Monthly Archives: Lipiec 2009

Samonakładająca się ekskomunika

Przy okazji prac nad pewną rzeczą, o której mam nadzieję pewnego dnia Was poinformować (póki co nie chcę zapeszać ;) zainteresowałem się kwestią 9-letniej dziewczynki z Brazylii, która, zgwałcona przez ojczyma, zaszła w bliźniaczą ciążę, po czym w czwartym miesiącu tę ciążę usunęła (czy może raczej powinienem napisać: usunięto). Sprawa zrobiła się głośna w marcu i nie wiem jakim cudem udało mi się aż do przed chwilą uniknąć z nią spotkania. Tak czy inaczej sprawa zrobiła się głośna, ponieważ biskup tamtego miejsca, po dokonaniu aborcji, ogłosił, że na matce dziewczynki, jak również na lekarzach wykonujących zabieg, zaciążyła ekskomunika. Podobno watykański periodyk L’Osservatore Romano pierwotnie skrytykował te słowa, ostatecznie jednak Watykan zechciał w specjalnym dokumencie potwierdzić istnienie tejże ekskomuniki. Z tego co przy okazji przeczytałem wynikało, że lekarze srodze wyśmiali słowa biskupa i stwierdzili, że nadal będą korzystać z życia sakramentalnego.

Największy rumor podniósł się wokół tego, jak niby biskup może tak szastać ekskomunikami, dlaczego w związku z tym nie objął ekskomuniką ojczyma-gwałciciela, a do tego niektóre media (np. internetowy portal Dziennika) atakowali biskupa, który niby to miał objąć ekskomuniką również samą dziewięciolatkę (na szczęście na TVN24 przeczytałem, że „wbrew wcześniejszym doniesieniom” dziewczynka nie będzie ekskomunikowana ze względu na swój młody wiek. Pragnę przy okazji zadać pytanie kto był taki mądry i wcześniej donosił?). Podobnie się przecież sprawa miała z Lefebrystami, na których to niby Jan Paweł II nałożył ekskomunikę, a Benedykt XVI miał podważyć decyzję poprzednika poprzez zdjęcie tejże. No i oczywiście kwestia naszej rodzimej Agaty i związanej z nią domniemanej ekskomuniki pani minister Ewy Kopacz (na nałożenie której, zdaniem pewnych mediów, miały nalegać niektóre środowiska skrajnie katolickie).

Otóż rozwiązanie sprawy okazuje się dużo prostsze, niż ktokolwiek by przypuszczał: zgodnie z obecnie obowiązującym prawem kanonicznym ekskomunika w powyższych przypadkach… nakłada się sama. Choć nie do końca – bo raczej polega to na tym, że człowiek dokonujący pewnych określonych czynów zaciąga ekskomunikę sam na siebie – czyli sam decyduje o wycofaniu się z sakramentalnego życia Kościoła!

Kan. 1398 – Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa.

Kanony 1313 – 1330 wyjaśniają kto podlega, a kto nie podlega sankcjom karnym, i tak np. we fragmencie kanonu 1323 czytamy, że „Nie podlega karze, kto w chwili przekraczania ustawy lub nakazu nie ukończył szesnastego roku życia”. I tyle nam wystarczy. Dzięki temu jesteśmy w stanie zrozumieć, że biskup nie nałożył żadnej ekskomuniki na nikogo, przynajmniej nie w tym wypadku. Biskup jedynie oficjalnie ogłosił, że matka dziewczynki oraz lekarze, są pod wpływem ekskomuniki, bo zaciągnęli na siebie tę ekskomunikę „mocą samego prawa”. Dziewczynka natomiast nie naciągnęła na siebie ekskomuniki, ponieważ ma dziewięć, a nie szesnaście lub więcej lat. Biskup nikomu nie darował, bo nie miał jak – mógłby jedynie w ramach wybaczenia (przy skrusze ekskomunikowanych) zdjąć z nich tę ekskomunikę. W tej sytuacji również zachowanie lekarzy musi wydać się zabawne: ot, dobrowolnie zrzekli się przywilejów wynikających z sakramentalnego i czynnego życia w Kościele, ale negują swoją decyzję i wbrew sobie nadal zamierzają w życiu Kościoła uczestniczyć.

Lefebryści natomiast wyświęcili biskupów bez wiedzy i zgody papieża. „Kan. 1382 – Biskup, który bez papieskiego mandatu konsekruje kogoś na biskupa, a także ten, kto od niego konsekrację przyjmuje, podlegają ekskomunice wiążącej mocą samego prawa, zastrzeżonej Stolicy Apostolskiej”. Tak więc jak widzimy Lefebryści sami sobie zaciągnęli ekskomunikę, jeszcze za Jana Pawła II, ale tylko papież mógł tę ekskomunikę zdjąć. I tak też zrobił Benedykt XVI. Nie zanegował więc ani decyzji swego poprzednika, ani tym bardziej dogmatu o nieomylności papieża, jak twierdzili niektórzy. Teraz zresztą podobno Lefebryści ponownie wyświęcili – tym razem jednak tylko prezbiterów, dlatego też podlegają pod 1383 kanon KPK i nie są ponownie ekskomunikowani.

