Wszystkie psy idą do nieba

Taki tytuł nosi jeden z moich ulubionych filmów z dzieciństwa. Taki smutny i ponury, o psiej mafii i psiej biedocie, a także o psiej śmierci – czyli taki prawdziwy film o ludzkim życiu włożonym w psie ramy. Tytuł, sugerujący, że wszystkie psy idą do nieba opierał się prawdopodobnie na teorii, że skoro zwierzęta nie mają duszy rozumnej, nie mogą też grzeszyć – a więc są zbawione bez wyjątków. Oczywiście w tym filmie zwierzęta zostały upersonifikowane – a więc i grzeszyły – ale uniwersalizm zbawienia obejmował je jak bezrozumne zwierzęta (co było momentami konfliktowe, zwłaszcza dla pewnej różowej psiej anielicy, która musiała ich wszystkich w niebie przyjmować).

Obawiam się, że twierdzenie zawarte w tytule jest nieteologiczne i chyba nie do końca zgodne z nauką Kościoła…

I love my dog as much as I love you
But you may fade, my dog will always come through.

All he asks from me is the food to give him strength
All he ever needs is love and that he knows he’ll get

So, I love my dog as much as I love you
But you may fade, my dog will always come through.

All the pay I need comes shining through his eyes
I don’t need no cold water to make me realize that

I love my dog as much as I love you
But you may fade, my dog will always come through.

Cat Stevens

Zdechł mi pies.

Miał 11 lat. Dostaliśmy go z rodzeństwem kiedy byłem w piątej klasie – zdaje się, że wkrótce po wycieczce do Londynu. Wtedy był jeszcze szczeniakiem, świeżo po urodzeniu. Rodzice nagrali na kamerę to, jak się nim zachwycaliśmy i jak składaliśmy uroczystą przysięgę, że będziemy się nim zawsze opiekować. Nie zawsze szło nam świetnie wypełnianie tej przysięgi, ale staraliśmy się :). Mama w ogóle zawsze była przeciwna posiadaniu psa – w ostateczności pokochała go chyba najbardziej z nas wszystkich.

Umiał podawać łapę. Umiał się też położyć. Wytresowaliśmy go tak, że jak tylko zwęszył, że ktoś coś je, to od razu łapę podawał, nawet nieproszony, a jak mu się kazano kłaść, to już był tak podniecony tym kawałkiem mięska czy ciasteczka, które miał dostać, że leżał zaledwie pół sekundy, by zaraz rzucić się na smakołyk.

Kilka razy naszczekał na małe dziecko. Raz ugryzł babcię. Oj, ale mu się potem dostało! Sądzę, że ugryzł w afekcie, bo babcia zaatakowała go niespodziewanie, gdy zobaczyła, że się kąpie w kałuży. A jak dostał burę, to już nigdy nie działał w afekcie :). W rzeczywistości to był chyba najgorzej wytresowany i najmniej groźny pies, o jakim słyszałem…

Kiedy cała nasza trójka wyjechała na studia, rodzice musieli przejąć po nas psie obowiązki. Wychodzenie na spacery głównie, bo karmili go już wcześniej sami. Kiedy wracaliśmy na weekend, radość psiaka, w uczuciowym tego słowa znaczeniu, była ogromna. Wariował, skakał, szczekał, merdał ogonem. Lubił chyba nawet naszego (tj. mojego i żony) królika, ale królik chyba nie lubił jego, więc przywieźliśmy go tylko raz. Oczywiście królik wciąż żyje.

Ostatnio pies zachorował. Zapalenie płuc podobno. Dostał antybiotyki, ale bardzo osłabł. Nie jadł, nie pił. Kilka dni temu udało się sprawić, że coś tam zjadł. Rodzeństwo pojechało wczoraj do rodziców, żeby pomóc im w opiece nad chorowitkiem. Podobno siły wracały powoli, ale wczoraj zaczął wszystko zwracać – i pojawiły się kłopoty z oddychaniem. Dziś po 19 zdechł. Pochowali go w lasku, za cmentarzem. Tylko mnie nie było przy nim w jego ostatnich chwilach. Musiałem być w Warszawie i pracować. Miałem nadzieję, że go jeszcze zastanę przed Wielkanocą. Niestety, nie doczekał…

Niektórzy ludzie dużo mocniej przeżywają śmierć ukochanego zwierzęcia, niż ukochanej osoby. Wydaje mi się, że ja jestem wśród tych ludzi.

Nie do końca wiem dlaczego. Jedni mówią – bo pies ci nie powie, że coś go boli i może zdychać, a ty się nawet nie zorientujesz. Ja myślę, że może chodzić o duszę. Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, ma duszę rozumną i udział w życiu Bożym. Ma więc zbawienie, które przyniósł mu Chrystus, ma więc życie wieczne. Zwierzęta zaś nie mają duszy rozumnej, prawdopodobnie nie mają również duszy nieśmiertelnej, więc prawdziwie umierają podczas śmierci. To mnie chyba właśnie najbardziej boli – że wcale nieprawda, jakoby wszystkie psy szły do nieba.

Z drugiej jednak strony wszelkie stworzenie chyli się ku temu, by oddawać Panu cześć swym istnieniem. Pisarz natchniony opisał w Księdze Rodzaju Raj jako miejsce pełne zwierząt. I tak, ja wiem, bo mi ksiądz od dogmatycznej mówił, że nie wolno nam mitologizować przy interpretacji Biblii. Że nie wolno nam twierdzić, jakoby świat powstał w 6 dni i tak samo nie wolno nam twierdzić, że w Raju nie było agresji wśród zwierząt, a lew jadł trawę wraz z barankiem. Ale przecież i św. Franciszek nazywał zwierzęta swoimi braćmi mniejszymi. Czy jestem jedyny na świecie, który ma nadzieję na taki, mitologiczny, Raj?

„I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański, duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Upodoba sobie w bojaźni Pańskiej. Nie będzie sądził z pozorów ni wyrokował według pogłosek; raczej rozsądzi biednych sprawiedliwie i pokornym w kraju wyda słuszny wyrok. Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego. Sprawiedliwość będzie mu pasem na biodrach, a wierność przepasaniem lędźwi. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze.” (Iz 11, 1-9)

Może to tylko mit, poemat, przenośnia, może… Może nie jestem jedynym, mój drogi piesku, który ma małą nadzieję, że jednak nie?

„I love my dog as much as I love you
But you may fade, my dog will always come through.”

Categories: Ku chwale innych | Tags: , , , , | 63 komentarzy

Zobacz wpisy

63 thoughts on “Wszystkie psy idą do nieba

  1. Hmm… ja mam odwrotnie. Nigdy nie „kochałam” żadnego zwierzęcia i przyznam, że ciężko mi jest zrozumieć taką „miłość”. Nie jestem w stanie przywiązać się do zwierzęcia… Miałam kiedyś świnkę morską, której nie chciałam wziąć na ręce po tym jak zsikała mi się na ubranie…

    Myślę, że to dobrze, że ludzie kochają zwierzęta, ale wydaje mi się, że nie można tego porównać z miłością do ludzi. Jest to jednak pewien rodzaj wrażliwości, który jak najbardziej cenię, a którego sama nie posiadam.

  2. Wydaje mi się, że Twoje podejście jest nieco bardziej prawidłowe od mojego :). Prawdopodobnie tak, jak grzechem nie jest jedzenie mięsa czy zabicie muchy – tak nie jest nim też brak „ludzkiej” miłości do zwierząt. Ja sam jem mięso, choć rzadko zdarza mi się zabić muchę :P.

    Sam nie sądzę, by miłość do zwierząt dało się porównać do miłości do ludzi. Nigdy nie potraktowałbym np. świni, z którą podobno mamy wiele wspólnego, jak swego bliźniego. Ufam jednak, że zwierzę też jest jakąś istotą, stworzoną przez Boga – i do tego żywą istotą. Siłą rzeczy przywiązuję się do niego bardziej niż do przedmiotu.

    Zresztą – własny pies to jednak prawie jak członek rodziny. Żal…

    PS. Też miałem kiedyś świnkę morską. Strasznie płakałem jak zdechła :).

  3. Nie, no Maurycy, piosenka o psie autorstwa kota? :D
    (Cat Stevens)

  4. Zwróć uwagę, że sam piosenkarz wyraża swe zadziwienie tym niecodziennym faktem, podczas wygłaszania monologu przed rozpoczęciem śpiewania :).

    Piosenka na YouTube

    PS. Co za ciekawe urządzenie… Wrzuciłem kod, a zamieściło natychmiast filmik… Nie wiem, czy kombinowanie przyniesie pozytywne efekty :).

  5. Magda

    Ja głęboko wierzę w to, że w niebie będziemy mieli to wszystko, czego tylko pragniemy. Osobiście, nie wyobrażam sobie nieba bez zwierząt, bez moich psów, które dały mi tyle radości. Modlę się o to, żebyśmy się kiedyś spotkali i żyli razem już na wieki. Dla mnie niebo bez zwierząt, to nie byłoby niebo. Wolę trafić do miejsca, w którym są moje zwierzęta, a czy to będzie niebo, czy jakieś inne miejsce, nie ma to dla mnie znaczenia. Wierzę w Boga i nie uwierzę, że te bezbronne istoty skazałby na inny los niż nas ludzi. Ludzi pełnych wad i czyniących tyle zła…

  6. aucorigian

    Najważniejsze jest to, żeby wejść do Nieba, a nie to, czy będzie się mieć po śmierci zwierzęta, czy nie.

  7. Ewa

    1 grudnia umarł mój ukochany pies miał 15 lat.
    Głęboko w to wierzę , że jest teraz w niebie i widzi nas i słyszy jak mówię do niego.Skoro Bóg jest dobry to nie pozwiliłby żeby zwierząt nie było w niebie
    Bardzo mi go brakuje.

  8. Frytura24

    9 grudnia zmarl moj kochany pies,i nie wyobrazam sobie tego ze juz go wiecej nie zobacze.jak wygladala by tamta strona bez zwierzat??bez ptakow i innych??jesli druga strona istnieje to musza byc tam zwierzaki i moj ukochany psiak,no chyba ze drugiej strony nie ma.Magda wyzej napisala ze naprawde lepiej trafic do miejsca gdzie sa zwierzeta,co kolwiek to by bylo i gdzie kolwiek to by sie znajdowalo.
    Pikson,Tak strasznie za nim tesknie i tak strasznie mi go brakuje!!!

