Szkoła uwodzenia

Śliczna blondyneczka, dwa warkoczyki, anielski uśmiech. Córka dyrektora. Historia iście bajkowa, bo spotyka kogoś, kogo uważa za księcia z bajki. Ten, miły i słodki, choć czasem trochę oschły chłopiec zabiera ją na wycieczki, kupuje prezenty, robi z niej księżniczkę. Ona nie wie, że on założył się ze swoją przyrodnią siostrą, że ją poderwie. To zresztą nie ma znaczenia, bo on, nie bacząc na zakład, zakochuje się w niej. Tworzą naprawdę piękną parę. Przy okazji, ona ma silne zasady moralne. Zachowa czystość do ślubu. Wszyscy o tym wiedzą…

Brunetka, chyba jeszcze śliczniejsza. Czapka z daszkiem, anioł z tytułu, choć zbuntowany. Katoliczka, przyjaźni się z księżmi, z zakonnicami. Oczywiście, również ma silne zasady moralne. Dobrze wie, że zachowa czystość do ślubu. Wreszcie spotyka przystojniaka. O tak, to naprawdę wspaniały facet…

Kolejna wcale nie brzydka. Włosy koloru różnego, w zależności od okresu w życiu i humoru. Anielski głos. Później trudne przejścia, ale w końcu wychodzi na prostą. Jakoś sobie radzi w życiu. Rzecz jasna jest kolejną osobą, która z całą pewnością zachowa czystość do ślubu. I wszyscy o tym wiedzą. Wreszcie pojawia się ten przystojniak, o którym wszyscy mówią… Cóż za facet…

„Szkołę uwodzenia” oglądałem raz i dopuściłem się głośnego komentowania, za co zostałem lekko pojechany. Ale potem, gdy doszło do uspokojenia nerwów, wyszedł temat „Zbuntowanego anioła”, którego osobiście nigdy nie oglądałem. Potem przyplątała się jeszcze historia Britney Spears. Nie, nigdy nie uwielbiałem jej muzyki, ale z całą pewnością podobała mi się bardziej, niż te współczesne odskocznie w stylu „Łomanajza” i „Amarejda”…

Co jednak łączy Annette Hargrove, Milagros Esposito i Britney Spears? Jedno już wiemy – mają silne zasady, dzięki którym (co wiedzą nie tylko one, lecz również wszyscy wokół) zachowają swą cnotę aż do ślubu. Sądzę jednak, że musimy przyjrzeć się ich historii nieco dokładniej…

Annette spotyka się z Sebastianem. Stają się sobie bardzo bliscy. On jest niezwykle romantyczny, uwodzicielski i tak bardzo jej się podoba. Nie oszukujmy się, wszyscy wiedzą, że chłopak jest grzechu warty. Annette wie już, że to właśnie jest jej największa życiowa miłość. Nikogo innego nie będzie. Pojawia się scena ze schodami ruchomymi – genialny wyciskacz łez. I tak, jak w ciągu trwania filmu mamy do czynienia z wieloma infantylnymi i obleśnymi scenami erotycznymi, tak teraz Annette idzie z Sebastianem do łóżka i kochają się bardzo namiętnie i delikatnie zarazem. Można rzec, że ten motyw napawa optymizmem. „Też bym tak chciała” – może pomyśleć sobie młoda dziewczyna, która marzy o prawdziwej, romantycznej miłości… Oczywiście zaraz potem blondyneczka dowiaduje się, że była tylko ofiarą głupiego zakładu. Ale on nie chce tak łatwo jej wypuścić, więc biegnie do niej, ona zaczyna go gonić, on spotyka dawnego wroga, on ma dziewczynę, ona z nim spała, on dostaje od niego w szczękę i wpada pod samochód. Ona dobiega, żeby mu powiedzieć, że bardzo go kocha, ale jest już za późno. On umiera. Bardzo smutny koniec, muszę przyznać. Choć puenta nieco optymistyczniejsza, gdyż obie one… no cóż. Jak ktoś nie oglądał, to nie będę zabierał dobrej zabawy.