No i wreszcie Agata i pani minister. Rozumiemy już chyba z powyższych rozważań, że nikt z „ultrakatolików” nie usiłował namówić biskupa do rzucenia ekskomuniki. Oni jedynie pytali, w oficjalnym liście, czy naciągnięcie ekskomuniki przez katolicką panią minister, która była dumna z powodu wskazania „potrzebującym” szpitala, w którym miała się odbyć aborcja, miało rzeczywiście miejsce. Odpowiedzi nie dostali. Nie wiem, czy to dobrze, że wszyscy wraz z panią minister żyjemy w niepewności. Chyba, że jej akurat ktoś powiedział…

Ciekawe wyjaśnienie wszystkich kwestii prawnych związanych z ekskomuniką za aborcje znalazłem w jednej z depesz kai: LINK – została ona napisana przy rozpatrywaniu sprawy Pani Kopacz. Niestety, dowiadujemy się z niego jedynie, że „popełnienie przestępstwa aborcji jest wielce skomplikowane i nie należy zbyt pochopnie wydawać osądów”. Nie wiemy wciąż jednak, czy pani minister ekskomunikę zaciągnęła, czy nie. Niemniej polecam serdecznie – niezwykle ciekawy tekst.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 4 komentarze

Ojciec chrzestny

Kan. 872 – Przyjmujący chrzest powinien mieć, jeśli to możliwe, chrzestnego. Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki.

Kan. 873 – Należy wybrać jednego tylko chrzestnego lub chrzestną, albo dwoje chrzestnych.

Kan. 874 – § 1. Do przyjęcia zadania chrzestnego może być dopuszczony ten, kto:
1° jest wyznaczony przez przyjmującego chrzest albo przez jego rodziców, albo przez tego, kto ich zastępuje, a gdy tych nie ma, przez proboszcza lub szafarza chrztu, i posiada wymagane do tego kwalifikacje oraz intencję pełnienia tego zadania;
2° ukończył szesnaście lat, chyba że biskup diecezjalny określił inny wiek albo proboszcz lub szafarz jest zdania, że słuszna przyczyna zaleca dopuszczenie wyjątku;
3° jest katolikiem, bierzmowanym i przyjął już sakrament Najświętszej Eucharystii oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić;
4° jest wolny od jakiejkolwiek kary kanonicznej, zgodnie z prawem wymierzonej lub deklarowanej;
5° nie jest ojcem lub matką przyjmującego chrzest.
§ 2. Ochrzczony, należący do niekatolickiej wspólnoty kościelnej, może być dopuszczony tylko razem z chrzestnym katolikiem i to jedynie jako świadek chrztu.

Te punkty z Kodeksu Prawa Kanonicznego określają kto może być ojcem chrzestnym w naszej katolickiej czarnej mafii. Są to wymogi trudne do spełnienia, ale przecież by zostać przełożonym mafii nie można sobie zwyczajnie przyjść, powiedzieć „chcę być bossem” i zostać przez Sycylijczyków przyjętym.

Nie no, może niezupełnie. Tak naprawdę z niewiadomych przyczyn słowa „ojciec chrzestny” mają dla nas zupełnie inne znaczenie. Wróżek chrzestnych też nie posiadamy – jedynie chrzestne matki. Ale mimo wszystko zainteresował mnie ostatnio ten fragment obowiązującego KPK. Pragnę się skupić zwłaszcza na 3 kwestii z paragrafu pierwszego kanonu 874. Chrzestnym może być więc ten, kto „jest katolikiem, bierzmowanym i przyjął już sakrament Najświętszej Eucharystii oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić”. Bierzmowani jesteśmy niemal wszyscy, seryjnie, jak leci, bo tak. Komunię Świętą przyjęliśmy jeszcze wcześniej, stadko białych, nieświadomych owiec w albach (za moich czasów jeszcze w garniturach, ja byłem owcą kremową), z których nieliczni zostali dobrze przygotowani, nie przez katechetów, a przez rodziców, a reszta szła bo tak. Ale nie na bierzmowaniu czy komunii tylko opiera się zdolność do bycia chrzestnym. Chrzestnym powinien być katolik (wiem, ponad 90% Polaków to katolicy), ale katolik żyjący zgodnie z wiarą, a jego życie ma odpowiadać funkcji, którą ma pełnić. Oczywistym wydaje się więc, że człowiek, który pojawia się w kościele na wielkie święto, spowiada się maksymalnie raz do roku, od dłuższego czasu żyje w związku niesakramentalnym nie planując ślubu w najbliższej przyszłości, czy choćby wychowujący własne dzieci w duchu dalekim od katolickiego, nie zważając na złożoną przy ślubie przysięgę, nie może być niczyim chrzestnym. Albo wspomnę np. o małżeństwach stosujących antykoncepcję, która tak niewielu wydaje się złem mimo wyraźnej nauki Kościoła Katolickiego (ale proszę mi nie zaglądać pod kołdrę, czarna mafio). Ci ludzie, nie żyjący zgodnie z katolicką wiarą, choć z niewiadomych dla mnie przyczyn deklarują się częstokroć jako katolicy (i niech śmiem im tylko powiedzieć, że nimi nie są), nie mogą w żadnym wypadku zostać niczyimi chrzestnymi.

