Zaskoczenie

Znów mam opóźnienie, tydzień mija a notka ma odnosi się do tygodnika Wprost z 11 kwietnia 2011 roku. Dokładnie do artykułu, który w poniedziałkowym przeglądzie prasy w Dzień dobry TVN zaproponował pan Jacek Żakowski, mówiąc, że poznamy z niego informacje, które nas zaskoczą. Artykuł dotyczył życia i wychowania w wyższych seminariach duchownych. Wraz z żoną, po interesującej recenzji, postanowiliśmy z czystej ciekawości kupić Wprost i artykuł przeczytać, co też tego samego dnia zrobiliśmy.

Rzeczywiście, w czasie lektury artykułu „Seminarium toksyczne – być klerykiem” przeżyłem zaskoczenie. Bynajmniej nie tym, że artykuł traktuje życie w seminariach (przynajmniej w ich większości) absolutnie negatywnie, absolutnie negatywnie pisze też o dyscyplinie czy edukacji kleryków. Niczego innego się nie spodziewałem czytając artykuł we Wproście. Te cechy artykułu nie zaskoczyły mnie, lecz rozjuszyły. Zdaję sobie bowiem sprawę z faktu, że właśnie owe miał na myśli pan Żakowski mówiąc, że artykuł zaskoczy. I że większość ludzi, którzy za namową Ż. to przeczytają, naprawdę się zszokuje. I uwierzy w każde słowo tam zapisane. To mnie wkurza – i to, że to nie Hołownia recenzował wyżej wymieniony artykuł.

Mogę potwierdzić, że seminarium nie jest miejscem bijącym nieskazitelną świętością. To miejsce jak każde – gdzie są sytuacje gorsze i lepsze. Momenty bardziej i mniej święte. Ludzie bardziej lub mniej na księży się nadających. Byłem przez rok w seminarium i, w przeciwieństwie do bohaterów artykułu, muszę powiedzieć, że nigdzie nie czułem Boga tak, jak tam. Chociaż, w przeciwieństwie do Karola, jednego z bohaterów, nie wstawałem o 5:30, lecz o 6:00. Nie miałem też zakazu posiadania telefonu. Ale wykładowcy byli, nie ukrywajmy, mniej lub bardziej kompetentni. Koledzy mniej lub bardziej pasujący do miejsca (znajomy, który w czasie wycieczki do Częstochowy stwierdził, że „nie było żadnych fajnych dup” jest tu, sądzę, najlepszym przykładem). A tylu dowcipów o księżach i zakonnicach co w progach Domu nie poznałem nigdy. Do dziś je zresztą opowiadam i do dziś wielu śmieszą (znam jednak osoby, które raczej gorszą). Fakt, że zostałem usunięty z seminarium przez rektora za coś, za co niewielu by mnie usunęło. I przez dłuższy czas nie mogłem się z tym pogodzić. Ale w wyraźny sposób naruszyłem zasady. A jeśli nie przestrzega się zasad, to nie pasuje się do seminarium. To jest norma i nie ma powodu, by ktokolwiek pod nią nie podchodził.

Nie zaskoczył mnie również w artykule dobór autorytetów rozumiejących o co chodzi w seminariach. Z prof. Tadeuszem Bartosiem (czołowym odszczepieńcem, niegdysiejszym zakonnikiem) i o. Jackiem Prusakiem na czele. Wiadomo, że tylko ci, którzy nie zgadzają się z Kościołem katolickim są w stanie kompetentnie się na jego temat wypowiadać. Swoją drogą wciąż się zastanawiam co i dlaczego wciąż trzyma Jacka Prusaka w zakonie Jezuitów i w Kościele w ogóle. Nie mam na myśli tylko tego, dlaczego nie odszedł. Raczej dlaczego go nie wyrzucili…

Zaskoczyły mnie dwie rzeczy. Jedna mniej, druga bardziej. Cytat tego, co mniej: „Kościół katolicki obchodził dzień judaizmu i z tej okazji w krakowskiej synagodze miało się odbyć polsko-żydowskie nabożeństwo. Karol zaproponował, by klerycy wzięli w nim udział, ale ksiądz wyśmiał pomysł. – Zapytał, czy widzieliśmy żyda modlącego się w kościele. Nie zrozumieliśmy, o co mu chodzi, więc wyjaśnił, że śmieszy go dialog między religiami, bo mówią o nim tylko katolicy, a żydzi i tak mają pretensje. A w ogóle ekumenizm jest bez sensu”. Ksiądz rektor (tu zwany dyrektorem – być może seminarium w Krakowie ma dyrektora zamiast rektora) wyraził własne zdanie. Często rektorzy mają kontrowersyjne poglądy, nasz np. wygłosił kiedyś kazanie, w którym ogłosił swoje niezrozumienie dla prób uświęcania Adama i Ewy. Okej – mogło zaboleć. Ale każdy ma swoje poglądy i to nie sprawia, że seminarium jest złe. Co mnie jednak zaskoczyło w tym fragmencie? Że nazywa się ekumenizmem dialog międzyreligijny. Podczas, gdy ekumenizm to dialog między wyznaniami chrześcijańskimi. Ale w porządku, sam dowiedziałem się o tym niedawno, kleryk Karol (i redaktorzy Wprostu) mógł się tego nigdy nie dowiedzieć. Jest jednak coś, co zaskoczyło mnie znacznie bardziej.

