Nie sądźcie, czyli grzech wg Kilpatricka

Miałem napisać notkę o czym innym. Miała powstać dziś wieczorem. Nie powstanie, ale sądzę, że napiszę ją w niedługiej przyszłości. Dziś spędziłem bowiem 1,5 godziny popołudnia na pisaniu omówienia pewnego nurtującego mnie problemu związanego z wybraną z szeregu lektur książką. Na zaliczenie z psychologicznych aspektów katechezy, rzecz jasna. Po napisaniu go pomyślałem, że temat, jak i cała książka, świetnie wpisuje się w cykl naszych niedawnych sporów. Dlatego postanowiłem przytoczyć tu mój pseudo-naukowy wywód. Nie wiem, czy nadaje się on do zaliczenia przedmiotu, lecz przypuszczam, że nadaje się do obwieszczenia światu. Zapraszam więc do lektury.

Zapraszam również do zakupu tudzież wypożyczenia książki, w celu zagłębienia się w niezwykle ciekawą lekturę.

William Kirk Kilpatrick, Psychologiczne uwiedzenie, W drodze, Poznań 2007, przeł. Radosław Lewandowski, str.250.

William Kilpatrick w swej książce „Psychologiczne uwiedzenie” w ciekawy i łatwy do zrozumienia sposób ukazuje obraz społeczeństwa, które budowało i wciąż buduje swój światopogląd na popularnej psychologii. Powoduje to, jego zdaniem, wypaczenia w chrześcijańskim podejściu do życia, z którym wielu współczesnych chrześcijan próbuje łączyć psychologię. W niniejszej pracy skupimy się na aspekcie grzechu i sądzenia, poruszonym w 6 rozdziale książki.

Zdaniem autora, które poparł wieloma latami badań własnych (jest on bowiem profesorem psychologii w Boston College), psychologia współczesna skupia się na poczuciu własnej wartości, mającym za zadanie nie tyle pokonywanie w sobie zła, co akceptowanie w sobie wszystkiego, czyli de facto akceptowanie siebie takim, jakim się jest. Powoduje to, zwłaszcza wśród współczesnych, zafascynowanych psychologią chrześcijan, zanik poczucia grzechu. Co za tym idzie, znika zrozumienie dla czynów Jezusa Chrystusa, który umarł na krzyżu nie dlatego, byśmy poczuli się przez to lepsi, lecz po to, by wyzwolić nas spod jarzma grzechu, w które to jarzmo sami się zakuliśmy. „Obecnie można stworzyć atmosferę, w której ludzie mają nikłe poczucie grzechu, a zatem niewielką możliwość zrozumienia, o co w ogóle chodzi w chrześcijaństwie. Wiemy, że jest to możliwe, ponieważ taka właśnie panuje dziś atmosfera” (str. 77). Ludzie, którzy nie są z siebie do końca zadowoleni są uczeni, także przez niektórych chrześcijańskich duchownych, że powinni pogodzić się ze swoimi słabościami i zmienić swoje spojrzenie na siebie, zamiast zmieniać postępowanie. Ich poczucie winy wymaga więc wyjaśnienia, a nie pokuty.

Kilpatrick nie twierdzi przy tym, że akceptowanie siebie jest w każdym znaczeniu złe. Wyjaśnia , iż niektórzy ludzie mogą stać się lepsi poprzez zaakceptowanie samych siebie. Daje przykład człowieka, który posiada ograniczenia i wady nie do końca zależne od niego, czy nawet zależne, takie jak własna grzeszność, których nie umie zaakceptować. Kiedy jednak udaje mu się zaakceptować swoje niedoskonałości, przestaje być perfekcjonistą, zauważa w sobie to, co ma dobrego i potrafi spojrzeć na ludzi, jak na równych sobie, czyli równie ograniczonych. W tej sytuacji jednak akceptacja np. grzeszności nie oznacza akceptacji grzechu, lecz jedynie skłonności ku niemu, które wpisują się w ludzką naturę, i z którymi powinniśmy walczyć.

