Czy Bóg się pomylił?

Sam sobie zadałem to pytanie, kiedy przed rozpoczęciem pisania zrobiłem krótki przegląd zespołów na Wikipedii. Oczywiście mam na myśli zespoły wymienione przez Konstantego pod poprzednią notką. To jednak, jakie choroby Komentator tam wymienił, nie ma tu większego znaczenia. Prośbę o napisanie notki zrozumiałem raczej w sensie ogólnym: Czy Bóg może rzeczywiście tak bardzo nas kochać, skoro tak często obdarza nas chorobami? Temat jest trudny i niestety nie potrafię znaleźć w tym wypadku jedynej prawidłowej odpowiedzi, ale spróbuję jakoś wybrnąć…

Zacznę od tego, że zwykło się przyjmować, przynajmniej w dawniejszych wyjaśnieniach, że człowiek otrzymuje ciało materialne od rodziców, a Bóg wkłada do niego duszę w momencie poczęcia. Oczywiście takie obrazowe rozumowanie jest zbyt uproszczone, a człowiek w rzeczywistości jest człowiekiem, a więc jednością duszy i ciała (a ja śmiem mówić jeszcze: jednością ciała, duszy i psychiki) od samego początku – Bóg nikomu nic nie musi wkładać. Sam ten obraz pozwala nam jednak odkryć pewną prawidłowość: żyjemy w świecie materialnym. Okazuje się, że ten świat jest najdoskonalszym ze światów, które człowiek jest w stanie sobie wyobrazić, pod warunkiem że nie wyobraża sobie świata czysto cudownego czy magicznego. Co mam na myśli? Otóż żyjemy w świecie fizycznym i biologicznym, poznawalnym rozumowo. W tym świecie – podaję tu za Francisem S. Collinsem (autorem „Języka Boga”) – występuje 15 stałych wielkości fizycznych, których teoria nie potrafi przewidzieć. Są one takimi wielkościami i już. Zaliczamy do nich m.in. siłę grawitacji. I tak gdyby ta siła była odrobinę większa, wszechświat nigdy by nie powstał, bo cała materia po wielkim wybuchu zapadłaby się z powrotem. Gdyby zaś była odrobinę mniejsza, wszystko rozpłynęłoby się po chwili w przestrzeni. A ponieważ jest właśnie dokładnie taka, jaka jest, mamy gwiazdy, planety, a na jednej (przynajmniej) z nich powstało życie, a nawet życie rozumne. To samo dotyczy pozostałych 14 wielkości – wszechświat i my we wszechświecie istniejemy wyłącznie dlatego, że te wielkości są dokładnie takie, jakie są. W tej sytuacji musimy zdać sobie sprawę, że wszelkiego rodzaju meteory, fale tsunami, wybuchy wulkanów czy, niestety, choroby genetyczne, są zwyczajną konsekwencją istnienia wszechświata. Czy może dokładniej: istnienia wszechświata zdolnego do istnienia. W tym momencie należy stwierdzić: żyjemy w nieprawdopodobnie złożonym wszechświecie, którego istnienie samo w sobie jest już nieprawdopodobne. Bóg nie zsyła na nas chorób, choroby są tylko naturalną konsekwencją złożoności wszechświata.

Czy jednak Bóg nie powinien w cudowny sposób interweniować, by takie choroby się nie zdarzały? Collins pisze o tym tak: „Jeżeli, tak jak ja, uznajecie, że może istnieć coś czy ktoś poza światem przyrody, to nie ma żadnego racjonalnego powodu, by siła ta w pewnych rzadkich sytuacjach nie dokonywała inwazji. Z drugiej strony, cuda muszą być czymś najzupełniej wyjątkowym, aby świat nie pogrążył się w chaosie” (str. 48-49). Świat ma swoje prawa, które obowiązują. Jest czymś w rodzaju niezwykle precyzyjnie nakręconego zegara. I oczywiście Bóg może coś czasem zmieniać – ale taka zmiana zawsze jest wyjątkiem. „Aby były wiarygodne” – Collins cytuje Johna Polkinghorne’a – „cuda muszą umożliwiać głębsze zrozumienie niż to, jakie moglibyśmy osiągnąć bez nich” (str. 49). Najczęściej więc cudowne uzdrowienie wcale nie okazuje się być lepsze, niż choroba.

