Wytrych zwany sumieniem

Nareszcie zebrałem się za napisanie nowej notki… Przepraszam wszystkich, którym zdarza się czasem zajrzeć, że takie pustki, ale mam takie dziwne zasady… Nie musicie ich znać, ale są :). Dodam jeszcze, na początku, że ta notka bynajmniej nie będzie dowcipem, mimo daty 1 kwietnia.

Sumienie – wszyscy, którzy potrzebują, albo którzy chcą, wiedzą, że jest ono najwyższym i najważniejszym, jak również podstawowym kryterium ludzkiego postępowania. Tak naucza religia chrześcijańska, tak pisał święty Paweł, tak mówili wielcy mędrcy. Nie Pismo Święte, nie wiara, ale właśnie sumienie. Zresztą o to właśnie chodzi, że nikt nie musi nam tego mówić. Jeśli robimy coś, co jest złe, czujemy przecież wyrzuty sumienia – czyli jakbyśmy słyszeli głos, który nas karci. Sumienie, jak twierdził święty Paweł, jest właśnie dlatego najważniejszym kryterium moralności naszych czynów, że nie znając Biblii, nie należąc do żadnej wspólnoty religijnej, nie mając nad sobą Prawa, zawsze słyszymy w sobie głos sumienia – i dlatego powinniśmy w zgodzie z nim postępować. Stąd też znane powoływanie się na tzw. klauzulę sumienia (patrz: lekarze odmawiający dokonania aborcji na dziecku czternastoletniej „Agaty”). Co bowiem nie jest zgodne z sumieniem, a zgodne jest z prawem stanowionym, nie może być wykonane.

Skoro wszystko ładnie pięknie, to skąd taki dziwny tytuł tej notki? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta. Otóż, jak mówiłem, wszyscy, którzy chcą, wiedzą że sumienie jest podstawową instancją. I niezmiernie często na nie się powołują. Ostatnio zdarzało mi się uczestniczyć chociażby w sporze, w którym starałem się dość ostro postawić sprawę tego, kto jest katolikiem, a kto nim nie jest (korzystając nota bene nie z czego innego, jak tylko z definicji katolika – jak choćby tej: „Katolikiem nazywamy tego, kto jest ochrzczony, uznaje papieża za głowę Kościoła, oraz wierzy w to wszystko, czego Kościół rzymsko-katolicki naucza”, zaczerpniętej podobno z Katechizmu dla dzieci z r. 1966, choć sądzę, że definicja nadal nie przestała być aktualna). Dostawałem odpowiedzi, które wskazywały, jakobyśmy nie mieli żadnego prawa do określania kto jest, a kto nie jest katolikiem, ponieważ to, czy ktoś jest czy nie jest, zależeć ma jedynie od jego własnego sumienia. Tak więc katolik ma prawo uznawać seks przedmałżeński, negować zwierzchnictwo papieża czy twierdzić, iż rozwody powinny być w Kościele dopuszczone, a jednocześnie być katolikiem, bo to wszystko zgadza się z jego sumieniem. Tak choćby jak pani minister Kopacz, która przyczyniła się do dokonania aborcji na dziecku „Agaty”, która przed tym faktem była katoliczką, a po nim, nie mając (publicznie) żadnych wątpliwości co do słuszności swego (zgodnego z prawem państwowym) działania, wciąż pozostawała katoliczką.

Sam jestem zwolennikiem twierdzenia, że wszystko rozgrywa się w twoim sumieniu. Ale to jest twierdzenie, które ludzie biorą pod uwagę – i wykorzystują do swoich własnych celów. Moje sumienie mówi mi, że mogę dokonać aborcji, moje sumienie mówi mi, że mogę nie pójść do kościoła w niedzielę, moje sumienie również mówi mi, że wciąż jestem katolikiem. Do niedawna nie miałem bladego pojęcia, jak na to odpowiedzieć…

Jednak zrządzeniem Bożym trafiłem na zaledwie dwa artykuły z książki Josepha Ratzingera pt. „Wiara – prawda – tolerancja: chrześcijaństwo a religie świata” i w jednym z nich znalazłem niesamowitą odpowiedź na moje wątpliwości. A napisano w nim tak: „Paweł (…) potępia większość praktyk religijnych tamtych czasów. Wskazuje na inne źródło – na to, co wszyscy mają zapisane w sercu, na dobroć jednego Boga. Tutaj zresztą stają naprzeciw siebie dwa sprzeczne dziś pojęcia sumienia, które najczęściej po prostu są mylone. Sumienie jest dla Pawła organem, w którym jeden Bóg objawia się wszystkim ludziom, którzy są jednym człowiekiem. Obecnie jednak sumienie jawi się jako wyraz absolutyzacji podmiotu, ponad którym nie ma już żadnej instancji moralnej. Dobra, jako takiego, nie da się dostrzec. Głos Boga nie jest słyszalny. (…) Tak więc we współczesnym rozumieniu sumienie jest kanonizacją relatywizmu, świadectwem nieistnienia wspólnych zasad obyczajowych i religijnych, podczas gdy dla Pawła i dla tradycji chrześcijańskiej było ono właśnie gwarancją ludzkiej jedności i możliwości słyszenia Boga, zjednoczenia wokół jednego i tego samego dobra”.

