Rozwód nie istnieje

Ostatnio natknąłem się na blog człowieka, który po rozwodzie walczy o prawo do opieki/spotykania się ze swoimi dziećmi. Wdałem się niepotrzebnie w dyskusję nad potrzebą rozwodów samych w sobie. Niepotrzebnie, ponieważ zostałem wyśmiany za stwierdzenie, że rozwód jest największym grzechem wobec małżeństwa, większym nawet niż zdrada. W związku jednak z tym nieprzyjemnym zajściem postanowiłem zrobić krótki przegląd związany z rozwodami i tym podobnymi. Chętnie zahaczę również o popularną w ostatnich czasach sprawę unieważnienia małżeństwa…

Rozwód – W tytule mojej notki napisałem, że rozwód nie istnieje. Ten kto mnie zna zdaje sobie jednak sprawę, że zwykłem twierdzić, iż np. czas również nie istnieje. Oczywistym jest, że zarówno czas, jak i rozwody są czymś realnym. A jednak rozwodów jako takich, tj. rozwiązywania małżeństw sakramentalnych, nie ma. Owszem, małżeństwo nie jest wyłącznie tworem religijnym. Dziś wiele osób bierze tzw. ślub cywilny, czyli uprawomocnia swój związek. Zawiązują wspólnotę majątkową (czasem poprzedzając ją intercyzą), mogą odwiedzać się w szpitalu itp. Mogą też oczywiście się rozwodzić – właśnie po to im jest ta intercyza, żeby nie było problemu z podziałem majątku. No to później mogą brać jeszcze jeden ślub, znów się rozwodzić i tak w nieskończoność. W sensie ścisłym jednak – a jako sens ścisły uznaję to, co jest związane ze słowami Chrystusa, a więc z prawdą objawioną – tacy ludzie nie są nigdy prawdziwym małżeństwem. A co za tym idzie każdy małżeński seks musi być uznany za seks pozamałżeński, a więc za cudzołóstwo. Ludzie, którzy nie zawarli sakramentalnego małżeństwa nie są małżonkami. Dlatego m.in. ktoś, kto wziął ślub cywilny, rozwiódł się i zamierza wziąć ślub w Kościele, może to zrobić, ponieważ dotąd nie był w prawdziwym małżeństwie, a jedynie w tworze prawnym nie do końca prawidłowo nazywanym małżeństwem. Ale – co za tym idzie – ktoś, kto już wziął ślub w Kościele rozwieść się nie może. Jezus sam powiedział, że nie wolno dawać listów rozwodowych. „I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją? Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane” (Mt 19, 5-11). Jak widzimy, uczniowie stwierdzili, że skoro nie wolno oddalić żony, to nie warto się żenić w ogóle. Jak to możliwe – pytali bowiem – by z jedną kobietą spędzić całe życie? Jezus odparł, że nie wszystkim jest dane to zrozumieć. I dziś te słowa się sprawdzają, ponieważ liczba rozwodów rośnie. Także ludzie, którzy mają ślub kościelny idą do urzędu i rozwiązują swoje małżeństwo. Trzeba jednak podkreślić, że jeśli ktoś zrobi to, w oczach Boga i Kościoła (a tym samym realnie) wciąż pozostaje w związku sakramentalnym. I jeśli rozwiedzie się, a ożeni się z inną kobietą w urzędzie, popełnia cudzołóstwo. Grzeszy wobec siebie, niej i swojej prawdziwej żony. Ponieważ w Kościele rozwód rzeczywiście nie istnieje. Dlatego stwierdziłem, że rozwód jest największym grzechem względem małżeństwa. I nie powinniśmy się zastanawiać co zrobić, by odzyskać opiekę nad dziećmi po rozwodzie, tylko co zrobić, żeby się nie rozwieść.

Unieważnienie małżeństwa – Bardzo popularne w ostatnich czasach, zwane także rozwodem kościelnym. W ciekawy sposób pisała o tym pani Ewa Nowak w książce „Niewzruszenie”. Tam było małżeństwo, które wzięło ślub w Kościele, potem się rozwiodło, ale babci zależało żeby wszystko było po bożemu, więc wywarła nacisk żeby unieważnić małżeństwo. Owi małżonkowie następnie zapadli w romantyczną miłość i ponownie wzięli cywilny ślub tuż przed tym, jak z Watykanu przyszła decyzja o unieważnieniu małżeństwa. Śmiech mnie bierze gdy czytam takie bzdury, ale z całą pewnością mnóstwo ludzi, którzy przeczytają książkę pani Nowak pomyśli, że tak właśnie rzeczy się mają. Tymczasem unieważnienie małżeństwa nie istnieje. Naprawdę nie istnieje.

