Zamiast

Jest sobie taki stary dowcip, który ostatnimi czasy uwielbiają wszelkie antykatolickie portale, takie jak Pardon: „Jaki jest najlepszy sposób na zapobiegnięcie niechcianej ciąży?” „Szklanka wody” „Przed czy po?” „Zamiast…”

Nie o tym będzie ta notka.

To znaczy o tym w zasadzie. Tylko nie o szklance wody. Za to dokładnie o tym, czego czepiają się wyżej wymienione portale. Bo nie mam wątpliwości, że część z czytających mnie osób uważa się za katolików. Co więcej – część z tej części osób zdaje sobie z pewnością sprawę z tego, że katolicka moralność zabrania używania antykoncepcji, część z tej części części wie dlaczego i nawet jest w stanie się zgodzić, ale tylko część z części części części wie co zamiast i nie mówię o szklance wody.

Bo można się spotkać z takimi ciekawymi sytuacjami, jak ta, w której będąc z Gośką znajdowałem się sam. Absolutnie mowy nie ma o antykoncepcji w małżeństwie (choć takie myślenie miałem dopiero pod koniec naszego związku). Ale nie miałem pojęcia cóż można zasugerować w zamian. Niektóre niewiasty mogą zakomunikować: „Ale ja nie chcę mieć 20 dzieci!” Co na to odpowiemy? „Przemyślimy to”, czy może „Jakoś cię przekonam”?

O antykoncepcji już kiedyś pisałem, jeszcze jako kleryk (ZBADAJ). Przypomnę, że katolicka moralność zakazuje jej używania dlatego, że akt płciowy (znany także jako akt małżeński – jako że moralnie dobry jest tylko w małżeństwie) ma dwa ukierunkowania: ku płodności i ku wspólnocie. Oznacza to, że każdy stosunek powinien otwierać się na płodność (co absolutnie nie oznacza, że każdy stosunek musi zakończyć się zapłodnieniem) i na stworzenie jedności cielesno-duchowej z żoną/mężem. Antykoncepcja zamyka pierwsze z tych ukierunkowań, blokuje drugie. Nie dość więc, że zbliżamy się do siebie zabezpieczając się przed ewentualnymi konsekwencjami, to jeszcze łączymy się w dalszym ciągu na odległość, takiego gumowego twora chociażby.

Nie wszyscy muszą się zgadzać z powyższym, nie wszyscy muszą rozumieć, że seks to nie jest naturalna potrzeba człowieka, którą trzeba rozładować, albo że nie służy do przyjemności (to, że nie służy nie znaczy, że przyjemność jest zła. Wręcz przeciwnie). Ja sam długo nie rozumiałem. Myślę jednak, że są wśród nas tacy, którzy rozumieją. A owi „tacy” mają np. partnerów, którzy nie do końca rozumieją. A nawet jak rozumieją – to może właśnie nie koniecznie chcą mieć dziesięcioro dzieci, bo muszą być otwarci na płodność. I ja ich rozumiem – bo sam dziesiątki nie planuję. To teraz Wam powiem: zanim powiecie człowiekowi, z którym planujecie przyszłość (małżeństwo chociażby), że nie akceptujecie antykoncepcji, powinniście mieć przygotowane jakieś „zamiast”. Ja wiem, że to może nie być takie proste. Ale naprawdę chcecie się kłócić w stylu „Bo nie!”?

Naturalne planowanie rodziny, zwane popularnie eNPeeRem, jest genialnym „zamiast”. I nie, nie ma nic wspólnego z tym, co nazywa się kalendarzykiem małżeńskim. Środowiska opłacane przez firmy produkujące tabletki hormonalne czy prezerwatywy uwielbiają stawiać metody kalendarzykowe na pierwszym miejscu kiedy mowa o eNPeeRze. A my, niby mądrzy ludzie, dajemy się cudownie oszukiwać. Bo tu trzeba mieć niezwykle regularne cykle (najlepiej 28-dniowe), nie chorować i w ogóle to rosyjska ruletka. Owszem, to jest rosyjska ruletka. Tylko z NPRem nie ma już dziś za wiele wspólnego.

