Przedślubne perypetie

Notka na 9 dni przed ślubem – tak jak obiecałem, piszę coś jeszcze przed zmianą stanu cywilnego. Myślę, że kolonie byłyby bardzo dobrym tematem. Myślę jednak również, że Ci, którzy czytają mojego bloga, są raczej bardziej zainteresowani przygotowaniami do ślubu. Myślę zresztą, że jest to temat bardzo na czasie i może uda mi się chociaż kogoś zainteresować.

Byłoby superaśno, gdybym mógł napisać, jak bardzo jest bajkowo i kwiatkowo, i cudownie. Niestety, nie mogę. Istnieją ku temu co najmniej cztery powody (a przynajmniej cztery powody przychodzą mi teraz do głowy). Wymienię je wszystkie na raz, żeby się nie rozdrabniać. Rodzice.

Tak, tak, dotychczas rzeczywiście nie zdarzało nam się za bardzo narzekać. To znaczy owszem, trochę narzekania było, ale ogólnie bilans był dodatni. Wiadomo, trzeba iść na kompromis tu czy tam, żeby w czymkolwiek na swoim postawić. Więc zapraszanie osób takich jak kuzyn babci, czy rodzice żony brata musiało przejść. Ale za to chociażby na przyjęciu nie będzie alkoholu. Cudownie. Możemy też zaprosić swoich znajomych księży (jeśli się zmieszczą wśród zaproszonych). Świetnie. No i przynajmniej przyjęcie skończy się wcześniej, a my będziemy mogli spędzić noc w wynajętym pokoju hotelowym. Nie tak szybko!

Zaczęło się od pytania rzuconego przez mamę Oli, czy noc po ślubie będziemy spędzać w domu. Uśmiechnęliśmy się i odpowiedzieliśmy, że nie – zupełnie, jak się okazało, niepotrzebnie podając nazwę hotelu, w którym postanowiliśmy się zatrzymać. Mama spytała ile to kosztuje, to nam zapłaci, my odpowiedzieliśmy, żeby noc poślubną zostawiła nam. Nie minęło wiele czasu, a moi rodzice pojawili się w B. podczas gdy moja siostra była u nas w Warszawie. Gdy po fakcie zjawiliśmy się w Skarżysku, ten, którego imienia nie wolno wymawiać, rzekł że w czasie wizyty w B. i zwiedzania okolicy zajrzeli także w pobliże naszego hotelu, tego w którym będziemy spędzać noc. Wiecie, taka ciekawostka turystyczna. Bardzo wesoły pomysł, rozgrzebać wszystko, co jest do rozgrzebania i jeszcze się troszkę pośmiać…

Ale nie to jest najstraszniejsze. Chociaż boli i to bardzo. Najstraszniejsze, że podczas tej samej wizyty w Skarżysku oglądaliśmy mapkę, którą rodzice wydrukowali panu autobusowi, by bezpiecznie dowiózł gości ode mnie (choć niekoniecznie moich gości). Na tej mapce, co podkreśliła moja m., było też zaznaczone miejsce w którym odbędzie się… obiad na drugi dzień. Bo „nie wypada wyrzucać gości do domu zaraz po śniadaniu w hotelu”. A dlaczego nie wypada? Myślałem, że właśnie wypada… Że taki był plan. Że żadnych poprawin nie będzie – bo i mowy o tym nie było. „To nie będą poprawiny, bo nie będzie na nich muzyki”. Świetnie. A będą tylko goście ze Skarżyska (wcześniej zaplanowana jest jeszcze wycieczka po B. – ciekawe, czy jednym z punktów programu jest nasz hotel)? „Nie, część ludzi z B. też zadeklarowało się, że chętnie zwiedzi kopalnię”. Przyszło nam zrozumieć, że sala jest już zamówiona na obiad – i że wszyscy o tym wiedzą, tylko nie my. Dało się zresztą zauważyć, że to raczej wszystko nie było pomysłem mojej m., bo mówiła o tym dość swobodnie, a w B. dzień wcześniej nikt nam nic nie powiedział. „Jak nie chcecie, nie musicie być na tym obiedzie” – dodała m., a ja powiedziałem, że się zastanowimy.

Wkrótce wróciliśmy do B. ze względu na praktyki przedszkolne. Mama wyłapała moment, kiedy Ola będzie sama (byłem bodajże w łazience) i zagadnęła ni stąd ni zowąd: „Będzie obiad drugiego dnia, dla gości. Na obiedzie będzie alkohol. Przyjdziecie?”. Nie – odpowiedziała Ola. Nie przyjdziemy. Ale widzę, że ten brak alkoholu wyraźnie ich swędzi poniżej łopatki. Powiedzieliśmy, że na przyjęciu nie będzie alkoholu, to zrobili sobie poprawiny na drugi dzień. Bez udziału państwa młodych – przecież nie oni są w tym wszystkim najważniejsi. Raz dwa obdzwoniliśmy moich znajomych, którzy chcąc nie chcąc będą musieli uczestniczyć w niedzielnym obiedzie, bo przyjeżdżają autobusem ze Skarżyska. Znajomi zostali poproszeni o nie dotykanie alkoholu, który będzie podany. By uczcić pamięć tych, którzy są może i państwem młodymi, ale w całej tej grze pozorów akurat najmniej się liczą.