Stwierdzenie nieważności małżeństwa – Czy ci spośród moich czytelników, kiedy zwracają komuś, kto mówi o „unieważnieniu małżeństwa” uwagę, że chodzi o „stwierdzenie nieważności” spotykają się z pytaniem „a jaka to jest różnica”? Ja niejednokrotnie się z tym spotkałem. Wytłumaczę to więc, choć nie wszyscy i tak chcą to zrozumieć. Bo dla wielu, którym mówi się o braku rozwodów kościelnych unieważnienie małżeństwa jest argumentem za istnieniem rozwodów kościelnych. I tak byłoby rzeczywiście – bo „unieważnienie małżeństwa” oznaczałoby sprawienie, że coś, co było ważne staje się nieważne. Czyli de facto rozwód. Ktoś, kto był małżonkiem, przestaje nim być. Powiedziałem już jednak, że unieważnienie małżeństwa nie istnieje. Istnieje stwierdzenie nieważności, które różni się zasadniczą rzeczą – tym, że jest to potwierdzenie faktu, że małżeństwo nigdy nie zostało zawarte. Idzie taka para młoda do ołtarza i ślubuje, ale są jakieś przeszkody które sprawiają, że ich ślubowanie od początku jest nieważne. Np. on ukrył przed nią, że jest gejem. Albo ona ukryła, że jest niepłodna. Jeśli dowiedzą się o tym po ślubie wówczas okazuje się, że ich małżeństwo jest nieważnie zawarte – ponieważ brali ślub z kimś innym, niż myśleli. Tj. on myślał, że żeni się z kobietą płodną, a ona była niepłodna – a ona myślała, że wychodzi za heteroseksualistę, a wyszła za geja. Mogą oczywiście wybaczyć kłamstwo i zaakceptować tę ważną rzecz, o której nie wiedzieli. Wówczas małżeństwo staje się ważne i nie ma żadnego problemu. Mogą jednak również stwierdzić, że nie brali ślubu z tą osobą i ubiegać się o stwierdzenie nieważności. Proces przebiega w dużo bardziej skomplikowany sposób niż zwykły proces rozwodowy, potrzebni są świadkowie, zeznania – to trwa latami. I nie ma takiej sytuacji, że małżonkowie zaczynają się dogadywać, a nagle przychodzi decyzja z Watykanu. Jeśli zaczęli się dogadywać i ponownie wzięli ślub (jak w książce Nowak), to znaczy że ich małżeństwo jest i było ważne. Z kolei skoro się dogadali – to kto zeznawał w sądzie za stwierdzeniem nieważności? W całym tym procesie są jeszcze dwie kwestie: Jeśli małżeństwo okazuje się być nieważne, to nie oznacza, że dzieci są nieślubne. Wszystko, co działo się za czasów domniemanego małżeństwa uważane jest za odbywające się w małżeństwie. A co za tym idzie – druga kwestia – jeśli ktoś ubiega się o stwierdzenie nieważności małżeństwa bo ma ku temu poważne przesłanki, a w tym czasie spotyka się już z kimś innym (randkuje, trzyma za rękę, całuje, zaręcza się) to zdradza swoją żonę nawet wówczas, gdy małżeństwo później zostanie uznane za nieważne. Dlatego, że do wyroku sądu domniemane jest istnienie, a nie nieistnienie małżeństwa.

