Dogmatix

Dobra znajoma zapytała mnie niedawno jak to jest w katolicyzmie z dogmatami. Wszak część z nich oparta jest na tradycji, a nie ma pokrycia w Piśmie Świętym. Trudno więc uwierzyć, a Kościół podaje jako obowiązujące do wierzenia – co można więc zrobić? Do tych problemów dołączę, dla pełnego obrazu, jeszcze jeden. Otóż niektóre środowiska (zarówno te poszukujące, jak i antykościelne) widzą problem z dogmatami w tym, że stwierdza się je prawie 2000 lat po napisaniu Biblii (Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny – 1950 rok). W tej sytuacji, jak uważają, Kościół autorytatywnie stwierdza sobie jakąś wydumaną nowość i nakazuje swoim owieczkom wiarę w tę nowość. Aby odpowiedzieć na ten problem trzeba najpierw mniej-więcej wytłumaczyć pojęcia, które we współczesnym, ponowoczesnym świecie, są błędnie rozumiane.

Dogmat nie jest, wbrew powszechnej opinii, autorytatywnie ogłoszonym przez papieża, nieopartym na dowodzeniu twierdzeniem, niepodlegającym dyskusji i – co wielekroć się podkreśla – popartym autorytetem św. Piotra i dogmatem (ogłoszonym w 1870 roku) o nieomylności papieża. Katolicy, wierzący w taki dogmat i Kościół opierający się na takim dogmacie, mogliby być w rzeczy samej oskarżeni, całkiem podstawnie, o fanatyzm. Dogmat jest jednak w samej rzeczy twierdzeniem opartym na Piśmie Świętym, jego stwierdzenie poprzedzają lata studiów nad lepszym rozumieniem Biblii oraz rozwinięta Tradycja, a poza tym wszystkim częstokroć jeszcze potwierdzona wiara Kościoła (którym są wszyscy Jego wierni). Ogłoszenie dogmatu poprzedzają więc wieki, w ciągu których Kościół, opierając się na Piśmie Świętym i Świętej Tradycji tenże dogmat, bez ogłoszenia go oficjalnie, wyznawał.

Tradycja zaś, co należy podkreślić ze szczególnym naciskiem, nie jest tym, co my pod tym słowem dziś rozumiemy – tj. zbiorem wierzeń i przyzwyczajeń wyrobionych w ciągu wieków w jakiejś grupie społecznej (najczęściej wiejskiej); przykładem może być tradycja wigilii, tj. choinka, 12 potraw, etc. Jednak nie na tej tradycji opiera się wiara Kościoła, nie na niej opierają się dogmaty. Tradycja, w znaczeniu kościelnym (pisana z dużej litery) oznacza przede wszystkim to, na czym opiera się Pismo Święte i to, co poza Pismo Święte wykracza. Żeby to zrozumieć, należy uświadomić sobie, że pierwsze pismo Nowego Testamentu powstało ok. 20 lat po śmierci Chrystusa. Ewangelie zaczęły powstawać jeszcze później. W związku z tym nielogiczni ateiści czy odstępcy kościelni twierdzą, że to św. Paweł wymyślił chrześcijaństwo, albo że opiera się ono na religii egipskiej. Tymczasem, gdyby to było prawdą, chrześcijaństwo nigdy nie zdobyłoby takiej popularności. Bo listy św. Pawła czy Ewangelie trafiały nie tylko do ludzi, którzy dzięki temu po raz pierwszy słyszeli o Jezusie. Czytali je również ci, którzy znali Jezusa osobiście (20-50 lat to jednak nie tak wiele, by całe pokolenie wyginęło) i doskonale pamiętali fenomen pustego grobu (o czym pisze Mateusz w Mt 28, 15) i nauczanie Mistrza. Ci zaś, gdyby historia Jezusa w rzeczywistości nie miała miejsca, bez wątpienia odrzuciliby bzdurne teksty i tym samym obalili chrześcijaństwo w zalążku. Apostołowie też pamiętali i zapisali to, co pamiętali, a także to, co pamiętali ludzie, z którymi toczyli rozmowy, co pamiętała Matka Boska, etc. Czasem napisali coś, co, można powiedzieć, uznali za słuszne do napisania, by coś podkreślić, a co my uważamy za natchnione z Ducha Świętego. Pismo Święte Nowego Testamentu, ale przecież również i Starego Testamentu, powstało więc na Tradycji, czyli czymś, co pamiętano i przekazywano ustnie, a z czego nie wszystko zostało spisane. Tradycja Święta jest więc, co można łatwo zrozumieć, szersza w treści niż cała Biblia – i dlatego część dogmatów opiera się w większym stopniu na Tradycji, niż na Piśmie Świętym.