  9. ;(((

    wierzę w to że zwierzęta idą do nieba, ponieważ są one lepsze od ludzi, nie czynią zła.. wczoraj zabili mi mojego psa i wierzę w to że teraz jest w niebie i moja przyjaciolka sie nia teraz opiekuje.

  10. Dominika

    Wiem doskonale co czujecie!Moja kochana Semi odeszla 26.12.2011r.,miala zaledwie 3,5roku!Wiem,ze bedzie czekala na mnie i,ze w ostatnich moich chwilach po mnie przyjdzie!Kocham Cie Semi!

  11. A mnie zadziwia popularność tego wpisu, powstałego kilka lat temu. Wprawdzie zawsze należał on do najczęściej odwiedzanych, ale komentarze zaczęły pojawiać się dość nagle… Bardzo mnie to cieszy, że macie własne zdanie na temat zbawienia zwierząt, którym pragniecie się z nami dzielić.

    aucorigian – Nie mogę się z Tobą nie zgodzić. Zbawienie własne jest naszym najważniejszym dążeniem. Powinniśmy go pragnąć i oczekiwać bez względu na to, czy będą nam towarzyszyć zwierzęta, a nawet najbliżsi ludzie. Dlatego dla mnie to, żebym spotkał mojego psa po śmierci jest tylko wyrażeniem nadziei, a nie warunkiem tego, bym był zbawiony. Mimo tego podoba mi się Twoje podejście.

    Magda, Ewa, Frytura24, ;(((, Dominika – Rozumiem świetnie Wasz ból i smutek. Podzielam Waszą nadzieję. Tak, jak jednak napisałem, starałbym się nie warunkować dążenia do zbawienia tym, że będzie tam ze mną mój pies. Największą nagrodą po śmierci będzie przyjaźń z Bogiem i oglądanie Go twarzą w twarz. A zwierzęta mogą nam w tym towarzyszyć, jednak wcale nie muszą.

    Dziękuję serdecznie wszystkim Wam za komentarze!

  12. Mr.Crystal

    Mnie też zdechł pies miesiąc temu prawie też jak zobacze jego zdjęcia to chce mi sie płakać taż nie jadł nie pił i też dechł około 19 :((

  13. ika887

    moja sunia tez juz nie zyje, miala prawie 13 lat i zjadala juz ja choroba. specjalnie przylecialam do niej zza granicy,by zaopiekpwac sie nia. bylsm z nia ostatni miesiac, z dnia na dzien bylo coraz gorzej, ale tak nie chcialam jej usypiac.. gdybym tego nie zrobila umarlaby z bolu,ze zmeczenia. musialam to zrobic,a tak nie chcialam. wczoraj pochowalam ja z mama na psim cmentarzu, w lasku.. byla dobermanem,ale dobra duszka, wachala kwiatuszki i nigdy nikomu nie zrobila krzywdy.. cieszyla sie jak kogos widziala. strasznie mi,bo tak szybko to sie stalo,wolalamym ja tutaj. placze i placze, zastanawiam sie gdzie teraz jest,bo chyba gdzies jest. czytalam,ze psy nie maja duszy i nie ida juz do nieba,a kiedys slyszalam,ze kiedy my umieramy to masze pupilki witaja nas,ze czekaja na nas po drugiej stronie..

  14. mates

    wczoraj auto potracilo mojego pieska mial miał 9lat…szczekał na listonoszy,bał sie odkurzacza,mopa cały czas szczekał i stałby tylko przy misce…ale do mnie sie lasił bawił sie ale nigdy nie zaszczekal na moja dziewczyne gdy wprowadzalem ja do domu!na chlopakow moich siostr od razy do nogi dolatywał…miałem z nim dobre relacje gdy wracalem z pracy zawsze sie cieszył….wierze ze tam w niebie go spotkam

  15. D.T

    A ja dzisiaj musiałam uśpić swoją kochaną suczkę. Miała 12 lat. Mam nadzieję, że czeka gdzieś tam na mnie, gdziekolwiek to będzie.
    Ktoś napisał, że to nie miłość? Bynajmniej, to ogromna miłość, bezwarunkowe oddanie , wiele nerwów ale przede wszystkim szczęścia. A teraz pustka, której nie da się wypełnić. Do zobaczenia Piesku.

  16. Ania od Milki

    „Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
    No, bo jeśli nie idą do nieba
    To przepraszam Cię, Panie Boże
    Mnie tam także iść nie potrzeba
    Ja poproszę na inny przystanek
    Tam gdzie merda stado ogonów
    Zrezygnuję z anielskich chórów
    Tudzież innych nagród nieboskłonu
    W moim niebie będą miękkie sierści
    Nosy, łapy, ogony i kły
    W moim niebie będę znowu głaskać
    Moje wszystkie pożegnane psy”
    Barbara Borzymowska

    Moja mama zawsze wspomina jak siedząc w wózku wyciągałam rękę do każdego psa i się śmiałam. Moje pierwsze obrazki to mama, tata, ja i… stojący obok nas czarny piesek,
    Taka się urodziłam, taką widać stworzył mnie Bóg. Chyba dając mi tyle miłości do zwierząt się nie pomylił?

    Nie wierzę, że miłość może być czymś złym. Miłość do zwierząt jest tak samo piękna jak miłość do ludzi. Mi wydaje się bardzo podobna do miłości jaką obdarza się dzieci. Zwierzęta i dzieci – istoty bezbronne, od nas zależne, za których życie jesteśmy odpowiedzialni.

    Myślcie co chcecie. Po śmierci chce się spotkać z moją sunią.
    Największą nagrodą dla mnie będzie jeśli pewnego dnia wybiegnie mi na spotkanie i będziemy znów mogły być razem. Mogę spędzić całą wieczność na drapaniu jej po łepku i głaskaniu po brzuszku.
    To będzie moje niebo. Nawet jeśli ma ono inny adres niż niebo teologów.

  17. ks.ad

    TO OCZYWISTE, że zwierzęta jako część Stworzenia Bożego idą do Stwórcy. I są z Nim na podobieństwo Raju, czekając na pełne odkupienie Dzieci Bożych. – Czy sądzicie, że Bóg pamięta tylko o człowieku – koronie stworzenia? A co niby miałoby się dziać z resztą?!

  18. Ania

    Ja też straciłam swojego pieska 17 czerwca tylko dlatego że była sobota i żaden weterynarz nie chciał mu pomóc:(wierzę w to że jeszcze go spotkam i to mi daje nadzieję nie ma dnia żebym nie płakała tak bardzo za nim tęsknię

  19. umano

    Mowa o psach co prawda, no ale…4 miesiące temu zdechł mój ukochany chomik, strasznie mi go brakuje :( niektórzy mówią, że miłość do zwierząt jet czymś niewłaściwym, ale ja go kochałam i nadal kocham, i bardzo bardzo bym chciała kiedyś spotkać go po drugiej stronie. Przecież Bóg stworzył i zwierzęta, daje nam one tyle radości, tyle dobra się tworzy, miejmy nadzieję, że to zostanie ocalone.

  20. ga

    tak mi smutno…:( nie mogę przestać rozpaczać, dlaczego Bóg postanowił w wypadku zabrać nam suczkę, które była taka pocieszna, dawała nam tyle radości w tej szarej rzeczywistosci…czy jej osobowość, energia i jestestwo rozpłynęło się w niebycie…? tak po prostu uciekło z niej zycie…:( czy jej już nie ma? to straszne… wolałabym wierzyc, że jest w niebie dla zwierząt, ale nie potrafię….

  21. Gosia

    Wczoraj o godz. 5 nad ranem odszedł Nicki – pies moich rodziców. 11 listopada skończyłby 5 lat. Zatruł się czymś, 2 dni nic nie jadł ani nie pił tylko wymiotował a wetka nie dała mu nawet kroplówki. W nocy Nicki stracił przytomność. W innej lecznicy próbowali go ratować cały dzień i noc ale nie udało się. Nerki przestały pracować. Kiedy wcześniej odmawiałam Różaniec dodałam również intencję o przeżycie Nickiego, prosiłam także o pomoc duszę, za którą ofiarowałam odpust zupełny w dzień 1-go listopada (nieznaną, nie konkretną). Niestety… Moja mama strasznie to przeżyła – Nicki był kochany. Ja mam oczy zapuchnięte od płaczu. Kiedy tylko wspomnę jak mnie witał gdy przyjeżdżałam od razu ryczę. Zastanawiam się czy Bóg chciał aby Nicki nie przeżył. Był Jego stworzeniem więc dlaczego? Miał jeszcze tyle życia przed sobą ale Bóg wolał aby Nicki całkowicie przestał istnieć? Gdy umiera człowiek pocieszam się, że będzie szczęśliwy w Niebie z Bogiem a po Nickim w jaki sposób mam się pocieszyć? Rozmawiałam z mamą przez telefon o tym czy Nickiego zobaczymy w Niebie i MAM NADZIEJĘ, że tak będzie ale pewna nie jestem.

  22. Kochani! Widzę jak trudna dla wielu osób jest sprawa śmierci ich zwierząt: piesków, kotków, rybek czy chomików. Ja sam mocno przeżyłem tamtą śmierć mojego psa, wiele lat wcześniej modliłem się z płaczem po śmierci mojej świnki morskiej. Osobiście bardzo chcę wierzyć, że Bóg pozwoli mi spotkać moje zwierzaki po śmierci, w życiu zmartwychwstałych. Sądzę, że nie należy wykluczać takiej możliwości. Zwierzęta były w Raju, są też w wizjach zbawienia Izajasza; zwierzęta są żywym elementem stworzenia – a wierzymy, że wszystko, co Bóg stworzył, ma do Niego powrócić (nie wiemy jak to się może mieć do dusz potępionych czy szatana). Sądzę, że myślenie, jakobyśmy nigdy mieli już naszych zwierzaków nie spotkać nie ma sensu. Wierzmy w wieczne życie naszych braci najmniejszych – to dla nas wszystkich lepsze rozwiązanie.