Kilka dni wcześniej zostaliśmy zganieni za to, że jesteśmy niezwykle rozrzutni – bo chcieliśmy zamówić sobie dekorację samochodu, jako że pan, który będzie nas wiózł, nie ma tego wliczonego w cenę. Dziś uśmiechamy się do siebie – czym jest bowiem 100 złotych na dekorację auta w porównaniu do zakrapianych (nawet nie wbrew woli państwa młodych, lecz bez ich wiedzy) poprawin na drugi dzień? Poprawin, o których była bardzo wyraźna mowa, że ich nie będzie. To znaczy mowa była, ale z naszej strony. Jak widać rodzice pytając, czy chcemy poprawiny, chcieli być raczej grzeczni, ale nie brali naszych preferencji pod uwagę. No i okej. Jak lubią. Tylko znów pada pytanie: dlaczego tata Oli mówi jej, że zachowuje się jak mały dzidziuś, kiedy w zasadzie sam nie jest lepszy?

Jedyne do czego się nie wtrącają, to oprawa ślubu. Sam sakrament. Nie obchodzi ich kto będzie błogosławił, kto będzie śpiewał (choć tu w pewnym sensie tak – bo obecność jednej z poproszonych osób na przyjęciu jest rodzicom wyraźnie nie w smak), kto będzie czytał czytania. Mama nie chodzi z nami do księdza, do urzędu, nie załatwia papierków. To oczywiście bardzo dobrze. Bo to, co najważniejsze, jest właśnie w naszych rękach, w naszej gestii. My możemy zająć się sami tym, na czym najbardziej nam zależy. Ale świadczy dobitnie o jednym: że dla nich tak naprawdę wcale nie liczy się to, że my bierzemy ślub i zostajemy małżeństwem. Najważniejsze jest to, by goście (z których część wypada zaprosić, bo jakże możnaby nie) świetnie się bawili i byli przywitani z honorami. Ciekaw jestem jak przeszło przez cenzurę nasze zaproszenie. Przecież napisano na nim, że to my pragniemy zaprosić, a nie rodzice. No i jeszcze ten dopisek o przyjęciu bezalkoholowym… Choć tu akurat cenzura zadziałała. Bo pierwotnie miało być „obiad bezalkoholowy”.

Rodzice Oli wspominają swój ślub jako jeden wielki koszmar. Dziwi mnie, że nie zastanowili się nad tym, iż dokładnie to samo usiłują zaserwować swoim dzieciom. Ale dość tego narzekania. Prawda jest taka, że za dziewięć dni nastąpi najpiękniejsza chwila w naszym życiu. I nikt, choćby próbował, nie odbierze jej nam. Zamierzam się świetnie bawić i cieszyć z tego, że odtąd zawsze będziemy szli już razem. Bo to, co najważniejsze, i tak nastąpi na początku, kiedy prawie nikt nie będzie jeszcze gotowy na „zabawę”. Być może znajdą się i tacy, którzy przyjdą dopiero na przyjęcie? Kto wie, kto wie…

Przecież zwykło się raczej mówić, że „idziemy na wesele”, a nie „idziemy na ślub”…

Categories: O mnie | 21 Komentarzy

Zobacz wpisy

21 thoughts on “Przedślubne perypetie

  1. Babcia Dusia

    Bardzo piękna notka chyba wydrukuję ja w kilkudziesięciu egzemplarzach i rozdam na weselu wszystkim zaproszonym przez Cieie „gościom” aby mogli sobie przeczytac. Pozdro

  2. statystyczny kowalski

    W sumie mam to w dupie i nie interesuje mnie to. Ale chyba do kogoś nie dociera, że przyjęcie weselne jest dla gości. Nie wspomnę już o nie podawaniu alkoholu bo ciągnie mi to lekką dyktaturą. Jeśli nie ma się zaufania do własnej rodziny i znajomych to po co ich zapraszać? Właściwie po co robić wesele, prosto z kościoła w samochód wio w podróż poślubną. A czepianie się rodziców, że chcą na drugi dzień uczcić wasze małżeństwo i jakoś zrekompensować gościom przybycie takiego kawała drogi na bezalkoholowe złamas party jest zwykłym sku….ństwem. Zdrowia, szczęścia i takie tam…

  3. Na początek przeproszę za to, że oba komentarze zamieszczone poniżej mają to samo IP. Pierwszą bowiem rzeczą, którą zrobiłem po przeczytaniu komentarzy, było skopiowanie i usunięcie notki. Następnie dopiero postanowiłem zamieścić ją ponownie, oddać komentarze (musiałem je zamieścić z mojego kompa) i założyć hasło. Skonsultować wszystko z narzeczoną, by ponownie wyjąć głowę z piasku, przywracając blog do życia.