Ale oczywiście nie jest prawdą, że jakikolwiek dogmat nie ma żadnego oparcia w Piśmie Świętym. Bardzo popularnym fragmentem, na którym bazuje dogmat o Wniebowzięciu jest 12 rozdział Apokalipsy, gdzie Niewiasta rodzi Syna, który zostaje porwany do Boga, ona zaś najpierw otrzymuje od Boga miejsce na pustyni, następnie zaś odlatuje na skrzydłach niby orlich „do swojego miejsca, gdzie jest żywiona przez czas i czasy, i połowę czasu, z dala od Węża”. Jest teoria, która dominuje, a która mówi, że to obraz Matki – Kościoła. Ale oczywiście nasuwa się również myśl, że chodzi o Matkę Boską i że fragment ten powstał nie tylko jako zapowiedź apokaliptyczna, jako proroctwo, ale jest oparty na jakimś autentycznym wydarzeniu z życia Apostoła Jana, który Apokalipsę napisał. Pamiętamy, że Jan został przez Jezusa mianowany synem Maryi i miał się nią zaopiekować po śmierci Mistrza. Prawdopodobnie więc był on również świadkiem… no właśnie – czego? Są dwie teorie – że Matka Boska zmarła, po czym została z ciałem i duszą wzięta do nieba, albo została wzięta bez umierania. Tak czy inaczej Jan mógł być tego świadkiem i zdarzenie to mogło wywrzeć na niego taki wpływ, że zamieścił je w swym prorockim dziele.

Ten fragment jest jednak jedynie przesłanką, a dogmat rzeczywiście opiera się głównie na Tradycji. Ale, jak już wyjaśniłem, Tradycja przekazuje nam te prawdy o Bogu, Jezusie czy Maryi, których nie zanotowano w księgach Nowego Testamentu, w które jednak pierwotny Kościół wierzył i wiarę rozwijał. Na tej zasadzie czcimy np. św. Annę i św. Joachima, rodziców Maryi – których imiona zanotowano w pewnym powstałym później apokryfie. Autor tego apokryfu pragnął podkreślić świętość Maryi i dlatego napisał, że i ona, jak później jej Syn, poczęła się z Ducha Świętego. Oczywiście jest to zagadnienie uznane przez Kościół za nieprawdziwe, ale nie było podstaw, by nie uwierzyć w brzmienie imion dziadków Jezusa – pierwotny Kościół prawdopodobnie bowiem je znał i mógł przekazać na piśmie. Tak też wygląda sprawa wniebowzięcia. W IV wieku pojawiły się pierwsze pisma opiewające to zdarzenie, a już w VII wieku była to prawda oficjalnie uznana, posiadająca własne święto. Kościół wschodni od wieków czci to wydarzenie, Kościół zachodni miał pewne problemy – choćby właśnie takie, że było na ten temat zbyt mało materiału w Piśmie Świętym. Dlatego dopiero w 1950 roku papież ogłosił dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny, po wielowiekowych dochodzeniach, dzięki silnie ugruntowanej od najwcześniejszych lat Tradycji, za zgodą całego Kościoła. Dogmat ogłoszony przez papieża był tylko potwierdzeniem tego, w co niewątpliwie (wierzymy, że z natchnienia Ducha Świętego) wierzył Kościół przez stulecia. Oficjalnym potwierdzeniem prawdziwości.

