Monthly Archives: Maj 2010

Księga Izajaszów

Ponieważ moje kontakty ze Świadkami Jehowy są w ostatnich czasach bardzo rozwojowe, czytuję ich pisma i się nimi interesuję. W jednej ze Strażnic, służących jako materiał do studium na spotkaniach, pojawia się tekst następujący: „Ale kontekst może obejmować coś jeszcze. Synonimem tego słowa bywa tło, sytuacja lub warunki, w których coś zaistniało. Aby właściwie zrozumieć konkretny werset, należy uwzględnić dodatkowe informacje, na przykład kto, kiedy i w jakich okolicznościach napisał daną księgę biblijną. Warto również poznać cel jej spisania oraz – jeśli to możliwe – ówczesną sytuację społeczną, moralną i religijną” („Strażnica” z 15 lutego 2010, str. 12). Intrygująco brzmią te słowa w zestawieniu z faktem, że wspólnota Świadków wciąż upiera się przy tym, że to Mojżesz napisał Pięcioksiąg (jak również Księgę Hioba), Izajasz – całą księgę Izajasza, święty Paweł wszystkie listy tradycyjnie mu przypisywane itp. Oraz że postacie takie jak Hiob albo Jonasz bez wątpienia istniały naprawdę. Gdyby bowiem nie istniały, gdyby Izajasz nie był jedynym autorem księgi o tym tytule, to Pismo Święte straciłoby swoją wiarygodność i nie mogłoby być natchnione przez Boga.

Rozumienie słowa „prorok” w greckim znaczeniu „profetes” musi wprowadzić w myślenie człowieka zamęt. Interpretator dochodzi bowiem do wniosku, że „prorok” oznacza kogoś, kto przewiduje przyszłość. W związku z tym Izajasz musiał był zapowiedzieć w Iz 44,27-45,2 zdobycie przez Cyrusa Babilonu około 200 lat przed tym faktem (a więc również na długo przed tym, jak ktokolwiek planował narodzenie Cyrusa) – w końcu był prorokiem. Tymczasem musimy pamiętać o tym, że słowo „nabi” przetłumaczone z hebrajskiego na „prorok” oznaczało raczej osobę obserwującą rzeczywistość i na tej podstawie dający rady, posługując się przy tym Bożym natchnieniem. Natchnienie dawało mu mądrość i umiejętność odczytywania prawdy, ale niekoniecznie czytanie przyszłości. Jeśli zrozumiemy ten prosty fakt, jak również to, że w starożytności zjawisko pseudonimii (związane z podpisywaniem się imieniem jakiejś znanej osobowości) było szeroko rozpowszechnione i nie miało wiele wspólnego z dzisiejszym plagiatowaniem, będziemy w stanie zaakceptować to, że księga Izajasza może składać się z 3 (a nawet większej ilości) części, napisanych przez wielu różnych ludzi. Podpisujących się tym samym imieniem, ponieważ byli albo samym Izajaszem (prawdopodobnie w pierwszej części księgi), albo kontynuatorami jego szkoły, powołującymi się na jego autorytet. Druga część księgi Izajasza, zapowiadająca zdobycie Babilonu przez Cyrusa, powstała prawdopodobnie właśnie w okresie, w którym Cyrus był już w Babilonii i stał u bram Babilonu. Co więcej – mogła zostać napisana już po zdobyciu go. Zjawisko opisywania tego co się już zdarzyło jako wydarzenia przyszłego również było wówczas znane, a tylko my musimy wszystko na nowo odkrywać. Aby Pismo Święte było wiarygodne i mogło być uznane za natchnione, Mojżesz wcale nie musi być autorem Pięcioksięgu. Jonasz wcale nie musiał być postacią prawdziwą, chociaż Jezus powoływał się na niego gdy porównywał swoje trzy dni w grobie z jego trzema dniami w rybie. Ja przecież też nie muszę wierzyć w prawdziwość Judyma, gdy mówię o sobie „Jestem Judym” – a zdarza mi się. A wyobraźmy sobie Jezusa mówiącego: „Jonasz wprawdzie nie istniał, ale legenda w którą wierzycie głosi, że siedział trzy dni w rybie. Ogólnie to bujda na resorach, ale ja też posiedzę w grobie trzy dni”. No, Jego wiarygodność wśród Żydów byłaby z pewnością o wiele wyższa.

Ale wiarygodność Pisma Świętego naprawdę nie zależy od tego, że Mojżesz napisał Księgę Hioba i że ten Hiob istniał naprawdę. Nie zależy nawet od tego, czy proroctwa dotyczące Jezusa (których nie odczytywalibyśmy w ten sposób, gdyby nie greckie „profetes”) się naprawdę spełniły, czy nie. Wiarygodność Pisma Świętego nie dotyczy bowiem faktów historycznych (w dużej większości), ani zgodności z nauką, ale widocznego wpływu Boga na życie i myślenie ludzi w czasach Starego i Nowego Przymierza. U Jonasza liczy się przesłanie, a nie prawdziwość historyczna. U Pawła liczy się przesłanie, a nie autorstwo listów. Historia zbawienia jest bardziej historią objawiania się Boga aż do ostatecznego objawienia się Go w Chrystusie, a nie autentyczną, doskonale przedstawioną historią Narodu Wybranego.

Na te wszystkie fakty trzeba zwrócić uwagę, jeśli chce się prawidłowo odczytywać Pismo Święte i rozumieć jego znaczenie. Ale jestem przekonany, że część Świadków wie to od dawna. I specjalnie mylą pojęcia, by utrzymać towarzyszy w szyku.

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 3 Komentarze