Monthly Archives: Listopad 2009

Riposta trzecia – na siedem testów

Otrzymałem nie tak dawno komentarz, którego autor usiłuje na swoim blogu udowodnić, że Trójca Święta jest bujdą na resorach, tudzież doktryną spreparowaną przez diabła. Wygląda na to, że alternatywna doktryna, pod którą podpisuje się autor, ma wiele wspólnego ze Świadkami Jehowy lub też innym odłamem Badaczy Pisma. Muszę zaznaczyć, iż uznałem, że byłoby z mojej strony ignorancją nie spróbować odnieść się do przytoczonych zarzutów, tak samo jak za ignorancję uznaję brak podejmowania próby rzeczowej dyskusji z przedstawicielami Świadków co i raz odwiedzających moje mieszkanie. Byśmy mogli przejść do dalszej lektury moich rozważań, zapoznajmy się najpierw z podlinkowanym u mnie tekstem: CLICK.

Pierwsze co zdziwiło mnie przy zapoznawaniu się z tekstem było to, że od lat interesuję się teologią, interpretacją Pisma Świętego, jestem już na 4 roku Teologii Ogólnej, a dotychczas nie słyszałem o żadnych 7 podstawowych, biblijnych testach podawanych nauk. Wręcz przeciwnie, po lekturze całego artykułu doszedłem raczej do wniosku, że te testy nie są wcale ani podstawowe, ani biblijne, lecz jedynie wymyślone przez kogoś, kto usilnie starał się coś udowodnić. Postaram się pokrótce wyjaśnić, dlaczego tak uważam, odnosząc się po kolei do każdego z siedmiu testów.

Aby interpretacja wersetu biblijnego czy też doktryny była prawdziwa, musi ona być zgodna:

1. sama ze sobą
2. z każdym wersetem Biblii
3. każdą doktryną Biblii
4. Boskim charakterem
5. okupem – ofiarą złożoną przez Jezusa raz za wszystkich
6. faktami
7. celami Biblii – wielbieniem Boga jako Najwyższego, uznaniem Chrystusa jako Wykonawcy i Rzecznika Boga oraz przyczynianiem się do realizacji Boskiego planu wobec Kościoła i świata

Test 1

Doktryna powinna być zgodna z samą sobą – i w tej kwestii zgadzam się absolutnie. Niestety, pisarz, na którego twórczość powołuje się autor notki, ogranicza się w tym wypadku do stwierdzenia, że „przeczy sama sobie: 3×1=1, 1=3 a 3=1.” Nie wiem, skąd u przeciwników prawdy o Trójcy taka matematyka. Po pierwsze dlatego, że mamy tu do czynienia z 3 osobami i jedną istotą Boską – a osoba i istota nie są tym samym. Nie jest więc tak, że 1+1+1=1, bo nie jest tak, że dodajemy trzy osoby i wychodzi jedna osoba. Wychodzą trzy osoby, lecz jeden Bóg. Tak, jakbyśmy chcieli dodać osobę męża, osobę żony i osobę syna, i wyszłoby nam 1, ponieważ tworzą jedną rodzinę. Oczywiście, Bóg to nie jest żadna kumulacja, nie jest żadna rodzina, ale mój przykład pokazuje, że można dodać do siebie trzy jedynki i w dalszym ciągu otrzymać jeden, jeśli sumujemy inne jednostki, niż otrzymujemy w wyniku (jeszcze trochę skomplikowanej matematyki? Proszę: 200+300+500=1. Sumowałem metry, a wynik mam w kilometrach).

Po drugie zaś dlatego, że wciąż mówimy o Bogu. A chyba zapominamy, że matematyka, fizyka, chemia czy biologia nie określają Boga. To Bóg sam określa matematykę, fizykę i wszelkie inne nauki. Bóg, stwarzając świat, stworzył go z czasem, a zarazem stworzył go jako poznawalny intelektualnie. To absolutnie nie znaczy, że sam Bóg mieści się w jakimkolwiek równaniu matematycznym, co z niewiadomych przyczyn usiłuje nam przekazać pisarz.