    Dziękuję za komentarze i Wasze osobiste historie.

  23. marzena

    Ja już teraz też wiem jak to jest….:-( dzisiaj rano uspałam swojego boksera-Aresa,miał 11lat i od wczoraj szukał sobie miejsca by odejść…nie byłam w stanie patrzeć jak go weterynarz „usypia”…wniósł w moje życie wiele radości i będzie mi go bardzo brakować:-( wierzę w to bardzo mocno,że jeszcze się kiedyś spotkamy…bardzo Cię piesku kocham i na zawsze pozostaniesz w moim sercu!

  24. Karolina

    dzis mój piesek misiulinek odszedł rano bardzo to przeżywam.Dostał 2 kroplówki nic mu nie pomogło teraz czuję straszną pustkę i bardzo mi go żal przygarneliśm go gdy mial około 6 lat sami dokładnie nie wiemy ponieważ znaleźliśmy go.Nikt nie zrozumie żałoby po psie kto nigdy tego nie przeżył

  25. Piotr

    Artykuł przeczytałem jednym tchem, ma już swoje lata, trafiłem na niego dopiero dziś, ponieważ w neidzielę uśpiliśmy naszą sunię jamniczkę, która żyła z nami ponad 15 lat od szczeniaka. Myślałem,że będzie lżej, ale nie potrafię się pogodzić z jej odejściem, może weźmiemy kolejnego psa ale ona będzie miała szczególne miejsce w moim sercu. Nie mogę sobie wyobrazić, że nie miałbym jej spotkać ponownie, kiedy mnie się zdarzy odejść. To była z pewnościa najokropniejsza chwila w moim życiu, 27-letni facet popłakany jak małe dziecko. Przeżyłem to bardziej niż śmierć niektórych osób, pewnie dlatego, że wspólnie wychowywaliśmy się dzień po dniu, nie zawsze byłem idealny wobec niej, przez co teraz mam wyrzuty ale staram się przywracać pamięcia te dobre chwile. Boję się, że nie będę w stanie drugi raz tak pokochać pieska:(. Najgorzej jest teraz, nikt nas nie wita, nie słychać tych charakterystycznych stuków pazurków po panelach, nikt nie stoi pod łózkiem i nie piszczy by go do niego zabrać. Gdybym miał możliwość oddałbym jej swoją część życia, bo smutek jaki po sobie zostawiła jest okropny.

  26. Roksana

    Ja również trafiłam na ten artykuł przypadkiem. 22.04,2013 musiałam uśpić swojego prawie 11 letniego rotweeilera. Nigdy nie był agresywnym psem, był moją dużą, słodką przytulanką. Chorował na serce od wielu lat brał tabletki żeby przedłużyć jego życie.Gdyby był człowiekiem miał by zastawki na swoim serduszku ale u nas w Polsce nie wykonuje się takich zabiegów. Nie potrafię się pogodzić z jego śmiercią, wszędzie go szukam i wołam a wiem że on już nie przyjdzie. Nadal słyszę jego skomlenie z bólu kiedy wiozłam go do weterynarza, i ostatnie minuty jego życia. Byłam z nim do samego końca, zawsze razem na dobre czy złe. Kiedy zatrzymało się jego serduszko moje zostało złamane. Tak strasznie mi go brakuje, nie grzeje mnie już w nocy jak zawsze nie budzi lizaniem po twarzy. Wierzę że teraz jest mu lepiej, że już nic go nie boli i czeka tam w niebie na mnie i kiedy już się spotkamy znów będę mogła spojrzeć w te brązowe wierne oczy. Jeśli ktoś uważa że nie istnieje tak silna miłość jest w błędzie. Ja nie traktowałam go jak psa tylko ważnego członka mojej rodziny. Bardzo cie kocham piesku i tęsknię za Tobą. Czekaj tam na mnie, kiedyś się spotkamy…..
    Dziękuje jeśli ktoś to przeczytałam, chciałam się trochę wyżalić…..
    Śpij piesku, śpij…
    już odpocząć trzeba
    Może będziesz miał
    swój kawałek nieba
    Może będzie tam
    piękniej niż tu teraz
    Może spotkasz tych, których tu już nie ma…
    Śnij, piesku śnij…
    w snach jest zawsze pięknie
    Ciepły dom, miejsca dość
    na twe wierne serce
    Przyjdzie czas spotkać się
    potarmosić uszy
    lub razem na spacer znowu gdzieś wyruszyć
    Lecz dziś sobie śnij
    a czas łzy osuszy”

  27. albert.

    w czwartek tj. 25.04.2013 musieliśmy uśpić 13-letnią sunie boksera :c całymi dniami o niej myślę, co wieczór płaczę za nim i mam przed oczami chwilę w których zawiniłem :x mam nadzieje, ze mi to wybaczyła i mocno wierzę w to, że psy idą do swojego nieba. ;cc

  28. Jest mi bardzo miło i jednocześnie czuję dużą odpowiedzialność, że mój wpis jest dla Was wszystkich miejscem, w którym możecie się wypłakać i znaleźć wsparcie. Rozumiem Was doskonale w kwestii straty Waszych zwierzęcych przyjaciół. Pragnę zaznaczyć, że ta notka, choć napisana wiele lat temu, wciąż cieszy się nieustającym zainteresowaniem i nie jest dla mnie nigdy nieaktualna.

    Pragnę jednak prosić wszystkich przeżywających i smutnych, byście nie potępiali tych, którzy myślą inaczej niż Wy. Naprawdę nie wszyscy muszą traktować zwierząt prawie jak ludzi, a właściwie nikt nie powinien traktować ich lepiej. Te osoby, które traktują zwierzęta inaczej mają prawo do takiego podejścia i nie odbierajcie im go minusowymi głosami.

  29. PF

    Parę dni temu, a dokładnie w nocy z 30/31 maja odeszła moja sunia. Miała 13 lat i była śliczną białą kuleczką rasy pudel toy. Już od dłuższego czasu zaczęła chorować. Zwężona tchawica, serduszko powiększone, wątroba nawalała i na koniec co tak naprawdę ją pokonało to nerki, które przestały działać…mocz zatrzymywał się w organizmie i zaczął ją zatruwać. Robiła się co raz słabsza i po prostu się męczyła. Cierpię niesamowicie, tęsknię za nią i czuję że straciłam jakąś część siebie. Była członkiem naszej rodziny, naszym maleństwem, a teraz jej po prostu nie ma i nie mogę się z tym pogodzić. Ciągle oglądam jej zdjęcia, nagrania które mi po niej pozostały… Moim największym marzeniem jest, że kiedy sama odejdę ona do mnie przybiegnie i znowu będę mogła ją przytulić. To mnie jedynie pociesza i tak bardzo tego chce, że zaczęłam szukać nawet odpowiedzi w internecie. Znalazłam tą stronę i przeczytałam artykuł oraz wasze komentarze…To bardzo pocieszające, że wiele osób przeżywa śmierć zwierzaka tak samo jak ja. Znalazłam tu zrozumienie i wierzę, że po śmierci spotkamy się z naszymi zwierzakami.

  30. Hektorolla

    nasza historia;

  31. Hektorolla

    nasza historia zaczęła się w 2004 roku gdy kupiliśmy cudownego psa boksera HEKTORA był najmniejszy i najsłabszy, ale nasz…zaczął być dla mnie i męża oczkiem w głowie, po kilku miesiącach zachorował na nosówkę, każdy lekarz powiedziałby, ze to koniec, ale spotkaliśmy takiego z pasją, wydaliśmy fortune, ale uratowaliśmy psa z paraliżu, bezwładu, nosówki, zły czas się skończył, swietnie nam się żyło w 3-kę.Potem urodziła nam się córka i było nas już czworo…W 2011 w listopadzie w ciągu kilku dni zdiagnozowaliśmy u niego raka jąder, operacja odbyła się po kilku dniach, Hektor szybko wrócił do siebie i zapewniano nas, ze nie ma przerzutów, Hektor dla nas był zasze jak mały człowiek, w pierwszym rzędzie jego potrzeby były realizowane, zawsze dbaliśmy o niego o to by był szczęśliwy, on odwdzięczał się tym samym, ja zawsze rozumiałam go bez słów…nikt tak się nie cieszył z mojego powrotu do domu, wylizywał całą twarz, szyję, kąsał uszy, spiewał i tańczył…..od roku w naszym zyciu pojawiło się wiele problemów, ale zasze trzymaliśmy się razem, organizowaliśmy nasze wspólne zycie w 4-ke a pies zawsze brał w tym udział, jesienią ubiegłego roku zaszłam w kolejna ciążę i zaczęły się problemy ze zdrowiem, całymi dniami byliśmy w domu sami, w dwójke ja i pies, on był moim towarzyszem, próbował odbierać mi ból, który czułam co dnia, czasem kładł się na mnie obok soim 38 kg, ciałem wygrzewał mi brzuch a mordula patrzyał mi w oczy, widziałam w nich współczucie i troskę, w 7 miesiącu mojej ciązy role się odwróciły w maju, dwa miesiące temu, Hektor dostał ataku padaczki, byliśmy sami, ja nie wiedziałam co się dzieje nie wiedziałam, że to padaczka, wystarszyłam się, potem wyrzucałam sobie, że nie pomogłam mu….lekarz zaaplikował leki, pies miał je przyjmować codziennie, był czas bez ataków, były dni, ze ataki występowały często, razem to przechodziliśmy, płakałam z nim, tuliłam go , nawet brzuchem swoim wielkim przytrzymywałam jego drgawki, dawałam mu leki, choć weterynarz zabronił mi się wtedy do niego zbliżać ja zasze byłam przy nim , przezywaliśmy razem te ataki, jego lęk, całą swoja siła przekręcałam jego ogromne ciało w drgawkach i leżałam obok niego uspokajając, całując, przytulając i tak pomagało to wszystko przez ostatnie dwa miesiące.Lecz ja cos czułam, czułam, żed jest drugie dno, ze coś jest nie tak, piesek był coraz cichszy, miał mniej energii do zycia, coraz mniej rzeczy go cieszyło, robiłam co mogłam, całymi dniami przeleżeliśmy w moim łóżku w sypialni, ja w bólach, on mocno do mnie przytulony czuwał….całymi godzinami, aż parę dni temu 1-lipca, dostał atak za atakiem, musiałam zamknąć go w pokoju, skakał, nie poznawał mnie, zadzwoniłam do weterynarza, nie wiedziałam co robic, jak go ratować, lekarz znowu mnie ochrzanił, że za bardzo się angażuję i że moja ciąza jest wazniejsza jestem przecież w 9 miesiącu, ale ja tego nie chciałam słuchac, tu toczyła się walka o życie, mąz szybko wrócił z pracy zabraliśmy go do weterynarza, jak on się męczył;(, język jak kołek, wszędzie krew, i te drgawki, nie poznawał nas, gdy lekarz go zobaczył powiedział, że to koniec, ja krzyczałam i płakałam na cały głos, życie bym za niego oddała…Dostał lek uspokajający i ja i mąz leżeliśmy na nim i płakaliśmy, potem mąż zabrał go i w gabinecie został uśpiony…po dokładnym późniejszym zbadaniu lekarz orzekł , że był to prawdopodobnie guz mózgu, wszystkie węzły chłonne powiększone….
    Mąż pochował go niedaleko w domu, przy lasku, ja od tego czasu nie jestem sobą, nie potrafię żyć, ciągle płaczę i mam żal do Boga, że mi go zbarał, był dla mnie jak dziecko….nie npotrafię się cieszyc zbliżającym się porodem, nie mogę się zebrac w sobie, zapominam o moim stanie, zajmuje się córka, arobie normalne czynności, ale to nie jest zycie, nie wiem co będzie dalej dzisiaj mija 5 dzień, jak żyć?