My dziś mamy problemy z tym dogmatem oraz z innymi dogmatami. Tak jak częstokroć mamy problemy z Kościołem samym w sobie. By jednak lepiej zrozumieć, musimy nie patrzyć z perspektywy ponowoczesnej młodzieży, która uważa prawdę za względną, a Kościół za wypaczenie, ale z perspektywy wieków kształtujących wiarę Kościoła – całego Kościoła, a nie tylko hierarchów. A na koniec odsyłam jeszcze do pewnej strony internetowej, na której kilku księży na swój sposób tłumaczy dogmat o Wniebowzięciu: LINK. Nie z każdą ich teorią się zgadzam, ale ogólnie uważam tekst za godny przeczytania przez ludzi zainteresowanych tematem. Chciałbym jeszcze po cichu poprosić Panią E. Wiater o mały komentarz – bo jednak przyda się odezwa istoty nieco lepiej orientującej się w zawiłościach teologii ode mnie. Z góry serdecznie dziękuję.

Niniejszym życzę wszystkim uroczystego i radosnego świętowania dogmatu o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny w dniu jutrzejszym. Muszę przyznać, że nie planowałem tej notki w związku z okazją, a z tego powodu muszę podziękować Bogu, że zechciał mnie w tym czasie natchnąć.

A pierwsza osoba, która zgadnie, co dosłownie znaczy słowo „Dogmatix”, zamieszczone w tytule notki, dostanie ode mnie kość. Dostanie karuzelę kości! No dobrze, obiecuję, że dostanie batonik :).

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 13 Komentarzy

Zobacz wpisy

13 thoughts on “Dogmatix

  1. Dogmatix to po polsku Idefiks. :)

  2. Gratuluję! :D Jest to prawidłowa odpowiedź. Dodam, że Idefix to również imię psiaka Obeliksa we francuskim oryginale, ale Anglicy z jakichś powodów postanowili przetłumaczyć to po swojemu :). Proszę o przesłanie mi swojego adresu na maurycy_to@o2.pl w celu otrzymania batonika :).

  3. Adres nie jest potrzebny, wystarczy że zjesz nagrodę w mojej intencji. ;-)

  4. Nie bardzo wiem, co mogłabym dopisać, bo w zasadzie wyjaśniłeś wszystko :) Wniebowzięcie jest jedną z tajemnic różańca, i jest tak, bo każdy ma swoje treści i patrzenie na ten dogmat. Pięknie o tym pisze JP II w „Redemptoris mater”, warto rzucić okiem!

  5. Ślicznie dziękuję za dopowiedzenie – jeśli Ty twierdzisz, że wszystko wyjaśniłem, to porzucam wątpienie w choćby odrobinę własnych kompetencji :).

    Jacku, chętnie zjem za Ciebie nagrodę, tylko chwilowo na diecie jestem… :P

  6. bohjan

    Przekierowany od Eli, u której się odezwałeś, podzielę się jedną kwestią. Otóż:
    Wiara w B. i Jezusa Chrystusa (o której mówi sama Ewangelia, m.in. o tym, że wierzyć w B. i Chrystusa to mieć życie wieczne, spełnić plan B., itp.), który jest zbawicielem – jest postawą, która to zbawienie przyjmuje. Taka wiara, nie uczynki, jest istotą ludzkiej postawy wobec B. – rzec można.
    A jaki sens ma wiara we Wniebowzięcie? Czy bez uznania tego dogmatu narażamy się na „potępienie”? Czy on jest do zbawienia koniecznie potrzebny? Czy nie jest tak, że Kościół usiłuje skłonić ludzi do określonych wierzeń (co w istocie sprzecza się z pierwszymi przykazaniami Dekalogu), odwodząc tym samym wielu ludzi od wiary – jako postawy, nie zaś przekonań i istnieniu czegoś, wydarzeniu jakimś, itp? Dotyczy to nie tylko tego dogmatu. Samo pojęcie dogmatu jest sprzeczne z pojęciem wiary (choćby w takim rozumieniu, w jakim pisze o nim Ratzinger we „WwCh”).