    Po pierwszym strachu przyszła seria przemyśleń i doszedłem do wniosku, że napisałem tylko prawdę. A ja się prawdy nie boję. I absolutnie nie żałuję tego, co napisałem.

    Babciu Dusiu. Po pierwsze nie masz komputera z internetem, więc proszę, przestań sobie robić żarty i wyjdź z ukrycia, kimkolwiek jesteś. Po drugie zaś – powinnaś odróżnić pewne sprawy. Odróżnić szacunek i sympatię, jakimi darzę osoby, które zaprosiłem wraz z narzeczoną na nasz ślub od tego, jaki mieliśmy wpływ i jak bardzo się z nami liczono podczas zapraszania ich. Twój kuzyn (oczywiście nie jesteś Babcią Dusią, więc chyba nie powinienem w ten sposób pisać) jest i będzie gościem bardzo mile przez nas widzianym, choć niewiele mnie z nim łączy (dość daleki stopień pokrewieństwa). Ale wyobraź sobie o ile lepiej wyglądałoby pytanie w stylu: „Wujek bardzo chętnie by się z nami spotkał i pomyślałam, że może znalazłoby się dla niego miejsce przy stole. Czy moglibyście się zastanowić nad możliwością zaproszenia go?” od pojawiającego się w rzeczywistości obwieszczenia podczas herbatki: „Wujek powiedział, że przyjedzie na wesele, już z nim rozmawiałam przez telefon” – kiedy było to w ogóle pierwsze wspomnienie na jego temat, a nikomu wcześniej nawet jego osoba nie przyszła do głowy. Oczywiście że nie widzielibyśmy przeszkód i miejsce spokojnie by się znalazło. Ale to my jesteśmy państwem młodymi i powinno się z nami konsultować kogo i dlaczego chcemy zaprosić. Stawiając nas przed faktem dokonanym ukazuje się nam, że autentycznie nie liczymy się w tym przedsięwzięciu w ogóle. Co więcej: w zaproszeniu wysłanym wujkowi zamieściliśmy karteczkę z prośbą o potwierdzenie przybycia i moim numerem telefonu. Potwierdzenie nastąpiło. Pod numerem babci. A ja głos wujka po raz pierwszy usłyszę gdy będzie mi składał życzenia. Mimo wszystko NADAL jest mile widzianym gościem – i z radością przywitam go na naszej uroczystości.

    Statystyczny Kowalski. Nie wyobrażasz sobie jak bardzo zgadzam się z Twoimi słowami. Gdybyśmy wiedzieli, że tak się to wszystko rozwiąże, to pomyślelibyśmy o cichym ślubie w towarzystwie świadków. Niestety, nie mogliśmy niczego przewidzieć na rok do przodu… Chcesz wiedzieć, jaki był pierwotny plan? Uroczysty ślub z piękną oprawą, następnie obiad (tak, obiad właśnie) w obecności najbliższych, z DJem przygrywającym w tle jakąś ciekawą muzyczkę. Może kilka tańców – kto będzie chciał, będzie tańczył, ale z pewnością wszyscy będą się bawić. Obiad kończący się o północy, goście wypoczywający w hotelu, następnego dnia rano, po śniadaniu, jadący busem do Skarżyska. Nie muszę wspominać chyba, że wszystko to było bardzo ładnie i dokładnie dogadane z rodzicami. Jak i to, że nie będzie alkoholu – bo mamy krucjatę i nie możemy urządzać imprez alkoholowych (zresztą zawsze marzyłem o weselu bezalkoholowym), albo w razie obecności alkoholu – nie będzie nas. Dopóki nie nastąpiło załatwianie wszystkich szczegółów. Wczoraj, podczas rozmowy z teściami zapytałem, o której zamierzamy skończyć przyjęcie (które od dawien dawna nie posiada już statusu obiadu). Padła odpowiedź, że wesela nie kończy się o konkretnej godzinie i będzie trwało tak długo, jak długo goście będą się bawić. Ja się nie skarżę na to, że rodzice chcą i pomagają. Skarżę się na to, że mają głęboko w nosie nasze potrzeby, pragnienia i marzenia. I a’propos ślubu postanowili zrobić z nas niezłe pośmiewisko.