  32. Hektorolla

    moje myśli oscylują wokół tego: czy go jeszcze zobaczę i czy nie jest teraz gdzies sam, samotny?
    ja też chce się wybrać w to miejsce gdzie będzie on, bo nikt nie był lepszym przyjacielem, chce być z nim kiedyś i już na zawsze, gdzies czytałam, ze tylko te zwierzęta, które odznaczają się niekończaca się miłością, pamiecia i tęsknota właściciela będą w niebie-mysle, ze mój tam powinien być…

  33. Tomek

    Ja też trafiłem na ten artykuł przypadkowo,próbując znaleźć jakiekolwiek ukojnie na mój wielki ból i żal jaki odczuwam po stracie mojej ukochanej suczki Tiny.Przedwczoraj nad ranem,o koło świtu wydała ona swoje ostatnie tchnienie.Tinulka w tym miesiącu miała skończyć 15 lat,od ponad pół roku zmagała się z ciężką chorobą serca i płuc.W naszej rodzinie była od swojego urodzenia.Kiedyś mieliśmy inną wspaniałą i kochaną suczkę kundelkę Korę,która wydała na świat 4 szczeniaczki,w tym naszego największego skarbulka Tinę.Tinka przyszła na Świat jako czwarta,była ze wszystkich szczeniaczków najmniejsza,najsłabsza i najmniej zaradna,przez co zwróciła na siebie naszą największą uwagę i troskę,od razu ją bardzo pokochałem i postanowiłem,że nikomu jej nie oddamy.Mi się zawsze podobała,ale jak była szczeniaczkiem wielu ze względu na jej chudość mówiło,że jest brzydka,co tylko moją miłość do niej jeszcze potęgowało. Tinusia jak brzydkie kaczątko szybko przytyła,urosła i przeistoczyła się w bardzo piękną,modrą i dostojną suczkę.Żyła z nami i razem ze swoją mamusią Korą,która ją i nas opuściła 6 lat temu,wcześniej w międzyczasie dołączyła do nas jeszcze jedna suczka Ksena.Tinusia była psem bardzo nieufnym i strachliwym do obcych,a bardzo oddanym i silnie przywiązanym do swoich.Strasznie przeżywała gdy nikogo nie było w domu,bała się burzy i fajerwerków,gdy je słyszała trzęsła się,wskakiwała mi na kolana i próbowała się we mnie wtopić.Była bardzo łagodna,nigdy nie skrzywdziła,nawet muchy,zresztą tak samo jak jej mamusia Kora,z tym że Kora była do wszystkich bardzo ufna.Tinka zawsze pełna energii i radości,uwielbiająca pieszczoty i wspólne spacery.Korunia do ostatnich swoich dni matkowała Tinusi,lizała jej uszki i oczka.Tinusia bardzo przeżyła jej odejście.Gdzieś w połowie swojego życia Tinka została dotkliwie pogryziona przez bardzo dużego psa, który podczas jednego z naszych spacerów wyskoczył nagle z za ogrodzenia i się na nią rzucił.Jej życie wtedy poważnie zawisło na włosku,na szczęście przy sporym wysiłku weterynarzy i wydaniu przez nas dużych sum pieniędzy,udało się ją uratować.Tinka wtedy bardzo wiele wycierpiała,już nigdy nie była tak sprawna jak przed tym zdarzeniem,ale nadal cieszyła nas swoim towarzystwem,oddaniem i bezgraniczną miłością,nadal była pełna radości i życia,wszędzie jej było pełno.Niestety w styczniu bieżącego roku zaczęła chrząkać,początkowo myślałem,że to tylko zwykłe przeziębienie.Niestety chrząkanie nasilało się,poszedłem więc do weterynarza który po badaniach stwierdził wstrząsającą dla mnie diagnozę:niewydolność lewej komory serca i obrzęk płuc.Dla Tinki nie było już żadnego ratunku,w każdej chwili mogła umrzeć,a jej stan z każdym dniem miał się tylko pogarszać.Byłem zdruzgotany.Jej stan,rzeczywiście z każdym dniem,tygodniem,miesiącem był coraz gorszy,czasami były dni lekkiej poprawy,ale niestety nie na długo,Tinka chudła w oczach,z każdym dniem słabła,miała napady duszności i kaszlu,co raz gorzej oddychała,często wymiotowała,na spacery trzeba było ją wynosić i wnosić po schodach,na rękach,mimo to do końca było w niej widać wielką chęć do życia,podczas choroby zrobiła się jeszcze większą przylepą i nie odstępowała mnie w domu na krok,przykro było patrzeć jak cierpi,ale nie potrafiłem jej uśpić,dostawała codziennie tabletki które niestety niewiele na jej chorobę pomagały,a szkodziły jej na żołądek i dostawała od nich biegunki,przez co musiałem je w końcu odstawić,weterynarze rozkładali ręce i nie potrafili jej już w żaden sposób pomóc.Tinusia w końcu tak wychudła,że zrobiła się lekka jak piórko,mimo to do ostatniego dnia swojego żywota,nie poddawała się i z wielkim trudem włóczyła za mną swoimi łapkami.Jej napady duszności były coraz dłuższe,ostatniej swojej nocy Tinka długo nie mogła sobie znaleźć miejsca,w końcu schowała się pod krzesełko i przysnęła,nie zdawałem sobie sprawy,że to jest już jej koniec,też obok niej przysnąłem i gdy się obudziłem zobaczyłem,że Tinka nie oddycha.Długo nie mogłem uwierzyć,że to jest już jej koniec,wciąż to do mnie nie docierało,głaskałem ją i miałem wielką nadzieję,że się zaraz obudzi.Niestety mój największy,najukochańszy skarb,najwierniejszy przyjaciel i pocieszyciel zasnął na zawsze.Z jednej strony ulżyło mi,że już nie cierpi,nie dusi się i tak dalej,ale z drugiej strony ogarnął mnie okrutnie wielki żal,ból i cierpienie,moje serce pękło.Zdałem sobie sprawę,że już więcej nie zobaczę mojego ukochanego skarbulka,już nigdy jej nie przytulę i nie pogłaskam,Tinka odeszła na zawsze.Pochowaliśmy ją obok grobu jej mamusi.Mam nadzieję,że obie są teraz w raju i czekają na mnie,tylko ta nadzieja,pragnienie i marzenie potrafi mi dać jakiekolwiek ukojenie i pociechę.Myślałem,że jestem do jej śmierci przygotowany i,że sobie z nią poradzę,niestety myliłem się i jestem teraz strasznie załamany.Ogarnia mnie wielka pustka,żal i smutek.Jestem facetem po trzydzietce,a płacze za nią jak dziecko,przypominają mi się wszystkie piękne chwile z nią spędzone,jak i te gorsze,przez które mam teraz spore wyrzuty sumienia,w wielu sytuacjach mogłem być dla niej lepszym Panem.Została mi w domu jeszcze jedna suczka Ksena,która widać też strasznie za Tinką tęskni.Kocham Ksenkę bardzo,ale niestety nie jest ona w stanie zastąpić mojej ukochanej Tiny,Z Ksenką nie można nawiązać takiego kontaktu jak z Tiną.Bez Tiny nasz dom jest pusty i martwy,ona była duszą naszego domu i naszym całym światem.Nie wiem jak mam teraz bez niej żyć,od jej śmierci minęły 2 i pół doby,a mi wciąż jest nic nie lepiej,nic mnie nie interesuje,nic mi się nie chce,wszystko wydaje mi się nieważne.Całą swoją miłość,troskę i uwagę przelewam na Ksenę,na pewno jest mi dużo lżej,że ją mam,ale jak już pisałem nie jest ona mi w stanie Tinki zastąpić.Tinka podobnie jak jej mamusia Kora i tragicznie zmarły w moim dzieciństwie pies Amor na zawsze pozostanie w naszych sercach.Wierzę,że po śmierci je wszystkie zobaczę,przytulę,pogłaskam.zamieszkam z nimi i z rodziną na zawsze,gdzie nikt i nic nas już więcej nie rozdzieli.Tylko ta,może i naiwna wiara mi pozostała.Tylko nie wiem jak do tego czasu mam wytrwać,tu na ziemi,bez mojej najukochańszej Tinki.