    Kościół w ogóle pełen jest sprzeczności (przeczytałem u Ciebie o tych kanonach z PK i znów poczułem, że to jednak nie ma nic wspólnego z działaniem Jezusa, a nawet jest z nim sprzeczne, jeśli np. ekskomunika może dziać się „z mocy samego prawa” – czyli Prawo ponad B.? Litera nie Duch? Kanon nie człowiek?) a po nadpsutych owocach jego działalności można chyba skłaniać się do oceny, czy jest on dobry, czy zły… Co stwierdzam z narastającym – żalem? Sam nie wiem, jak to ująć.

  7. Po Pańskim komentarzu nasunął mi się wniosek, że musiałem nie dość dobrze wytłumaczyć w notce to, co wytłumaczyć się starałem. Otóż, podkreślę jeszcze raz, dogmat to nie jest coś, do wierzenia w co Kościół próbuje kogokolwiek skłonić, lecz coś, w co ludzie Kościoła wierzą, a co dzięki tejże wierze jest potwierdzane jako zalecane do wierzenia. Dogmaty Maryjne nie są sprzeczne z przykazaniami Dekalogu, ponieważ nie nakazują czcić Matki Boskiej tak, jak czci się Boga – lecz raczej poprzez cześć w stosunku do Maryi – czci się samego Boga, który obdarzył Ją tyloma łaskami. Nie znam zaś pojęcia dogmatu wg Ratzingera i nie będę się na jego temat wypowiadał, dopóki go nie poznam.

    Powtórzę jeszcze raz: dogmat to coś stwierdzone na podstawie Biblii i Tradycji, dzięki natchnieniu Ducha Świętego, jako prawdziwe i coś, w co wierzy bez wątpienia Kościół. Można nie wierzyć w dogmat. Można też nie wierzyć, że lepiej wyjść na dwór przez drzwi, niż przez okno – ale ta niewiara jest tym gorsza, im wyżej się mieszka :). Kościół nie wymyśla dogmatów. Kościół je stwierdza i potwierdza.

    Ekskomunika „z mocy samego prawa” nie oznacza zaś, że prawo (w znaczeniu ST) jest ważniejsze od Boga, lecz że czyny takie, jak dokonanie aborcji czy wyświęcenie biskupa bez zgody papieża, własną mocą sprawiają nałożenie ekskomuniki. Sam na siebie nakładasz ekskomunikę, której, dzięki zapiskom w KPK, nie musi za każdym razem potwierdzać biskup (który przecież nie dowie się o każdej dokonanej aborcji). Być może prawo wydaje się czymś sprzecznym z wiarą w Boga, ale takie nie jest. Pierwsze przepisy dotyczące życia w gminach chrześcijańskich wprowadzał już (potwierdzając w listach) św. Paweł, a także inni Apostołowie. Nie żyjemy w świecie anarchicznym, gdzie jest tylko peace and love bo „Bóg cię kocha”. Bóg nie ześle na nikogo piorunka za złe zachowanie – dlatego dał Kościołowi Ducha Świętego, by ten decydował za co należą się kary kościelne. Oczywiście – przede wszystkim człowiek. Ale zauważmy, że taka samonakładająca się ekskomunika musi sprawić, że jeśli człowiek chce wrócić do Kościoła – musi się najpierw nawrócić i żałować za grzechy. Myślę, że ekskomunika z mocy samego prawa jest o wiele lepsza niż ściganie przez Kościół wszystkich kobiet, które popełniły aborcję. Nie ma kogo ścigać – same się ścignęły. Owszem, prawo przy okazji działa przede wszystkim DLA zbawienia ludzi. Na początku KPK stoi jak byk: „Salus animarum est suprema lex Ecclesiae”, czyli „Zbawienie duszy jest podstawą praw Kościoła”. Ja to rozumiem. Pan też powinien spróbować (może Pan sobie kupić Kodeks Prawa Kanonicznego :).

