacznie mówi Apokalipsa jako o Jezusie Chrystusie. Który przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

Jeśli wierzymy w słowa zapisane w Ewangelii, musimy, czy chcemy tego, czy nie, uznać, że Jezus uważał siebie za Boga. Neusner, teolog żydowski, świetnie orientujący się w kulturze starożytnego Izraela, proponuje, by przenieść się w czasy Jezusa i stać się jednym z faryzeuszów. Stwierdza on, że w ostateczności Jezus mówi bardzo mądrze, ale on nie może pójść za Nim. Właśnie dlatego, że Jezus uważa się jednoznacznie za Boga. Bez żadnej wątpliwości.

Nie możemy stwierdzić, że Jezus za Boga się nie uważał – bo to nieprawda, jeśli przyjmiemy wiarygodność Ewangelii. Możemy jedynie uznać, że albo mówił prawdę, albo kłamał, albo był wariatem. Drugą i trzecią opcję na Waszym miejscu bym wykluczył. Trudno spodziewać się po kimś, kto prezentował sobą tak wysoką moralność, kto wyzywał faryzeuszów od grobów pobielanych, kto ratował jawnogrzesznice i jadał z celnikami, a mimo wszystko nie można było Mu niczego zarzucić, by robił to w zakłamaniu, tudzież by kłamał w tak poważnej sprawie jak bycie Bogiem. Nie był także wariatem. Ciężko mi wyobrazić sobie kogoś, kto będąc wariatem, byłby jednocześnie tak zrównoważony, spokojny, mądry, kto potrafiłby w każdej sytuacji zachować się dokładnie tak, jak sytuacja tego wymagała. Jeśli myślimy trzeźwo, możemy więc uznać jedynie to, że mówił prawdę. Czyli że de facto był Bogiem. Czy, by być ścisłym, jest, był i zawsze będzie.

A co do kwestii genialnego teologa ks. Węcławskiego – sprawa wygląda zupełnie inaczej. To, czego złapał się ów człowiek, Benedykt XVI nazwał drugą dehellenizacją. Zjawiskiem polegający na próbie powrotu do czystej Ewangelii, oczyszczeniu jej z XX wieków interpretacji, z narośli hellenistycznej filozofii, więcej! z interpretacji pierwotnej gminy chrześcijańskiej, świętego Pawła czy nawet samych ewangelistów. Czyli na próbie powrotu do czystej nauki Jezusa Chrystusa. Do której powrotu nie ma, bo Jezus nic nigdy nie napisał i wszystko, co znamy, znamy jedynie z przekazu Jego uczniów, lub nawet z przekazu uczniów tych uczniów. Węcławski nie jest tu pierwszy. Zaczęło się w XIX wieku od niejakiego Adolfa von Harnacka. A Węcławski opiera się na protestanckim egzegecie Theissenie, który w swej książce „W cieniu Galilejczyka” napisał, iż wszystko, co wiemy o Jezusie, pochodzi od świadków, ale nie od samego Jezusa. A co za tym idzie – słowa zapisane przez ewangelistów wcale nie muszą mieć za wiele wspólnego z prawdą. W tej sytuacji rozumiem za podstawne negowanie bóstwa Jezusa – bo nie wiemy do końca, co mówił. I czy zmartwychwstał. Bo wcale tego nie zanotował. Tylko w tej sytuacji nie próbujmy namawiać kogokolwiek do przestrzegania nauki moralnej Jezusa Chrystusa. Bo nie mamy pojęcia tak naprawdę, czy Jezus czegokolwiek kiedykolwiek nauczał. Ani czy w ogóle, moi drodzy, kiedykolwiek istniał.

Oczywiście człowiek imieniem Jezus istniał. Oczywiście nauka zanotowana w Ewangelii jest Jego nauką, oczywiście zmartwychwstał i oczywiście był Bogiem. Oczywiście również można do tego dojść poprzez poznanie historii i dokładną lekturę Ewangelii. Ale, jeśli będzie potrzeba, posłuchacie mnie o tym innym razem…

Reklamy
Categories: Bóg i miłość | 5 Komentarzy

Zobacz wpisy

5 thoughts on “Bóstwo Jezusa

  1. Maggie B.

    Nie wiem, skąd się wziął pomysł napisania notki, czyżby po lekturze ostatniego „Niezbędnika inteligenta” dołączonego do „Polityki”? ;)

    Pytania z innej beczki:
    1. zdarzyło Ci się przeczytać Pismo Święte w całości?
    2. czy boskość Jezusa to była najważniejsza kwestia w jego życiu i nauczaniu, czy po prostu liczyło się to, co robił?
    3. kiedy zostanę nawiedzona przez Szanownego Artdico?

  2. Nie czytuję Polityki i nie znam niezbędników inteligenta. Pomysł na notkę pojawił się po lekturze przytoczonej notki Zgredzika. Poza tym jestem studentem teologii. To również jest powodem pisania podobnych notek.

    1. Nie, nie przeczytałem nigdy całego Pisma Świętego. Jestem w trakcie. A odnośnie tego pytania ja również mam dwa:
    a) Czy Ty przeczytałaś?
    b) Czy to, że znałaś odpowiedź, było jedynym powodem zadania mi tego pytania?