Zbuntowanego anioła nie znam, tak jak mówiłem. Wiem tylko, że Milagros kocha się w Ivo, u którego w domu sprząta. A on ma coraz to nową dziewczynę. Okazuje się, że ona mieszka u swojego biologicznego ojca, a opiekuje się nią babcia. Tylko ojciec nie chce się do niej przyznać, bo mu się kariera polityczna szykuje. Cóż więcej… No tak. Ostatecznie udaje jej się zdobyć miłość swojego życia. I robi to, co porządna katolicka dziewczyna powinna zrobić, zdobywając miłość swojego życia. Czyli idzie z nim do łóżka. Co jest nie lada gratką dla większości nastolatek wpatrzonych w Mili jak w obrazek. Potem zresztą chyba biorą ślub nawet…

Britney to trochę taka współczesna Marylin. Oczywiście nie chcę obrazić fanów Marylin (ani Britney). Słodka, milutka dziewczyna, która wie, czego chce. Ooops, no i znowu to zrobiłam. Wszyscy wiedzą. Wiedzą też, że znana była właśnie nie tylko z tego, że śpiewała. Znaliśmy ją też dlatego, że wyjątkowo jak na gwiazdę zamierzała zachować to, co już pisałem. Może też niektórzy pamiętają od czego zaczął się upadek jej kariery, którą teraz tak zgrabnie, jak twierdzą niektórzy, odbudowuje? Tak, owszem. Justin Timberlake zrobił comming out i ogłosił, że spał z Britney. Zrobił to chyba po to, by zniszczyć jej karierę – no i mu się to udało. Ale powiedzcie mi, czy żadnej dziewczynie nie poszła gula, że Britney spała z Justinem? Przecież niejedna, przysięgam że niejedna nastolatka w owym czasie zazdrościła pannie Spears jak się patrzy, i to nie koniecznie w negatywnym znaczeniu. „Farciara”.

I prawda taka, że blondyna straciła cnotę w sposób niezwykle romantyczny i w dość tragicznych okolicznościach, brunetka niedługo przed ślubem ze swoją życiową miłością, i tylko u piosenkarki wyglądało to nieco mniej ekstraśno. Ale tysiące nastolatek śledzących bieg „Szkoły uwodzenia”, „Zbuntowanego anioła” czy życia Britney Spears w tym konkretnym momencie przełknęło ślinkę, marząc o prawdziwej, przystojnej miłości, a wtedy, wtedy może…

Każde zdarzenie nas czegoś uczy. Z każdego filmu wyciągamy jakieś wnioski. Jeśli oglądamy po raz pierwszy losy córki dyrektora, latami wpatrujemy się w wychowaną przez zakonnice sierotę czy szalejemy na punkcie B.S., to musimy, chcemy, czy nie chcemy, wyciągnąć z tego wszystkiego jakieś wnioski.

A więc co wspólnego mają ze sobą wyżej wymienione trzy panie? Owszem, mają silne zasady i są absolutnie przekonane, że zachowają czystość do ślubu. Aż do momentu, w którym spotykają kogoś niesamowitego, wspaniałego, cudownego, jedyną taką osobę na świecie. Wtedy wszystko jest takie piękne i magiczne. I ten pierwszy raz, z tą właśnie osobą. I wszyscy się wzruszają. I naprawdę, naprawdę nikomu, no, prawie nikomu nie przeszkadza, że przecież miały z tym poczekać do ślubu. A jeśli jednak komuś przeszkadza, to mu się obrywa, że psuje taką piękną romantyczną scenę (która, moim zdaniem, była w rzeczy samej najbardziej obleśna z nich wszystkich, bo deptała podstawy, a nie tylko pokazywała wizualną ohydę).

Bo przecież to takie wspaniałe – kiedy pojawia się ten jeden, wymarzony i sprawia, że nie ma już żadnych zasad. Że to wszystko nieważne. Że przecież nie można mu odmówić. Tak, nie oszukujmy się, te filmy też pomagają nam w to uwierzyć. Owszem. Bo ona tak bardzo, bardzo czekała, ale on sprawił, że już nie musiała dłużej czekać. I to było takie piękne, i „o mamo, ja też tak chcę”. Tak, niestety tak to wygląda.

No powiedzcie mi, dziewczyny, powiedzcie, tak, Wy, no no, do Was mówię. Tak, Ty z tyłu też. Czy nie podobała Wam się ta scena w „Szkole uwodzenia”? Ta prawdziwa piękna miłość, która sprawia, że zasady, wszelkie zasady, idą do kąta?

No powiedzcie mi, dziewczyny, ile z Was zrobi dokładnie to samo?