  34. DariaSz

    Witam. Czy słyszeliście o Tomaszu Jaeschke? Oczywiście, że Zwierzęta idą do Nieba. Są one bez grzechu, bliżej Boga, nie mogą czynić zła. A co człowiek takiego robi, że niby ma prawo iść do Raju? Zabija zwierzęta, swoje dzieci? I to ma być obraz i podobieństwo Boga? Nie. To Zwierzę jest obrazem Twórcy.
    Wierzę, a raczej jestem tego pewna, że wszystkie moje pożegnane Zwierzęta – i te w domu, i te bezdomne – po śmierci będą czekać na mnie w Niebie i wybiegną mi na powitanie. Wtedy będziemy już na zawsze razem. O ile ja trafię do Nieba – ale mam nadzieję, że moje Zwierzęta poproszą o to Boga…
    A jeszcze tak na marginesie: ZWIERZĘTA UMIERAJĄ, a nie zdychają – bo to robią źli ludzie. Jeśli ktoś kogoś kocha, to nigdy nie powie, że zdechł. Taki człowiek nie zasługuje na Niebo.
    Moje kochane pożegnane Zwierzęta, kiedyś się spotkamy!
    Wydaje mi się, że gdy umiera Zwierzę, to w Niebie zapada w sen, w którym widzi nasze życie. Gdy odchodzi jego człowiek, wtedy ono się budzi i jest już dobrze.

  35. Pawel

    Dziś i ja straciłem swojego psa. Miał 14 lat :'( Ciężko jest pisać o emocjach ale fakt jest jeden, że to był członek rodziny, którego kocham. Myśl o tym, że już go nie zobaczę i nie usłyszę, potęguje moje łzy, którymi zalewam klawiaturę. W głębi duszy i serca wierzę, że „tam” jest mu o wiele lepiej niż tu na dole.
    Wasze komentarze dodają mi otuchy. To dobrze, że są jeszcze na tym świecie dobrzy ludzie, którzy kochają zwierzęta. Bez tych małych i dużych pupilów świat byłbym nudny i smutny :'(.

    Czas leczy rany po stracie :'(

  36. Katrina

    Wiara, że pieski mają duszę jest mi potrzebna. Mój Zefirek odszedl 19.7.2013 nawet miesiąc nie minął…Miał 17lat 11 miesięcy i 7 dni, wierzę że jest po drugiej stronie tęczy, że jeśli nie w niebie takim do którego trafiają ludzie to w miejscu , gdzie są wszystkie pieski…on był taki towarzyski , kochał ludzi, psy, koty , nikomu nie wadził, nie wiem na jak długo , ale jakiś czas poprzebywa tam w tym zwierzątkowym niebie a potem jego duszyczka , kochana, wierna będzie żyła w innym dobrym ciele,może zwierzątka a może człowieka…przecież niejednorotnie jak żył czułam , że wcześniej był człowiekiem , że mnie rozumie, że tylko mówić nie umie, a mądry łepuś miał bardzo…nie był zdrowiutki już od jakiegoś czasu, jednak mimo wszystko odszedł tak nagle. 1ego lipca jeszcze z nim spacerowałam , 2e-go wracam po pracy a on , pyszczek mój leży bezwładny na podłodze , podnieść się nie może , jest w szoku…tak bardzo bolało, taki widok! Łapki odmówiły mu posłuszeństwa , podobno od kręgosłupa a może ten dziad nowotwór dał o sobie znać…do końca nie było wiadomo , bo wet nie chcieli podejmowac się operacji , gdyby po prześwietleniu była taka konieczność, bo już stary piesek , bo może się nie obudzić po narkozie , a operacja może się nie udać…przez 18 dni ból okropny kiedy patrzyłam jak moje zwierzątko niknęło z dnia na dzień, był zdany tylko na człowieka, cierpieniem było dla niego już samo to że nie mógł chodzić samodzielnie, zawsze żywotny , energiczny…nie jęczał dopóki nie nastała noc 18.7 , od godziny 23ej całe 7 godzin zaczął szczekać…do dziś słyszę ten szczek , nie mogłam mu pomóc , już nie , nie działało nic ani przeciwbólowe ani uspakajające , wcześniej jak chodziłam do wet na zastrzyki i mówiono mi o uśpieniu , nie chciałam tego słuchać łudząc się cały czas , że będzie lepiej …wiedziałam że nie będzie zupełnie zdrów , ale że będzie lepiej… marzyłam by odszedł w domu jak Kajtka moja kotka po 16 i pół roku życia w 2009, a już na pewno nie wyobrażałam sobie by go utylizowano , jego psie ciałko jak jakiś odpad…moje marzenie się spełniło, jednak nie chciałam by cierpiał, tak mi przykro że te godziny jęczał z bólu , podczas tych długich godzin zapominałam o tym moim marzeniu o odejściu w domu i cierpiałam razem z nim , dodatkowo przez to że nie miałam pieniędzy by jechać z nim do weta nocnego w mieście aby skrócić jego cierpienie i mimo wszystko uśpić…kochany Zefirek zawsze mnie słuchał i myślał o mnie , serduszko miał wielkie i nawet w bólu pomyślał i…odszedł …a pomógł nam w tym również Stwórca , do którego ( choć wątpiłam ostatnie czasy w istnienie Boga) modliłam się, by już skończyły się męki tego zwierzątka mego i Wysłucha mnie. Jak też nie wierzyć, że pieski nie mają duszy? Czy Bóg zainteresowałby się Zefciem , by mu ulżyć gdyby to był bezduszny zwierzak? Jutro miałby 18lat , Zefcio mój kochany mógłby jeszcze pożyć i towarzyszyć mi, mój przyjaciel, brakuje mi go , tęsknię! Uwielbiam zwierzaki , zawsze były w moim domu , traumę przeżyłam kiedy mój pierwszy pies zaginął a miał 11lat , kotka odeszła na moim ręcach , też kochane serduszko ale tak jak po Zefciu nie rozpaczałam jeszcze po żadnym zwierzaku , chorowałam z nim ale z nadzieją na lepsze jutro , mogłabym pielęgnować go jeszcze długo, ale to mogłoby być bardzo egosityczne, bo po to by zatrzymać go jak najdłużej przy sobie , a zwierzątko czuło już ból, więc choć dłuuugo będę tęskniła i płakała po nim to chcę wierzyć , że jego spacer na drugą stronę tęczy był dobrym rozwiązaniem…
    Na zawsze będzie w moim sercu i w myślach !

  37. Katrina

    Tak Paweł, piesek to członek rodziny , na pewno nasze psiaki się spotkały i bawią się do dziś razem… ja też chcę jeszcze powiedzieć to , że te wszystkie komentarze kochających i tęskniących za swoimi przyjaciółmi ludzi są wielką otuchą dla mnie !

  38. Ana

    Mój Dżekuś odszedł wczoraj 10 listopad.. Umieram z rozpaczy. Ponad 17 lat pięknych wspomnień, Cichy świadek mojego życia, Bezmiar miłości. Bezinteresownej. Moja radość.

    Mój Dżek. Mój Skarb. Mój przyjaciel. Bardzo cierpiał wiem… ale był bardzo dzielny – nie skarżył się, nie zwracał na siebie uwagi – lekcja pokory, Lekcja odchodzenia.

    On obdarzył mnie miłością. Boże dziękuje Ci za tę miłość. Gdzie jest miłość jest Bóg – w Nim był i wiem, że on będzie w niebie i go tam spotkam.

    Był ze mną długo, szkoda, że nie dłużej… Mordko moja kocham Cię.
    W sercu Cię kołyszę…

  39. mamelka

    Czasami to zwierzę potrafi zmienić człowieka,a nie inny człowiek.Są takie przypadki,że dopiero opieka nad zwierzeciem uśwadamia nam czym własnie Jest Miłość !!!! Mój piesek zdechł 11 lat temu (byl ze mna i rodzeństwem 17 lat) i w sercu mym pozostanie na zawsze,Wierze głęboko ,ze Bóg ma jakiś plan do naszych zwierzątek.Niedługo wasza rozpacz po stracie przyjaciela w postaci zwierzątka pozostanie pieknym wspomieniem,o które bedziecie dbali przez dlugie lata.

  40. Kuba

    Wczoraj o godzinie 19.35 weterynarz uśpił mojego pieska – Baziego. W czerwcu skończyłby 10 lat, a mieliśmy go prawie od szczeniaka, bo jak moje siostry przyniosły go do domu to miał około miesiąca. Bazi dał nam wszystkim bardzo wiele radości i zawsze traktowaliśmy go jak człowieka. Niewydolność serca i płuc sprawiła, że mimo brania leków w końcu przestał już jeść i cierpiał na naszych oczach. Nigdy nie wypłakałem tylu łez, co wczoraj. Dziś poprosiłem Baziego bedąc na balkonie o jakiś znak, że jest mu dobrze i ku mojemu zdumieniu i ogromniej radosci na ścianie balkonu przysiadł na wysokości mojej głowy motyl i w ogóle się nie bał! Był tak blisko i miałem wrażenie, że na mnie patrzy! Stał tam jeszcze pare chwil, polatał troche po balkonie (mimo rozwieszonego prania) i odleciał w stronę łąki, gdzie wczoraj na ostatnim spacerze chciał iść, ale musieliśmy go zawrócić do domu, bo już chwiał się na nogach. Tak bardzo go kocham, że chciałbym odejść razem z nim. Tak bardzo pragne go spotkać po śmierci, że nie wyobrażam sobie innej sytuacji po prostu. Chce go przytulic i mam nadzieję, że po śmierci już zawsze z nim będę. Wiem, że ten motyl to był znak od niego, że czuje się dobrze i mimo, że przed smiercią go pożegnałem to chciał się jeszcze pożegnac osobiście. Wczoraj był deszczowy dzień i w dodatku ostatni dzień zimy, a dzis było bardzo ciepło i słonecznie i zaczęła się wiosna. On tak kochał ganiać po łące i biegać za kijami, które mu rzucałem, a także wypatrywać jaszczurek w lecie. Wiem, że czekał na ten moment, aż się pojawią w tym roku, ale niestety nie doczekał. Wiem jednak, że teraz biega gdzieś po bezkresnych polach i łąkach i czeka tam na mnie. Tak bardzo go kocham. Tak bardzo chciałbym byc już z nim. Bazi – dałeś nam mnóstwo radości i starsznie nam Ciebie brakuje!!!