    2. W nauczaniu Jezusa najważniejszą kwestią było Królestwo Boże i przyszykowanie ludzi do jego przyjścia. Bóstwo Jezusa było podstawą do tego, by o tym nauczał. Liczyło się to co robił, po prostu. To zupełnie nie wyklucza tego, że posiadał jakieś główne kwestie w nauczaniu.

    3. Umówimy się jakoś prywatnie :). Nie obawiaj się. Po środzie, bo mam bardzo ciężki sprawdzian z greki…

  3. 1) „Wszyscy jestescie Bogami”, czy jakoś tak, to chyba najblizej Prawdy
    2) Kiedys powiedziano Jezusowi, że czeka na niego rodzina, a On wskazał przypadkowych słuchczy i powiedzial, że „to Moi Bracia i Siostry”
    Cóż więcej dodać?
    ps. Jezus spotykał sie z dziwkami i poborcami podakowymi, czy to znczy, ze popierał ruch prostytutek? Ja spotkałem sie z W. Mysyrowiczem, bo byłem ciekaw wyjątkowej postaci (ma na prawdę ciekawe rysunki). moja religia mówi, że wszystko co się dzieje jest Zgodne z Wola Ojca, angazuje się w zycie, bo tak ma być. W sumie w pośredni sposób popieram Kościół (bo czy moja mama dawała by na msze w intencji mojego nawrócenia gdybym był dobrym członkiem wspólnoty katolickiej?) a reszta (czyli Wszystko) jest Własnością Stwórcy…

  4. Maggie B.

    Nie, nie znałam odpowiedzi, dlatego zapytałam, z czystej ciekawości. A w lekkim zastanowieniu: ja bym się akurat nie odważyła tyle cytować bez całościowej lektury. To tak zupełnie bez podtekstów i tyle.
    Nie, nie przeczytałam, walczę. ;)
    Niezbędniki polecam, są świetne, ten też całkiem całkiem. I artykuł o bóstwie Jezusa warto przeczytać, dla oglądu.
    Za sprawdzian 3mam kciuki. I odezwij się, bo mi się czas strasznie szybko załadowuje :)
    Trzymanko :)

  5. Zgredzik: Słowa „Wszyscy jesteście bogami” podkreślają wielką, poważną rolę ludzi w świecie. Ich ogromną godność. Fakt, że królują nad ziemią, nad zwierzętami. Nad ziemią. Psalmista (Ps 82) nazywa ich bogami i synami Najwyższego, ale nigdzie nie jest napisane, że są to synowie zrodzeni, lecz należą do stworzeń – a więc są potomstwem przybranym. Jezus jako jedyny w Piśmie Świętym nazywany jest Jednorodzonym (czyli jedynym zrodzonym) Synem Ojca. A cytat z Psalmu przytacza nie po to, by podkreślić moc faryzeuszów, lecz by odeprzeć ich argumenty, a zarazem właśnie ukazać ich małość. Nie należy bowiem wątpić, iż znali oni kontekst, w jakim ten fragment pojawia się w Księdze Psalmów.

    Co do nazywania nas, ludzi, swymi braćmi i siostrami: Jezus właśnie ukazuje nam, że skoro On jest Synem Jednorodzonym, a my jesteśmy jego braćmi (a należy zaznaczyć, że słowo „brat” oznacza w tamtej kulturze zarówno kuzyna, jak i brata w wierze), to możemy nazywać Boga Ojcem. Stajemy się tak bliscy Bogu nie dlatego, że posiadamy tak wielką chwałę, lecz dlatego, że zyskaliśmy ją dzięki temu, że Bóg stał się człowiekiem i uniżył się ze względu na nas.

    To, że spotykał się z jawnogrzesznicami i celnikami, nie oznacza, że popierał ruch prostytucji. Oznacza raczej „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”, „Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień” oraz „Idź i nie grzesz więcej”.

    Piszesz „moja religia” – czy to oznacza, że sam ją założyłeś? Wielu ma ona wyznawców? I na jakiej zasadzie wybrałeś to, co pasuje, a co nie pasuje do Twojej religii, jak choćby niektóre tylko teksty z Pisma Świętego? Choćby ten o Kościele, którego nie przemogą bramy piekielne? I jeszcze to, że wszystko jest zgodne z wolą Ojca. Czyli nie ważne, czy leżysz, czy pracujesz, wszystko jest tak dlatego, że Bóg tak właśnie chce? Czyli nic nie jest zależne od Twojej woli? Bo w rzeczywiśtości jesteśmy marionetkami, za których sznurki pociąga Bóg? Nie wiem tylko, czy rzeczywiście coś takiego nazwałbym wolnością. A już zwłaszcza miłością.

    Maggie: Przepraszam za to, iż oskarżyłem Cię, że zadałaś mi to pytanie bo znałaś odpowiedź. Zwyczajnie skojarzyło mi się ono z takimi ludźmi, jak na przykład nasz wykładowca z WSSM – pan Iwaniec, którzy zadają je właśnie po to, by pokazać wszystkim ludziom, że mają do czynienia z ignorantami. Co do cytowania – jestem na teologii, jak już mówiłem. Cytuję teksty, które omawiamy na fundamentalnej, dogmatycznej, a także przy omawianiu poszczególnych ksiąg Pisma Świętego. Nie wszystko, co piszę na tematy teologiczne (w zasadzie mniejszość) pochodzi tylko ode mnie. Ale Ewangelię przeczytałem. W zasadzie mam za sobą chyba cały Nowy Testament.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s