Ile z Was ma to już za sobą…?

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | 10 komentarzy

Zobacz wpisy

10 thoughts on “Szkoła uwodzenia

  1. Jerome "Chef" McElroy

    A może jest tak że większość dziewczyn zreszta tak samo jak facetów wcalem nie chce czekac z „tym” do ślubu. Może jest tak że nie powinieneś ogladać filmów dla massowego odbiorcy żeby sie zbytnio nie bulwersować. Być może sa programy telewizyjne które pokazuja filmy w których wszyscy chodza z soba do lóżka dopiero po ślubie.
    Szukasz wartości którymi sie kierujesz w życi w telenowalch brazyliskich, komediach romantycznych i życiu Breatney Spears?? Czekanie z uprawianiem seksu az do slubu i opowiadanie wszystkim na prawo i lewo jakim sie jest przez to wspaniałym i wogle lepszym od innych z tego powodu nie jest uwazane przez wiekszość społeczeństwo za jakoś specjalnie romantyczne i wzruszajace dlatego właśnie nie takie sa tematy filmów i telenowel. Ciebie wzruszaja jedne rzeczy 99,99% społeczeństwa inne przywyknij do tego.

  2. fiolka

    Toś koleś dowalił…
    Mam wrażenie, ze notka wcale nie jest o miłości przedmałżeńskiej, right? Dobrze widzę drugie dno?

  3. Szefie McElroy.

    Jakbym miał więcej czasu, to bym odpisał Ci szerzej, ale chwilowo gnam do szkoły. Napiszę więc tylko tyle, że trzy opisane w notce sytuacje miały być tylko obrazkiem do konkretnej, istniejącej rzeczywistości. Skierowana była też raczej do katolickich dziewcząt „z oazy”, które rzeczywiście – podobnie jak ja – są przeciwko seksowi przedmałżeńskiemu, tylko potem, pod wpływem pojawienia się tego jedynego i wspaniałego, zmieniają nagle zdanie. I pod wpływem ewentualnych impulsów z zewnątrz, które tu ukazałem raczej jako powodujące zmianę w prostym myśleniu, niż odpowiadające na zapotrzebowanie sumień krzywych.

    Co się zaś tyczy „lepszości” – pragnę zaznaczyć, że swobodnie można by wpisać mnie do grona tych osób, które miały zasady związane z czystością i nie do końca ich dochowały. Więc nie, nie czuję się lepszym od tych, którzy upadają, bo i sam nie raz upadłem, co więcej, nadal upadam. Nie czuję się też lepszym od osób, które mają jakieś zasady, niekoniecznie katolickie, i się ich trzymają. Mam takiego kuzyna, który ma na imię Bartek i uważa się za ateistę. Oczywiście z wstrzemięźliwością przedmałżeńską nie ma nic wspólnego. Jest jednocześnie jednym z moich najlepszych przyjaciół – bo jest dobrym człowiekiem i ma swoje zasady, których ja nie popieram, ale których on się trzyma. To samo mógłbym powiedzieć np. o Zgredziku.

    Natomiast, niestety, owszem, czuję się lepszy od osób, które uważają się za katolików i biegają do kościółka niedziela w niedzielę, a jednocześnie powtarzają, że „seks przedmałżeński okej, antykoncepcja okej, gej is okej”, kto wie co jeszcze? Aborcja, eutanazja okej. Nie mówię o osobach, którym nie podoba się jedna konkretna cecha. Każdy ma prawo do różnicy zdań. Mówię o katolikach, którzy dawno przestali być katolikami, choć z niewiadomych przyczyn wciąż się za nich uważają. Tak, jak czuję się lepszy np. od Żyda jedzącego z premedytacją wieprzowinę. Bo uważa się za wyznającego jakiś światopogląd – podczas gdy jednocześnie bardzo otwarcie się z nim nie zgadza.

    Ale nie sądzę, by o to Ci chodziło. Zresztą nie o tym była ta notka.