Autor podaje jednak przykład innego człowieka, który zawsze postępował raczej dobrze. Człowiek ten miewa skłonność do gniewu, którą stara się pokonać, czy pociąg ku przygodnym zbliżeniom seksualnym. Później jednak dowiaduje się, że jest dobry z natury, że powinien zaakceptować siebie takiego, jakim jest, że powinien zaakceptować swoje słabości, bo są naturalne. Kilpatrick przytacza tu tekst, który mówi, że lew nie wstydzi się robić tego, co robią inne lwy, więc i człowiek nie powinien się wstydzić tego, co jest dla niego naturalne. Autor podkreśla w tym miejscu zgubność takiego myślenia: zwierzęta kierujące się instynktem posiadają instynktowne ograniczenia. „Gdy jednak człowiek zaczyna kierować się w swoim postępowaniu wyłącznie instynktem, nie ma dosłownie ani jednej rzeczy, której nie byłby w stanie zrobić” (str. 81). Człowiek przytoczony w przykładzie zaczyna dostrzegać, że to, przed czym wcześniej się bronił, jest w gruncie rzeczy w porządku, daje mu nawet możliwość rozwoju. Zacznie już wkrótce robić rzeczy, które dotychczas wydawały mu się odrażające, coraz bardziej tępiąc swoje poczucie dobra i zła. Wkrótce takie popełnianie grzechów z nastawieniem, że w gruncie rzeczy jest ono dobre, a ja akceptuję siebie takim, jakim jestem, wchodzi człowiekowi w krew do tego stopnia, że staje się przyzwyczajeniem. Poczucie grzechu tłumione jest poprzez samoakceptację do tego stopnia, że ktoś, kto do niedawna czuł wyrzuty sumienia wywołane oszukiwaniem w pracy, dojdzie wreszcie do wniosku, że ma smykałkę do interesów.

Autor próbuje nam ukazać, w dalszym toku swego rozumowania, na jakiej zasadzie chrześcijaństwo podchodzi do grzechu. Mówi nam, że nie przymyka ono oczu na nasze grzechy, nie przyjmuje dziecinnych tłumaczeń usiłujących usprawiedliwić nasze czyny, ponieważ w rzeczy samej nasze czyny są dla niego najważniejsze. Chrześcijaństwo jest trudnym wyzwaniem. Ludzie nie dostrzegają tego, ponieważ zwykli identyfikować Boga z psychoterapeutą, który traktuje nas jak pacjentów szpitalnych, z którymi należy porozmawiać, dać dobrą radę, pocieszyć. Większość ludzi oczekuje właśnie tego, że dobry Bóg przytuli ich do własnego serca i powie, że przecież wszystko jest w porządku. Że należy zaakceptować to, co się robi, oraz zaakceptować to, co robią inni. Jest jednak zupełnie inaczej. „Bóg” – pisze Kilpatrick – „jeśli Pismo Święte może tu być jakąkolwiek wskazówką, nie podchodzi do naszego postępowania jak do interesującego zjawiska przyrodniczego. Wręcz przeciwnie, wyraźnie odnosi się wrażenie, że traktuje On nas tak, jak król traktuje rycerza wysyłanego z ważną misją lub jak ojciec traktuje syna, z którym wiąże wielkie nadzieje” (str. 88). Co zaś za tym idzie – za godnością człowieka idzie jego odpowiedzialność za siebie i swoje czyny. Jednakże, jak podkreśla autor książki, przed chrześcijanami omamionymi współczesną psychologią stają wysokie mury, ponieważ psychologia częstokroć stosuje język chrześcijański do własnych potrzeb.

Niezwykle ciekawy wydaje się fragment tłumaczący to zjawisko, a dotyczący cytatu z Pisma Świętego brzmiącego „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni” (Mt 7,1). Autor tłumaczy, że zbytnie zainteresowanie grzechem wydaje się nie do pogodzenia z tym cytatem. Podkreśla jednak, że w rzeczywistości „Nie sądźcie” oznacza – nie oceniajcie wewnętrznego stanu człowieka, a nie – nie osądzajcie jego czynów. „Zamiast pielęgnować postawę ‘nienawiści do grzechu i miłości do grzesznika’” – pisze dalej Kilpatrick – „nie jesteśmy już pewni, czy mamy jakiekolwiek prawo nienawidzić grzech lub nawet tak go nazywać” (str. 89). Dziś wręcz wzbraniamy się od oceniania ludzkiego postępowania – co od początku jest głównym założeniem chrześcijaństwa, wynikającym z miłości bliźniego – oceniamy natomiast jego stany duchowe i motywy postępowania (by usprawiedliwić złe czyny), co właśnie należne jest Bogu choćby dlatego, że dla nas jest to zbyt skomplikowane. Naszym zadaniem jest ocenić postępowanie, a nie postępującego człowieka. Osądzić grzech, a nie człowieka, który grzeszy. Wypomnieć grzech i pomóc pokonać go człowiekowi przez wzgląd na dobro jego i innych, podkreślając jego wielką godność wynikającą nie z poczucia własnej wartości, lecz z miłości Boga, który go stworzył.

