Monthly Archives: Maj 2008

Bez pardonu o aborcji

O czym by tu napisać… Miesiąc się kończy, ostatnia notka z początku maja, wypadałoby poruszyć jakiś ciekawy temat. Od dawna zamierzam się na dogmatykę, ale dziś chyba nie mam nastroju. We wtorek miałem egzamin z ksiąg historycznych, ale nie czuję, bym mógł dziś coś z tego napisać. Może coś kontrowersyjnego… Co tam ostatnio było na wokandzie? Pewnie znowu przyjdzie mi pisać o aborcji…

No właśnie. Na PARDONIE ostatnio jakoś się trochę mało pardonowo zrobiło. Kwestia Wielkiej Brytanii. Jak wszyscy wiemy, nastolatki na Wyspach otrzymują najlepsze wychowanie seksualne ze wszystkich Europejczyków, do tego mają to szczęście, że już jako dziesięciolatkowie otrzymują oficjalne porady seksualne, a nawet darmową (z rządu dotowaną bodaj) antykoncepcję mechaniczną. Tak oto na jednym z najzagorzalszych antykatolskich portali nie można było do niedawna złego słowa o Wyspach usłyszeć. Nie dość, że antykoncepcja, wychowanie seksualne, to jeszcze aborcja dostępna legalnie na życzenie, aż do 24 tygodnia ciąży. Nie to co w katolandzie.

Rodzi się dziecko. W 21 tygodniu. Jest malutkie, słabiutkie, ma przeźroczystą skórę, niewykształcone wszystkie organy. I na złość chyba całemu światu (tylko nie własnej matce) płacze. Muszę dodać, że głównym argumentem za aborcją do 24 tygodnia jest niby niezaprzeczalny fakt, że takie coś nie jest w stanie przeżyć samotnie. Dlatego też jeszcze nie jest człowiekiem. To jak nie jest to człowiekiem, to u kiego licha płacze?

Kilka dni wcześniej Pani Marta Wawrzyn napisała artykuł mówiący, że już kilka tysięcy kobiet w Brytanii przyznaje się do co najmniej czterech aborcji. Na Wyspach trwa debata o zaostrzeniu przepisów aborcyjnych – ale odrzucono wszystkie wnioski, od tego, który proponował zmniejszenie do 12 tygodnia, po ten, który miał ograniczać kobiety po 20 tygodniu. Brytyjczycy idą w zaparte. Za to dziwnym trafem Pani Paulina Witek (więc już są dwie) odżegnuje się od słów Brytyjczyków. Twierdzi, że „usuwane dziecka któremu nowoczesna medycyna daje szanse na przeżycie staje się niczym innym, tylko zwykłym morderstwem.”

Zaczynam się uśmiechać pod nosem. Coś wyraźnie drgnęło, nawet na tak zatwardziałym portalu jak Pardon, wśród tak skostniałych ludzi. Ale uśmiecham się też nad nie do końca konsekwentnym myśleniem. Otóż: nowoczesna czy nienowoczesna, a nawet brak medycyny, daje szanse na przeżycie każdemu dziecku, które się poczęło. Nie istnieje taki człowiek, któremu medycyna musi dawać szanse – chyba, że jest on śmiertelnie chory. Jedyną istotą, która daje czy nie daje szans na przeżycie jest matka dziecka – czyli ta kobieta, która wraz ze swoim mężem/kochankiem zachodzi w ciążę. Nowoczesna medycyna daje takiej właśnie matce szanse na zabicie swojego dziecka, w 10, 16, 18 czy 24 tygodniu jego życia. A dziecko, które ma 21 tygodni nie musi prosić nowoczesnej medycyny o pozwolenie na życie. Tak, jak i dziecko, które ma 9 miesięcy. Takie czy takie, musi prosić o pozwolenie na życie swoją matkę. Bo ani 21-tygodniowe, ani 9-miesięczne dziecko nie jest w rzeczywistości w stanie samo przeżyć. Zakład? To zostawcie noworodka samego w lesie chociażby.