    Nadpsute owoce? Nie do końca rozumiem czemu ci, którzy nie do końca rozumieją tak wielką uwagę zwracają na te nadpsute owoce. Jeśli zechce Pan przytoczyć czym Pana zdaniem owe są, chętnie zaprzeczę, lub przyznam Panu rację…

    Przepraszam wszystkich za tak gigantyczny komentarz :P.

  8. meg

    jeszcze odnośnie Tradycji – w takim razie czy jest ona gdzieś zapisana? Skąd ją znamy? Tylko Uczeni w Piśmie są wtajemniczeni?
    Bowiem współcześni Jezusowi dawno już nie żyją, a nie wszystkie apokryfy są godne wiary…

  9. Apokryfy nie są godne wiary we wszystkich aspektach, dlatego nie weszły do kanonu, jednak są wśród nich kwestie, które przekazują nam, nie zawsze w dokładny sposób, to w co wierzyli pierwsi chrześcijanie. Poza tym za przekazicieli Tradycji uważamy Ojców i Pisarzy Kościoła, którzy żyli w pierwszych wiekach chrześcijaństwa (np. św. Augustyn, Orygenes, św. Grzegorz z Nazjanzu itp.). Ich mądrość momentami wydaje się tak oczywiście natchniona z Ducha Świętego, że Kościół nie ma wątpliwości co do nich, jako przekazicieli Tradycji. Epoka Ojców Kościoła skończyła się ok. VII wieku po Chrystusie.

  10. meg

    jestem usatysfakcjonowana odpowiedzią, drogi Maurycy :) (i dzięki w ogóle za wpis o dogmatach:)

  11. bohjan

    Czuję, że się nie zrozumiemy :(
    1. Zadałem proste pytania, sprowadzające się do jednego: czy wiara we Wniebowzięcie TAK SAMO jak wiara Jezusowi Chrystusowi i B. jest źródłem zbawienia? I nie otrzymałem odpowiedzi.

    2. Dodam inne: jeśli Kościół stwierdza w dogmacie coś, co jest przedmiotem wierzeń ludzi, to właściwie po co to robi? I czemu tak późno? – jeśli chodzi o Wniebowzięcie akurat?

    3. Proszę sprawdzić w Starym Testamencie pełne brzmienie Dekalogu w obu zapisanych tam wersjach, a zobaczy Pan, że pierwsze przykazanie nie dotyczy jedynie B., ale wszelkich wyobrażeń „tego, co na niebie wysoko…” itd. Kościół te ustępy omija nawet w katechizmowych wersjach dziesięciu przykazań :(

    4. Nie pisałem o rozumieniu dogmatu przez Ratzingera, ale o jego rozróżnieniu na wiarę i wierzenia (czyli właściwie wyobrażenia właśnie), które to rozróżnienie przedostało się do współczesnego nauczania Kościoła o innych religiach. To kluczowy podział dla rozumienia pkt. 1 :)

    5. Tak w ogóle, w tym i następnym wpisie i komentarzach, zauważam pewną niezrozumiałą dla mnie tendencję – to właśnie decyduje o tym, że chyba się nie zrozumiemy.
    Z jednej strony nadinterpretowuje Pan sens moich wypowiedzi, z drugiej zawęża Pan sens żywej tradycji Kościoła.
    Jeśli chodzi o moje wypowiedzi, to np. nie mam pojęcia skąd u Pana przekonanie, że nie znam PK (mam je w zakładce internetowej, więc nie muszę kupować :) ) i że moja refleksja, odnosząca się do działania Jezusa, podpada pod postawę „peace and love”. Jeśli chodzi o nauczanie Kościoła, to jeśli gromi Pan dyskusje np. o kapłaństwie kobiet, to – mówiąc prawniczo, czyli w Pana języku :) – nie zna Pan stosownych dokumentów Kościoła, które – choć obecnie stanowią bardzo konkretne zasady – nie wykluczają możliwej dyskusji.