Życie chrzestnego, zgodne z wiarą, ma odpowiadać funkcji, którą chrzestny ma pełnić. A tę funkcję poznajemy z kanonu 872. „Ma on dorosłemu towarzyszyć w chrześcijańskim wtajemniczeniu, a dziecko wraz z rodzicami przedstawiać do chrztu oraz pomagać, żeby ochrzczony prowadził życie chrześcijańskie odpowiadające przyjętemu sakramentowi i wypełniał wiernie złączone z nim obowiązki”. Chrzestny odpowiada więc za chrześcijańskie wychowanie dziecka lub współpracowanie z dorosłym w rozwoju wiary. Myślę wręcz, że jeśli rodzic nie jest praktykującym katolikiem i nie zamierza wychować dziecka w wierze, to chrzestni mają obowiązek zrobić to za niego. Mają obowiązek skupić swoją uwagę na walce o wiarę chrześniaków, a w razie oporu rodziców przypominać, że oni sami im taką rolę nadali i nikt ich nie zmuszał. Takie warunki powinien spełniać chrzestny.

W naszym ultrakatolickim czarno-mafijnym polskim społeczeństwie Boże Narodzenie, ślub kościelny, Pierwsza Komunia i chrzest należą do areligijnej, świeckiej tradycji wypranej z podstaw Ewangelii. Na Gwiazdkę jest wyżerka, prezenty i nocny tłok w kościele (Pasterka jest często tradycyjnie jedną z dwóch, obok Rezurekcji, mszą w której wielu z nas w ciągu roku uczestniczy). Do ślubu biała suknia i wesele z oczepinami, do Komunii rower, laptop, a dziś często limuzyna, a chrzest to chrzest – dzieci się chrzci przecież. Bo tak. A w tym wszystkim rodzice niepamiętający o złożonej w białej sukni przysiędze, że wychowają potomstwo po katolicku, proszą na chrzestnych przyjaciół, rodzeństwo czy znajomych z pracy, którzy zupełnie na chrzestnych się nie nadają. Muszę oddać sprawiedliwość, że najczęściej ani rodzice nie znają warunków (bo wcale nie chcą ich poznać), ani nie znają ich przyszli chrzestni, a proboszcz często daje zgodę (zaświadczenie o katolickim życiu) na ładne oczy. Choć kilkakrotnie już słyszałem, na całe szczęście, o księżach, którzy odsyłają petentów z kwitkiem, ale nie tym zezwalającym na bycie chrzestnym.

Chrzest pozostaje ważny nawet, gdy chrzestny jest niepraktykujący. Nawet, gdy jest antyklerykałem czy ateistą. Ale o ile piękniej byłoby dać naszym dzieciom szansę na pełny rozwój łask sakramentalnych, do którego potrzebne jest logiczne dobranie chrzestnych. I oczywiście jest bardzo przykre to, że na obecną chwilę nie mogę poprosić na chrzestnego mojego najlepszego przyjaciela. Być może przyjdzie moment kiedy będę musiał przeżyć starcie z niektórymi członkami rodziny, bo nie każdy przedstawiciel naszego rodzeństwa stopnia drugiego linii bocznej spełnia warunki wiernego katolickiego, a przecież wypada, żeby chrzestnym był, bo to w końcu siostra/brat. Jest wiele przeszkód, ale, jak zaznaczył Terlikowski, „kompromis nie jest imieniem Boga”. Dlatego chrzestnych będziemy dobierać racjonalnie, zgodnie z jedynym Boskim sumieniem.

G.M. został ochrzczony w czasie uroczystej mszy świętej 5 lipca 2009 roku w Centrum Zdrowia Dziecka w warszawskim Międzylesiu. Niedługo zdrowi opuścimy szpital. Wszystkim serdecznie dziękuję za modlitwę i wsparcie.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 9 komentarzy