  41. Wszystkie króliki też idą do nieba.

  42. Elaaaa19-94

    8 czerwca 2014r. JJ umarł (yorczek) :( samochód,który jechał ok.80 km/h w !terenie zabudowanym! udezyl go …To był Przyjaciel mój i mojego chłopaka. Mieszkał u niego. Piesek był bardzo energiczny, pełen życia. Gdy wchodziłam do domu biegł po mnie do drzwi , nadchodził deszcz pocałunków, bardzo sie cieszył – ja tez:( :( Mielismy go od urodzenia ;( Miał 20 miesięcy ;( W niedzielę po 10-tej rano zadzwonił do mnie z ta NAJGORSZA WIADOMOŚCIĄ jaką mogłabym usłyszeć.. Do mojego chlopaka mam 3 min drogi samochodem. wybieglam z domu i pojechalam … Zobaczylam JJ’a na kolanach mojego chlopaka ;( JJ był cały (z zewnątrz) Weterynaz przyjechał po 15 min i już nie żył .. Miał wylew wewnętrzny …. Chłopak,gdy zabrał go z pobocza opowiada ,że jeszcze serduszko mu biło … Bardzo bałam się dnia kiedy ja i JJ mozemy sie juz nie zobaczyc… nie sądziłam ,ze naejdzie to tak szybko ;( Gdy wchodzimy do domu jest cicho ,smutn i pusto… to mnie dobija. ;( gdy zamykam oczy widzę Go siedziącego an balkonie i patrzacego w dół (na mnie) …. Jest mi bardzo ciężko… Chłopak chce kupić kiedys innego pieska (zebysmy mogli obdarzyc go miłoscią)
    JJ NIGDY NIE ZAPOMNIMY , KOCHAMY CIĘ.BARDZO NAM CIEBIE BRAK ;( ;(
    Proszę Was o radę . Jak sobie poradzić z tym załamaniem ?? Ktoś się z tego pozbierał?? Czuję jakby z JJ’kiem odszedł mój sens życia… Dni mi się dłużą ,a moim jedynym marzeniem jest to,żeby się z Nim znowu zobaczyć .. Jak myślicie -są w Niebie zwierzęta??
    Czytaliście o śmierci klinicznej Bryce’a Bond’a ?? Choć przedstawiciele wielu związków wyznaniowych twierdzą, że zwierzęta nie mają duszy, a ich pośmiertny los rzadko stanowi przedmiot poważniejszych rozważań, nie brakuje relacji, w których osoby, które doświadczyły śmierci klinicznej, twierdzą, że w swojej wizji dostrzegły zwierzęta. Autorem jednego z takich sprawozdań jest Bryce Bond. Mężczyzna na kilka lat przed śmiercią trafił w ciężkim stanie do szpitala. Jego kondycja związana była z reakcją alergiczną na orzechy. W czasie zapaści, kiedy wydawało się, że Bryce’a nie uda się już ocalić, mężczyzna doświadczył czegoś wyjątkowego.

    Po unormowaniu się jego stanu, Bond opowiedział, że w czasie kiedy lekarze walczyli o jego życie, on przechodził przez bardzo długi, rozświetlony tunel. Kiedy zbliżył się do jego końca, jego oczom ukazały się zwierzęta.

    „Usłyszałem szczekanie i biegnącego w moim kierunku psa, którego kiedyś miałem. Był to czarny pudel o imieniu Pepe. Kiedy go zobaczyłem, poczułem, że moja emocjonalna zapora się otworzyła i łzy zaczęły wypełniać moje oczy” – wspominał Bryce Bond. „Pies wskoczył w moje ramiona i zaczął mnie lizać po twarzy. Kiedy go trzymałem był prawdziwy – bardziej niż kiedykolwiek. Czułem jego zapach, słyszałem oddech i miałem poczucie jego wielkiej radości wynikającej z tego, że znów mógł być ze mną”.

    Oprócz zwierząt, które kiedyś miał, Bryce był witany przez swoich bliskich, którzy odeszli. Opowiadał też, że w pewnym momencie zdał sobie sprawę, iż za chwilę zostanie wyrwany z tego błogiego stanu. Ale nic nie mógł zrobić.

    ————————————————————————————————————————

    Czytaliście o Tęczowym Moście??

    Podobno zwierzęta idą za tęczowy most.

    ‚Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most.
    Są tam łąki i wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i biegać razem.
    Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im ciepło i przytulnie.
    Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły.
    Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby, która pozostała po tamtej stronie.

    Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal.
    Jego lśniące oczy są skupione, jego spragnione ciało drży.
    Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i prędzej.

    To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by nigdy już się nie rozłączyć.
    Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochaną główkę; patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie, ale nigdy nie opuścił twego serca.

    A potem przekraczacie Tęczowy Most – już razem..”

    Chcę się tam znaleźć…

    JJ bardzo nam Ciebie brakuje, kochamy Cie i tęsknimy … Czekaj na nas przy Tęczowym Moście …

  43. – Jak więc rozumiesz sprawa kamienia jest już ostatecznie załatwiona. Nie ma obawy, że cokolwiek mogłoby wymknąć się spod kontroli. To mówisz, że gdzie my właściwie jesteśmy?
    Królik rozejrzał się dookoła. Pies nadal nic nie mówił, ale nie było to potrzebne królikowi, by się z nim porozumieć. Siedzieli obok siebie na wielkiej łące, ciągnącej się aż po horyzont. Wokół pełno było pojedynczych drzew i wszelkich najsmaczniejszych ziół, o jakich każdy królik mógł sobie zamarzyć.
    – A więc to jest to niebo dla piesków?
    Pies dalej milczał.
    – Tak, wiem. Dla królików też.
    Król sięgnął pyszczkiem po najbliższe źdźbło i ze smakiem je schrupał. Zastanowił się przez chwilę.
    – Trochę tu nudno, nie? Chce ci się tu siedzieć całą wieczność?
    Pies spoglądał w rozległą przestrzeń przed sobą.
    – Trudno, rób co chcesz. Ja wracam.
    Królik odwrócił się. Kilkoma susami dostał się na opierający się o krawędź urwiska łuk tęczy. Za chwilę zniknął z widoku, schodząc wciąż w dół i w dół.
    Pies pisnął pod nosem. Rozejrzał się wokół, potem podszedł do najbliższego drzewa, by zaznaczyć tu swoją obecność. Spojrzał w stronę tęczowego mostu. Sczeknął trzy razy, po czym puścił się biegiem w ślad za królikiem.
    Tęcza powoli rozpłynęła się w powietrzu.

    https://www.facebook.com/JasmineNSHF?ref=hl

  44. Elaaaa19-94

    zastanawia mnie też – skoro „zwierzęta nie mają duszy” (w co nie wierzę-bo co ich prowadzi przez zycie? np. pomyśli sobie „pójdę pod tamte drzewko a nie poszedł np. kolo plotu – wedlug mnie to dowod na to,że ma duszę i rozum-umie sam myslec,wykonuje polecania,uczy sie sztuczek itp.) to dlaczego PAN JEZUS jest ukazany w postaci BARANKA w NIEBIE?? Czytam tyle na ten temat i skoro w Niebie mamy czuc sie dobrze,być szczęśliwi to czy mogloby tam zabraknac naszych prawdziwych i bezinteresownych PRZYJACIÓŁ . Bóg kocha nas (ludzi a zarazem zwierzęta,rośliny) dlaczego więc nie chciałby się nimi otaczać w swoim „domu” ?? Jeśli umrę na pewno bedę szukac moich przyjaciół (JJ, Maluszka i Czaszke-owieczkę, Arona, Werę ,wszystkie chomiki,ptaszki,króliki,kotki i wszystkie zwierzaczki,który przwineły się przez moje życie) . Czy ktoś podziela moje zdanie??

  45. Hektorolla

    Rok temu pisałam tutaj stracie swojego ukochanego psa boksera Hektora…minął równy rok, wiele się wydarzyło w naszym życiu, trzy tygodnie po tej stracie urodziła nam się druga córeczka w tym miesiącu będzie miała pierwsze urodziny.. Ona tez kocha pieski, wie dużo o Hektorku, którego nie zdążyła poznać, na razie nie mamy psa bo niestety mała ma podejrzenie alergii, ale gdy sprawa się wyjasni w naszym domu zamieszka kochany pieseczek bokserek. Ja codziennie opowiadam malutkiej o naszym piesku i spiewam jej piosenki o nim….
    Kochamy Cię nasz fafloczku i pamiętamy…to był ciężki rok z wielu powodów, chyba najcięższy, a Ciebie przy nas nie było…aby nas swym spojrzeniem pocieszyć…