    Oboje zdajecie się nie rozumieć pewnej podstawowej kwestii. Że w dniu ślubu to państwo młodzi są najważniejsi. To jest ich dzień i ich święto. To oni mają prawo decydować o ważnych, znaczących kwestiach. Nie mówię tylko o tym konkretnym przypadku. Tak jest zawsze i wszędzie. Zastanawia mnie co Statystyczny Kowalski może mieć na myśli mówiąc o braku zaufania w stosunku do rodziny i znajomych? Ja darzę ich wszystkich (no, prawie wszystkich) ogromnym zaufaniem, a brak alkoholu nie jest spowodowany brakiem zaufania. Brak alkoholu jest spowodowany naszymi marzeniami dotyczącymi naszego ślubu. Marzeniami, które są deptane i wyśmiewane (co może być powodem rodzącego się braku zaufania). Nie pytajmy dla kogo jest przyjęcie (bo oczywiście – jest dla gości), lecz po co goście na to przyjęcie przyjeżdżają. Czy przyjeżdżają po to, by się za darmo napić wódeczki i zabrać ze sobą butelkę na drogę? Czy może po to, by bawić się i świętować WRAZ z państwem młodymi, bo to ich dzień, ich święto, a gościom zależy na szczęściu pary młodej. Bawić się i świętować – bo państwo młodzi z radością zobaczą ich, a oni z radością zobaczą szczęście państwa młodych. Jeśli jest to ten pierwszy, a nie drugi powód, to Statystyczny Kowalski ma niestety rację – „Właściwie po co robić wesele, prosto z kościoła w samochód wio w podróż poślubną.” Bo w tej sytuacji młodzi nie chcą widzieć tych gości, jako i goście mają młodych w nosie. Dlatego rekompensata w postaci alkoholowych poprawin jest czymś, co dobitnie świadczy o tym, po co ci wszyscy goście przyjeżdżają. Tudzież po co nasi rodzice chcą ich widzieć. I bynajmniej, drogi Statystyczny, nie ma to nic wspólnego z czczeniem naszego małżeństwa. Zwłaszcza, że o nas w tej sytuacji w ogóle nie pomyślano.

    Na Stylach leci taki program „ślubne pogotowie”. Jedna pani w reklamie mówi takie słowa: „Jeśli będą kłopoty, to zrobimy samo przyjęcie, bez ślubu”. Odnoszę wrażenie, że niektórym takie rozwiązanie mogłoby być nawet na rękę…

  4. Wiola

    Mateuszu, pierwszy raz się w pełni z Tobą zgadzam. Ba, nawet rozumiem Twój ból i rozgoryczenie. Co tu dużo mówić, rodzice i Wasi, i nasi, potraktowali nasze śluby jak dodatki do przyjęcia.. Smutne, ale niestety prawdziwe. Cóż mogę powiedzieć więcej nad zwykłe współczuję serdecznie.

  5. gremlinka

    „Nie obchodzi ich kto będzie błogosławił, kto będzie śpiewał (choć tu w pewnym sensie tak – bo obecność jednej z poproszonych osób na przyjęciu jest rodzicom wyraźnie nie w smak),” ups…. nie o mnie…?

  6. Cóż, Gremlinko. A więc masz jeszcze jedną szansę na zgadnięcie :). Tylko błagam Cię, nie zgaduj publicznie :).

    Wiolu, wiedziałem, że są takie sprawy, w których się zgadzamy. Dziękuję Ci bardzo – bo zastanawialiśmy się, czy zechcesz się wypowiedzieć w ogóle. Bardzo serdecznie dziękujemy za wsparcie i życzymy udanych dalszych lat życia pozbawionych zbytniego wtrącania się starszych. W wychowanie dzieci chociażby…

  7. 8inny statystyczny

    cóż, smutne…
    Po 1: robienie wesela (przyjęcia, czy jak je tam zwał)z myślą, ze to goście są dla Was a nie wy dla gości. Wasz jest ślub i wszyscy goście ze szczerą radością będą z Wami zapewne dzielić ten czas. Ale wesele, moi drodzy, jest juz dla nich w celu podziękowania za przybycie, za prezenty i takie tam… A narzucanie im waszej woli co do picia (czy was ktoś zmusza do picia na innych weselach?? – sądzę ze nie), wychodzenie o jakiejś godzinie czy nie pojawienie się na poprawinach jest okazaniem totalnego braku szacunku i tego jak bardzo macie ich w dupie (no chyba ze na prawd ę macie ich w dupie: przyszli przynieśli prezenty narzarli się to niech spierd… – to nie mamy o czym rozmawiać).
    To ze rodzice robią poprawiny to, cóz mają prawo-w końcu to oni finansują cale przedsiewzięcie. A to ze bez waszej wiedzy tez o czymś świadczy – moim zdanie o tym jak trudny jest dialog z wami i jak trudno osiągnąć z wami kompromis (pewnie się nie zgodzicie).
    Po 2: rodzice sie nie wtrącają sie do waszych przygotowań do ślubu? Nic dziwnego-to wasz ślub. Wesele (sory:przyjęcie)finansują oni więc interesuje ich jak to wszystko będzie wyglądało i czy goście będą zadowoleni.
    A wasze nie picie alkoholu i narzucanie woli innym jakoś tak wania mi tu sektą jakąś. Bo czy to nie jest tak, ze alkohol jest dla ludzi?? W małych ilościach nie szkodzi nikomu. Juz patrząc przez Wasz pryzmat, to nawet ksiądz na mszy pije alko. nie widzę potrzeby żeby zdrowy człowiek zachowywał taką wstrzemięźliwość. A co do obecności i organizowania przez was imprez bezalkoholowych, to nie macie się czym martwić i śmiało przyjść bo to w końcu nie wy organizujecie tylko rodzice :)
    Sam 2 lata temu miałem wesele (w pełnym tego słowa znaczeniu) i dziś mamy cudowne wspomnienia z żoną. Więc się zastanówcie czy warto psuć wasze i waszych rodziców przyszłe wspomnienia przez jakieś fochy..
    Miłej zabawy (na przyjęciu i poprawinach) i przyjemnej nocy poślubnej ;)
    Tylko moze nie od razu tak owocnej…