Test 2

Doktryna powinna być zgodna z każdym wersetem Biblii. Chyba nie mogę się z tym, jako katolik, nie zgodzić, ale muszę najpierw przedstawić odpowiednie zasady. Otóż Biblia rzeczywiście nie jest wewnętrznie sprzeczna, ale tylko wówczas, gdy potraktuje się ją jako Księgę opiewającą Historię Zbawienia. Co to jest Historia Zbawienia? Są to dzieje świata od jego stworzenia, aż do końca (który opisuje Apokalipsa). W tej historii – to bardzo ważne – objawia się Bóg. Pojawiają się kolejne pewne fakty na Jego temat, kolejne Jego cechy, dowiadujemy się coraz to nowszych informacji o człowieku, o świecie, o życiu wiecznym. Objawienie Boże ma swój punkt kulminacyjny w Jezusie Chrystusie – a tego to Jezusa, jego nauczanie, życie i ofiarę, a także zmartwychwstanie, opisują cztery Ewangelie. Na przyjście tego Jezusa przygotowują nas Pisma i Prorocy. Ale ani Pisma, ani Prorocy nie mają w żadnym wypadku pełnej wiedzy ani o Zbawicielu, ani o Bogu, ani o innych kwestiach. Bo pełna wiedza dopiero staje się nam bliska dzięki wypełnieniu Pism i proroctw w jednej osobie, osobie Jezusa Chrystusa.

Tylko i wyłącznie przy podobnym założeniu możemy mieć pewność, że wszystkie wersety Biblii się ze sobą zgadzają – w innym nie. Bo trzeba zauważyć, że Abraham wierzył nie tyle w Boga jedynego, lecz w jednego z bogów, który był jego Bogiem (stąd m.in. późniejsze stwierdzenie „Bóg Abrahama” – dla odróżnienia od innych bogów). Wiele lat musiało upłynąć, nim objawienie dobrnęło do momentu, kiedy Izraelici zrozumieli, że jest tylko jeden Bóg, że innych nie ma – i że nie trzeba Go od nikogo odróżniać. Aż wreszcie nadszedł moment, kiedy przyszedł Chrystus i dopełnił objawienie, ukazując że rzeczywiście jest jeden Bóg, ale w trzech osobach. I właśnie za to Izraelici skazali go na śmierć – za to, że czynił się równym Bogu: „Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu” (J 5,18). Trójca była dla nich bowiem nie do pojęcia – skoro dopiero nauczyli się wierzyć, że Bóg jest tylko jeden…

Jeśli zaś nie przyjmiemy założenia, które jest zresztą prawdziwe, że Biblia to dzieje zbawienia, to niestety poszczególne wersety tej Księgi staną się ze sobą sprzeczne. Choćby klasyczna nauka Świadków Jehowy o braku piekła wywodzi się z księgi Hioba, gdzie dowiadujemy się, że Szeol to miejsce, gdzie nic nie ma, gdzie nie ma świadomości. Niestety, te wersety nie zgadzają się z Łk 12, 4-5: „Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie!” lub z Mt 25, 41: „Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!”. Jeśli jednak uświadomimy sobie, że za czasów tworzenia księgi Hioba nie otrzymano jeszcze pełni objawienia dotyczącego przyszłych czasów, wszystko stanie się zrozumiałe (i niesprzeczne). Tak też jest z nauką o Jedynym i o Trójcy.

W związku z przytoczonymi przez autora tekstu argumentami, które są całkiem słuszne, pominę omawianie przytoczonej interpolacji tekstu 1 J 5, 7-8. Skupię się natomiast krótko na J 10, 30, czyli znanym fragmencie „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”, co w tekście autora brzmi tak: „Mój Ojciec i ja jesteśmy jednym”. Autor twierdzi, że nie może tu chodzić ani o bóstwo, ani o istotę, ponieważ mamy wyraźnie nie „jeden” (jak jeden Bóg), ani „jedna” (jak jedna natura) lecz jedno (jak jedno usposobienie). „Gdyby ten tekst był prawdziwy, w wersecie tym po hen musielibyśmy wprowadzić rzeczownik rodzaju nijakiego” – mowa jeszcze o poprzednim wersecie, ale z odniesieniem do omawianego. A mnie pojawia się w głowie pytanie: kto nam każe wstawiać po „jedno” jakikolwiek rzeczownik? Oczywiście, moglibyśmy kombinować, bo jak jedno, to może auto, auto jest rodzaju nijakiego, a samochód już nie. Więc „Ja i Ojciec jedno auto jesteśmy”. Albo krzesło? To złośliwe z mojej strony (zresztą nawet nie wiem, czy po grecku – i to jeszcze koine, w którym pisane było Pismo Święte – auto jest w rodzaju nijakim), ale jedynie podkreślam, że żaden autor biblijny, ani sam Jezus, nie każe nam wstawiać po „jedno” żadnego rzeczownika! Ma być „jedno” i już! A wówczas „jedno” nie znaczy „jedno usposobienie”, lecz raczej „jedno i to samo”. Bez różnicy. Właśnie użycie słowa „jedno”, a nie „jeden” zwraca naszą uwagę na to, że w tym miejscu Jezus chce powiedzieć coś ważnego. „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” oznacza „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. Ni mniej, ni więcej. A jeśli więcej, to tylko kontekst: „I znowu Żydzi porwali kamienie, aby Go ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? Odpowiedzieli Mu Żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga” (J 10, 31-33).