    Fiolku:

    Drugie dno? Jak zauważyłaś pewnie po pierwszym komentarzu, każdy może ujrzeć w tej notce jakieś drugie dno :). Ja powiem Ci tak – com napisał, napisałem. A jak Ty to zinterpretujesz, to już Twoja sprawa. Możesz oczywiście napisać co masz na myśli, a ja postaram się na to odpisać, dementując lub potwierdzając. Możesz też jednak również rozmyślać nad tym, co zrozumiałaś. Ja już Szefowi wytłumaczyłem o czym jest ta notka. Nie myślałem o drugim dnie, tylko o „przepadających dziewczynkach z oazy” (sic!). Ale miło mi, że jeszcze czasem potrafię dowalić :P.

  4. Masq

    Od jakiegoś czasu czytam Twoje notki i wydaje mi się, że do napisania tej tutaj musiałeś mieć jakiś silny impuls, gdyż tracisz całkowicie obiektywność.
    To tylko wina dziewczyn, że nie dochowują swoich postanowień? Z jednej strony obrażasz mężczyzn, że oni nawet takich postanowień nie robią. Z drugiej idealizujesz ich i wybielasz – to tylko i wyłącznie wina kobiet, że nie się „puściły”.
    Britney sama się prosiła. Jak ktoś „znany jest z tego, że dochowuje wierności małżeńskiej”, to coś z nim jest nie tak. To jest indywidualny wybór – nikt nie musi tego rozgłaszać, chwalić się tym.
    Rozumiem, że chciałeś sobie trochę sprowokować towarzystwo, żeby wypisali Ci n+1 komentarzy. Udało Ci się. Jednak myślałem, że nie masz zamiarów zostać zwykłym prowokatorem, który gromadzi czytelników tylko dlatego, że ma odmienne przekonania i obraża ludzi innych od niego.
    Mogę oczywiście zostać przez Ciebie uznany za komunistę, „lewaka”, masona, czy jak tam jeszcze się określa ludzi o odmiennych przekonaniach. Żadnej z wymienionych przez Ciebie cech „dobrego katolika” nie posiadam, nawet do kościółka w niedzielę nie biegam.

  5. Hmm… Trochę zbyt „filmowe” te Twoje przykłady. Żeby była ciekawa fabuła, film musi zawierać elementy seksu. Niestety na większość odbiorców Takie chwyty już nie robią większego wrażenia. Przerażające jest, że większość ludzi nie widzi w seksie przedmałżeńskim niczego złego. W sumie mnie to nie dziwi. Pewnie też byłoby to dla mnie normalne gdybym nie znalazła się w pewnym momencie w oazie. I choć dziś już trochę zmieniłam swoje poglądy, to dużo pozostało. Czasem nawet bym chciała zrobić to przed ślubem, ale wiem, że miałabym bardzo duże wyrzuty sumienia. Znam wiele argumentów przemawiąjących za czystością przedmałżeńską, bo usłyszałam je w kościele od świetnych księży, bo przeczytałam w książkach. Jeśli ktoś nie ma z tym wszystkim do czynienia, to nie ma się czemu dziwić, ze uważa, że seks przedmałżeński to coś normalnego. „przecież wszyscy tak robią”

    Co do obłudy… Przypomina mi się scena z „Testosteronu” i motyw „oazowej dziewczyny”. Coś w tym jest, że często takie aniołki robią wszystko, czego wymaga od nich partner. Ba, grzeczne i ułożone dziewczyny tez „wpadają”. „Cicha woda brzegi rwie” Nie wiem czemu… może myślą, że te sprawy ich nie dotyczą, może żyjąc pod kloszem własnych zasad są bardziej spragnione kontaktu fizycznego i gdy nadarza się okazja nie są w stanie się powstrzymać?

    A i jeszcze jedno? Nie tylko „oazowe dziewczyny” łamią swoje zasady. Co jest z „oazowymi chłopcami”, którzy wyrastają na „nieoazowych mężczyzn”? Wina leży po środku.

    Jako dziewczyna, mogę powiedzieć, ze nie mam jeszcze tego za sobą i zamierzam zrobić to po ślubie.

    Dziękuję za uwagę.