Nie ma też nic wspólnego ze szklanką wody.

Ani z antykoncepcją. Co mnie zdziwiło niezmiernie, w pewnym artykule na Onecie, który pognębiał cudownie naturalne metody planowania rodziny, zostało podkreślone, że nie są one metodą antykoncepcyjną. Nie robi się tu bowiem nic, by w jakikolwiek sposób zapobiec zajściu w ciążę. Nie robi się nic zupełnie, co mogłoby sprawić, że nie dojdzie do poczęcia mimo współżycia wtedy, kiedy normalnie do poczęcia dojść powinno. NPR jest tak naprawdę tylko poznawaniem swojego ciała. Tzn. przez kobiety. Bo facet musi się tylko nauczyć wstrzemięźliwości. Jak lubi, może pić wodę.

Naturalne planowanie rodziny opiera się na kilku prostych zasadach, które nie my wymyśliliśmy, lecz Pan Bóg (lub Matka Przyroda – zależnie od światopoglądu :P). Przede wszystkim cykl (czyli to, co dzieje się z ciałem od miesiączki do miesiączki) u kobiet składa się z trzech faz: faza względnej niepłodności (licząc z czasem trwania okresu), faza płodna i faza niepłodna. W ciągu całego cyklu w ciążę można zajść tylko przez 1 (słownie jeden) dzień. Ponieważ wyzwolone z jajnika jajeczko, jeśli jest pozostawione samo sobie, może przeżyć tylko jedną dobę. Faza płodna trwa trochę dłużej. Zaczyna się w momencie, gdy pojawi się coś, co nazywamy płodnym śluzem. Śluz ten wydziela „w sobie” ciało kobiety. W tych kwestiach się akurat za bardzo nie orientuję, ale gwarantuję, że każda kobieta, która od czasu do czasu korzysta z toalety, jest w stanie rozpoznać u siebie śluz płodny, jeśli powie się jej, jak on wygląda. Na czym polega ten tzw. płodny śluz? Wiemy, że jajeczko żyje dobę. Plemnik (wiemy, co to plemnik? :P) żyje jeszcze krócej. Zresztą odległość do jajeczka ma tak dużą, że nie jest w stanie go dosięgnąć w odpowiednim czasie. Tutaj wchodzi śluz. Plemnik „żywi się” śluzem – co sprawia, że jest w stanie przeżyć nawet trzy dni, czekając na jajeczko (niektórzy twierdzą, że może przeżyć i tydzień, ale nie wiem, czy można dać im wiarę). Śluz dodatkowo zwiększa możliwości transportowe – i tak oto dzielny wojownik dociera sobie do celu. Tak też okres płodny trwa nieco dłużej, choć do zapłodnienia może dojść zaledwie w ciągu jednej doby.

By dobrze określić okres płodny, sprawdzamy nie tylko śluz, lecz również mierzymy temperaturę. Bardzo obeznany ginekolog konsultujący dla Bravo wypowiedział się niedawno, że należy mierzyć ją w jednym miejscu, np. pod pachą. Większej bzdury nie słyszałem. Temperaturę należy mierzyć tam, gdzie znajduje się śluzówka. Są trzy miejsca do wyboru – ja polecam usta :P. Temperaturę mierzymy zawsze o tej samej godzinie, na przykład o szóstej. Można się obudzić na 8 minut, zmierzyć i pójść spać. Poleca się nie zasypiać podczas mierzenia – ale jesteśmy żywym dowodem na to, że wszystko działa nawet, gdy się zaśnie :).