Odnośnie podpunktu c) mam do powiedzenia dwie rzeczy. Po pierwsze oczywiście, że „imię Boga – Jehowa [właściwie Jahwe – przyp. Maurycy] – stosowane jest w Biblii wyłącznie do Ojca i nigdy nie jest używane jako osobiste imię Syna, który wielokrotnie w wielu wersetach pokazywany jest w kontraście jako nie będący Jehową.” Nie jest używane w stosunku do Syna, bo Syn nie jest tą samą osobą, co Ojciec, a Ojciec nie jest tą samą osobą, co Syn. Dlatego raczej nie zdarza się, by Jezus i Jahwe byli naprzemiennie nazywani tymi imionami. Ale! Po drugie zastanówmy się nad znaczeniem słowa „Jahwe”, które tłumaczymy jako „Jestem, który jestem”, czasem skracając do „Jestem”: „Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was” (Wj 3, 14). Oczywiście ma znaczenie, że w starożytnym przekładzie greckim, z którego korzystali Ewangeliści, jest ono tłumaczone na „Ego eimi” – czyli „Ja jestem”. Przypatrzmy się, w związku z tym, niektórym słowom wypowiedzianym przez samego Jezusa Chrystusa: „Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem” (J 8, 57-58). Albo to: „Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich” (J 8, 24). Skupmy się na pierwszym przytoczonym przeze mnie cytacie i zastanówmy się, czemu Jezus nie powiedział „Ja byłem”? Mógł powiedzieć „Zanim Abraham stał się, ja byłem”. Ale tak nie powiedział. Mówiąc „Ja jestem” po pierwsze podkreślił swoją odwieczność. Nie powiedział „Ja byłem przed Abrahamem”, lecz o Abrahamie powiedział, że się stał kiedyś, a o sobie, że jest – niezależnie od czasu. Po drugie mówiąc to zaznaczył swe niestworzenie. Abraham bowiem „stał się”, Jezus zaś jest. Nie stał się (czyli został stworzony) jak Abraham, lecz jest bez stworzenia. Po trzecie zaś – i na tym chciałem się skupić najbardziej – mówiąc słowa „Ja jestem” użył wobec siebie imienia Boga, z Bogiem się utożsamiając! Nie wiemy wprawdzie, czy w rzeczywistości (po hebrajsku) użył słowa Jahwe (na pewno nie użył słowa „Jehowa”), ale wiemy, że Ewangelista ujął to dokładnie w takie słowa, w jakie ujęte było imię Boga w Septuagincie. A ten argument nie pozostawia cienia wątpliwości.

W związku z powyższymi argumentami nie będę się już skupiał na przytaczanych przez autora tekstu cytatach ze Starego Testamentu, mających zaznaczyć różnicę między Jahwe a Jezusem (co jest zupełnie nieuzasadnione – Prorocy oczekiwali bowiem Mesjasza, nie zaś Jezusa – i nie mieli pojęcia, że Mesjasz tak właśnie będzie miał na imię; jak również nie wiedzieli, że będzie to sam Bóg – dlatego nie dziwmy się, że w ST odróżnia się to, co w NT jest już nieodróżniane). Przejdę wreszcie do punktu 3.