Jest jednak prawdą, że jesteśmy w stanie sobie wyobrazić świat doskonalszy, jeśli wyobrazimy sobie świat czysto cudowny czy magiczny. Jako taki wyobrażamy sobie np. Niebo czy Raj. Nie ma tam cierpień, bólu, wszyscy są szczęśliwi. Oczywiście trudno nam sobie ten świat wyobrazić bez grawitacji, ale to dlatego, że myślowo i tak jesteśmy zamknięci w swoich ścianach złożonych z 15 stałych (a więc w świecie doskonale zaprojektowanym, ale nie czysto cudownym). Ale skoro potrafimy sobie wyobrazić istnienie świata bez bólu, a nawet w taki świat wierzymy, to zadajemy sobie oczywiste pytanie: dlaczego Bóg pozwala nam cierpieć? Collins równie szeroko rozmyśla nad tą kwestią. W pewnym miejscu stwierdza: „Dużo napisano na temat tego pozornego paradoksu, a wnioski nie należą do łatwych: jeśli Bóg miłuje nas wszystkich i życzy nam tego, co najlepsze, to może Jego plany wobec nas nie są takie same jak nasze”. Być może wydaje nam się, że najlepsze dla nas byłoby coś innego, niż naszykował nam Bóg. Przypominam sobie, jak kiedyś wracałem z domu mojej narzeczonej, która tego popołudnia powiedziała mi, że jeszcze nie jest gotowa na ślub. Wściekałem się na Boga i krzyczałem pod niebo, bo doskonale wiedziałem czego chcę. A najbardziej nie mogłem przeboleć tego, że już wtedy wiedziałem, iż niedługo będę Mu za to, co mnie spotkało, dziękował. Około dwóch lat później byłem już szczęśliwie żonaty z cudowną kobietą i oczywiście gorąco dziękowałem Bogu za to, że miał wobec mnie inne plany niż ja sam.

Oczywiście nieudany związek to nie to samo, co choroba dziecka, ale posłużyłem się tylko przykładem. Chciałem pokazać, że Bóg prowadzi nas ścieżką trudną i nieprzewidywalną, wystawiając nas często na próby. Pytanie – po co nas próbuje? Przecież doskonale nas zna i wie, co w danej sytuacji zrobimy. Oczywiście, ale my przecież nie wiemy. Próbuje nas po to, byśmy poznali samych siebie, byśmy sprawdzili, czy potrafimy pozostać wiernymi Panu nie tylko w chwilach ogromnego szczęścia. Dokładnie tak samo było z Abrahamem w tej historii z poświęceniem Izaaka, której wiele osób nie potrafi zrozumieć. Bóg wiedział, co zrobi Abraham, a ten baranek zaplątany w zaroślach już na niego czekał. To Abraham musiał sprawdzić, czy ufa Bogu do tego stopnia, że jest w stanie poświęcić własnego syna. Zaufał – i się nie zawiódł.

„Czy dowiedzieliśmy się o sobie więcej, kiedy wszystko układało się świetnie, czy też wówczas, gdy musieliśmy zmagać się z trudnymi sytuacjami, niepowodzeniami czy cierpieniem? (…) Czy unikając takich doświadczeń, nie pozostalibyśmy płytkimi, egocentrycznymi istotami, które w końcu utraciłyby jakiekolwiek poczucie szlachetności i potrzebę działania na rzecz innych?” (str. 43) – Pyta Collins i odpowiada na podstawie własnego doświadczenia. Boleśnie przeżył bowiem brutalny gwałt na własnej córce i powoli odkrywał jego sens. Również owa córka założyła fundację pomagającą podobnym jej, zgwałconym kobietom, odnajdując sens w wydarzeniu, które wydawało się bezsensowne i zupełnie niesprawiedliwe. Głośno jest przecież również o pani, która przeżyła dokonywaną na niej późną aborcję – dziś jeździ po świecie i mówi o tym, przekonując ludzi do szanowania życia poczętego. Głośno też o panu, który urodził się bez rąk i nóg – dziś jeździ po świecie i opowiada o ogromnej łasce, jaką w tym wszystkim doświadczył od Boga. Czy mogę to wszystko jakoś podsumować? Hmmm, może „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”? :)

Mój syn, G.M., urodził się z wrodzoną cytomegalią. Miał niespotykanie wielkie stężenie wirusa we krwi i spędził pierwszy miesiąc życia na antybiotykoterapii w szpitalu. Antybiotyk zadziałał dobrze, stężenie wirusa szybko opadło, zmiany powstające już w mózgu cofnęły się. Może mieliśmy szczęście – ale na pewno pomogły modlitwy rzesz znajomych i znajomych znajomych, oraz ludzi których nawet nie znamy. Ale kiedy dowiedzieliśmy się, że G. może nie widzieć, nie słyszeć, może mieć mnóstwo poważnych problemów rozwojowych, byliśmy gotowi to przyjąć jako dar. I wychować chore dziecko na dobrego chrześcijanina tak dobrze, jak to tylko było możliwe. Czy Bóg się pomylił? Nie, Bóg się nie myli. To my, ludzie się mylimy. W sytuacji naszego syna było jak z Abrahamem. Bóg się wycofał, kiedy zdecydowaliśmy się zaufać Mu do końca. Pamiętajmy jednak, że nie zawsze się wycofuje. I to również jest dobre.