  8. słoń

    W pełni zgadzam się z przedmówcą. Jesteś tak pustą osobą, że aż mi wstyd. Lekceważysz wszystko i wszystkich, widzisz tylko czubek własnego nosa. Nic dziwnego, że wywalili cię z seminarium, i rozpocząłeś studia na 5 uczelniach i żadnej nie możesz ukończyć. Traktujesz gości jak zero mają przynieść prezenty i spadać. Chwalisz się dobrami materialnymi, bo rodzice podkreślam rodzice narzeczonej mają kasę. Ty nic jeszcze nie masz nawet rozumu. Wielu gości weselnych wie o tym blogu i już dawno zdecydowali że nie przyjadą na wesele. Współczuje takiego startu w nowe życie.

  9. ktos

    cd tej farsy

  10. ktos

    Cd.twojej weselnej farsy.
    Jak na moj gust to sami nie wiecie czego chcecie. Ty od zawsze za bardzo zapatrzony w Boga nie zauwazysz nawet jak stracisz wiele osob ze swojej rodziny swoja buta i zadufaniem. Wujka Jedrka znasz od dawna i nie klam,ze go zobaczysz pierwszy raz bo mam dowod ze widziales sie z nim 2 lata temu(foty nie klamia).Ale dzieki twojemu opisowi napewno sie nie pojawi bo po co ci nie chciani goscie.Nikt nie bedzie jechal takiego szmatu drogi zeby Cie usciskac a TY matole powiesz falszywie dziekuje!!!!!!Dobrze, ze przed slubem pokazales swoje prawdziwe oblicze i dzieki temu ludzie poznaja twoja dobroc.HEHEHE FAJNIE WIEDZIEC Z KIM SIE MA DO CZYNIENIA i MAM NADZIEJE ZE LUDZIE SIE NIE POJAWIA MOZE TO CIE CZEGOS NAUCZY.Szkoda mi twoich rodzicow bo nie sa winni temu ze maja glupiego syna

  11. kierowca gimbusa

    Ty gościu może wogóle już nic nie pisz, bo co blog to jakaś tragedia, po której wszystko i tak zwalasz na boga. A problem jest raczej w tobie, twoim pustym fundamentalizmie, odpustowej wierze i zwykłej głupocie. Halo! Spójrz za okno, widzisz? To rzeczywistość!

  12. yoozeq

    Po raz pierwszy autentycznie i szczerze wam współczuję.
    Takt, zrozumienie, konstruktywna krytyka, nieomawianie publiczne spraw rodzinnych oraz opanowanie przedpiśców komentują się same – nie śmiem podjąć polemiki na narzuconym poziomie.

  13. Lolinka

    dobrze, to teraz, skoro wszyscy się już powyzłośliwiali, wyzwali kogo chcieli itede, to pozwolę sobie dorzucić dwa słowa od siebie, jako osoba nie – trzecia, jak najbardziej zainteresowana oraz zmartwiona tym, co widzi.