Autor kończy artykuł wizją sądu ostatecznego, w który wierzą jego czytelnicy – chrześcijanie – choćby byli owładnięci przez teorie psychologiczne każące akceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy i uważać grzech za coś zgodnego z naturą. „Nie pomoże wówczas tłumaczenie, że jedynie stosowaliśmy się do najlepszych dostępnych porad psychologicznych. Nigdy nie były to porady, do których mieliśmy się stosować. Największą nadzieją dla nas będzie wówczas świadomość, że Syn Człowieczy przyszedł, aby zbawić grzeszników, oraz że miłosierdzie Boże jest równie wielkie jak Jego sprawiedliwość” (str. 93).

Książka Williama Kirka Kilpatricka w doskonały sposób ujmuje problem współczesnych chrześcijan, którzy zaplątali się w popularny pogląd dotyczący samoakceptacji i samorealizacji, oraz przyzwolenia na grzech. Podkreśla jak bardzo szkodliwy jest to pogląd, wypaczający znaczenie Pisma Świętego, a przez to i chrześcijaństwa, doprowadzający w konsekwencji do wielu negatywnych zachowań na zasadzie „akceptując jedno wypaczenie łatwiej zaakceptujesz drugie”. Książka ta, wraz z omówionym przez nas problemem grzechu i jego sądzenia, wpisuje się idealnie w obraz współcześnie panujący nawet w tzw. konserwatywnym Kościele w Polsce.

Categories: Duchowość i moralność | 4 Komentarze

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Nie sądźcie, czyli grzech wg Kilpatricka

  1. Masq

    Niestety, ale Twojej notki nie można dobrze skomentować nie znając książki (skąd mój mizerny komentarz, w którym mogę się mylić, ale tak ten tekst odebrałem i jak powiem jakąś bzdurę, to jest to po części twoja wina). :P
    Poza tym potwierdziłeś, że gdzie tylko można wmieszać wiarę, tam zaraz ktoś to zrobi (oczywiście dla dobra ludzi, żeby się strzegli grzechu). :]
    Tekst jest chyba (piszę chyba, bo jestem trochę za głupi, żeby zrozumieć go do końca, ubolewam nad tym) o tym, że jak się kogoś leczy, to się robi mu krzywdę, bo leczenie zaciera granice między dobrem a złem. Ciekawe spojrzenie, nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że jak psycholog pomaga pacjentowi, to jest powodem rozprzestrzeniania się grzechu. Od razu powinien mu na dzień dobry w twarz rzucić „jesteś pan gnojem”, żeby ten istotnie, wystrzegał się grzechu (no, może ta osoba akurat strzeli sobie w głowę, ale to tylko znaczy, że był istotnie zły, bo popełnił na końcu życia grzech ciężki).
    Tak, tak, uważam, że czasami nie powinno się na siłę uświadamiać ludzi, że to co robią, jest złe, uważam, że to czasami szkodzi i to bardzo. Wiem, nie jestem lepszy, niż (tfu!) psycholog. :(
    „oceniamy natomiast jego stany duchowe i motywy postępowania (by usprawiedliwić złe czyny)”
    Niektórzy uważają, że jest to coś takiego jak „poszukiwanie dobra w drugim człowieku”.

  2. Coodlaty

    Poszukiwanie dobra w drugim człowieku, owszem piękna i jak najbardziej ważna rzecz, tym bardziej, że każdy człowiek ma w sobie „pierwiastek” Stwórcy – Boga, ale czy usprawiedliwianie zła można nazwać poszukiwaniem dobra, to jest tak jak z dziurawą koszulą (oczywiście mowa o zniszczonej w ten sposób, a nie bo taka moda) oprócz dziury ma wiele miejsc wypełnionych – dobrych, ale w samej dziurze nie znajdziemy nic dobrego… I jak by nie patrzeć dziury nie da się usprawiedliwić, ale można ją naprawić…

    Swoją drogą moim zdaniem błąd usprawiedliwiania sobie wszystkiego leży w modnym dzisiaj a błędnie rozumianym pojęciu tolerancji. Znajomy mi ksiądz powiedział kiedyś, że ludzi trzeba kochać, a nie tolerować i ja się z nim zgadzam. Bo czym jest dzisiaj rozumiana tolerancja, że ja ciebie toleruję tzn, rób co chcesz mnie to nie obchodzi a tym bardziej mi nie przeszkadza, czy może ja toleruję twoje zachowanie, poglądy itp niezależnie jakie są, bo przecież to nie twoja wina jaki jesteś, ale nie musisz nic robić, ja ciebie toleruję… Ja jako Katolik pragnę kochać każdego człowieka, ale nie mam zamiaru tolerować i akceptować zachowań, które są złe, rozumiem skłonność do grzechu, bo każdy ma chwile „słabości”, ale nie mam zamiaru akceptować i tłumaczyć złych zachowań, przez co zachęcać do trwania w grzechu. Bo przecież grzeszyć to rzecz ludzka, ale trwać w grzechu diabelska. Dlatego ludzi trzeba kochać, „…wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę…” Ap 3,19 i wcale w tym nie chodzi o mieszanie kogoś z błotem i pogardzanie, ale upominanie, mając przede wszystkim za cel dobro tej osoby i szacunek do niej.