Separacja – Kościół zezwala również na coś, co nazywamy separacją. Małżonkowie zamieszkują osobno, rozdzielają majątek w jakiś sposób, ale nie przestają być małżonkami. Jest to spowodowane np. ochroną kobiety przed agresywnym mężem. Ksiądz Marek Dziewiecki napisał, że Kościół nie zgadza się na rozwód, ponieważ szanuje decyzję człowieka, ale zgadza się na separację, ponieważ szanuje jego godność. Separacja jest alternatywą wówczas, gdy ktoś zmienił się w dużym stopniu na niekorzyść już w czasie trwania małżeństwa. Np. dotąd troskliwy mąż załamał się, zaczął pić i bić żonę i dzieci. Jeśli jednak był agresywny przed ślubem, ale to ukrywał i ukazał dopiero po ślubie (a jego skłonności były potwierdzone np. medycznie), małżeństwo jest nieważne. Za separację uznaje się w Kościele również sytuację, gdy mąż czy żona zdradzili, opuścili swojego współmałżonka, związali się z kimś innym i założyli nową pseudo-rodzinę. Mogli nawet doprowadzić do rozwodu. Wówczas strona poszkodowana, prawnie rozwiedziona, żyje w separacji ze stroną winną. Tj. małżeństwo jest ważne, a jak długo pozostaje mu wierna, tak długo może w dalszym ciągu korzystać z sakramentów i życia Kościoła. Taka osoba, z oczywistych względów, nie może się związać z kimś innym. Ideałem byłoby, gdyby oczekiwała na powrót małżonka.

W wypadku nierządu – Słowa te występują m.in. w przytoczonym przeze mnie cytacie z Ewangelii Mateusza. Są różnie przez wielu interpretowane. We wspólnotach protestanckich często są uznawane za zezwolenie na rozwód w przypadku gdy ktoś kogoś zdradzi. My zdajemy sobie sprawę, że w dziejach Kościoła takie sytuacje nie miały miejsca. Wiemy natomiast np. o przypadku św. Augustyna, który postanowiwszy nawrócić się na chrześcijaństwo oddalił swoją żonę. Jego małżeństwo nie było jednak związkiem sakramentalnym – i jest to jedna z możliwych interpretacji: mianowicie, że można oddalić współmałżonka, który w rzeczywistości nim nie jest (czyli np. tego ze związku cywilnego, ale nie kościelnego). Inni twierdzą, że greckie słowo oznaczające „nierząd” mogło odpowiadać hebrajskiemu słowu oznaczającemu „nieważność”, a to pozwalałoby na interpretację, że można stwierdzić małżeństwo nieważne jako nieważne. Oczywiście fragment ten jest bardzo kontrowersyjny i wiele osób ma problemy ze zinterpretowaniem go. Dlatego tylko pokrótce opisałem kilka możliwości.

Tak właśnie prezentuje się kwestia pojęć związanych ze ślubem i rozwodem. Jeśli czegoś nie dopowiedziałem, lub rodzą się w Was jakieś wątpliwości, zapraszam do komentowania i zadawania pytań.

Categories: Duchowość i moralność | Tags: , , , , | 4 komentarzy

Zobacz wpisy

4 thoughts on “Rozwód nie istnieje

  1. Tia, to gadanie o „rozwodzie w Kościele”, „unieważnianiu małżeństwa” – gdy ani jednego, ani drugiego w Kościele nie było i nie będzie, a chodzi o STWIERDZENIE (od początku) NIEWAŻNOŚCI małżeństwa.

    A klauzula Mateusza to temat rzeka :) Tonący brzytwy się chwyta.

  2. Witam serdecznie
    Wszystko co napisał autor to Prawda. Jednak prawdą (taka przez małe „p”) jest także to że niejednokrotnie praktyka sądów biskupich jest myląca dla wiernych. Nieważność stwierdza się zbyt łatwo, niekiedy łatwiej dla osób będących już w nowym związku (zwłaszcza gdy są dzieci). Zwracał na to jakiś czas temu uwagę Watykan.
    pozdrawiam
    Marek

  3. mamelka

    Nieważność stwierdza się zbyt łatwo????Ciekawe gdzie napewno nie w Polsce.A tak naprawdę bardzo chciałabym uniewaznić swoje małżeństwo,ale tak naprawdę słyszałam duzo na temat jak to się odbywa i nie wiem czy starczy mi sił,aby przypominać sobie to czego nie chce Pamiętać.Wydarzylo się w nim sporo rzeczy ,które są miedzy innymi jakby to napisać przeslankami,że moge sie starac o taki rozwód.Często sobie wyobrażam i co się stanie jak taki rozwód otrzymam.Będę szczęsliwa,że znowu jestem wolna itp czy Zamiast radości poczuję pustkę.Bo przeciez przysięgałam.Moim zdaniem nauki przedmałzeńskie to za mało,(nigdy ich nie miałam),my przede wszystkim powinniśmy Dojrzeć do takiej decyzji i wiedzieć czym jest malżeństwo!!!!To nie tylko wydarzenie w kosciele,tak na pokaz wszyscy biorą to i Ja ,albo robimy to dla babci,cioci,dziadka itp.Ślub bierzemy tylko dla SIEBIE!!!!!Z potrzeby serca z miłości.Nie powinien być brany dla kogoś bo ktoś kazał,nawet jeśli ma się narodzic dzidziuś,dla teg dziecka tez nie powinno się brać.Tylko poczekać i posłuchać co mówi nasze serce.Ja nie posłuchałam swego SERCA i płacę za to do dziś i placić będę jeszcze długo.