    na pierwszy ogień niech będzie Inny Statystyczny:
    uważasz, że wesele jest po to, żeby podziękować Gościom za przybycie i za prezenty. ok. po pierwsze nie wiem czy ogólnie bym się z tym zgodziła, bo jak ja jadę do kogoś na wesele to jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że robię to dlatego, że oczekuję podziękowania za prezenty. ale dobrze, może to tylko moje subiektywne odczucie. choć czy prezenty nie powinny być z zasady bezinteresowne? nie, nie piszę tego dlatego, że chodzi akurat o prezenty DLA MNIE. piszę tak, bo ja i Mateusz jesteśmy takimi osobami, które chętnie pojadą na ślub nie bardzo bliskiej znajomej, z Warszawy pod Łódź, kupią prezent, złożą szczere życzenia, choć, o zgrozo, nie tylko nie są w ogóle zaproszone na wesele, ale nawet nie dostały osobistego zaproszenia, choć tak nakazuje etykieta. ale dobra, może to tylko my tak mamy, w porządku.
    więc przyjmijmy, że wesele faktycznie jest po to, żeby podziękować Gościom za fatygę i prezenty. czy nie uważasz, drogi Statystyczny, że każdy ma prawo podziękować w taki sposób, jaki uważa za najlepszy? dlaczego właściwie uważasz, że istnieje tylko jeden prawidłowy sposób dziękowania? dlaczego nikogo nie oburza fakt, że ktoś mógłby chcieć zrobić ślub we własnym domu, a nie w ekskluzywnym lokalu, ale oburza go, że ktoś chce zrobić wesele bezalkoholowe? dlatego, bo alkohol jest tradycją, albo zwyczajem? a z czego ten zwyczaj właściwie wynika? z tego, że jesteśmy w Polsce.
    to, że chcemy wyjść o pierwszej, ma swoje uzasadnienie. przede wszystkim takie, że kiedy kilka miesięcy temu rozmawialiśmy z naszymi rodzicami uzgodniliśmy – nie, nie była to nasza jednostronna decyzja rodzice się na to zgodzili, bez żadnego sprzeciwu – że przyjęcie skończy się około północy. później my, bez nacisków rodziców, zdecydowaliśmy się przedłużyć je do pierwszej. niestety rodzice, bez naszej wiedzy, zdecydowali, że przyjęcie będzie trwało póki się samo nie skończy. i co najciekawsze, gdybyśmy sami nie spytali, prawdopodobnie nikt by nas o tym nie poinformował. a czemu chcieliśmy, żeby przyjęcie nie było całonocne [a przynajmniej nie z naszą całonocną obecnością]? cóż powód jest raczej prozaiczny, chociaż może trochę mało zrozumiały – chcieliśmy mieć noc poślubną. czy to naprawdę jest takie straszne? nie jesteśmy pierwszą taką parą, zapewniam Was.
    i tak apropos jeszcze prezentów, nie wiem czy ktoś z tu obecnych zauważył, że to tylko Wy piszecie o prezentach. tak, pewnie to zabrzmi nieszczerze, myślcie sobie co chcecie, nie zależy nam na prezentach. chcecie się przekonać, czy jestem szczera? przyjedźcie bez prezentów.
    to, że rodzice robią poprawiny nie świadczy o tym, że ciężko o kompromis z nami – raczej o tym, że nikt nas nie pyta o zdanie. błagam, nie pisz o czymś, o czym nie masz pojęcia. nie wiesz jak wygląda cała sytuacja, nie byłeś przy ani jednej rozmowie z naszymi rodzicami – jakim prawem wysnuwasz takie wnioski?
    i nie wiem naprawdę, czy to, że rodzice płacą to znaczy, że mają prawo robić co chcą. pomyśl, może kiedyś będziesz bezrobotny, Twoi rodzice, chcąc Ci pomóc, będą Ci dawać pieniądze, czy to znaczy, że będą mieli prawo decydować o Twoim życiu? spróbujcie się po prostu postawić w naszej sytuacji. to ma być z założenia najpiękniejszy dzień w naszym życiu, tak? każdy chyba ma jakieś marzenia odnośnie swojego ślubu. i co, naprawdę ale NAPRAWDĘ uważacie, że rodzice mają spełniać w tym dniu własne marzenia, olewając swoje dzieci?
    może masz rację, że nie warto psuć wspomnień naszych rodziców? może poświęcimy nasze?

    dobrze, to teraz dalej. Słoń.
    to bardzo miłe co piszesz i doskonale o Tobie świadczy. może jeszcze przyczep się do mnie, co, heloł, ja też tu jestem, ja też już raz zmieniłam studia, i kto wie co jeszcze przede mną. i tylko proszę, odczep się od pieniędzy moich, czy też moich rodziców, bo to już jest tylko ich sprawa i z całą ogromną pewnością nic Ci do tego.

    Ktoś.
    po pierwsze wiemy czego chcemy.
    po drugie proszę, odrobina logiki i nie łapmy się za słówka, dobrze? to oczywiste, że prawdopodobnie Mateusz widział kiedyś wujka Jędrka, być może było to dwa lata temu, i nikt nie zamierza się tego wypierać, więc zdjęcia są zasadniczo niepotrzebne. to była raczej taka przenośnia. kto nie ma ochoty jechać taki kawał drogi niech nie jedzie, przymusu nie ma. fałszywe dziękuje? a te uściski to szczere, skoro tu wyzywasz Mateusza od matołów? hm…
    i ogólny apel: jeśli kogoś uraziliśmy to przepraszamy, naprawdę. z całą pewnością nie chcieliśmy tego. prawda jest jednak taka, że to wszystko łączy się dla nas z ogromnymi nerwami, a Wy nawet nie próbujecie nas zrozumieć, choć jestem pewna, że na naszym miejscu czulibyście się podobnie. i zastanówcie się, jak sami się zachowujecie. reagujecie wyzwiskami i nienawiścią, a od nas oczekujecie tylko miłości i absolutnego altruizmu. czy to aby na pewno jest uczciwe?

  14. kierowca gimbusa

    A skoro tu jeszcze jestem to po przeczytaniu tego dłuuugiego komentarza chciałbym cie przeprosić. Ty wcale nie jesteś głupi, ty jesteś jeszcze zwykły dzieciak, niedojżały emocjonalnie smarkacz co to ledwo się wyrwał spod rodzicielskiej smyczy. Mleko pod nosem i zabawa w małżeństwo. Straszenie piórek; wypinanie klaty na pokaz jacy to wy dorośli, samodzielni i religijni.