No dobra, ale o co chodzi z tą temperaturą? Otóż organizm kobiety wydziela kilka różnych hormonków. I jest też taki progesteron, odpowiedzialny za przygotowanie organizmu pod zagnieżdżenie się jajeczka w błonie macicy. I ten oto progesteron jest również odpowiedzialny za wzrost temperatury. Najczęściej co najmniej o 2 kreski w stosunku do temperatury przedprogesteronowej :P. Okej, biologia. Wcale nie musimy tego wiedzieć. Grunt, że jeśli skoczyła temperatura, to prawdopodobnie jajeczko się uwolniło. Mija dzień – ona nie spada, prawdopodobnie jajeczko już nie żyje (chyba, że doszło do zapłodnienia). Na wszelki wypadek mierzymy jeszcze w trzecim dniu. Czwarty już z całą pewnością możemy uznać za niepłodny. I tak aż do samej miesiączki…

Między owulacją a miesiączką jest zazwyczaj 12-16 dni (jeśli czas ten trwa krócej, należy zgłosić się do lekarza z prostej przyczyny – bo jeśli dojdzie do zapłodnienia, organizm wydali zapłodnione jajeczko zanim zorientuje się, że jest w ciąży). W ciągu tych dni temperatura nadal jest wysoka – progesteron działa, by zamontować jajeczko w błonie macicy. I przez te dni można współżyć nie martwiąc się nieplanowaną ciążą (nie piszę „niechcianą”, bo pierwszym, podstawowym założeniem NPR jest to, że każda ciąża jest chciana, nawet, jeśli jest nieplanowana). A w dniu, w którym zmierzysz temperaturę i okaże się, że drastycznie opadła – z dużym prawdopodobieństwem dostaniesz okres.

Jest jeszcze faza względnej niepłodności. Trwa od początku okresu do siedmiu dni przed owulacją. Śluz płodny może pojawić się wcześniej, niż tydzień przed owulacją – ale, jak już wiemy, żaden plemnik nie przeżyje dłużej niż siedem dni. NPR ma również propozycję dla osób, które chcą współżyć nie tylko pod koniec, ale i na początku cyklu. Z tym, że jak możemy się zorientować, określenie pierwszego dnia płodnego nie jest możliwe aż do momentu nastąpienia owulacji. Dlatego nazywamy poprzedzający go etap czasem względnej niepłodności. I dlatego NPR proponuje (zależnie od różnych ekspertów) rozpoczęcie przewidywania czasu niepłodnego poprzedzającego owulację po dokładnej obserwacji kilku wcześniejszych cykli. Wówczas bierzemy najkrótszy z tych cykli i odejmujemy od jego długości „bezpieczną” ilość dni – co daje nam w wyniku kilka dni w okresie względnej niepłodności, w czasie których możemy współżyć nie spodziewając się dziecka. Obliczanie ilości dni przebiega tak, by pozostawić sobie granicę na wypadek, gdyby np. kolejny cykl okazał się być o dzień czy dwa krótszy. Informuję jednak, postępując w ślad za moją nauczycielką, że jest to już metoda dla osób bardziej zaawansowanych, mniej pewna w swej sprawdzalności i w mniejszym stopniu oparta na bieżącej obserwacji (zwłaszcza, że jeśli decydujemy się na współżycie w okresie względnej niepłodności, to z obiektywnych przyczyn nie mamy możliwości obserwacji śluzu – jak zaczniecie, powinniście zrozumieć).