Nie no, żartowałem. Nie zostawiajcie! Tylko zastanówcie się, czy aby na pewno morderstwem można nazwać tylko „odskrobywanie” nienarodzonych, którzy potrafią już sami płaknąć? Bo ja myślę, że to niewielu rozpatruje w ramach zabójstwa. Większość rozpatruje to w ramach wygody matki, czyli kobiety, która już jest gotowa na zabawianie się własnym ciałem, ale jeszcze nie jest gotowa na ponoszenie konsekwencji tej zabawy. I dzięki temu mnóstwo ludzi traktuje takie płaczące dziecko jak poroniony płód. W medycznej nomenklaturze używa się wręcz do któregoś konkretnego tygodnia pojęcia „poronienie”, w odróżnieniu od „poród”. Co oznacza, jak na załączonym obrazku widać, że poroniony płód może przeżyć.

Kwestią nie jest ustalanie granic (12 czy 24 tygodnie?) między morderstwem a skrobanką. Kwestią jest dorośnięcie – i podjęcie odpowiedzialności za własne czyny. Jeśli już decydujemy się na seks, zdecydujmy się też na jego konsekwencje. Jak się uchlejemy – będziemy zwracać. Jak zajdziemy z kimś na imprezie – będziemy mieć bobo. I konsekwencje takiego zajścia ponosi się do końca życia. Czy się odskrobie, czy nie.

Bo jeśli patrzymy na aborcję jak na morderstwo – to nie wahajmy się przyznać, że dotyczy ona płodu w każdym wieku. Wszak gdy dziecku zaczyna bić serce – matka dopiero zaczyna się niepokoić, że chyba jej się okres spóźnia. Test jest pozytywny podobno jakieś 2 tygodnie później. Nie istnieje nic, co dałoby się nazwać wyraźnym początkiem człowieka.

Tylko kobietom, które nie chcą mieć dzieci, nie przychodzi do głowy słowo „morderstwo”. Przychodzi im do głowy własna wygoda, własna stracona przyszłość, własna przyjemność seksualna. Nie dziwmy się, że te, które przeprowadziły aborcję raz, zrobią to i drugi. Aborcji nie przeprowadza się nigdy z myślą o dziecku – więc czemu druga, trzecia, piąta miałaby być straszniejsza od pierwszej? I uwierzcie mi, gdyby na Sri Lance zalegalizowano aborcję do 30 tygodnia życia płodu, po cenach przystępnych, cieszyłaby się ona powodzeniem nie mniejszym, niż Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii. I Irlandii. Północnej.

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | 8 Komentarzy

Niezły kanciarz z tego Kanta

„Błogosławieni” – tak zaczyna Jezus swoje Kazanie na Górze. Błogosławieni, to znaczy szczęśliwi. Cała Ewangelia, cały Nowy Testament, opiera się na zapowiedzi szczęścia. Na zapowiedzi Królestwa Bożego, zmartwychwstania ciał, wiecznej radości, oglądania Boga twarzą w twarz. Autorzy wspominają oczywiście również o tym, co może czekać grzeszników, wymieniają, kto nie osiągnie zbawienia, ale nie opierają swego nauczania na straszeniu ludzi piekłem. Ewangelia to Dobra Nowina. To obietnica wiecznego szczęścia.

Wczoraj na kazaniu ksiądz podkreślił, że pobożny chrześcijanin przez 40 dni pości, przybiera smutny wyraz twarzy, umartwia się, śpiewa gorzkie żale, chodzi na Drogę Krzyżową. A Wielkanoc dla niego trwa jeden, czasem dwa dni. I potem koniec. Prawda jest taka, że wielu i w czasie Wielkanocnym, który trwa 7 tygodni, jest w stanie wykorzystać piątek dla odprawienia Drogi Krzyżowej. A proboszcz od franciszkanów mówi na Rezurekcji o tym, jak wielkiej dostępujemy radości tak, jakby zaraz miał się popłakać ze smutku. Dlaczego zapomnieliśmy, że chrześcijaństwo jest religią radości, religią miłości, religią zmartwychwstania? Dlaczego tak wielką wagę przykładamy do czczenia krzyża, męki, śmierci Pana Jezusa? Dlaczego pozwalamy innym kpić z naszego Boga, który to ich zdaniem jest bezwzględny, bo skazał swego Syna na śmierć, Syn ten zaś, ze wszelką mocą jaką posiadał, zwyczajnie popełnił samobójstwo? Dlaczego nie potrafimy przeczytać Ewangelii od końca i powiedzieć kpiącym, że przecież Jezus zmartwychwstał?

