Notka w przypływie radości

Piszę nową notkę, choć nie przypuszczałem, że będę miał jeszcze czas i ochotę by to zrobić przed ślubem. Ale ponieważ nastrój troszkę mi się odmienił, postanowiłem coś jeszcze dopisać.

Przed napisaniem poprzedniej notki miałem już doła – bo działy się rzeczy, których bardzo nie chciałem, a jednocześnie było mi jeszcze bardzo przykro, że nie odczuwam radości z powodu zbliżającego się ślubu. Ponieważ nie mogłem uczynić nic, by naprawić sytuację i by wszystko odbyło się jednak tak, jak sobie wymarzyliśmy (bez alkoholowych poprawin), napisałem notkę na blogu, który służy mi czasami do wykrzyczenia się i odreagowania. To, co się wydarzyło potem sprawiło, że zdołowałem się jeszcze bardziej. Bo niewielki zaledwie odsetek ludzi zrozumiał nasze myślenie, a jednocześnie udało mi się niechcący urazić pół mojej rodziny. Uwierzcie, gdybym przypuszczał, że w jakiś tajemniczy i magiczny sposób moją notkę przeczytają wszyscy członkowie mojej rodziny, którzy posiadają dostęp do internetu, notka wyglądałaby odrobinę inaczej. I może starałbym się omijać kwestie, które mogłyby gości urazić.

Staram się nie mieć żalu do anonimów (tudzież osób podszywających się pod inne osoby), które postanowiły się wypowiedzieć, w niektórych przypadkach również mnie zwyzywać. Domyślam się, że w pewnym sensie sobie zasłużyłem. Prawdopodobnie zasłużyłem sobie również na to, by zostać zignorowanym i by niektórzy nie pojawili się na naszym ślubie. Przepraszam więc wszystkich, którzy poczuli się nie moimi gośćmi po przeczytaniu notki. Prawda jest taka, że nie ma i nie będzie nie moich gości – bo choć niektórzy z Was są zaproszeni dlatego, że mama czy babcia tego chciała, to wszyscy zostaliście zaproszeni przez nas, osobiście, na wypisanych własnoręcznie zaproszeniach. I wszyscy, każdy z osobna, będziecie mile widziani przez nas na naszej uroczystości, jeśli tylko pragniecie przyjechać po to, by z nami świętować i cieszyć się z nami naszym szczęściem.

Przepraszam również tych gości, którzy przyjadą autobusem ze Skarżyska (a może już zrezygnowali?). Mogliście pewien fragment mojej notki zinterpretować jako próbę wygonienia Was po śniadaniu busem do domu. Źle się wyraziłem – co zresztą zdarza się często, a potem bywają z tego tytułu kłopoty. Nigdy nie uważałem, że będę kogokolwiek „wyrzucał” po śniadaniu. Jak już może wiecie, założenie było takie, że obiad kończy się około północy, goście odsypiają wygodnie w hotelu, a następnie, wyspani, mogą wrócić do domu. Nie miało to nic wspólnego z wyganianiem kogokolwiek. Słowo „wyrzucać” wymyślił ktoś inny, by podkreślić zasadność robienia obiadu na drugi dzień. I ja tą zasadność wówczas nawet byłem gotów przyjąć – i byłem gotów pojawić się z żoną na tym obiedzie – dopóki nie dowiedziałem się, że prawda leży z lekka gdzie indziej. Dlatego wybaczcie, jeśli poczuliście się dotknięci tym, że chciałem Was wyrzucać. Prawda jest taka, że nie chciałem – a plan był taki, że przecież wybawimy się wszyscy na obiedzie, a Wy wrócicie bezpiecznie do domu.