Test 3

Doktryna powinna być zbieżna z każdą doktryną Biblii. Słuszna uwaga. I nie przeczy. Oczywiście autor tekstu uważa odwrotnie, ale powołuje się albo na doktryny, które w Biblii w ogóle nie występują, albo za swym twierdzeniem używa argumentów, które nie mają racji bytu. „Zauważyliśmy już to w odniesieniu do doktryny (…) podporządkowania Syna Bogu, ponieważ doktryna ta uczy o Jego równości z Ojcem” – pisze autor. A przecież zna fragment z listu do Filipian, który głosi, że „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych” (Flp 2, 6-9). Syn więc, jak czytamy, istniał w postaci Bożej, po czym przyjął postać sługi – uniżył się i stał się posłuszny! Potem umarł, zmartwychwstał i został wywyższony. Syn stał się więc człowiekiem, a więc podporządkował się, choć wcześniej „nie skorzystał ze sposobności, by na równi być z Bogiem” „istniejąc w postaci Bożej”. Na początku istniał w postaci Bożej – a to wcale nie oznacza, że gdy się uniżył, przestał w tej postaci istnieć. Ten jeden cytat odpowiada na wszystkie pytania o równość i jednoczesne uniżenie, podporządkowanie. Ale autor, jak już wspomniałem, też zna ten fragment, dlatego jeszcze do niego wrócimy.

Póki co zajmijmy się następną doktryną. „Zaprzecza ona także doktrynie o tym, że Chrystus jest pierworodnym ze wszystkich Boskich stworzeń”. Doktryna o Trójcy w tym wypadku niczemu nie zaprzecza, za to zdanie autora zaprzecza samemu sobie. „Chrystus jest pierworodnym ze wszystkich Boskich stworzeń” – stwierdza autor, zakładając, że „pierworodny” znaczy tyle co „stworzony”. Nie muszę chyba skupiać się na znaczeniu tych dwóch słów. Ale podajmy choćby przykład: Moja żona jest matką pierworodnego – G.M. Jednak go nie stworzyła (czy raczej utworzyła) – stworzyła za to np. wpis na blogu. G.M. nie jest pierworodnym ze wszystkich wpisów na blogu – on jest zrodzony, a one są stworzone. „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia” (Kol 1, 15) oznacza więc, że Syn jest zrodzonym ZANIM wszystko zostało stworzone. Ta doktryna znajduje potwierdzenie w ulubionym przez Badaczy wstępie do Ewangelii Jana: „Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1, 3). Czyli – wszystko przez Nie zostało stworzone, a bez Niego nic nie zostało stworzone z tego, co zostało. Gdyby Syn był stworzony (a nie tak, jak mówi Pismo, zrodzony), to musiałby się stworzyć sam przez siebie. Oczywiście – jeśli był Bogiem – jest to możliwe. Ale jeśli miałby być stworzony – to nie byłby Bogiem. Całe więc szczęście, że Syn jest „pierworodnym wobec każdego stworzenia”.

Wróćmy teraz do omawianego fragmentu z listu do Filipian. Autor powołując się nań argumentuje: „W rezultacie zaprzecza ona [doktryna] biblijnej nauce, że Jego przedludzka natura była niższa od Boskiej, czego dowodem jest między innymi fakt, że wyniszczył [zrezygnował] Siebie, rezygnując z przedludzkiej natury (Fil.2:7). Nie mógłby tego dokonać, gdyby posiadał Boską naturę, ponieważ Boska natura nie podlega zmianie w inną”. Tu właśnie mamy przykład „biblijnej nauki”, która wcale nie jest biblijna – próbuje zaś sprowadzić Boga do pozycji czysto ludzkiej. Oczywiście, jak już pokazałem, z przytoczonego wersetu biblijnego wynika właśnie, że Jego (Syna) przedludzka natura była równa Boskiej („istniejąc w postaci Bożej”). Co zaś miałoby świadczyć przeciwko takiej interpretacji? „Nie mógłby tego dokonać, gdyby posiadał Boską naturę, ponieważ Boska natura nie podlega zmianie w inną”. To takie logiczne: „Gdyby był Bogiem, to nie mógłby…” Ludzkie myślenie potrafi tak łatwo sprowadzić na manowce! Bóg nie mógłby. Czy istnieje cokolwiek, czego nie mógłby Bóg?! Oczywiście, że nie! Oczywiście, że Bóg mógłby zrobić wszystko! Bo jest Bogiem, Wszechmogącym! Oczywiście – Boska natura nie podlega zmianie w inną – i Bóg pozostałby Bogiem nawet stając się człowiekiem. Co się zresztą stało. A, jak już podkreślałem wcześniej, słowa „istniejąc w postaci Bożej” nie mówią, że „wcześniej istniał w postaci Bożej, a potem już nie”. Można posunąć się wręcz do interpretacji: „Zawsze istniejąc w postaci Bożej”, czy „Nieprzerwanie istniejąc”. Jest mowa o uniżeniu, o nie skorzystaniu ze sposobności, by na równi być z Bogiem – ale nie ma mowy o zaprzestaniu istnienia w postaci Bożej! To jest bardzo ważne i należy zwracać na takie fragmenty uwagę!