    Właśnie jako katolik mam prawo angażować się w dyskusję i być aktywnym uczniem Jezusa Chrystusa, domagając się od tych, którzy mienią się nauczycielami (wbrew wskazaniom Ewangelii!), by nie tylko mi coś przykazywali, ale też rozumnie to wyjaśniali – tak, jak robił to Jezus.
    Tradycja, zgodnie z etymologią tego słowa, jest żywym przekazem, który dokonuje się także dziś, w odniesieniu do pytań i wyzwań naszych czasów – w odniesieniu do konkretnych, żywych ludzi, którym głosi się Dobrą Nowinę. Jeśli ktoś z góry wyklucza ludzkie dylematy – choćby głupie – na pewno nie jest głosicielem Słowa B. Warto zwrócić uwagę, że sam Jezus, jak Go pokazują Ewangelie, nauczał w przypowieściach, odnoszących się do ówcześnie dobrze rozumianych sytuacji, oraz wchodził w dialog z bardzo różnymi ludźmi – choćby Piłatem – godząc się niejako na ich język. Rzecz w tym, czy komuś naprawdę zależy na głoszeniu prawdziwie Dobrej i Nowiny, czy raczej usiłuje jej strzec w znanej sobie formule, bojąc się nieświadomie, że coś jest w stanie jej zagrozić – tym samym zagrozi jemu. Czy usiłuje iść za choćby jedną, zagubioną owcą, czy spokojnie jej mówi: a idź ty sobie do protestantów…

    Pozdrawiam z szacunkiem.

  12. Szanowny Panie! Trafność Pańskiego sformułowania w punkcie pierwszym zadziwiła mnie niepomiernie – bo sam bym na nią nie wpadł. Pewnie nie zdaje sobie Pan sprawy, że sam sobie odpowiedział na zadane pytanie :). Zaraz wyjaśnię moje przemyślenia:

    Otóż zapytał Pan, czy „wiara we Wniebowzięcie TAK SAMO jak wiara Jezusowi Chrystusowi i B. jest źródłem zbawienia?”Wcześniej rozpatrywałem to pod kątem wiary W Boga (i w Jezusa), a Pan zapytał o wiarę Bogu i Jezusowi. I wcześniej mogłem się nawet zastanawiać – czy wiara we wniebowzięcie jest tak samo ważna jak w Jezusa. I wydawało mi się nawet, że może niekoniecznie… A potem Pan mi podpowiedział :).

    Wiara Bogu jest konieczna do zbawienia. Tzn. musimy wierzyć w to, co Bóg do nas mówi, co nam objawia. By zostać zbawionymi musimy np. wierzyć w to, że Bóg zostawił Kościołowi moc decydowania i rozumienia. Skoro Bóg objawił, że istnieje w Trójcy Świętej – musimy wierzyć w to, by zostać zbawionymi. A skoro Bóg objawił nam, że Maryja została wniebowzięta, a my, by zostać zbawionymi, musimy wierzyć Bogu – to zobowiązuje nas to do wiary w dogmat o wniebowzięciu! Bardzo prosta sprawa, szkoda, że sam na to nie wpadłem :).

    Odpowiem na drugie pytanie – Kościół potwierdza swą mocą jakiś ogólnie uznawany dogmat, aby ludzie mieli pewność (a nie tylko domysły czy nadzieje), że jest to rzeczywiście dogmat objawiony przez Boga. Czemu tak późno? Bo przez długi czas pojawiały się wątpliwości i potrzebowaliśmy czasu, by odnaleźć i zatwierdzić prawdę. Dogmat o bóstwie Chrystusa też został zatwierdzony oficjalnie w 325 roku – choć wcześniej większość chrześcijan nie miała co do niego wątpliwości.