Dla mniej zaawansowanych pozostaje współżycie przez ok. dwa tygodnie w czasie miesięcznego cyklu, chyba, że akurat mają nadzieję na zajście w ciążę. Wydaje się to mało? Z pewnością nie jest to jakiś niezwykły ogrom, zwłaszcza, że przez pozostałe (ponad) dwa tygodnie należy zachować wstrzemięźliwość. Co więcej – kobieta ma akurat największą ochotę na seks wtedy, kiedy jajeczkuje (natura sama dąży do zapewnienia jak największej płodności – jakież to przebiegłe!). Ale jest mnóstwo dobrych stron wynikających z NPRu. Po pierwsze – zdobycie niesamowitej, medycznej wiedzy na temat swojego, tudzież swojej żony, organizmu (której to wiedzy częstokroć nie posiadają nawet ludzie, którzy uważają się za specjalistów ginekologów). Po drugie – dokładne przewidywanie zarówno dnia owulacji (w tym również i wiedza o DOKŁADNEJ dacie poczęcia dziecka), jak i zbliżającego się okresu. Po trzecie – nauka panowania nad swoimi popędami, zaraz po wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej (może Was to zdziwić, ale strasznie się przydaje – na przykład podczas zagrożonej ciąży, w jakiej choćby my się znaleźliśmy); wcale nie trzeba, by mąż spał w osobnym łóżku gdy żona nie może współżyć tylko dlatego, że nie nauczył się spać blisko swojej kobiety bez obawy, że „nie wytrzyma” (patrz NOTKA O MALIŃSKIM). I po czwarte – uczy także dbania nie tylko o siebie i swoją przyjemność, lecz głównie dawania siebie drugiej osobie. Bo to może i racja, że facet musi się trochę bardziej namęczyć, by rozgrzać kobietę, która akurat ma okres niepłodny, ale właśnie dzięki temu zbliża się do niej o wiele bardziej i zwiększa dawkę czułości. Ona zresztą również – bo on, nie odczuwając tej odurzającej dawki feromonów wysyłanych przez nią w czasie jajeczkowania, także nie ma aż takiej ochoty. To czwarte podobno zdarza się zresztą dość rzadko – dwutygodniowa wstrzemięźliwość działa bowiem lepiej niż najlepszy afrodyzjak :). A po piąte – gdybyśmy jednak chcieli mieć dziecko, możemy sobie je cudownie zaplanować znając dokładnie swoje ciało. Nie ma problemów z „powrotem płodności” po odstawieniu tabletek antykoncepcyjnych; nie ma problemu z określeniem optymalnego momentu współżycia, by zajść w ciążę; nie ma problemu z określeniem niemal dokładnej daty przyjścia na świat potomka (nasza medyczna data porodu określona jest na 16 czerwca, ale dzięki wiedzy o tym, kiedy zaszliśmy w ciążę, wiemy, iż data 20 czerwca 2009 roku jest bardziej prawidłowa); ba, istnieje nawet pewna możliwość zaplanowania płci! Wynika to z prostego, biologicznego faktu, że faceci mają więcej siły w krótkim czasie, kobiety są za to zdolne do mniejszych wysiłków przez długaśne okresy (dlatego to my rozładowujemy towar w hurtowniach, a one niańczą dzieci :). Jak to się przekłada na NPR? Otóż plemniki o układzie chromosomów XY (męskie) osiągają cel z dużo większą prędkością, niż plemniki XX (żeńskie). Są jednak dużo mniej żywotne – i jeśli zostaną wpuszczone na trzy dni przed owulacją, raczej nie mają szansy na doczekanie owego celu. Plemniki XX natomiast są dużo wolniejsze i wpuszczone w dniu jajeczkowania raczej nie zdążą dotrzeć do jajeczka przed kolegami XY, ale jeśli wpuści się je odpowiednio wcześniej – mogą przeżyć swoich męskich kumpli i swobodnie przeczekać w śluzie aż nadejdzie wielkie jajo. Oczywiście płci nie da się przewidzieć czy zaplanować z dużym prawdopodobieństwem, zwłaszcza gdy współżyje się przez cały okres płodny (nie wiesz, czy ten wpuszczony świeżo zdąży wyprzedzić tego, który czeka od trzech dni). Ale jest to sposób znany od starożytności, a dziś już znamy jego biologiczne podstawy.

To nie są wszystkie powody, dla których warto zainteresować się NPRem, nawet jeśli nie jest się katolikiem praktykującym. Jednym z tych powodów, dodatkowo, może być to, co zaraz wyjaśnię na własnym przykładzie, a co mnie bawi niezmiernie. Jak wiele osób wie, ciąża trwa 40 tygodni. My, ja i moja żona, jesteśmy w tym momencie na przełomie dziesiątego i jedenastego tygodnia. I owszem, wiele dociekliwych głów może złapać kalkulator (albo kalendarz) – o co podejrzewam również moje dzieciątko rozwijające się chwilowo w cieplutkich wodach, oczywiście gdy będzie nieco starsze – i obliczyć dokładną datę naszego zajścia w ciążę. Jak się okaże – nasza ciąża zaczęła się 9 września. Wszyscy wiemy, że wzięliśmy ślub 13. O nie! Co za bezbożni źli ludzie! Zaszliśmy w ciążę cztery dni przed ślubem!