  4. Witaj! Dziękuję Ci za wszystkie komentarze. Każdy z nich zasługuje na to, żeby na nie odpowiedzieć, jednak ponieważ brakuje mi czasu by wszędzie się rozgościć, zacznę tu, żebyś nie myślała, że Twoje komentarze mnie nie interesują. Interesują bowiem w stopniu zdecydowanym.

    Po pierwsze przypomnę, że ta notka jest w głównej mierze wyjaśnieniem pojęć związanych z rozwodem czy stwierdzaniem nieważności. Przypuszczam, że przeczytałaś wpis zanim postanowiłaś skomentować, Twój komentarz sprawia jednak wrażenie, jakbyś zrobiła to bardzo pobieżnie. W kilku zdaniach ten sam proceder nazywasz bowiem jednocześnie stwierdzeniem nieważności (cytując za Markiem), unieważnieniem i „takim rozwodem”. Tymczasem w Kościele stwierdza się nieważność, czyli potwierdza się, że nie zaistniała sytuacja zawarcia sakramentu. Ślubu nigdy tak naprawdę nie było. „Unieważnienie” musiałoby oznaczać, że coś, co było ważne, ważnym być przestaje. „Stwierdzenie nieważności” oznacza, że to coś nigdy nie było ważne. Co do rozwodów to już w ogóle mieszanie pojęć. Nie ma rozwodów w Kościele. Nawet „takich” rozwodów. Dopóki nie zrozumiemy pojęć i zasad, nie widzę sensu w poszukiwaniu dla siebie podobnych dróg.

    Zdecydowanie zgadzam się natomiast w kwestii dobrego przygotowania do małżeństwa. Ludzie muszą być dojrzali do podjęcia decyzji na całe życie. Poniekąd jest winą Kościoła, że tak się nie dzieje – spotykam się z dziwacznymi sytuacjami, gdzie nauki przedślubne są przez księży uznawane za niepotrzebne, bo jest dziecko w drodze – ale przede wszystkim to jednak nasza wina. Przecież przez lata (w większości) chodzimy w szkole na lekcje religii i tam dowiadujemy się mnóstwo na temat nierozerwalności małżeństwa, decyzji, dojrzałości. Mimo tego bardziej chcemy słuchać opinii publicznej, która podpowiada, że to jest tradycja, że tak wypada, że dla dobra dziecka.

    Osobiście uważam, że właśnie kiedy dziecko jest w drodze, Kościół powinien położyć większy nacisk na przygotowanie do ślubu, najlepiej odroczyć w czasie to zdarzenie. Niedojrzałość narzeczonych udowodniona przez ich zaniechanie w kwestii czystości przedmałżeńskiej powinna być przeszkodą na drodze do życia sakramentalnego raczej niż podporą.

    Nie chciałbym jednak generalizować, a już zwłaszcza nie chciałbym proponować zamykania drogi „Bożym wariatom”, którzy po miesiącu znajomości mogą sobie z czystym sercem i z 99% prawdopodobieństwem powodzenia przysięgać na całe życie. Nie chciałbym, przez wzgląd na ogólną konieczność lepszego przygotowania do sakramentu małżeństwa, blokować drogi tym, którzy są do tego gotowi bardzo wcześnie.

    Jeśli Twoje małżeństwo jest nieważne – co jest prawdopodobne – proponuję rozpoczęcie starań na drodze sądu kościelnego. Czy za łatwo się udziela takiego stwierdzenia? Uważam, że niestety coraz łatwiej. Jestem raczej zwolennikiem powrotów do raz złożonej obietnicy i odbudowywania małżeństw sakramentalnych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s