I olśniło mnie! Jakie to szczęście, że na świecie są ludzie mądrzejsi ode mnie, których mogę słuchać i się na nich wzorować. To rozumowanie wydaje się takie logiczne! Sumienie jest bowiem, w rozumieniu tradycyjnym, głosem wewnątrz nas, danym nam z zewnątrz. Głosem Boga, który przemawia do ludzi jak do jednego człowieka, do każdego na ten sam sposób. Dlatego raczej nie powinniśmy mówić nawet „moje sumienie”, lecz „sumienie” w ogóle. Ten, kto słucha swego sumienia, ten, kto prawidłowo je kształtuje, ten samego Boga słucha – i dlatego słuchając sumienia nie może się mylić.

Zauważmy, że tradycyjne rozumienie wykorzystania sumienia pozostało! Skoro sumienie coś mi podpowiada, to znaczy, że robiąc to, czynię dobrze. Zmienił się tylko sposób pojmowania sumienia – sumienie stało się naszą wewnętrzną, niezależną od niczego ani nikogo instancją, którą w zasadzie sami sobie kształtujemy pod nasze myślenie, nasze poglądy. Jak mówi przyszły papież: „Tak więc we współczesnym rozumieniu sumienie jest kanonizacją relatywizmu, świadectwem nieistnienia wspólnych zasad obyczajowych i religijnych”. Mam prawo robić co chcę, bo to jest moje sumienie i moja sprawa.

Dlatego też użyłem słowa „wytrych” w zestawieniu z sumieniem. Ponieważ ludzie znalazłszy sobie nową, relatywistyczną definicję sumienia, zniekształcili swe prawdziwe sumienie, zagłuszyli głos Boga w sobie, jednocześnie zatrzymując sposób wykorzystania sumienia. Wiedzą (dzięki chrześcijańskiej kulturze), że sumienie jest najwyższą instancją i podkładają pod to swoje sumienie, by działać tak, jak tylko sobie żywnie chcą, i by nikt im w tym nie przeszkadzał. To jest właśnie wytrych, jakim jest sumienie.

Z tym, że tak się nie da. Bo najwyższą instancją jest tylko (i wyłącznie) obiektywne sumienie. Jedyny, uniwersalny i z natury słyszalny głos Boga, który mówi nam, co jest złe, a co dobre. Obiektywne sumienie, nie zniekształcone przez jakiekolwiek ideologie, przez degradację społeczeństwa, przez ściąganie na klasówkach. Tylko to sumienie, które wszyscy mamy wspólne i które jest niezmienne (tak, jak niezmienny jest Bóg) może być dla nas najwyższą instancją – i tylko wówczas należy nam się to, co nazywamy klauzulą sumienia.

Subiektywne, relatywne sumienie, które jest w rzeczywistości moim myśleniem, moimi poglądami, moimi ideologiami, nie ma żadnej władzy wiążącej i nie możemy się na nie powoływać, by pokazać swoje racje, by usprawiedliwić swoje złe zachowanie. Jeśli jesteś za aborcją, a sumienie mówi ci, że wciąż jesteś katolikiem – to coś jest nie tak z twoim sumieniem. Jeśli sądzisz, że msza jest nudna, więc pójdziesz tylko raz na miesiąc, a sumienie mówi ci, że wciąż jesteś katolikiem, to nadal coś nie tak z twoim sumieniem. I tak dalej. Jakie to dziecinnie proste.

Bo to Bóg jest sumieniem, a nie my. To On nam pomaga odkrywać to, co dobre i to, co złe; my sami tego nie potrafimy. Co za szczęście, że Joseph Ratzinger na to wpadł. Dzięki Bogu ja na to wpadłem, że na to wpadł, bo sam to bym na to nie wpadł…

Categories: Duchowość i moralność | Tags: , , , , | 4 komentarzy

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Wytrych zwany sumieniem

  1. Teksty fajne, ale pisz krótsze ;)

  2. Nie wiem, czy potrafię krótsze :). Może mi się darzyć, ale zazwyczaj wówczas, gdy nie mam za bardzo o czym pisać :P. Czuję się raczej felietonistą, niż… no właśnie… kto pisze notatki do gazet? :P

  3. Kamil

    Z ogólną linią się zgadzam, tylko mam jeden drobny zarzut:
    A co z 1 Kor 8?
    Tam wyraźnie jest mowa o subiektywności.

  4. Jak powiedziałeś, że jest mowa o subiektywności, to zaraz pomyślałem, że masz na myśli ten fragment o jedzeniu ofiar dla bożków – i nie pomyliłem się :).

    Wydaje mi się, że w tej sytuacji nie ma mowy o subiektywności sumienia – lecz o różnych działaniach w podobnych sytuacjach. Jeśli ktoś zaprasza nas na jedzenie, które było złożone bożkom (lub np. na wystawny mięsny obiad w piątek), bo chce nam zrobić frajdę to nie będzie złem zjedzenie tych specjałów. Jeśli zaś miałoby to być zgorszeniem – patrzcie, oni jedzą mięso bożków (mięso w piątek), a uważają się za apostołów (katolików) to należałoby się powstrzymać. Sumienie, jak sądzę, jest główną i najważniejszą instancją, o tyle, o ile bierze pod uwagę różne sytuacje i się do nich – zgodnie z najwyższą prawdą – odnosi. Do dwóch podobnych spraw można podejść w różny sposób.

    Sumienie więc nie jest subiektywne – subiektywne może być patrzenie na różne sprawy (o tym też postaram się wkrótce napisać) albo dwie podobne sytuacje mogą się w rzeczywistości różnić.

    Mam nadzieję, że trafiłem w odpowiednią kwestię…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s