Nie! Pewnie wiele pań wie (zwłaszcza te, które same kiedyś były w ciąży), że medycznie ciążę liczy się od momentu rozpoczęcia ostatniej miesiączki. Czyli, najczęściej, od około 2 tygodnia PRZED zajściem w ciążę. Wydaje się to na pierwszy rzut oka nielogiczne, ale w gruncie rzeczy gra sobie z logiką w karty i najwyraźniej wygrywa. Oto bowiem mało która kobieta faktycznie wie, kiedy w rzeczywistości zaszła w ciążę. Dlatego medycyna przyjęła, że przy 28 dniowym cyklu ten moment wypada w jakieś dwa tygodnie po rozpoczęciu okresu (czy ktoś mówił coś o kalendarzyku małżeńskim?). Co, de facto, rzadko zgadza się z prawdą. My, na przykład, zaszliśmy w ciążę 18-19 dnia cyklu (wahanie bierze się stąd, że mierzymy temperaturę o 6 rano, kiedy jajeczkowanie i jej skok mogły nastąpić równie dobrze poprzedniego dnia popołudniu), czyli sporo po upływie rzeczonych dwóch tygodni. I stąd bierze się to, że przesuwamy datę porodu o 4 dni dalej w stosunku do tej wyliczonej przez ginekologa.

I owszem, jeśli ktokolwiek spyta mnie, czy w naszym małżeństwie naturalne metody się sprawdzają, powiem mu, że póki co stuprocentowo. Planowaliśmy zajść w ciążę w pierwszym cyklu po ślubie i się udało. Co będzie dalej – czas pokaże. Są tacy, którzy śmieją się z NPRu, bo twórcy jednej z dwóch części składowych metody, polegającej na badaniu śluzu, Billingsowie, mieli 9 dzieci. Ale skąd ta drwina? Skąd w nas wszystkich pewność, że skoro z takim zapewnieniem propagowali tę metodę, to na pewno nie zaplanowali tej gromadki? Ja sądzę, że wszystko poszło dokładnie tak, jak miało pójść…

Teraz już wiemy, co jest dobre „zamiast”. Zamiast antykoncepcji, nerwów, niezadowolenia czy zmian hormonalnych wywołanych tabletkami. By wiedzieć więcej, możecie kupić podręcznik (O TU). No i oczywiście jeden niezbędny przedmiot – nieco tańszy od kartonów prezerwatyw i ton pigułek. Nazywa się termometr.

Categories: Duchowość i moralność | 6 Komentarzy

Zobacz wpisy

6 thoughts on “Zamiast

  1. Wiola

    Dzięki Bogu, Mateusz, Wy żyjecie! Nigdy nie pomyślałabym, że aż tak ucieszę się z kolejnego Twojego elaboratu. Po pierwsze małżonkę proszę ucałować, po drugie brzuszek-jeszcze-nie-okrągluszek od cioci, o! Ja od tygodnia siedzę jak na szpilkach i się o Waszą trójkę martwię, ale do meritum!
    Bardzo fajnie, że zachwalasz NPR, bo ma wiele zalet, a duże grono osó b wiesz na nim psy. My się uczymy, powolutku i stopniowo, pewnie kiedyś dojdziemy do doskonałości. a tak od siebie dodam, że fajnie tym co mają krótki lub normalny cykl, a nie na ten przykład trzydziestoparo dniowy. …
    I ie wierzcie ślepo w rozdział jedenasty „Szkoły..”, bo autorzy zapomnieli o drobnych niuansach, bez których powrotu płodności po porodzie nie da się opóźnić: ot, co to, takich 8 żelaznych zasad!
    Co do terminu porodu, to lekarz wyznacza go orientacyjnie, co moi na ten przykład podkreślali przy każdej wizycie. Zresztą, ja posiadając dwóch lekarzy miałam wyznaczone dwa terminy :), a Janek i tak sie pojawił najbliżej tego, wyznaczonego przeze mnie :). Zresztą tego nie da się wyliczyć, bo tak naprawdę mały bąbelek sam decyduje, kiedy chce zobaczyć mamusię i tatusia.
    Zresztą kobiecy organizm, to nigdy nie zostanie do końca i dokładnie zbadany pod tym kątem. Do tej pory nie wiadomo jak powstaje ciąża bliźniacza itd., itp.

