Monthly Archives: Marzec 2011

Rom mania

Nie mam na myśli Romanii, czyli naszych poczciwych (choć równie nielubianych) współczłonków unijnych. Piszę o Romach, nie o Rumunach. Romowie to grupa etniczna nie posiadająca własnego kraju, za to mająca się za rozproszony po całym świecie naród. Potocznie nazywamy ich również Cyganami. Wywodzą się z Indii, nie z Rumunii i zamieszkują w wielu miejscach. Między innymi w Polsce.

Kiedy powiemy słowo „Rom” albo „Cygan”, mamy jednoznaczne skojarzenie: brudas, złodziej, czarodziej… Czy to stereotyp? Ostatnio w Faktach TVN pojawił się reportaż na temat bodajże Wrocławia, gdzie to pojawiają się restauracje, w których Romom nie rezerwuje się stolików. TVN przeprowadziło eksperyment: do restauracji przyszedł mężczyzna nie-Rom i zapytał, czy około 20 będzie mógł tu wrócić z bliskimi i zjeść posiłek. Otrzymał odpowiedź twierdzącą. Następnie powrócił o 20 z grupą Romów i usłyszał, że nie ma miejsc w restauracji. Za chwilę przyszedł kolejny człowiek nie-Rom i miejsce w restauracji się znalazło. Dziennikarze z TVN oburzyli się tą sprawą i zaczęli się zastanawiać jak przy tak wielkiej nietolerancji do jednej z mniejszości etnicznych Polska wypadnie w oczach innych narodów w czasie Euro 2012. W końcu takie opieranie się na stereotypach i uprzedzeniach jest niedopuszczalne. Jeden pan restaurator wypowiedział się przy tym wszystkim, że nie wpuszcza Romów do siebie, bo nie płacą i robią awantury. Pani przeciwna dyskryminacji stwierdziła zaś, że za takie decyzje można przecież odmawiać przedłużenia restauratorom koncesji i dzięki temu pozbyć się nietolerancyjnych lokali.

Oczywiście zgadzam się: opieranie się na uprzedzeniach i stereotypach jest głupotą. Ale czy w przypadku Romów rzeczywiście jest mowa o stereotypach? Miałem w życiu kilka bezpośrednich spotkań z nimi. W czasach liceum, na Sienkiewicza w Kielcach zaczepiła mnie Cyganka i zaproponowała wróżenie miłości. Wróżba polegała na tym, że położyłem jej na dłoni wszystkie pieniądze jakie miałem przy sobie: najpierw monety, potem banknoty i ona mi tymi pieniędzmi czarowała. Śmiałem się, bo zgodziłem się na to tylko dla eksperymentu, a o kasę się nie bałem, bo przecież doskonale wiedziałem, ile mam. Oddała mi je zresztą po wróżbie. Niedługo potem okazało się, że zabrakło mi na coś odliczonych dwóch złotych…

Sam również pracowałem w restauracji. Wprawdzie był to McDonald’s, ale to chyba nawet lepszy przykład. Zamówienie składał u mnie boss – to jest dobre określenie na tego człowieka. Miał ze sobą dużą rodzinę i płacił dużą sumę. Zamówił zestaw, tylko zamiast Coli chciał Red Bulla. Musiałem mu powiedzieć, że nie ma zestawów z Red Bullem i że Colę muszę wliczyć do zestawu, a Red Bulla policzyć osobno. Ale jak mu to mówiłem, to się bałem, że mi rodzinę w oko napowystrzela z kapiszonów… Ostatecznie poszedł z gigazamówieniem do stolika. Jak zdajecie sobie sprawę McDonald’s jest restauracją w części samoobsługową. Tzn. jak zjesz to po sobie sprzątasz, zostawiając czysty stolik. Rodzina Romów wyszła z restauracji zostawiając po sobie taki burdel, że trudno to sobie wyobrazić. Papiery porozwalane, napoje porozlewane, kanapki niedojedzone. I oczywiście Cola, której nie zamawiali z zestawem, nawet nietknięta. Co tu opowiadać – jak ktoś jest z Warszawy, to może się tylko czasem przejść do Arkadii na Food Court i zobaczyć, jak romska młodzież zajmuje stolik, zjada, zostawia syf, a czasem zamawia więcej jedzenia i zajmuje drugi stolik, na którym zostawia syf…

A gdy pracowałem na stacji benzynowej dwie panie Cyganki „chciały kupić” dwa piwa. Zapłaciły mi 200 złotych, ja im wydałem resztę, panie spojrzały na rachunek i udały zdziwienie, że tak dużo za dwa piwa! Zażądały więc zwrotu pieniędzy, oddałem im 200 złotych, one mi resztę do 100. Na szczęście wówczas czuwałem bez przerwy, bo wiedziałem (a nie podążałem za stereotypem) co może się zdarzyć. Dodatkowo za moimi plecami stał kolega, który szeptał mi na ucho: „Uważaj”, „Licz dokładnie”. Poprosiłem o oddanie stówy, pani nie była pewna o czym mówię, ale się uparłem, więc ją wreszcie dostałem. Pani stwierdziła, że tylko chciała rozmienić i sobie poszły. I dobrze, bo jakiś czas wcześniej dwie koleżanki zamieniały panu Cyganowi 2000 złotych z dwudziestek na grubsze. I wieczorem miały brak 1000 złotych w kasie…