„Zaprzecza ona biblijnej doktrynie, że pozbywając się Swej przedludzkiej natury, Chrystus stał się ciałem, tzn. przeczy doktrynie karnacji Chrystusa” – niby dlaczego? I skąd twierdzenie, zapytam ponownie, że Syn pozbył się Swej przedludzkiej natury? I kolejne zdanie wyrwę z kontekstu: „Przeczy ona okupowi także z innego punktu widzenia: członek trójcy nie mógłby umrzeć, a zatem nie mógłby dostarczyć okupu. Istota taka jako druga osoba trójcy nie mogłaby też dostarczyć dokładnego odpowiednika długu Adama, ponieważ istota Boska nie odpowiada wartością doskonałej istocie ludzkiej” – A istota anielska (Michał Anioł?) odpowiada „doskonałej” istocie ludzkiej? Kim w ogóle jest doskonała istota ludzka? Czy my wszyscy, jako stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, nie jesteśmy idealni mimo naszego grzechu? Jeśli Adam był idealny – to dlaczego zgrzeszył? Rozumiemy, że ja, jak i Ty, jak i Adam, nie istnieliśmy w postaci przedludzkiej. Jezus zaś istniał, o czym świadczy Biblia. Czy więc jest On tylko „idealną istotą ludzką”? Zakładamy, że istniał jako anioł. Czy był więc tylko „idealną istotą ludzką”? Nie! I teoria Trójcy nie przeczy doktrynie okupu – właśnie dlatego, że nie wystarczyła śmierć zwykłego człowieka, by odkupić winę Adama (a także winę każdego innego człowieka!). Nie było na świecie i we wszechświecie takiej istoty, która byłaby w stanie odkupić grzech i pokonać śmierć – tak wielki był ten grzech i tak groźna była ta śmierć. Dlatego też Bóg, w swej wielkiej miłości do człowieka, sam stał się człowiekiem, by oddać jedyny okup, który byłby w stanie cokolwiek odkupić. By własne życie oddać – a potem prawdziwie zmartwychwstać i tym samym dać nadzieję na zmartwychwstanie! Mnie się to z niczym nie kłóci. Dla mnie jest to wręcz jedyne możliwe wytłumaczenie.

Czyli, jak widzimy, doktryna o Trójcy Świętej nie kłóci się z żadną doktryną biblijną. Kłóci się za to z doktrynami, na które powołuje się autor komentowanego tekstu, a które z Biblią nie mają za wiele wspólnego.

A ponieważ piszę tę notkę już kilka tygodni i nie mam siły dłużej, kolejne „biblijne testy” już sobie daruję… Przynajmniej na razie :). Oczywiście – jeśli pojawi się potrzeba omówienia ich i zdementowania – nie zawaham się, tyle że w innym czasie. Póki co dziękuję za lekturę (mam nadzieję, że owocną) i proszę o jak najbardziej zjadliwe… teges… rzeczowe komentarze :).