    Kwestię trzecią chwilowo zostawię nierozwiązaną. Myślę, że napiszę na ten temat osobny tekst, bo sprawa budzi sporo kontrowersji (jest mi znana), muszę tylko trochę zagłębić się w źródła. Zaznaczę tylko, że katechizmowa wersja przykazań odbiega nieco od oryginału bodajże od czasów św. Augustyna, który stwierdził, że współcześni (jemu) chrześcijanie, w przeciwieństwie do starożytnych Izraelitów, potrafią odróżnić obraz czy symbol od tego, co on przedstawia. Tj. w przeciwieństwie do Żydów, zbudowawszy cielca nie powiedzą: „To jest twój bóg”, lecz: „To przedstawia twojego Boga, ale nim nie jest”. To wytłumaczenie jest, póki co, dość zawężone – i nie jestem pewien, czy chodziło o Augustyna – dlatego zajmę się nim szerzej, za jakiś czas.

    Jeśli zaś chodzi o żywą Tradycję – ma Pan rację. Sam mam poniekąd problemy ze zrozumieniem tego pojęcia. Ale proponowane przez Pana rozwiązanie chyba tym bardziej nie wyklucza wprowadzania dogmatów…?

    Co się zaś tyczy wysyłania do protestantów – ja nikogo nie wysyłam. Myślę jednak, że za zagubionymi owcami należy iść na tyle, na ile same się na to zgadzają. Dobra Nowina jest jedna i niezmienna, od czasów gdy przekazał nam ją Jezus Chrystus. Mamy w Biblii fragmenty, gdzie Apostoł zakazuje słuchać kogoś, kto przekazuje coś w inny sposób, niż zostało to przekazane. Oczywiście – należy dyskutować, zastanawiać się i rozwiewać dylematy. Właśnie po to m.in. założyłem ten blog. Ale są ludzie, którzy uwielbiają sobie wykradać z Kościoła to, co im się podoba. Nie można ich potępiać. Ale może czasem powinno się, dosyć ostro, wskazać im, że nie jest to nic dobrego.

    PS. Nie uważam się za nauczyciela. Nauczyciel jest tylko jeden – Jezus Chrystus.

  13. Witam serdecznie
    Odpowiedzi dla Bohjana (poźno, ale może innym też się przydadzą):
    ad.1.
    Nie, Prawdy wiary nie są równie ważne. Jest coś takiego jak hierarchia Prawda.
    Co nie znaczy że jakiekolwiek Prawy nalezy lekceważyć. Jak słusznie zauwazył Maurycy, brak wiary w dogmat jest formą braku wiary Bogu.
    ad.2.
    Dogmat ogłasza się nie wówczas gdy Kościół o tym się „dowiaduje” tylko wówczas gdy pojawia się w Kościele grupa która w uznaną dotąd Prawdę Wiary zaczyna wątpić. Tak więc np.jeśli kanon zadekretowano w wielu IV, to wcale nie oznacza że wczesniej w te księgi nie wierzono. Podobnie jest z Wniebowzięciem.

    ad.3.
    Jeżeli pierwsze przykazanie dotyczy – jak Pan pisze – „wszelkich wyobrażeń „tego, co na niebie wysoko…” itd. ” to proszę natychmiast – w obawie przed bałwochwalstwem – wyrzucić paszport (czy dowód osobisty). Jest tam bowiem pańskie wyobrażenie w postaci fotografii.
    Nadto prosze przeczytać kanony 2084 do 2141 w Katechizmie Kościoła Katolickiego a przekona się Pan że nieprawdą jest Pańskie mniemanie że rzekomo „Kościół te ustępy omija nawet w katechizmowych wersjach dziesięciu przykazań”

    ad.4.
    Niestety nie rozumiem na czym polega zarzut.

    ad.5.
    Niestety, nie rozumie Pan pojęcia Tradycja w znaczeniu jakie nadaje (i nadawał) Jej Kościół. Być może przybliży ją Panu rozdział „Wokół pojęcia Tradycja” w tekście, który zamieściłem tu http://www.analizy.biz/marek1962/ss.pdf

    Paradoksalnie zgadzam się z Panem co do końcowego wniosku :)
    pozdrawiam
    Marek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s