Własność

Od ważnej dla nas obojga osoby, w czasie dość poważnej kłótni, usłyszałem słowa: „Traktujesz Inkę jak swoją własność!” Mimo wielu szokujących słów, które usłyszałem, na te akurat zareagowałem spokojnie: „No tak. Przecież jest moją żoną”.

Taka odpowiedź z mojej strony wymaga wyjaśnienia, wiele osób może się bowiem oburzyć, bo każdy człowiek jest autonomiczny, nikt nie należy do nikogo. W sensie ścisłym owszem – niewolnictwo się skończyło (przynajmniej w większości państw świata), a więc nikt nie jest niczyim właścicielem. Ale kwestię małżeństwa należy raczej rozpatrywać pod kątem węzła sakramentalnego. Przypomnijmy sobie słowa przysięgi małżeńskiej: „Ja biorę sobie ciebie za męża/żonę”, a potem jest „i ślubuję ci”. Biorę sobie ciebie – a to znaczy, że jesteś moja. Bo ty oddajesz mi się dobrowolnie, ja dobrowolnie oddaję się tobie, ty bierzesz sobie mnie, a ja biorę ciebie. Od tej pory ty jesteś moja, a ja twój, dopóki śmierć nas nie rozłączy. I dlatego z całą pewnością mogę powiedzieć, że owszem, Inka jest moją własnością. Tak jak ja jestem jej własnością. I do nikogo, oprócz Boga, nie należę bardziej niż do niej. Nie ma do mnie większych praw ani moja rodzona matka, ani ojciec, ani przyjaciele/przyjaciółki, ani nawet (to również jest bardzo ważne) moje własne dzieci. I choć o dzieciach możemy na początku powiedzieć, że są naszą własnością tak, jak my jesteśmy ich własnością, bo jako dzieci nie należą bardziej ani do babci, ani do dziadka, ani do państwa, ani do szkoły, to jednak są one poniekąd naszą własnością tylko do momentu względnego usamodzielnienia się. A już z pewnością do momentu spotkania własnej żony, własnego męża i wzięcia jej/go sobie. Mąż czy żona pozostają zaś nasi aż do śmierci.

Tylko taka własność (zarówno w stosunku do współmałżonka, jak i do dzieci) nie ma nic wspólnego z niewolą. Wręcz przeciwnie. „Biorę sobie ciebie” nie znaczy „Stajesz się moim niewolnikiem”, lecz odwrotnie: „Biorę za ciebie całkowitą odpowiedzialność”. To znaczy, że będę się tobą opiekował, dostarczał ci radości, pocieszał w smutku, starzał się z tobą. Ale również, że będę ci wierny, że nie będę cię zdradzał, że nie będę działał przeciwko tobie. To samo dotyczy dzieci: są moje, a więc mam obowiązek dbać o nie, kupować im ubrania, dawać jedzenie, wykształcenie. Ale przede wszystkim: swój czas i miłość. Mam obowiązek być z nimi, ochraniać je i dbać o ich wychowanie.

Osoba, o której wspomniałem na początku, doszła do podobnego wniosku ponieważ zauważyła, że ja i moja żona zgadzamy się we wszystkim (tj. mamy wspólne zdanie gdy z kimś rozmawiamy), bronimy się nawzajem. To miałoby być dowodem na moje umiejętności manipulatorskie (kiedyś Inka miała własne zdanie, a teraz ma moje). Stąd stwierdzenie, że traktuję ją jak swoją własność. Ciekawe, że niektórym takie wnioski przychodzą do głowy. Kiedy ja widzę małżeństwo zgodne, choć dyskutujące, ale stojące za sobą murem, podziwiam je, bo widzę, że połączyła ich prawdziwa miłość. Ja zgadzam się z Inką w większości kwestii, bo właśnie pod tym kątem zdecydowaliśmy się ze sobą być. Katolik i katoliczka. Owszem – każde z nas miało jakieś tam błędy w myśleniu i przez czas bycia ze sobą nawzajem pomogliśmy sobie te błędy skorygować. Dzięki temu mamy choćby wspólny front co do naszej religii czy co do wychowania dzieci i wspólnie stoimy przeciw osobom, które chcą nam ten front zburzyć. Prawdopodobnie dlatego czasem się nam zarzuca ubezwłasnowolnienie. Bo nie jest się w stanie pokonać nas obojga.

Nie, nie jesteśmy ubezwłasnowolnieni. Jesteśmy małżeństwem, jednością. Jesteśmy swoją wzajemną, absolutną własnością. Nie mamy nikogo nad sobą nawzajem, poza Bogiem Jedynym. I to jest prawidłowe rozumienie sakramentu małżeństwa.

„Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.” (Rdz 2, 24)

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Zobacz wpisy

3 thoughts on “Własność

  1. Żartobliwie zaznaczając swoją obecność na twoim blogu zacytuję mego starszego o 9 lat brata:
    Po 7 latach facet może sią nawet przyzwyczaić do własnej żony

  2. Co racja to racja. Człowiek się potrafi przyzwyczaić naprawdę do wszystkiego :P.

  3. Jak śpiewał bohater „My Fair Lady” – „I’ve used to her beauty” Przyzwczaiłem się do jej piękna ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s