Categories: Bóg i miłość | Tagi: , , , , | 14 komentarzy

Pozbawieni podstawowych praw

Przeczytałem ostatnio felieton w Wysokich Obcasach, napisany przez Kingę Dunin, i chciałbym skupić się dziś na omówieniu i skomentowaniu kilku kwestii w nim zawartych. Zacznę od tego, co w tytule notki, czyli od nieszczęsnej Karty Praw Podstawowych. A może najpierw od samego Traktatu Lizbońskiego. Jak pamiętamy, pierwsza wersja dokumentu, zwąca się bodaj Konstytucją Europejską, została swego czasu odrzucona przez Francuzów i Holendrów, jeśli dobrze pamiętam, w referendum. Ten stan rzeczy bardzo zdziwił tych, którzy starali się dokument przeforsować, został on więc wycofany i oddany do przeróbki. Trafił na nasze stoły jako Traktat Lizboński, z dołączoną doń Kartą Praw Podstawowych.

Traktat Lizboński nie został już jednak poddany pod referendum ani we Francji, ani w Holandii. Widocznie uznano zdanie ludu za wysoce ryzykowny czynnik zagrażający ewentualności wejścia Traktatu w życie. Referendum, jak pamiętamy, zostało za to przeprowadzone w Irlandii, gdzie traktat został również odrzucony. Nie do końca rozumiem co spowodowało, że nie postanowiono go w związku z powyższym przeforsować w inny sposób. Grunt, że wykorzystując kryzys panujący na świecie (nie insynuuję, że kryzys został wywołany umyślnie) dano Irlandczykom drugą szansę, nieco ponad rok później. Tym razem Irlandczycy, zmieniwszy zdanie, w większości zagłosowali za. Bardzo ciekawe, czy gdyby ponownie zagłosowali przeciw, to powtórzono by referendum za rok? A skoro zagłosowali za – to czy to wyklucza powtórkę z rozrywki?

To są, oczywiście, pytania retoryczne. Traktat musiał przejść, więc powtarzali referendum. Jeśliby nie przeszedł, pewnie powtórzyliby jeszcze raz, za jakiś czas. W pozostałych krajach referendów nie planowano, czekano więc cierpliwie na decyzje państw. Nasz prezydent Lech Kaczyński, jak i prezydent Czech, ostatecznie traktat podpisali. Gdyby Kaczyński się nie wywiązał, poczekano by. Przecież niedługo u nas wybory prezydenckie. Choć, niestety, nie wszystko poszło tak, jak powinno pójść.

„Wśród dość powszechnej radości zapomniano, że wciąż nie jesteśmy gotowi na przyjęcie Karty Praw Podstawowych. (…) Chcemy integrować się energetycznie, godzimy się na wspólną politykę międzynarodową, ale prawa człowieka? Co to, to nie.” – Martwi się Kinga Dunin w felietonie. No rzeczywiście. Prezydent odmówił podpisania Karty Praw Podstawowych. Czyli, jak sama nazwa dokumentu wskazuje – odmawia nam, Polakom, przysługujących nam, podstawowych praw! Elementarnych, fundamentalnych praw, które należą się każdemu człowiekowi! Wszyscy, z panią Dunin na czele, zdajemy sobie sprawę, że bez tej karty praw nadal będziemy musieli pracować po 18 godzin na dobę w kamieniołomach, otrzymując tylko jeden posiłek dziennie, nie mogąc decydować o losach naszego kraju, ba, nawet naszego życia – do tego mając jedną łazienkę na piętro w bloku! Wszystkie nasze prawa, podstawowe prawa, zostały odrzucone, bo prezydent nie był gotów by dać nam odrobinę wolności!

Cóż za ironiczna, wredna i myląca nazwa dokumentu, przez który musielibyśmy zliberalizować prawo dotyczące in-vitro, aborcji, związków homoseksualnych. Czyli – jednym słowem, udzielić ludziom ich podstawowych praw…