Czy to stereotypy? To tylko kilka faktów z mojego życia. Więc może zamiast robić kampanię przeciwko romofobii powinniśmy się zastanowić, czy sprzeciw przeciw Romom nie jest choć w małym stopniu uzasadniony. I nie bawmy się we wpuszczanie Cyganów wszędzie, bo wszystkich trzeba wpuszczać, tylko postarajmy się o zmianę ich postępowania. A więc o ich nawrócenie – a to tyczy się również nas, katolików.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 4 komentarze

Przyjdzie pora na Komora

W Kościele katolickim obowiązuje pewna zasada: ktoś, kto jest pod wpływem grzechu ciężkiego nie ma dostępu do Stołu Pańskiego. Powód jest prosty: ten, kto nie żyje w przyjaźni z Bogiem przyjmując Komunię popełnia wobec Niego świętokradztwo. Jest też kilka mniejszych zasad, które obowiązują. Po pierwsze ktoś, kto popełnia grzech prywatny, o którym nie wie reszta społeczeństwa, może przystąpić do Komunii świętej choć nie powinien, tzn. popełnia świętokradztwo, które jest grzechem w jego sumieniu, ale jest jedyną osobą, która o tym wie. Co więcej: jeśli ktoś pójdzie do spowiedzi i nie uzyska rozgrzeszenia, nie powinien z oczywistych względów podchodzić do Ołtarza Pańskiego. Jeśli jednak zdecyduje się na to, ksiądz powinien udzielić mu Komunii, nawet jeśli wie, że ten nie został rozgrzeszony. Powodem są ludzie, którzy nie powinni się dowiedzieć, że tej osobie nie zostało udzielone rozgrzeszenie.

Jest jeszcze inna zasada. Mianowicie ktoś, kto grzeszy publicznie, np. jest osobą znaną, o której wszyscy wiedzą, że żyje z kobietą, która nie jest jego żoną, nie może przystąpić do Eucharystii, dopóki nie zmieni swojego postępowania. W tej sytuacji nie wystarczy, że przystąpi do spowiedzi – bo co daje spowiedź, jeśli ten człowiek wciąż żyje wspólnie z osobą, która nie jest jego żoną? Podobnie sytuacja ma się jeśli chodzi o poglądy. Ktoś, kto np. oficjalnie wypowiada się za małżeństwami homoseksualnymi i robi to publicznie, bo np. jest posłem na sejm, nie może przystąpić do Komunii. Takiemu człowiekowi każdy ksiądz ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek odmówić Ciała Chrystusa. Jednym z powodów, oprócz świętokradztwa, jest tu zgorszenie – człowiek, którego poglądy czy życie nie zgadzają się z nauczaniem Kościoła wobec wszystkich demonstruje, że nie za bardzo go to obchodzi. Grzech zgorszenia popełnia również kapłan, który komunii takiej osobie udziela, ponieważ pokazuje, że ważniejsza dla niego jest osoba publiczna, tj. publiczność osoby, niż godność Jezusa Chrystusa.

Podobnie sprawa się ma z aktualnie rządzącym prezydentem Bronisławem Komorowskim. Nie wiem, jak wyglądało to na pogrzebie bp. Życińskiego, gdyż nie byłem w stanie znaleźć nigdzie potrzebnych informacji, ale wiem doskonale jak wyglądało wcześniej. A mianowicie człowiek, który oficjalnie jest za zapłodnieniem in vitro i za refundacją go z budżetu państwa nie tylko przystępował do Komunii Świętej, ale nawet nie musiał się fatygować, gdyż kapłan (biskup) sam podbiegał do niego z Ciałem Pańskim. Wydaje się to chyba naturalne, wszak to prezydent, zajmował w kościele honorowe miejsce i powinien być przyjęty z honorami. Ciekawe, czy gdyby na przykład był w tym kościele z kochanką (której prawdopodobnie nie ma – dlatego jest to tylko przykład), też zostałby uhonorowany Ciałem Pańskim? Niestety, to co wydaje się naturalne, wcale takim nie jest. Prezydent, który uważa się za katolika, całe życie chodził do kościoła (i dawał na Kościół), ale ma poglądy niezgodne z Kościołem, do Komunii przystępować nie może. Pojawiają się argumenty, że być może był wcześniej u spowiedzi. W porządku – a więc się nawrócił. Powinien więc przed przystąpieniem do Ołtarza ogłosić oficjalnie, że pomylił się co do in vitro i przeprasza za błąd, który popełnił. Dopóki jednak całe społeczeństwo wciąż sądzi, że prezydent Komorowski jest za in vitro, dopóty dla prezydenta nie ma Eucharystii. I nie ma podbiegania do niego z Komunią, czy to jeśli chodzi o szeregowego księdza, czy o samego prymasa. Co więcej – właśnie prymas powinien dać przykład, że świętokradcy nie mają dostępu do Stołu Pańskiego.

Co dziwne – zdaje się, że gdyby jednak ktoś odmówił prezydentowi Komunii to właśnie on zostałby ogłoszony obrazoburcą i świętokradcą. Przynajmniej przez społeczeństwo „katolickie”. Chyba to miał na myśli prezydent Komorowski stwierdzając, że nie żyjemy w średniowieczu…

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 3 komentarze