  2. Papieska Ruletka! Fajna nazwa no nie?
    Jak malec przejechał się na trójkołowym rowerku, to zaraz robił wykłady o kolarstwie….
    Z koniecznością nauki wstrzemięźliwości się zgadzam, gdyż w innym wypadku tylko matka wie, z kim ma dzieci, co ma złe skutki dla wielopokoleniowej społeczności.
    O wierności też można wiele powiedzieć (nie tylk ow dobie aidsa).
    Jeszce należy dodać o czystości – w pojęciu starotestamentowym (ani jedna jota, ani jedna kreska!!!). Zwróć uwage drogi trójkołowy wykladowco, żę Stary Testament wzywa do czystości w sensie fizycznym – po każdym zbliżeniu małżonkowie musieli nie tylko wyprać szaty (często będące jednoczenie pościelą), czy osobna pościel, ale i nie dotykać przez dobę ludzi i przedmiotów (lista jest dosyć szczegółowa) fakt, że przy okazji kapłani pobierali podatek od oczyszcenia (hm, jakby brali podatek od korzystania z seksu :D), ale dzieki temu wiedzieli, którym parom wiedzie sie lepiej a które oszukują. O tej czystości w całych tych naukach zapomniano, a jak wiem ma ona wyraz nadzwyczaj praktyczny. Pozdrawiam

  3. siostra klementyna

    Jak bardzo trzeba być zboczonym by włazić ludziom w życie intymne, nakazywać co powinni lub nie powinni robić w swoich sypialniach. Co mogą sobie zakładać na filutki lub jakie pastylki mogą jeść. I jak bardzo trzeba być zakłamanym by pisać że stosunek to tylko prokreacja (broń boże przyjemność!!), ale sprawdzając lepkość, zasolenie, pH-a, kwasowość i kolor śluza, przy 3/4 fazy księżyca z Jowiszem w konstelacji Oriona i termometrem w tyłku rżnąc się w najlepsze. Pisałeś wczoraj w komentarzu (którego już tu nie widzę) że wierzysz w Kościół, „Auć” krzyknął Jezus dostając od ciebie w policzek. Bo w kościele nie ma go od dawna, tak jak i jego starego.

  4. Droga Wiolu! Ja też się cieszę, że już wróciliśmy! Jak pisałem (podobno „wczoraj”) w komentarzu (do poprzedniej notki), zwyczajnie po półtora miesiąca padł nam komp i trzeba go było gwarancją potraktować – co zajęło im nieco. W kwestii Twojego komentarza – zastanawia nas o co dokładnie chodzi Ci, gdy piszesz o 11 rozdziale Szkoły. Jeśli nie jest to pytanie „publiczne”, prosimy o odpowiedź mailową. Myślę, że może nam się przydać :).

    Zgredziku. Oczywiście NPR praktykujemy w ramach życia małżeńskiego od niedawna – wcześniej zajmowaliśmy się wprawdzie badaniem objawów, ale to nie to samo, co sprawdzanie w praktyce. I być może brzmię, w Twoim przekonaniu, jak kierowca trójkołowego rowerka dający wykład o kolarstwie, ale nie zapomnij, że taki kierowca może mieć na przykład tatusia, po którym taki wykład powtarza. I owszem – nie pisałem o NPRze jako wieloletni praktykant – ale też wcale nie zamierzałem tak brzmieć. Co więcej – to właściwie, że wzięliśmy dopiero co ślub, nie ma żadnego znaczenia jeśli chodzi o napisanie na ten temat. Planowałem pisać o tym już wcześniej, bo jest to temat, który interesuje mnie dużo dłużej, niż idea małżeństwa z moją aktualną żoną. Także księża mogą się swobodnie wypowiadać na podobne tematy. Sami wprawdzie wyglądają na teoretyków, ale ta ich teoria wzięła się z praktyki wielu lekarzy-badaczy, wielu aktywnych seksualnie małżeństw itp. Czytając tę notkę możesz spojrzeć na nią nie jak na wykład człowieka siedzącego na trójkołowcu, lecz jak na wykład człowieka, który na rowerze nigdy nie siedział, zna za to kilku sławnych, wybitnych kolarzy, którzy całą swoją wiedzę zechcieli mu przekazać. Co ukaże prawdę – to, że nie jestem praktykiem nie oznacza, że nie mogę się znać na tym we względnie dużym stopniu. Choć mogę powiedzieć dokładnie tak, jak Wiola – że dopiero się uczę, powoli i stopniowo. Ale mam świadków i dowody, że to działa.