Dalej pani Kinga wywnętrza się na temat tego, jak wyglądałby kraj, gdyby to był jej kraj, a nie kraj pana prezydenta. „W moim kraju byłoby miejsce i na małżeństwa sakramentalne, i na związki partnerskie, w ich – jest miejsce na tylko jeden typ związków. W moim kobiety, które chcą usunąć ciążę, usunęłyby ją, a te, którym moralność tego zabrania, nie robiłyby tego. Mój kraj nie miałby nic przeciwko Karcie Praw, oni uważają, że to nadmiar wolności, który skazi polską specyfikę”. Hola hola, pani Kingo! Od kiedy w naszym („ich”) kraju jest miejsce jedynie na związki sakramentalne? Owszem, nie ma legalizacji związków partnerskich, które z natury są nietrwałe, bo nie opierają się na niczym konkretnym, ale jak duży jest odsetek legalnych w świetle prawa małżeństw, które nie przyjęły sakramentu, nie złożyły sobie przed Bogiem przysięgi? To, że w „ich” kraju nie ma miejsca (miejmy nadzieję, że nie na razie) na partnerskie związki przedstawicieli zarówno różnych, jak i tych samych płci (oraz adopcji przez tych drugich dzieci – o co też ubiega się pani w końcowym akapicie swego felietonu, namawiając do czytania kilkuletnim dzieciom książeczek o pingwinkach – gejach), nie znaczy, że jest jedynie miejsce na pary złączone sakramentalnym węzłem małżeńskim (w niektórych momentach chciałoby się rzec „szkoda”).

Ale najbardziej przeraża mnie pani argument o usuwaniu ciąży i moralności. „Te, którym moralność tego zabrania, nie robiłyby tego”. Tak felernej, ogromnej pomyłki słów dawno nie widziałem. Przecież usuwanie czy nieusuwanie ciąży to nie jest kwestia moralności tej czy innej kobiety. Bo to nie jest tak, że jednej moralność nie pozwala – więc to, co nosi pod sercem jest człowiekiem, a innej pozwala – więc to, co nosi pod sercem, człowiekiem nie jest. Nie! Coś (ktoś) albo jest, albo nie jest człowiekiem bez względu na moralność! Idąc w ślad za pani rozumowaniem, używając pani słownictwa sam mógłbym napisać, że „w moim kraju ten, kto chciałby wybić szybę sąsiadowi, mógłby to zrobić, a ten, któremu sumienie by to wyrzucało, by tego nie zrobił”. Albo „mój kraj byłby otwarty na ludzi, którzy chcieliby komuś coś ukraść, a także na tych, którzy by nie chcieli”. Mógłbym wymieniać dalej. W moim kraju kto chciałby pobić żonę, zakatować psa, zabić teściową, ten mógłby to zrobić. A komu moralność by nie pozwalała, ten by tego nie zrobił. I nie mówmy, że to wszystko nie to samo. Bo oczywiście teściowa to teściowa, niezależnie od moralności. Pies to pies, żona to żona, kradzież to kradzież – niezależnie od moralności. Szyba to szyba, a płód ludzki to płód ludzki. Jest takim samym płodem ludzkim bez względu na czyjąkolwiek moralność.

Odpowiecie, że płód ludzki nie jest jak teściowa, bo nie jest człowiekiem. Jak łatwo jest wam, w waszym państwie, wyrokować o czymś, na co nie macie żadnych dowodów. Nie jest człowiekiem, bo co? Nie ma rączek i nóżek? Oglądałem świadectwo jednego pana, który również nie ma rączek i nóżek, a chyba jest człowiekiem. Bo nie ma w pełni rozwiniętego układu nerwowego, nie myśli racjonalnie? Sam mam 5-miesięczne dziecko, które nie myśli racjonalnie, a w kościele co niedzielę widuję dziewczynkę niepełnosprawną, która z pewnością nie ma prawidłowo rozwiniętego układu nerwowego. Oboje oni są ludźmi. A może płód ludzki wygląda raczej jak glut (wcale nie wygląda jak glut) albo przypomina płód kota? Odpowiedzmy sobie na pytanie: co się z niego rozwinie, jeśli tacy jak pani, w pani państwie, nie zechcą go zabić? Glutoneria? A może dorosły kot? Nie. Raczej dorosły człowiek – i to w jakieś 18 lat od momentu, w którym jesteście w stanie stwierdzić, że już go nie można zabić, bo już jest człowiekiem. Choć to, że niby miałby się czymś różnić po wyjściu z łona matki od tego sprzed, również jest żadnym argumentem.

Tak więc Kinga Dunin sieje zamęt, myli pojęcia (jak zresztą i Unia Europejska, mówiąc o prawach podstawowych) i jeszcze opowiada coś o „jej” kraju, innym niż „ich” kraj. To nasuwa na myśl pytanie, czy ta kobieta nie planuje czasem startować w wyborach prezydenckich. Mam nadzieję, że z tymi poglądami, nie ma zbyt wielkich szans na sukces…

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 4 komentarze