Tak więc wszystkich serdecznie, z całego serca przepraszam. Nie napisałem tej notki po to, by się powyzłośliwiać na Was. Napisałem ją, by odreagować wielkie rozczarowanie, które spotkało nas ze strony bliskich nam osób. Dlatego proszę, i nie robię tego ze względu na nikogo innego, jak tylko na nas i na Was, wybaczcie moje grubiaństwo i brak taktu w niektórych wypadkach. Przyjedźcie na ślub (i naprawdę, jak już napisała moja narzeczona, nie musicie przywozić żadnych prezentów) i złóżcie nam szczere życzenia, przyjmując od nas szczere podziękowania. Potem przyjdźcie na przyjęcie i spróbujcie się bawić, mimo braku alkoholu – bo zawsze zdawało mi się, że obecność szczęśliwych państwa młodych może z powodzeniem zastąpić najlepszą wódkę.

Przyjdźcie również na obiad niedzielny, choć nas na nim nie będzie. Mam nadzieję, że mimo braku państwa młodych będziecie się dobrze bawić w towarzystwie naszych rodziców. Mam również nadzieję, że nie odczytujecie nas jako głupców, kiedy dostajecie informację o obiedzie z obecnością alkoholu na kilka tygodni po tym, jak z naszych rąk otrzymujecie zaproszenie na przyjęcie bezalkoholowe. Jak również, że rozumiecie dlaczego nas na tym obiedzie nie będzie (nie licząc tego, że nim się o nim, jako ostatni, dowiedzieliśmy, mieliśmy już plany na niedzielę).

Piszę tę notkę dlatego, że jest mi autentycznie głupio, iż niechcący zraniłem tak wielu ważnych dla mnie ludzi. Piszę ją również dlatego, że z pewnych powodów humor mi się nieco poprawił. Jednym z nich jest to, że coś się ponaprawiało – jeden bardzo ważny aspekt, którego nie będę wymieniał, ale z którym męczyliśmy się ponad dwa tygodnie (i wszystko przez te kolonie…). Kiedy rano obudziłem się, by usłyszeć od narzeczonej, że się naprawiło, jednocześnie doszedł mnie SMS od Szejka, który dodatkowo wprawił mnie w radosny nastrój. Ostatecznie humor doprawił komentarz od Kogoś Kogo Nie Zdążyłem Lepiej (skądinąd ciekawy nick :), który to Ktoś – jako pierwszy z rodziny – zechciał zrozumieć moje rozgoryczenie i zdenerwowanie, a jednocześnie delikatnie i rzeczowo wytknąć mi błędy – dzięki czemu mogłem Was, z pełną żalu świadomością, przeprosić. Dodatkowo dziś dostałem jeszcze maila od przyjaciółki, która odpowiedziała mi równie rzeczowo (choć nie, nie będzie toastów winem ani szampanem, Przyjaciółko, ani jednego. Krucjata to krucjata, a sądzę, że Albin może potwierdzić, iż toasty z pomocą piccolo są równie przyjemne i z całą pewnością tak samo wesołe).

Kończę te wywody, mam nadzieję, że choć odrobinę owocne. Muszę od tej pory pamiętać, że czyta mnie cała rodzina. I że muszę dużo bardziej uważać na słowa. Bloga już nie zamknę. Mam dość – zarówno zakładania nowych i uciekania, jak i chowania ze strachem głowy w piasek. Cieszę się, że znalazłem wielu nowych czytelników. Bardzo serdecznie zapraszam do dalszej lektury.

A na koniec dodam, że cała ta akcja z komentarzami odwróciła moją uwagę od powodu, z jakiego napisałem poprzednią notkę. Już mnie więc ten obiad alkoholowy nie przybija tak mocno :). Nie wiem tylko, czy to dobrze, czy źle :P.

Reklamy
Categories: O mnie | 2 Komentarze

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Notka w przypływie radości

  1. Pryzjaciolka

    :)

  2. Jak widać zainteresowanie tą notką dużo mniejsze… Ciekawe z jakich powodów? Tak czy inaczej – to już nie tak ważne. Sądzę, że nadszedł czas na nową notkę. A więc – chyba dzisiaj coś napiszę :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s