    Co się zaś tyczy Starego Testamentu i prawa o obmyciach, to nie zapominaj o tym, że na tzw. Soborze Jerozolimskim ustalono, że poganie chcący się ochrzcić nie mają obowiązku przyjmować najpierw wszelkich praw i obrządków, których przestrzegali Żydzi (czyt. Dzieje Apostolskie). Nie musimy się obrzezać, nie musimy przestrzegać starotestamentalnego prawa o niejedzeniu wieprzowiny, i tak dalej, i tak dalej. To nie oznacza, że jak nie chcesz, to nie możesz tego robić. Droga wolna. A jeśli chodzi o joty i kreski, to nie zapomnij, że Jezus powiedział „aż się wszystko wypełni”. Wypełnienie nie oznacza tylko końca dziejów – lecz również wszelkiego rodzaju uzupełnień, uściśleń, a także zmian i poprawek wprowadzonych przez Jezusa we własnej osobie. Pisałem już o niejedzeniu świnek. Było też w Ewangelii coś o listach rozwodowych danych przez Mojżesza oraz, co już wspomniałem, o zakładaniu Kościoła. Jest wiele kwestii, które sprawiają, że należy popatrzeć trochę inaczej na kwestię jot i kresek, na którą to kwestię patrzysz pomijając mnóstwo innych.

    Siostro (Bracie?) Klementyno. Ignorując niezbyt miły język, którego używasz, spróbuję coś odpowiedzieć. Po pierwsze NPR nie jest czarym marym i nie ma nic wspólnego z fazami księżyca, Jowisza ani Oriona. Dotyczy jedynie naukowo udowodnionych kwestii natury ludzkiego ciała. Mnie na przykład zaskakuje to, że w czasach eksperymentów biologicznych zakrojonych na skalę masową ludzie patrzą na obserwację cyklu jak na wróżby andrzejkowe. A, nie wiem czy wiesz, obserwacja cyklu jest jednym z popularnych, i najskuteczniejszych, metod pomagających zwalczyć niepłodność. Po drugie – czym różni się, Twoim zdaniem, informowanie ludzi o praktyczności NPRu od wydawania i promowania pism pornograficznych, środków antykoncepcyjnych, czy choćby światłych porad ukierunkowanych na piętnastolatki, pojawiających się w Bravo? Czy, jeśli pierwsze jest wchodzeniem komukolwiek w życie intymne, drugie nie jest nim tym bardziej? Dodatkowo jeszcze nachalniej i bez wątpienia bardziej wulgarnie? Oczywiście nie twierdzę, że popierasz te drugie. A nawet jeśli –możesz (choć nie musisz) powiedzieć, że nikomu w życie intymne nie wchodzą, lecz jedynie dają dobre, mądre rady. Cóż. Ja o środowiskach promujących czystość i NPR powiem dokładnie to samo. Po trzecie – napisałem, że temperaturę mierzy się w jednym z trzech miejsc, tj. tam, gdzie jest śluzówka. Mogę przyznać, że odbyt jest jednym z tych miejsc. Trzecim zaś jest pochwa. Ja pisałem o ustach. Dziwi mnie, że ktoś nie zauważył… Po czwarte – kto napisał, że stosunek to tylko prokreacja? Ja? Ja napisałem, że seks powinien być otwarty na płodność, ale niekoniecznie powinien zakończyć się zapłodnieniem. I kto napisał, że stosunek to nie przyjemność? „Nie wszyscy muszą się zgadzać z powyższym, nie wszyscy muszą rozumieć, że seks to nie jest naturalna potrzeba człowieka, którą trzeba rozładować, albo że nie służy do przyjemności (to, że nie służy nie znaczy, że przyjemność jest zła. Wręcz przeciwnie).” Tak napisałem. Co oznacza, że stosunek NIE SŁUŻY do przyjemności. Przyjemność jest jedynie konsekwencją wynikającą z innych rzeczy, do których stosunek służy, a które opisałem wcześniej. Przyjemność, która rodzi się w konsekwencji, jest, była i będzie czymś wspaniałym i cudownym (and it’s good too). Tylko ci, którzy uprawiają seks jedynie dla przyjemności, zapominają o najważniejszej istocie tego aktu. Po piąte natomiast – jest Twoją tylko i wyłącznie sprawą to, czy wierzysz w obecność Jezusa w Kościele. Ja wierzę inaczej – na podstawie kilku fragmentów Pisma, takich jak: „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.” (Mt 16, 18) czy choćby „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.” (Mt 18, 18). Dlatego nie rusza mnie, że przyjmujesz na twarz Jezusa ciosy, których nigdy Mu nie zadałem (przynajmniej nie w tej kwestii).

