Dziś porozmawiamy o ściąganiu

Gdy pewnego dnia ojciec Rafał zaczął tak spotkanie we wspólnocie franciszkańskiej, Piętuś się oburzył rzucając: „Jak to? Co ojciec? Przecież dopiero co ojcu płytę nagrałem!”

Oczywiście wówczas, jak się okazało, chodziło o ściąganie na klasówkach, tudzież wszelkiej maści egzaminach. Ale sam początek rozmowy natchnął mnie do zastanowienia się nad stanem, cóż, chyba mogę już to tak nazwać – złodziejstwa w Polsce (czy może w ogóle na świecie?). Nad tym, jak bardzo ściąganie z internetu się rozpowszechniło – i jak stało się popularne.

Zespół znany i lubiany (przez kogo jak kogo), Feelem zwany, w pewnym wywiadzie wyznał, iż dowiedział się, że nieoficjalnie zdobył potrójną platynę – jedną na rynku, dwie pozostałe trochę boczkiem. Osobiście znam nawet jedną osobę, która mu w tym pomogła :P.

Nie piszę tej notki do szarych ludzi, takich, którzy z Kościołem nie mają wiele wspólnego. Ograniczam dziś swe zainteresowanie do tych, którzy uważają siebie za katolickich ortodoksów. Zaangażowanych. Dlaczego? Bo o ile problem alkoholu czy narkotyków raczej ich nie dotyczy, a jeśli chodzi o kłopoty z seksem – są świadomi, że nie ma w nich nic dobrego, o tyle absolutnie nie widzą w ściąganiu nic złego.

W tym gronie jestem także ja. I moja narzeczona. Choć nie – my już uświadomiliśmy sobie, że tak, jak nie ukradniemy lizaka ze sklepu, ani książki z księgarni, tak samo nie powinniśmy kraść tego, co ktoś napisał, nagrał, sfilmował, w co włożył masę pracy (albo trochę mniej, ale i tak ma do tego prawo) i na czym wolno mu zarobić. Nie żyjemy w komunizmie. Nie jest tak, że dzieło jednego człowieka należy do całego narodu. Jesteśmy tego świadomi. I powoli, powoli, stopniowo zaczynamy z tego wychodzić.

Najnowsza płyta Coldplaya – już w naszych rękach, i to oryginalna. „Do tej pory mam wszystkie” – pochwaliła się kiedyś Ola, gdy ujrzała, że wyszła nowa. „A ile z nich w oryginale?” – Zapytałem. „Żadnej”. „Czyli nie masz żadnej”. Ciężko będzie kupić wszystkie płyty, które ktoś nam skopiował (do tej grupy zalicza się nawet jeden z moich największych autorytetów – a to było jeszcze w czasach, gdy byłem w Seminarium!), bo to kupa kasy. Ale jest to kasa, która należy się twórcom i ich wydawcom. Tak, jak sprzedawcy należy się ona za banany i chińskie podkoszulki (choć nie wiem, czy należy się ona Chińczykom…). Mamy już płytę Briana, tą samą, którą kiedyś skopiował mi Piętuś. W oryginale.

Zamierzamy wykorzystać to, że padł nam dysk (wraz z moim opowiadaniem, które pisałem przez pół roku). Wykorzystamy to na zakup oryginalnego Windowsa (mam już dość tego napisu „Twój system może być nieoryginalny”. który wyskakiwał nam co 2 godziny). Zakup oryginalnego Office’a. Mimo, że teściowa ze zdziwieniem kręci głową: „Jeśli to jest zakup pierwszej potrzeby…” Ja mówię: Nie jest. Jak ktoś nie chce, nie musi korzystać z komputera…

„Złodzieje z Microsoftu”? Hmmm… To napiszcie coś lepszego. Albo korzystajcie z Linuxa. Ja nie lubię się w tym babrać. Zaczniemy wszystko po kolei – mimo, że na Simsy trzeba by wydać ponad 800 złotych. Ale prawda jest też taka, że jak ktoś nie chce płacić, nie musi też grać. Kulki zaś… Cholwecia… Chciałem polecić Zumę. Ale Zumę też mieliśmy nieoryginalną…

Zakończę konkluzją: Jeśli ktoś wydał coś, włożył w to pracę i trud, wysłał to na półki sklepowe, to mamy obowiązek zapłacić za to, jeśli pragniemy z tego skorzystać. I nie mamy prawa brać tego jako swoje tylko dlatego, że da się to ściągnąć przez internet. Czy my chcielibyśmy, by odwdzięczono się nam tym samym?

Dziękuję bardzo. Jadę na kolonie, znęcać się nad dzieciakami (czytaj: być znęcanym się przez dzieciaki). Wrócę za dwa tygodnie. I mam nadzieję, że zdążę jeszcze coś napisać, nim zmienię stan cywilny :).

Categories: Duchowość i moralność | 3 komentarzy

Zobacz wpisy

3 thoughts on “Dziś porozmawiamy o ściąganiu

  1. Lolinka

    z lekkim ubolewaniem muszę stwierdzić, że faktycznie od bardzo bardzo dawna [nie pamiętam dokładnie od kiedy] nie ściągnęłam z internetu żadnej piosenki. zaycev poszedł w odstawkę. a ubolewanie moje nie wynika z faktu, że tak strasznie się czuję z tym, że oto nie mogę nic ściągnąć, ale raczej z tego, że wszystkie kawałki na moim empeczu znam już na pamięć. oryginalne płyty kosztują, to prawda. ale plusy są ogromne. chociażby takie, że moje dzieci będą mogły na przykładzie własnych rodziców nauczyć się, że nie wolno kraść. trochę głupio byłoby mi uczyć dzieciaka np. dekalogu. taka scenka rodzajowa:
    synek: siódme – nie kradnij…
    mamusia: dobrze.
    synek: mamusiu a czemu wszystkie płyty tatusia są z internetu a nie ze sklepu?
    mamusia: hihihi, a to co innego.

    bo jakoś zazwyczaj tak to właśnie jest, że ludzie owszem, są uczciwi i w ogóle. a jak się ich zapyta czy ściągają muzykę, albo filmy, albo cokolwiek, to reagują głupawym uśmieszkiem i stwierdzeniem, że to co innego. a czemu? no, bo oryginalne to takie drogie. cóż, czarne volvo też jest drogie i dlatego nie wszyscy mamy czarne volvo, a jakoś mało komu przyjdzie do głowy, żeby ukraść sąsiadowi.

  2. Jak Ci przeszkadza zawartość Twojego empecza, to możesz sobie nań Coldplaya zgrać. Albo Briana :). No, mamy jeszcze dwie płyty z muzyką filmową… Możesz sobie coś zamówić na urodziny jak chcesz. A tak naprawdę to to wszystko z tego empecza to już dawno pokasowane być powinno. Co? Ja? Nie, ja nic nie mówiłem :P.

  3. きゆじ

    Pamiętajmy, że nie zawsze wszystko da się w tej Polsce kupić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s