  6. ludzie kochani, przepraszam bardzo, że się wtrącę, ale zapewniam, że nikt tu nikogo do niczego nie chciał prowokować. notka też nie powstała w zasadzie pod wpływem impulsu, raczej skumulowania pewnych zdarzeń, a głównie jest to po prostu pisemna emanacja naszych wspólnych przemyśleń i rozmów, z czego ta główna miała miejsce dawno dawno temu.
    Masq, nikt [a przynajmniej nie my] nie uważa, że to tylko wina dziewczyn. w bardzo dużej mierze jest to też wina facetów – przez to, że nie pomagają dziewczynie dotrzymać postanowień, albo wręcz naciskają, żeby je złamała. nikt nikogo nie wybiela. i nikt też nie mówi, że faceci takich postanowień nie robią. to oczywiste, że robią [przeczytaj choćby komentarz Mateusza powyżej] i czasem jest odwrotnie – to facet z postanowieniami spotyka taką och i ach dziewczynę i postanowienia mu mijają.
    wybór jest jak sam piszesz indywidualny i wierz mi, że ani Mateusz nie biega za ludźmi, żeby ich, grzeszników do spowiedzi ciągać, ani ja, gdyż wbrew temu co byś być może chciał – szanujemy poglądy innych ludzi. mamy przyjaciół, którzy są ateistami, mają zupełnie inne poglądy i żyją w zupełnie inny sposób, a mimo to naprawdę bardzo ich lubimy i szanujemy, i nie, nie nawracamy ich i nie robimy im wyrzutów. więc wierz mi, nie zostaniesz nazwany lewakiem ani komunistą, ani niczym innym.
    a poza tym… nie wiem, może ja mam jakieś inne rozumienie tekstu czytanego, albo może po prostu wiem co autor miał na myśli – naprawdę nie wiem, czemu uważacie, że ta notka jest taka mocna. a już zwłaszcza w którym momencie kogoś obraża? obrażaniem byłoby wyzwanie tych dziewczyn od dziwek albo czegoś tam. nikt tu nic takiego nie zrobił.
    za to co teraz napiszę z pewnością obrazi się na mnie nawet mąż, ale hm, czy aby to oburzenie i dopatrywanie się tu kilometrowych prowokacji, obrażania, wyzwisk i kto wie czego jeszcze nie jest wynikiem tego, że zwyczajnie ktoś Wam niechcąco nadepnął na odcisk?

  7. Czy notka jest prowokująca? Nie powiedziałabym. je3sli już do czegoś prowokuje to tylko do myślenia.
    Jak ją przeczytałam, to pomyślałam, że nie chodzi w niej tylko o ten nieszczęsny seks przedmałżeński, ale o coś szerszego, bardziej uniwersalnego.
    A dowalił to kolega Jerome…
    I ogólnie to mi się śmiać che z niektórych komentarzy..

  8. Masq,

    Ty Żydzie, masonie, pedale, cyklisto! Uooo, ale Cię pojechałem! :) Nie, nie będę nazywał Cię Lewakiem, Masonem, czy kimkolwiek innym, wcale nie zamierzałem tego robić. Przypomnę co napisałem w poprzednim komentarzu: mam kuzyna ateistę, którego uważam za jednego z moich najlepszych przyjaciół i muszę przyznać, że jest dużo lepszym człowiekiem, niż wielu pseudo-katolików, których znam. Z tego co piszesz, nie jesteś pseudo-katolikiem. Nie udajesz, nie idziesz za tradycją itp. A więc nie, nie czepiam się Ciebie. I nie uważam się za lepszego niż Ty.

    Notki nie napisałem, żeby sprowokować ludzi do oburzenia i pisania komentarzy na pęczki, bo nie po to piszę notki, by wywoływać dyskusje, lecz po to, by prowokować do przemyśleń (co świetnie zauważyła Wiola). Owszem, nie ukrywam, że bardzo lubię, jak czytelnicy piszą komentarze, ale nie jest to głównym celem mojej tfurczości. To, że Ty poczułeś się sprowokowany wcale nie świadczy o tym, że sprowokowałem Cię umyślnie. Co do n+1 komentarzy, spójrz, kiedyś bywało ich więcej. Czyli chyba jednak mi się nie do końca udało… :P