    Dla przypomnienia dodam, że notkę kierowałem głównie do ludzi, którzy dopiero planują małżeństwo, i którzy z góry wykluczają antykoncepcję, jako coś moralnie złego. Nikt nie musi mnie słuchać, ani czuć się inwigilowany. Ani tym bardziej nikt nie powinien zarzucać mi, że włażę komukolwiek w życie intymne.

  5. Unikam wieprzowiny, bo wiem, że kiedys Kosciól twierdził, że Ziemia to centrum Wszechswiata (wiesz Giordano Bruno mial na ten temat inne zdanie, a Kopernika dopiero niedawno odkryto we Fromborku), a do tego dostalismy w prezencie suplement diety jako tzw kwasy omega – może i potrzebne, ale w żelatynowo-wieprzowej oslonce. Ponieważ nie było tejże osłonki duzo postanowiliśmy sprawdzić i okazało się, że zarówno mnie jak i MKM wyskoczyły wrzody na twarzach. Kiedy jadałem chleb ze smalcem to dopiero było (nie bede opisywał kolorów, miejsc i efektów wyciskania, by nie byc zbyt obrzydliwym). Dlaczego Jezus kładł nacisk na nauke tego (rzekomo) zniesionego PRAWA. Myslisz, ze Ojciec dal nam zły dar w postaci PRAWA? Jak wspomniałem Papieska Ruletka ma sporo zalet, ale należy je uwypuklić, a nie pieprzyc o otwarciu na życie, bo efekt jest taki jak w poniższym (tym odważnym, bo anonimowym :D) komencie.
    Weźmy na przykład reakcje faceta na dni płodne kobiety – podśwaidome działanie hormonów – jesli nie nauczy sie tego zwalczać, to w przypadku ataku hormonalnego dowolnej kobiety posunie się nawet do użycia siły (przykład – ciąze po gwałtach wskazujące na odpowiedni okres życia kobiet gwałconych) najsłynniejsza to ciąża 14 latki w Irlandii, którą zgwałcil ojciec koleżanki – tu akurat czarne próbowało doprowadzić do urodzenia po wielokroć niechcianego dziecka – pamietaj, że to egzystencja jest cierpieniem – PRAWO nakazywalo kamieniowac niezamężne ciężarne usuwając zarówno matke jak i płód. Ciekae. Przynajmniej mnie się tak wydaje. Są inne przykłady (chyba troche wspomniałem w poprzednim komencie)>
    Miło, że po miodowym miesiącu wróciłes (wróciliście?) na łono myloga :D

  6. Wiola

    Mateuszu, napisze – mailowo, jak znajdę czas n zweryfikowanie czy się aby na pewno nie mylę i na zredagowanie owego maila, ale najpierw to się muszę uporać z alergią (pokarmową) lub/i chorobą skórną, która/e dopadła mojego Małego Skarba oraz tym wszech ogarniającym mnie bałaganem. A! Nie ufam onetowi, napisze na adres Oli!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s