    Pozdrawiam wszystkich.
    PAX <

  3. Dokładnie tak! Zgadzam się z Coodlatym (i ze Scoobym też :P). Dzięki!

    Kilpatrick w swojej książce nie pisze tylko o złej psychologii – zdarza mu się też mówić „to jest dobra psychologia”. Oczywiście w swojej pracy zaliczeniowej (za którą dostałem 5 de facto :) nie byłem w stanie tego wszystkiego zawrzeć, ale też nie o to mi w niej chodziło. Notka zawiera w sobie tą treść, którą zawiera, popartą dodatkowo cytatami z książki. Napisałem o problemie, o problemie więc dyskutujemy, nie koniecznie znając całą książkę.

    „Jesteś pan gnojem” to niezwykle ładne zdanie :). Chciałbym podkreślić, że rzeczywiście istnieją tacy psychologowie. Część ludzi to właśnie lubi. Wychodzą z gabinetu z uśmiechem na twarzy mówiąc z radością „ale mi dosunął!” Taka psychologia, jak i głaskanie po główce, jest zła. Ale pisałem przecież, że nie oceniamy człowieka (jesteś istotnie zły), lecz jego czyny (postępujesz istotnie źle). Pan jesteś dobry. Dobry i piękny, może nie koniecznie bardzo mądry, ale to się da naprawić :). Dobry i piękny, bo jesteś Pan jedynym i wybranym dzieckiem Pana Boga. Jak każdy inny jedyny i wybrany. Ale nie dlatego, że pan tak uważa, albo że ja panu powiem, akceptując wszelkie pana czyny.

    I tak jak mówi Coodlaty – poszukiwanie dobra odbywać się musi, ale nie kosztem piętnowania zła. Nie poprzez usprawiedliwienie tego, co brzydkie, głupie, niedojrzałe. Nie poprzez mówienie „wszyscy tak robią”, albo „to nie jest jeszcze takie najgorsze”. Nie zmieniając wręcz definicję rzeczy po to, by sobie te rzeczy do siebie dostosować.

    Dobra psychologia mówi: Uśmiechnij się. Jesteś wybranym dzieckiem Pana Boga. Jesteś cudowny właśnie przez to, że On Cię chciał. A teraz słuchaj, jest w tobie wiele zła. Myśli, czyny, nastawienie. Damy radę to pokonać, jeśli tylko zechcesz dać z siebie wszystko, co możesz.

    Bo miłość to tolerowanie (i wspieranie) tego dobrego w człowieku. Oraz piętnowanie i pomoc w pokonywaniu tego złego. A nie zwykła tolerancja.

  4. GRZECH jak to pieknie brzmi. Osądzać grzech. Taka na przykład masturbację. W Starym Testamencie grzechem bylo nieumycie sie po „wycieku nasienia” i zbyt bliskie kontakty z innymi (przez dobe? 12 godzin? czy po prostu „do wieczora”) i jak z tym dowcipem o celibacie ktos coś przekręcił i zrobiłe sie, że „polerowanie torpedy” samo w sobie jest grzechem, a o rzeczywistej czystosci zapomniano. I w sumie pojecie grzechu stało się wzgledne. (tak jak klatwa z biegiem wstecznym). To własnie cenzurowanie PRAWA (choćby w temacie obrazów itp) jest z punktu widzenia Jezusa GRZECHEM. Wbrew ostatnim zdaniom żadnemu Władcy Żadnej Religii nie zależy na tym, by czxłowiek czuł sie bez grzechu.
    Wszyscy władcy wszystkich religii swoja władze umacniaja rozbudzając w wiernych poczucie grzechu i niedoskonałości. Na to nastawiona jest religijna psychologia. Ludzie (czy dobry, czy źli) są DZIEŁEM STWÓRCY i przez to sa DOSKONALI. Wolność wyboru polega na wyborze formy doskonałości – czy ku dobru, czy ku złu, jednak zawsze JESTEŚMY DZIEŁEM STWÓRCY.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s