Monthly Archives: Grudzień 2010

Sztuczna matka

Właściwie powinienem napisać „sztuczna macica”, bo o to właśnie mi chodzi, ale „sztuczna matka” też brzmi ciekawie. Jakiś czas temu pomyślałem sobie: byłoby dobrze, jakby wymyślono coś takiego, jak sztuczna macica. W sytuacjach zagrożenia życia matki i jej nienarodzonego dziecka można by było przenieść dzieciątko do takiej sztucznej macicy i ono by się tam spokojnie, zdrowo rozwinęło. Pomyślałem na przykład o takich kobietach, które są w ciąży mnogiej, a zdarzają się przecież i ośmioraczki. W większości przypadków wszystkie z nich nie mają szansy na przeżycie – a w sytuacji rozwoju w sztucznej macicy miałyby taką możliwość. Czy choćby w przypadku poważnego zagrożenia ciąży spowodowanego np. chorobą genetyczną. Zamiast obciążać matkę, można byłoby pomóc jej z pomocą maszyny – dzięki temu oboje by przeżyli.

Kiedy o tym myślałem, nie wiedziałem jeszcze, że sztuczna macica jest urządzeniem, nad którym naukowcy od jakiegoś czasu pracują. Wtedy, dawno temu, moja Żona zasiała już w moim sercu wątpliwości – jako że uważałem ten pomysł za naprawdę wspaniały – mówiąc o kobietach, które wcale nie byłyby chore czy nie miałyby zagrożonej ciąży, ale decydowałyby się na sztuczną macicę, ponieważ nie miałyby ochoty bawić się w „żywe inkubatory” – mogłyby mieć dzieci, które nie obciążyłyby ich, nie kazałyby też rezygnować z pracy, bawić się w porody itp. Przecież już dziś wiele kobiet decyduje się na cesarkę, bo nie chce porodu naturalnego, który podobno jest trudniejszy.

I słusznie moje wątpliwości zostały zasiane, ponieważ okazuje się, że naukowcy nie tylko pracują nad stworzeniem sztucznej macicy, ale również planują, już na przyszły rok, stworzenia dziecka w całkowicie sztuczny sposób! To znaczy – oczywiście ma wziąć w całym zdarzeniu męska i żeńska komórka rozrodcza. Ale dziecko ma zostać poczęte w warunkach sztucznych (tzw. in vitro), ma zaś rozwinąć się do momentu „przyjścia na świat” w sztucznej macicy. Tego się nawet nie spodziewałem… Nie wiem skąd w trakcie myślenia o tym wynalazku przyszły mi do głowy jedynie zbawienne, pozytywne rozwiązania. Tym czasem naukowcom przychodzą do głowy rozwiązania antyetyczne, za to bardzo chwytliwe i atrakcyjne. Spójrzcie, przecież w ten sposób można stworzyć sobie armię, zupełnie jak w „Ataku Klonów” w Gwiezdnych wojnach! Można stworzyć setki i tysiące sierot, które będą służyć swoim „rodzicom” do najrozmaitszych celów. Czy to zbyt drastyczne? Nie sądzę, jeśli zbyt drastycznym nie jest produkcja człowieka już nie tylko w próbówce, ale w ogóle poza organizmem matki… Tylko teraz nie wiem już jak ocenić wynalazek sztucznej macicy…

Bo w dalszym ciągu mamy mnogie ciąże, zagrożenia życia, ciążę pozamaciczną. Dla wielu umierających dzieci sztuczna macica byłaby wybawieniem. Powinniśmy opowiedzieć się za czy przeciw?

Jak uważacie…?

Reklamy
Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 4 Komentarze

Dancing in September

Tytuł wrześniowy, chociaż już dawno grudzień. Ale w tej samej piosence zespołu Earth, Wind & Fire i grudzień się pojawia:

Now December found the love that we shared in September.
Only blue talk and love,
Remember – the true love we share today.

Zresztą 21 września (data pojawiająca się na początku utworu) jest dla mnie w pewnym sensie osobista. No i uwielbiam film, z którego tę piosenkę znam. Kto zgadnie jaki to film? Dodam dla podpowiedzi, że jest niezbyt stary, bardzo magiczny i z pewnością familijny. Może ponownie jako nagrodę wyślę zwycięzcy Prince Polo? :)

Ale skąd pomysł na taką notkę? Ta piosenka, zwyczajnie gdy ją słyszę, za każdym razem napawa mnie optymizmem. A niecały tydzień temu jechałem wcześnie rano na egzamin ex universa (taki teologiczny egzamin z całego toku studiów, a dokładnie z czterech najważniejszych działów: fundamentalnej, moralnej, dogmatycznej i Pisma Świętego) i oczywiście zdawałem sobie sprawę, że umiem zdecydowanie zbyt mało i mogę mieć pewne trudności ze zdaniem. I oczywiście gdy tak sobie rozmyślałem pesymistycznie (niektórzy powiedzieliby, że realistycznie), radio Vox – które nota bene gorąco polecam – zagrało mój ukochany September. Zacząłem więc drzeć gębę, choć tekstu na pamięć nie znam, przy okazji kiwając się na wszystkie strony i wzbudzając ogólne zainteresowanie ludzi na ulicy. I zrozumiałem, że tępy nie jestem i egzamin zdam. Ostatecznie zdałem – nie jakoś przesadnie dobrze, ale zawsze do przodu. Tak oto największa zmora studentów teologii znalazła się za mną. Przede mną jeszcze, przede wszystkim, magisterka…

A ja, zamiast zagłębić się w Przewodniku apologetycznym Josha McDowella, to notkę dla Was piszę. Cóż, trudno. Najwyżej przed egzaminem puszczę sobie September i z Bożą pomocą zdam na pewno :).

Categories: O mnie | Tagi: , , , , | 2 Komentarze