    Nigdy nie wybielałem mężczyzn. Co więcej – ta notka nie była o winie kogokolwiek. Czy to kobiet, czy to mężczyzn. Nie zarzuciłem nikomu żadnych występków moralnych skazujących na kary. Ukazałem jedynie łamanie własnych zasad – co, jeśli jest winą, to tylko w stosunku do siebie samej/samego. A pisałem o kobietach, to prawda. Bo akurat z kobietami ta sprawa mi się kojarzyła. Ale nigdzie nigdy nie napisałem, że 1) mężczyźni nie miewają postanowień i zasad moralnych (osobiście miewam i jestem z tego dumny), 2) mężczyźni nie mają wpływu na kobiety, które im się oddają. Wręcz przeciwnie – przecież podkreśliłem, że w tytułowym filmie bohater był podrywaczem i miał wszystkie. W „Zbuntowanym aniele” było zresztą podobnie. A Justin T. nie wyjawiłby prawdy, gdyby nie był kawałem złamasa. Co więcej – przecież nie raz zdarzało mi się pisać notki do mężczyzn mówiące o czystości etc. Podrzucę linki jak tylko MyLog znów raczy się pojawić, bo nie zdążyłem ich jeszcze przerzucić na WordPress. Ta konkretna notka była pisana o dziewczynach i dla dziewczyn. Nie muszę pisać zawsze i wszędzie o wszystkich i dla całego świata, bo rozminąłbym się z konkretnym celem.

    Serafinko vel. Margot.

    Być może przykłady filmowe, ale po pierwsze te przemyślenia nasunęły mi się na głowę pod wpływem filmu właśnie, a po drugie tekst jest również o tym, jak prowokująco mogą działać takie filmy na oglądających. Bo pokazują właśnie podkreślony przeze mnie wzór: „Jestem katoliczką, więc zachowuję czystość do ślubu, pod warunkiem…” Wzór, który może (podświadomie przecież) prowokować kobiety (tak, mężczyzn również, choć nie kojarzę filmu o katolickim prawiczku, który idzie w tany z idealną kobietą – może właśnie dlatego ta notka odnosi się do kobiet) do podobnych zachowań. What more – wzór, który w jakiś sposób niektóre znane mi kobiety (których przykładów absolutnie nie zamierzam i nie zamierzałem przytaczać, więc nie miej pretensji, że te przykłady zbyt filmowe) wprowadzają w życie, wcale niekoniecznie znając go z filmów.

    A poza tym, jak już chyba podkreślałem, chodziło mi o dziewczyny, które właśnie mają mentalność typowo oazową. Takie, które wiedzą, dlaczego do ślubu warto wyczekać. Mógłbym napisać notkę dla wszystkich dziewczyn. I chłopaków, okej, okej. Ale to nie byłaby ta notka. I dlatego nie odnoszę się do tych, którzy myślą, że „wszyscy to robią”.

    Niemniej dziękuję za pozytywną wypowiedź i cieszę się, że ciągle czekasz. Gratuluję! :)

    Lolinko.

    Nie martw się, nie obraziłem się na Ciebie :). Zgadzam się w pełni z Twoją opinią. Dziękuję serdecznie za wyrażenie tych mądrych myśli.

    Fiolko

    Tobie również dziękuję za wsparcie. Cieszę się, że sprowokowałem kogoś do myślenia. Dokładnie o to mi chodziło. A że przy okazji pojawia się kilka komentarzy, to tylko lepiej :).

    Co do uniwersalności notki, to przemyśleliśmy, i chyba masz rację. Bo tu może nie tylko chodzić o niedoczekanie do ślubu z jakichś ważnych powodów. Może też chodzić o wszelkiego rodzaju zasady, które z jakichś powodów przestają się liczyć. Odchodzą w cień, bo pojawia się coś ważniejszego – z pozoru.

    Chyba, że chodzi Ci o coś jeszcze… :)

    Pozdrawiam.

    Aha, tu macie linki, dwie notki napisane jedna po drugiej:

    http://www.gnorofex.mylog.pl/komentarze.php?id=5149659

    http://www.gnorofex.mylog.pl/komentarze.php?id=5176321

  9. Zgadzam się z Jerome, właśnie chciałam napisać, że naoglądałeś się za dużo brazylijskich serialów, ale widzę że kolega mnie ubiegł… :)
    Jak można podawać takie przykłady, w ogóle nie z życia wzięte, na przykładzie gwiazd, które właśnie tak zdobyły między innymi sławę?

    Poza tym seks po ślubie jest już nie modny, spora ilość ludzi żyje i bez tego ”papierka”…

    P.S. Prowokacja się udała. :)

    Pozdrawiam!

  10. Lobi

    Brazylijskie seriale, gwiazdy pop…może i nie z życia wzięte, ale na kimś nastolatki muszą się wzorować. A robią to najczęściej naśladując swoich idoli..jeszcze jakieś pytania?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s