Wszystkie cytaty zostały zaczerpnięte z książki Francisa S. Collinsa „Język Boga. Kod życia – nauka potwierdza wiarę”, wyd. Świat Książki, Warszawa 2008. Francis S. Collins jest naukowcem, był szefem międzynarodowego zespołu realizującego Projekt Poznania Genomu Człowieka i bezpośrednio przyczynił się do odczytania ludzkiego genomu.

Categories: Bóg i miłość | Tags: , , , , | 3 komentarzy

Zobacz wpisy

3 thoughts on “Czy Bóg się pomylił?

  1. Konstatanty

    No tak, nie mogłem czytać tego tekstu bez odniesień do tekstu poprzedniego. To, że żyjemy w świecie doskonałym, nieważne czy w ujęciu Leibnitza czy kogoś innego, zawsze rodziło we mnie sprzeciw, ale czymże jest doskonałość? przewaga stwarzania nad destrukcją jest gwarancją istnienia go w formie wciąż jeszcze stabilnej, mechanizmy, które nim rządzą, razem wzięte, tworzą rzeczywistość zbyt skomplikowaną by ją ogarnąć.
    Dawno już doszedłem do wniosku, że miłość boża jest czymś całkowicie innym, niż my za pomocą ludzkiego pojmowania jesteśmy sobie w stanie wyobrazić (a mój obraz nie musi być Bogu wcale z tego powodu przychylny). Stąd może nie być sprzeczności pomiędzy dziećmi od początku skazanymi na inne istnienie i postrzeganie, a zaangażowaniem Boskiej uwagi w nasz świat.
    Dręczy mnie tylko przy tym definicja duszy. skoro każdy człowiek ma duszę i to dusza jest wyznaczona z całej ludzkiej istoty do przejścia w Królestwo Niebieskie, czym jest? Czy dusza upośledzonych jest tak samo doskonała jak zdrowych? Skoro tak, to gdzie jest granica, która określa duszę, a oddziela ją od tego, co kształtuje w nas otoczenie, świat, edukacja, środowisko. Co pozostaje z profesora matematyki, który idzie do nieba, a co z dziecka niezdolnego do samodzielnego samostanowienia? Czy profesor zostaje pozbawiony wiedzy o rachunku różniczkowym, poezji średniowiecznej Anglii i dostaje do ręki harfę, chociaż nie mógł minuty wytrzymać w filharmonii?
    Czuję, że nasze wyobrażenia stają przed ścianą, gdy równolegle Kościół stara się szczegółowo opracować geografię i politykę Królestwa Niebieskiego, a w konsekwencji decyduje, że komunia upośledzonym się nie należy, bo nie są świadomi tego aktu.
    Ech, się rozgadałem…

  2. Kościół nie zabrania upośledzonym przyjmowania komunii – wręcz przeciwnie. Niejednokrotnie widziałem ludzi niepełnosprawnych umysłowo, którzy do Eucharystii przystępowali. Dokładne określanie map Królestwa Niebieskiego również nie jest Jego celem – nie jest bowiem w żaden sposób możliwe.

    Co do duszy – starożytni Żydzi, a za nimi i św. Paweł, wyróżniali w człowieku nie ciało i duszę, lecz ciało, duszę i ducha. Ten trojaki podział wielu dziś rozumie jako podział na ciało, psychikę i duszę. I tak ciało możemy mieć chore, upośledzone, a duszę czystą i zdrową. Możemy też mieć psychikę zwichniętą, ale duszę bezpieczną. Możemy wreszcie być zdrowi na ciele i na psychice, ale duszę możemy mieć brudną od grzechu. Dusza jest swego rodzaju Bożym pierwiastkiem w nas, jest też naszym narzędziem przy podejmowaniu decyzji, choć oczywiście ciało i psychika mogą nam na podejmowanie niektórych z nich nie pozwalać. Należy jednak pamiętać, że stan duszy nie zależy od naszych cielesnych czy psychicznych przypadłości.

    Jednak nieprawdą jest, że to dusza sama jest przeznaczona do Królestwa. W takim wypadku po co Jezus nauczałby o zmartwychwstaniu. Dusza ludzka ma to do siebie, że potrzebuje ciała do istnienia – aby człowiek istniał więc po wieczność, potrzebuje również ciała. Jezus też miał ciało, gdy ukazywał się po zmartwychwstaniu. W tym ciele jadł i pił, ale też pojawiał się w pomieszczeniach mimo drzwi zamkniętych. Nazywamy je ciałem uwielbionym i ufamy, że nasze ciała uwielbione nie będą chore czy ułomne. A czy pan od matmy zapomni rachunek różniczkowy? Wątpię. Sądzę raczej, że zrozumie go tym lepiej, natchniony Bożą wszechwiedzą. A może również pojmie matematyczny kunszt gry na harfie? :)

  3. Konstatanty

    :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s