  15. nikt wazny a jednak

    Jak mozesz myslec tylko o swoim tyłku nie liczac sie a nikim chodzac na inne rodzinne uroczystosci siedzac do konca chlajac i bawiac sie wesele!!!!!!!A sam chcesz sobie urzadzic stype zamiast wesela,no bo po co ci wesele.???i ślub wiesz wogule co to slub i po co on ma sluzyc ?????nie chodzi o zadowolenie gosci tylko o idee ktora towarzyszy dziesiatką lat !!!!!!ale przeciez trzeba stac sie ułomnym zeby ci do konca zycia kazdy wytykal palcem jaki byles..zycze ci jak najlepiej ale uwierz wroze ci rozpad malzenstwa i to ze zostaniesz sam jak palec bo twoje myslenie nie poprowadzi cie zbyt daleko.ŻAL MI CIEBIE

  16. Szejk z Arabii

    Troche to śmieszne, troche straszne ale wydaje mi się że tutaj goście usiłują dyktować gospodarzom jak robić wesele. Włosy się jeżą na czaszce. Jak robię wesele, urodziny, barmitzwe czy dzień czczenia belzebuba to mam prawo ustalić takie warunki jakie JA (w przypadku wesela akurat MY) uważam za stosowne. Nie ma alkoholu ? widocznie gospodarze go sobie nie życzą. Nie zostałeś/aś zaproszony ? widocznie gospodarze uznali, że poradzą sobie bez ciebie. Dokładnie z takich powodów wcale mi się nie uśmiecha perspektywa mojego własnego wesela. Zbyt wielka rozbieżność między tym, jak widzę je JA, a tym jak by chciał każdy z osobna. Szacunek dla rodziców? – jak najbardziej. Ale ślub to nie czternaste urodziny. Jak ktoś robi wesele to znaczy, że jest już na tyle dorosły, by decydować o tym samemu. To chyba raczej czas i miejsce, by rodzice okazali troche szacunku swoim dzieciom. Wiem, jak wielu ludzi tego nie pojmuje i wyda im się to zbyt brutalne. Ja poproszę ślub w Vegas, wesele w McDrive a zaproszenia goście dostaną tydzień po imprezie.

  17. ktoś kogo nie zdążyłeś lepiej

    :-))

  18. ktoś kogo nie zdążyłeś lepiej

    Witam Cię Mateuszu. Piszę tu żeby wyrazić swoje zdanie, chociaż może nie powinnam, bo jestem tylko przyczepką do WASZEJ rodziny. Nie mogliśmy się lepiej poznać bo pewne sytuacje rodzinne wpłynęły na nasz a raczej ogólny kontakt z całą Twoją rodziną.Trudno, ale nie o tym teraz może jak będziesz miał ochotę kiedyś posłuchać to pogadamy na ten temat, Ale dzisiaj piszę o tym co tu wyczytałam. Postaram się napisać coś obiektywnego.Z jednej strony to co napisałeś w blogu, było wyrazem twojej frustracji jaka pojawiła się w wyniku niezrozumienia w tym co chcesz a to co muszisz. Każdy ma prawo do swojego życia, kierowania nim i decydowania.To wasz dzień a nie innych. Rodzice chcieli dobrze pokazać się przed rodziną- to im się chwali i nie dziw się temu, to taka tradycja, chcieli dobrze mimo że wbrew wam. Wy chcieliście „może” skromne przyjęcie w towarzystwie najbliższych których kochacie i macie do nich pełne zaufanie, wtedy problem z alkoholem, czy poprawinami nie miałby racji bytu. Ten kto was kocha, szanuje i tak naprawdę jest bezinteresowny zrozumie wasze rosterki i będzie mu wszystko jedno jak będzie wyglądała oprawa ślubu i wesela, najważniejsze że będzie z wami cieszył się tym szczególnym dniem. Wiesz myślę , że twój opis w blogu , może nieświadomie mógł urazić innych np. zastanawiasz się czy są to twoi goście, czy rodziców-wiesz nie powinieneś tak pisać, ja rozumiem, że jesteś rozgoryczony decentralizacją tej ceremoni( nie wy jesteście w centrum, tylko inni he..he..)i jeśli ktoś cię dobrze zna ( nie mówie o sobie, bo chociaż ” jesteśmy rodziną” nie poznaliśmy się dobrze), wybaczy Ci Twoją wypowiedź w afekcie. Więc się tym nie martw, bo wygląda na to że Wasz najważniejszy dzień w życiu zaczyna być opkupiony, nerwami, zamieszaniem w rodzinie, co nie powinno się zdarzyć, bo będziecie mięli przez to sztuczną atmosferę na ślubie-weselu o ile już tak nie będzie. Mnie to wszystko jedno , bo nie jestem zaproszona na wesele,ale rozumiem to i nic mi do tego. Mogę wam życzyć tylko dużo wytrwałości, miłości i tego żebyście zawsze się szanowali i trzymali razem, reszta się jakoś ułoży. Kiedyś jeszcze na ten temat pogadamy, tylko nie na blogu o ile będziesz chciał. Pozdrawiamy-głowa do góry.