Odpowiedź może tkwić w etyce wprowadzonej w życie przez Kanta. Immanuel Kant żył i tworzył w XVIII wieku i nikt chyba przed nim nie wpadł na tak rewelacyjny pomysł. A jaki pomysł miał Kant? Otóż etyka tego pana miała początek w dobrej woli. I to było bardzo mądre – wolna wola jest bowiem tym, dzięki czemu decydujemy ku dobru, a nie ku złu. Ale zapytany kiedy wola jest dobra, Kant odpowiada, że właśnie wtedy, gdy działamy pod wpływem obowiązku, a nie skłonności.

Co to oznacza dla jego uczniów i dalszych pokoleń? To, że robimy dobrze kiedy czynimy coś, co musimy zrobić. Jeśli nie robimy tego, co zrobić musimy, wówczas postępujemy źle. Postępowanie nie dlatego, że chcemy, lecz dlatego, że musimy, jest dobre zdaniem Kanta. By być dobrym człowiekiem, dobrym chrześcijaninem, dobrym ojcem, matką, musisz zrobić to, to, to, to i to. Jeśli tego nie zrobisz, nie masz co liczyć na to, że cokolwiek ci się uda. To jest metoda kary. A nie metoda nagrody. Metoda kija, a nie metoda marchewki.

Jaka jest więc różnica? Czy powiedzenie dziecku, że jak posprząta pokój to obejrzy bajkę, jest czymś innym, niż powiedzenie mu, że jak nie posprząta pokoju, nie obejrzy bajki? Teoretycznie znaczy to samo. Ale postawcie siebie na miejscu tego dziecka.

Niniejsze zagadnienie kojarzy mi się z „pojedynkiem” wspólnot chrześcijańskich – i użyję tu przykładu dwóch pokrewnych wspólnot: Oazy Rodzin i Ruchu Rodzin Nazaretańskich. Jak wielu z nas wie, Oaza to wspólnota radości. Wspólnota obietnic i nagród. Na rekolekcjach RRN byłem zaś sam i choć towarzystwo było całkiem sympatyczne, ogólny klimat nie przypadł mi do gustu. Ruchy takie, jak Oaza opierają swe myślenie na hasłach takich, jak „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Bóg jest ze mną, kocha mnie, dlatego jestem kimś, jestem ważny, obdarzył mnie łaską, więc mam talenty. Potrafię kochać, bo Bóg pozwala mi kochać. Żyję, bo Bóg daje mi życie. RRN działa zaś zupełnie na odwrót. Jestem niczym. Prochem, nic nie znaczę, zatapiam się we własnym grzechu, w złu tego świata i samego siebie. Nic nie potrafię, do niczego nie jestem zdolny. Gdyby nie to, że jest Bóg, nie byłoby dla mnie żadnej nadziei. To samo? Teoretycznie to samo. Tylko dlaczego pierwsze spojrzenie budzi w nas radość, a drugie przygnębia i przytłacza?

Nie potępiam ludzi, którzy widzą swoje słabości. Sam je widzę – trzeba je widzieć, by z nimi walczyć. Ale patrzenie na nie jak na wielkie, ciężkie głazy, jak na dystans nie do przebycia, jak na przeszkodę nie do pokonania nie ma większego sensu. Sens jest tylko w tym, że widzimy siebie w świetle Dobrej Nowiny. Że widzimy Boga, który ciągnie nas do przodu, nawet, gdy sami nie dajemy już rady. Wtedy nagle pokonywanie problemów i słabości przychodzi z łatwością. Bo widzimy cel przed sobą. Widzimy, że jest nadzieja. Że będziemy szczęśliwi. Nie mamy obowiązków, które nas przytłaczają. Mamy wiarę, nadzieję i miłość, które pomagają nam pokonać trudności. Błogosławieni! Wróćmy w naszej mentalności do etyki Ewangelii. Zmniejszmy znaczenie etyki krzyża, a skupmy się na etyce zmartwychwstania. Stańmy się pierwszymi chrześcijanami, którzy szli na śmierć z radością i imieniem Zmartwychwstałego na ustach. I nie uczmy dzieci, że jak będą złe, to je Bóg ukarze. Mówmy im, że ich zbawi, jak będą dobre. To samo? A jednak nie do końca.

I kto by pomyślał, że jeden gość mógł nas wpuścić w taki Kant…

Categories: Świat i Kościół | 5 Komentarzy