  46. Ania N

    do Elaaaa19-94:
    w poniedziałek 21 lipca 2014 około godziny 16 taże odszedł mój najukochańszy york Puszek.To było straszne.Nie było mnie w domu,byłam u chłopaka i dostałam telefon od babci że mam przyjechać do domu bo Puszkowi coś sie stało.Za dwie minuty byłam już w domu brałam go na ręce i pędziłam na pogotowie weterynaryjne do innego miasta.Nie wiem ile czasu minęło ale złamałam chyba wszystkie możliwe przepisy ruchu drogowego.To było najgorsze doświadczenie w moim życiu całą droge w aucie krzyczałam wniebogłosy i wzywałam mojego pieseczka,prosiłam żeby się obudził.Jednak na miejscu lekarze po podaniu mu adrenalinki prosto w serce stwierdzili że nic z tego nie będzie i że piesek nie żyje.Mówili coś o wadzie wrodzonej serduszka bo Puszek poprostu biegał sobie po ogródku i nagle się przewrucił.Tak się załamałam ,że kazali mi zadzwonić po kogoś bo nie byłam w stanie prowadzić auta…Przyjechał mój chłopak a ja po raz pierwszy w życiu nie umiałam się cieszyć że go widzę.Całą drogę powrotną łkałam trzymając mojego psiaczka na kolanach i głaszcząc jego śliczną mordke.Miałam taką nadzieje że jeszcze da się mu pomóc…Do dzisiaj śni mi się że robię mu sztuczne oddychanie i się budzi…Chłopak wykopał dla niego grób w moim ogrodzie pod jabłonką.Moja mama urwała się z pracy na pół godziny żeby pożegnać się też ze swoim pieseczkiem którego traktowała jak swojego synusia.Jeszcze w ten sam dzień wychodząc do pracy powiedziała:Pusiu ja Cię tak mocno kocham że bardziej już chyba się nie da.Mój tata ogrodził miejsce gdzie leży Puszek małym płotkiem i do środka wstawił donicę z ogromną ilością kwiatów a do donicy wbił jeszcze dwie róże na baterie słoneczne.W nocy gdy spojrzymy przez okno widzimy gdzie leży nasze maleństwo.Na wieczór chodzimy tam i mówimy mu dobranoc aniołku,śpij spokojnie.Nie umię się pogodzić z tym co się stało ,Puszek w październiku miałby dopiero 6 latek…Był takim mądrym pieskiem,kochał dzieci..Gdy słyszał płacz noworodka odrazu biegł po kogoś dorosłego.Gdy nie chciało mu się chodzić po schodach podchodził do kogoś i łasił się tak bardzo że wkońcu ktoś go zanosił na podwórko(mieszkamy w domu więc drzwi miał otwarte na ogród).Uratował moją babcię gdy się przewruciła po wylewie w kuchni na podłodze,zeskoczył z łóżka w którym zemną spał i szczekał i drapał aż się obudzę a potem jak otworzyłam drzwi to mnie do niej zaprowadził;Mama zdąrzyła się pożegnać ze swoją mamą …
    Proszę Cię Elaaaa19-94 napisz mi jak się czujesz bo minęło już więcej czasu,napisz czy to kiedyś przestaje boleć tak bardzo…mój adres mailowy to anna1najman@gmail.com

  47. Ania N

    JA wierzę w to ,że Psy idą do nieba zasługują na nie o wiele bardziej niż my ludzie,całe ich życie to jeden wielki dobry uczynek,sprawiają przecież że nabiera ono sensu i jest się szczęśliwym dzięki swoim pupilom.Odkąd Puszek odszedł straciłam sens życia nie potrafię się uśmiechać.Puszku tęsknimy za Tobą!Twoja mamusia i tatuś,pancia Ania,Agnieszka, oraz twoje małe stadko suczka Maja i córeczka Suzi!Czekaj na nas przy tęczowym moście!To Ciebie chcemy witać jako pierwszego!

  48. MP

    Moja mała Mili została potrącona przez samochod. Miała przerwany rdzeń kręgowy i musieli ją w schornisku uśpić, to było wczoraj. nie wiem co się ze mna dzieje, jedna wielka pustka, rozchorowałem sie, moj organizm chyba nie moze zniesc tego samopoczucia, tego bezsensu. tak bardzo ja kocham. nigdy nie mialem rodziny ale odkad mam psy zawsze jestem w stadzie, to dla mnie cos podobnego. W stadzie brakuje mojej ukochanej Mili. Moja mała ukochana, wesola, rezolutna Mili.
    pomożcie

  49. ola

    Dzisiaj nad ranem odebrałam telefon ze szpitala dla zwierząt z miejscowości oddalonej od mojej o 30 km, że moja Sonia odeszła ok. 4.00. Miała 11 lat, przez ostatni tydzień cierpiała. Niepotrzebnie zgadzałam się na sterylizację. Gdyby nie ta tragiczna w skutkach decyzja, Sonia by dzisiaj żyła. Po operacji przez 2-3 dni jak tylko wypiła choćby odrobinę wody, zaraz zwracała. Jeść w ogóle nie chciała. Chodziłam z nią na kroplówki.
    W Wielką Sobotę dostałam od naszego weta kroplówkę, zastrzyki i leki na święta. Zostawił jej wenflon w żyle, żebym mogła jej kroplówkę podać. W Wielkanoc musiałam jechać do wyżej wspomnianego szpitala dla zwierząt, bo wenflon się zapchał i kroplówka nie schodziła. Lekarz założył jej nowe wkłucie. Gdy wróciliśmy do domu, kroplówka dalej nie schodziła. Wróciliśmy. Zostawiliśmy ją do Lanego Poniedziałku do wieczora. Wieczorem przyjechaliśmy, ale to, co zobaczyliśmy… Ona już wcześniej źle oddychała, z trudem łapała powietrze, ale w poniedziałek było jeszcze gorzej :( łapała powietrze tak, jakby się topiła, z pyszczka śmierdziało wymiocinami.
    Od kilku dni nie chciała pić, jeść. Z trudem chodziła aż w końcu w ogóle przestała chodzić. W Wielkanoc próbowała postawić kilka kroków, ale była tak słaba, że aż się zataczała.
    W Wielką Sobotę przestała oddawać mocz, kupki nie zrobiła od dnia zabiegu. W szpitalu dowiedzieliśmy się, że nerki nie podejmują pracy, w trzustce zrobił się stan zapalny, wątroba też już ledwo ciągnęła. Badania krwi pokazały, że niektóre parametry są mocno podwyższone (np. jeden z parametrów powinien oscylować w okolicy kilku jednostek, a Sonia miała bodajże 25 z hakiem).

    Gdyby nie to, że zdecydowałam się przeprowadzić u niej sterylizację, dzisiaj dalej wkurzałaby mnie tuptaniem po panelach, szczekaniem na nie wiadomo co, bawiłaby się ze swoimi psimi przyjaciółmi.

    Mam nadzieję, że mi Bóg wybaczy to, że przyłożyłam rękę do jej prawie tygodniowgo cierpienia. :'(

  50. Pamiętajcie, ze nie idąc na wybory głosujecie na PO.

    Młodzi (i starzy też) zbierzmy siły i głosujmy, pamiętajcie haslo tych wyborów
    to:
    Pokaż d–pę PO-PiS-owi oddaj głos swój Kukizowi – nie wybierajcie mniejszego zła, bo nic sie nie zmieni w kraju,
    wybierzcie człowieka z poza układu, ideowca.
    Kopiujcie to i wklejajcie gdzie się da, pomóżmy KUKIZOWI wygrac!

  51. WK

    Wczoraj odeszła od nas najukochańsza sunia – bokserka Roxi. Miała 12 lat. Nie ma takiej opcji, żeby nie trafiła do psiego nieba. Psy z tak dobrym serduszkiem i charakterem muszą żyć dalej. Wierzę, że kiedyś jeszcze pospacerujemy razem po niebieskich łąkach. Nikt i nic nie jest w stanie wypełnić pustki w naszej rodzinie po jej odejściu.

  52. Agniecha

    Moj kochany piesek Snapi został uśpiony 3 dni temu. Był już schorowanym staruszkiem. Tęsknie już za nim tak bardzo! Ból i poczucie winy oraz pustki jest przytłaczające. Życie jakby straciło cały sens… Już nie wita mnie w drzwiach, nie wskakuje na łóżko się przytulić… Mój kochany maleńki… Nigdy o Tobie nie zapomnę! Wierzę z całego serca, że jeszcze się spotkamy. Tylko ta wiara chroni mnie przed całkowitym załamaniem…

  53. grazy

    Ludzie potrzebują takiego miejsca żeby się wypłakać i znaleźć ukojenie u tych , którzy są w podobnym stanie. Utrata czy to człowieka czy zwierzęcia , które się kochało boli – nie wiem czy tak samo to pewnie zależy od rożnych czynników. Ja przeżyłam coś takiego choć nie była to śmierć na moich oczach lecz zaginięcie . To również wielki ból. Pozostaje zawsze pytanie co się stało. Nieraz myślałam że wolałabym widzieć koniec i przynajmniej być blisko i się pożegnać. To wszystko jest bardzo ciężkie do przeżycia. Mam obecnie kilka kochanych zwierzątek i bardzo się boję że znów coś się złego wydarzy. Trzeba pomagać innym z wiarą, że inni pomogą nam . Życie nie jest wieczne i zawsze kiedyś nastąpi koniec . Najcięższe jest jednak rozstanie. Jesli jednak to nastąpi trzeba pamiętać miłe i szczęśliwe chwile spędzone razem. Przynajmniej mamy świadomość że nasze zwierzę było szczęśliwe i kochane choć przez jakiś czas – nie wszystkim jest to dane.

  54. Werka

    Wczoraj w nocy odeszła Bora. Bokserka, miała skończone 10 lat. Pięć miesięcy wcześniej pierwszy atak padaczki… Szereg dolegliwości chorobowych… Ostatecznie odeszła z powodu niewydolności krążenia. Męczyła się te ostatnie dni. Niektóre Wasze historie bardzo mi przypominają przeżycia związane z chorobą mojego Pieska. Zwłaszcza tych, którzy mieli Boksera. Co prawda nie mieszkałam z nią przez cały czas bo musiałam wyjechać na studia. Ale na tych wakacjach – ostatnich wspólnie spędzonych – byłam z nią. Widziałam jak jej stan się pogarsza… Codziennie trzeba było jej gotować lekkie potrawy, które pod koniec i tak zwracała. Zwracała nawet wodę. Oddech stał się ciężki. Coraz więcej leżała i spała. Była coraz smutniejsza. Gasła w oczach…
    Nie było mnie przy niej w momencie gdy odeszła… Byłam 300 km dalej. Stało się to w środku nocy. Ale nie była sama. Była otoczona miłością i troską. Wiedziała, że nie jest sama. Umarła przy Babci. Mniej więcej w tym samym czasie mnie obudził sen. Sen bardzo symboliczny i wzruszający: chory i słaby chłopak który podarował mi ciepłą i pyszną drożdżówkę. Nie znałam go. Nigdy nie wierzyłam w takie historie aż do teraz. Ale czuję, że to była ona. Dała znak, że czas się pożegnać. Obudziłam się. Płakałam. Poczułam pustkę. Czułam też, że ten sen będzie dla mnie ważny. Kilka godzin później mama oznajmiła mi, że nasz pies w nocy odszedł. Wszyscy byliśmy na to przygotowani. Ale jednak ból po stracie jest niesamowity. Nawet jeśli człowiek wszystko wie, wszystko rozumie, jest na to przygotowany to… gdy przychodzi ten moment to świat się zawala.
    Chyba już do mnie dotarło, że jej nie ma. Samo uczucie bólu nie pozwala mi o tym zapomnieć. Ale bardzo za nią tęsknię. Za tym co było… i czego już nie będzie.
    To był kochany pies. Tak dobry, tak łagodny… Długo jeszcze po tym jak wyrosła zachowywała się jak młody pisak. Taki jest urok bokserów. Zdobywają serce każdego. Nigdy już nie będę miała takiego psa. Bo każde stworzenie jest inne.