  19. inny statystyczny

    cóż..chyba sie nie zrozumieliśmy. Nie chodzi o to, ze goście idąc na wesele (ja tak nie mam i jak widać ty też) myślą sobie że to jest dla nich podziękowanie – chociaż pewnie niektórzy tak ale w to juz nie wnikam. Chodzi o to, zeby gospodarze mieli takie przeświadczenie. A jak widać w tym wypadku tak nie jest. Szkoda…
    Poza tym na miejscu Szanownej Narzeczonej bym się obawiał, ze kiedyś Bóg i wiara mogą się stać ważniejsze dla autora bloga niż sama narzeczona (wtedy już żona). A niestety bucowatość i jedyny monopol na prawdę i rację Sz.P. daje sie zauważyć na odległość. Radzę zmienić postępowanie i troszkę spuścić z tonu i uważał co mówi i pisze bo moze się okazać, ze przedmówca miał rację i Sz.P. zostanie sam (no moze z żoną) a tak we dwójkę w odizolowaniu ciężko żyć.
    Mimo wszystko zyczę duzo szczęścia i moze odrobiny zastanowienia. Bo jeśli wszyscy w koło coś mówią to moze jednak oni mają rację a nie Sz.P.

  20. Ola

    Drogi Inny Statystyczny. pozwolę sobie jeszcze odpowiedzieć.
    w kwestii podziękowań to nadal nie uważam, żeby celem przyjęcia było dziękowanie gościom. ALE – być może po części Cię rozumiem i przyznaję Ci rację: można a nawet powinno się w czasie przyjęcia podziękować gościom za obecność – jest to nie tylko grzeczne, ale też jak sądzę miłe dla obu stron, bo [w założeniu] to zarówno my się cieszymy, że goście są z nami, jak i goście, że mogą nam towarzyszyć.

    co do Twojego ostrzeżenia natomiast: dziękuję Ci bardzo za troskę. niestety muszę Cię rozczarować. dla autora tego bloga Bóg już JEST na pierwszym miejscu. obawiam się, że gdyby tak nie było, nie byłabym tak pewna tego, że chcę z nim spędzić życie. tak się składa, że mam podobnie ułożoną hierarchię wartości, a moją dewizą życiową jest stwierdzenie, którym mnie kiedyś uraczył mój znajomy ksiądz: że jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na właściwym miejscu. tak, może dla Ciebie to tragiczne, ale każdy ma prawo kierować się w życiu tym, co sam uzna za najważniejsze. jeśli natomiast obawiasz się, że pewnego dnia M. przestanie pracować, zajmować się dziećmi i żoną, bo pięć razy dziennie będzie biegał do kościoła, to raczej się nie przejmuj. ogólnie rzecz biorąc poza Bogiem mamy jeszcze inteligencję. czasem też się boję, że zostaniemy tak sami we dwoje, ale akurat nie biorę za przyczynę tego faktu, że jesteśmy nienormalni i fanatyczni. może po prostu mamy trochę niepasujące poglądy. i nie, nie uważam, że jeśli wszyscy coś mówią, to znaczy, że taka musi być prawda. no nie wiem, kiedyś wszyscy myśleli, że Ziemia jest płaska, tak? i nie, nie sądzę, że jesteśmy wielkimi geniuszami z monopolem na prawdę. po prostu nie każdy się musi zgadzać z naszym postrzeganiem świata. a poza tym nie wiem czy zauważyłeś, że są też tacy, którzy się zgadzają. co mnie ogólnie rzecz biorąc napawa pewnym optymizmem:)

  21. Podoba mi się! Podoba mi się wpis, podobają mi się komentarze. My z Mężem mieliśmy obiad z winem dla 30 osób, chociaż dla nas samych idealny byłby obiad ze świadkami i bez wina, ale wiadomo- rodzice i najbliższa rodzina. Nieco dalsza rodzina się oczywiście poobrażała, co skutkuje brakiem zaproszeń dla nas na odbywające się później śluby. Nocy poślubnej nie mieliśmy zaraz po, rodzice nas następnego dnia wywieźli na wieś na 3 dni. W samej podróży towarzyszyła nam kuzynka. A wszystko jeszcze odbywało się w czasie płodnym, żeby było trudniej. Rodzice mimo upływu już dwóch lat wspominają, ze dzięki temu alkoholowi „jakoś to było”. Na weselach bywamy rzadko i zawsze wracamy z nich przed północą, ale przerażają mnie te imprezy przede wszystkim dla gości-żeby się pokazać, których koszt przekracza ćwierć wcale nie najtańszego mieszkania. Podoba mi się określenie „obiad bezalkoholowy”- sama bym takiego użyła w zaproszeniu. Ogólnie podoba mi się, co piszesz (nie tylko ten wpis, pod tym komentuję, bo akurat ten mnie wyjątkowo ruszył) i podoba mi się, że są jeszcze ludzie, którzy czekali na noc poślubną, którzy do szczęścia alkoholu nie potrzebują i których woli również nie respektują ich rodzice. Chcielibyśmy Was kiedyś poznać:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s