  55. Magdalena

    29 (!) lat temu zmarl moj pies bokserek, Aro….Mial zaledwie jeden rok, a ja bylam dzieckiem…. Tyle czasu minelo, a ja wciaz o nim mysle i za kazdym razem splywaja po twarzy lzy….Tylko rok byl ze mna, ale przez ten rok dal mi tyle, ze nawet czlowiek nie potrafilby mi tyle dac. Bezinteresowna i bezwarunkowa milosc – to mi dal. Teraz po latach, w mojej wlasnej rodzinie, mam drugiego pieska – Milo, dbam o niego i staram sie dawac mu to, czego nie moglam dac Aro, gdyz odszedl za wczesnie. Kocham obydwoje tak samo mocno, MAM wielka NADZIEJE, ze po smierci ich zobacze…. ze Aro JEST, ze czeka na mnie szczesliwy, ze o nim nie zapomnialam,,,,i ze bedziemy razem….
    Jesli Raj to PELNIA SZCZESCIA….dla mnie pelnia szczescia jest Bog, moja rodzina i moje pieski….wiec nie moze zabraknac nikogo….nikogo, kogo KOCHALAM.
    Pozdrawiam wszystkich, ktorzy cierpia po stracie bliskich zwierzat, po stracie….Milosci.

  56. grzech

    Kocham mojego Misia-owczarka podhalańskiego najczulszego przyjaciela -brata-cudownego MISIA, gaśnie w oczach choć żyje ale coż to za życie…dożywanie ……wiem że powoli tracę najlepszego ukochanego przyjaciela……Kocham Cię MIsiu i mam nadzieję że Dobry Bóg da nam się spotkać ponownie

  57. witam,też przedwczoraj musiałam uśpić swojego kochanego psiaka.Nie miałam sił już patrzyć jak się męczy.Ale w najgorszym śnie nie myślałam że tak to przeżyje.Nie mogę jeść,nie mogę spać i cały czas myślę że może jeszcze jakoś z tego by wyszedł…..Tak strasznie za nim tęsknie i tak strasznie go kocham.Nie wyobrażam teraz swojego życia bez mojego ukochanego psa,Może dla kogoś to zabrzmi głupio ale tak czuje się. Może na pocieszenie dla wszystkich kochających swoich nieżyjących pupilów mam takie coś: ” Ta część nieba nazywana jest Tęczowym Mostem.
    Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most.
    Są tam łąki i wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i biegać razem. Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im ciepło i przytulnie.
    Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły.
    Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby, która pozostała po tamtej stronie.
    Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy są skupione, jego spragnione ciało drży. Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i prędzej.
    To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by nigdy już się nie rozłączyć. Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb; patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie, ale nigdy nie opuścił twego serca.
    A potem przekraczacie Tęczowy Most – już razem…”

  58. Magda

    Wczoraj w nocy odeszła moja kochana sunia Daisy. Była białą kuleczką, pudelkiem miniaturką. Była z nami 15 lat. Znalazłam ją gdy miała pół roku, była strasznie zaniedbana, skołtuniona, miała ogromne pchły i była bardzo wystraszona. Widać było, że była bita bo kuliła się gdy podnosiło się rękę do góry. Po kilku miesiącach zgubiła się nam na 3 miesiące, zobaczyłam ją pewnego dnia jak szła z jakimś panem na spacer. Zawołałam ją a ona podbiegła do mnie szczęśliwa, ale wtedy nie mogłam jej tak po prostu zabrać do domu. Na szczęście w końcu udało mi się ją odzyskać. Była z nami bardzo szczęśliwa, lubiła jeździć na rowerze w koszu, była z nami na każdych wakacjach. Niestety wraz z wiekiem była coraz słabsza, ogłuchła, miała problemy z zębami ale nigdy nie chorowała. Kilka dni temu przestała jeść i pić, a gdy coś zjadła, wymiotowała, słaniała się na łapkach, bardzo schudła i wypadły jej kolejne dwa zęby przez co wystawał jej języczek z pyszczka. Weterynarz przepisał tylko jakieś tabletki i spytał czy chcemy się nią jeszcze nacieszyć dając nam do zrozumienia, że wiele czasu jej nie zostało, nawet za bardzo jej nie badał, powiedział tylko, że ma bardzo silne i zdrowe serce jak na jej wiek. Gdyby było mnie stać, wydałabym wiele na jej leczenie, chociaż nie wiem, czy to miałoby sens w jej wieku. Wciąż mam ją przed oczami taką chudziutką i cierpiącą i to jest najgorsze, czego nigdy nie zapomnę. Strasznie mi jej brakuje, była taka kochana i wierna, najlepszy pies jakiego miałam, poprzedni pies był z nami 12 lat. Czytam te wasze historie i widzę, że nie tylko ja tak tęsknię po stracie zwierzątka, wczoraj przepłakałam cały dzień. Chciałabym ją znów przytulić i pogłaskać i tak sobie myślę, że już nie chcę więcej mieć psa bo strata tak strasznie boli i chyba nie umiałabym już tak pokochać innego psa jak moją Daisy. :'(((

  59. Dorota

    Dobrze,że jest to miejsce w necie,gdzie możemy podzielić sie naszym bólem.Od nas w styczniu odszedł ukochany doberman _ Lakota, miał tylko 6 lat i dopadł go nowotwór kości.Wierzę,że pewnego dnia sie spotkamy.Tam w Niebie gdzie nie ma bólu i cierpienia.

  60. Anasheva

    Jest mi niezmiernie przykro czytając Wasze wszystkie wpisy dotyczące Waszych pupilów, które niestety już odeszły. Z drugiej strony sprawia, że jest mi trochę lżej, że nie jestem sama. Muszę się wyżalić… przepraszam, ale nie daję sobie rady… Zaczynając od początku jako dziecko miałam stycznosć ze zwierzakami. Były obecne w moim życiu praktycznie od zawsze. Pierwszy piesek Nuki, który był z nami już wczesniej zanim się urodziłam, następnie pierwsza swinka morska Kacperek, który przeżył z nami ponad 6 lat, później kundelek o imieniu Snoopy którego mamy do dzisiaj i oby jak najdłużej z nami był chociaż biedactwo już ma swoje lata. :( Żyjąc praktycznie zawsze obok zwierzaków nie mogę patrzeć jak ich życie przemija. Dzisiaj są, jutro już nie… Tak nagle… Miałam w swoim życiu parę kochanych piesków, swinek morskich, królików, chomików a nawet myszek. Nie zapominając o moim równie kochanym legwanie. Każde takie odejscie skutkowało tym, że nie potrafiłam normalnie żyć i potrzebowało wiele czasu, żeby móc się z tym pogodzić. Zawsze bardzo przeżywałam odejscie mojego pupila kiedy byłam dzieckiem i później również. Teraz mając już 22 lata nadal nic się nie zmieniło… 3 dni temu odeszła moja Swinka morska Rozi :( Nie mogę się pogodzić z jej odejsciem, wyszłam na 3 minuty z pokoju, a kiedy wróciłam ona już nie żyła. Nie mogę sobie tego wybaczyć, że nie było mnie przy niej… Płaczę codziennie, nie mogę i nie umiem pochamować smutku. Rodzina uważa, że przesadzam. Że tak się zachowując nie powinnam mieć już nigdy zwierzaka, że przeżywam to aż za bardzo, tak jakby umarł ktos z rodziny. A dla mnie wszystkie moje maleństwa były zawsze moją rodziną, może nie do końca taką jaką są rodzice i rodzeństwo, ale tak samo ważną. Tyle czasu spędzało się razem… i nie potrafię tak po prostu odesłać to w nie pamięć. Mam wielką nadzieję, że kiedys spotkamy się wszyscy razem. Że nadejdzie taki najpiękniejszy dzień, bym mogła Was wszystkich przytulić. Śpijcie słodko moje maleństwa. Kocham Was, a za Tobą Rozi najbardziej teraz tęsknię…

  61. Anasheva

    Tyle czasu minęło a tutaj nadal jest mój post… Nawet jako ostatni. 4 miesiące i znowu musiałam odwiedzić to miejsce. Nie liczę na to, że ktos to przeczyta, ale po raz kolejny mogę się wyżalić. Znowu nadszedł ten moment, jeden z tych najgorszych dni. Nie tak dawno Rozi, teraz Max mnie opuscił… Kolejna swinka. Teraz nie został mi już nikt. Boli tak samo bardzo jak wtedy i znowu szybko nie wrócę do rzeczywistosci… Maxiu kocham Cię bardzo, mam nadzieję, że biegasz teraz z Rozi za tęczowym mostem. Mam nadzieję, że w końcu jestescie razem. Do końca swoich dni będę miała nadzieję, że spotkamy się wszyscy razem tam u góry. Jesli istnieje życie po smierci, to nie wyobrażam sobie, żeby Was tam nie było ze mną. Kocham Cię Rozi i Maxiu, w obu przypadkach odeszliscie o wiele za szybko… To niesprawiedliwe. :( Max nie zapomnę jak stawałes na łapkach i prosiłes o jedzonko. Tak bardzo za tym tęsknię :( :( :( Śpij słodko i do zobaczenia.

  62. Spoczywaj w pokoju kochana Tinko. Zostawiłaś po sobie ból nie do zniesienia.

  63. Ania

    15.10.2016 zmarła moja ukochana psinka Rubi miała 11 lat tak bardzo mi jej brakuje że nie wiem jak dalej żyć Mam jeszcze jedną psineczkę Avię która też tęskni za Rubisią chodzi po domu piszczy i jej szuka jest jeszcze kotka Mila i teraz zostały mi już tylko one

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s