Dwóch kleryków wyjechało razem w góry, ktoś doniósł, że widziano ich z dziewczyną. Była to nieprawda, ale i tak postawiono ich przed wyborem: wypad albo dziekanka. „Kolega postanowił odejść, Michał wybrał dziekankę.” I teraz, uwaga!: „Przez rok był wikariuszem w niewielkiej parafii i uczył religii w szkole. Lubił to. Ale kiedy wrócił do seminarium, szybko zrozumiał, że nie zniesie panujących tam stosunków.” I dalej: „Gdy byłem wikariuszem, traktowali mnie jak partnera, ale w seminarium stałem się dla nich znowu ‚kotem'”. Podejrzewam, że wielu z Was już wie, co mnie zaskoczyło. Otóż wikariusz to ksiądz wyznaczony do pomocy proboszczowi w prowadzeniu parafii. Naturalna kolej rzeczy to: kończysz seminarium, przyjmujesz święcenia diakonatu, prezbiteratu i idziesz na parafię, a więc zostajesz wikariuszem. Żaden kleryk wysłany na urlop dziekański nigdy nie może być wikariuszem, bo nie posiada święceń kapłańskich. Ba, nawet po pierwszych święceniach – diakonatu – może wyłącznie pomagać w niektórych czynnościach, może być diakonem, ale nie wikariuszem. Pisanie o człowieku, który na urlopie dziekańskim był wikariuszem w parafii jest więc niczym innym, jak wierutnym kłamstwem spreparowanym dla osób, które o strukturach Kościoła bladego pojęcia nie mają. I które uwierzą we wszystko, co się im poda, pod warunkiem że będzie to antykościelne.

Tego rodzaju rzecz, która zgodnie z zapowiedzią pana Żakowskiego mnie zaskoczyła, wybitnie świadczy o jakości „zaskakujących” artykułów we Wproście. A tak swoją drogą – czy redaktor naczelny Wprostu, pan Tomasz Lis, odgryzł sobie pół języka zgodnie z obietnicą, że zrobi to, jeśli Lech Kaczyński nie wystartuje w najbliższych (czyli już minionych) wyborach prezydenckich? Nie wiem tego, ponieważ we Wproście tylko pisze, ale niestety nic nie mówi…

PS. Jeśli wydaje Wam się, że nie dość wiele napisałem na temat tego, jak jest w seminarium, dajcie znać, zadawajcie pytania. Ja spróbuję sobie przypomnieć, choć minęło już prawie sześć lat ;).

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 3 Komentarze

Zobacz wpisy

3 thoughts on “Zaskoczenie

  1. Ciamajda

    Nasze wielmożne społeczeństwo pozwala, a duża jego część nawet ma apetyt na takie antykościelne pomyje. Pszemondżali żurnaliści świetnie to wyczuli i teraz nabijają sobie kasę takimi pisemkami, przy okazji udając wielce odważnych i niezależnych (ciekawe czy z taką samą odwagą pisaliby w Korei Północnej krytyczne artykuły o Kim Dzong Ilu?)

    Wobec tego, że zamiast Lecha w wyborach wystartował Jarosław, pan Lis powinien sobie odgryźć nie tylko pół języka, ale całą głowę (i ogon, jeśli takowy posiada) – możliwe, że taka operacja wyszłaby mu na zdrowie :)

  2. A w okresie wzmożonego zainteresowania Janem Pawłem II nagle stają się pisemka owe ogromnymi fanami tego Wielkiego Papieża (Jana Pawła Wielkiego czy nawet Świętego Jana Pawła II), może poza częścią Jego nauczania. Tak to już jest, kiedy nie pragniemy nic więcej, jak tylko nachapać się ile się da…

  3. Kazëb52

    Wielu znałem kleryków, z których nie wszyscy dotrwali do końca Wyższego Seminarium Duchownego. Nawet bawiłem się na zabawie sylwestrowej, gdzie byli klerycy, którzy nawet tańczyli ze swoimi koleżankami z ,,cywila”. Oczywiście, nie wdawali się w tanga-przytulanga, choć w tym towarzystwie nie było nikogo, kto by doniósł wyżej. Oni tak się zachowywali, jakbym ja poszedł na zabawę bez swojej ukochanej ,,Drugiej Połowy”, gdyż sami się pilnowali przed własnym sumieniem. Z tą swoją wiernością Chrystusowi i Bożej Matce nawet nas – cywilów – zawstydzali. Kto pisze o Seminarium – jako o ,,spędzie zwykłych zjadaczy chleba”, ten łże jak pies. Toż to już ministranciki czują to swe wyróżnienie przez Jezusa i większą zażyłość z Nim, a co tu paplać, że właściwie w pełni dorosły człowiek, który zaledwie przed kilku laty świadomie wybrał służbę Bogu i Człowiekowi, jest tropiony przez zapamiętałych donosicieli, by nakryć go w towarzystwie dziewczyny. Żaden kleryk przecież nie znajdzie dziewczyny o piękniejszej duszy od Panny Maryi – próżno szukać ! Klerycy przecież nie są takimi żałosnymi i zaplutymi niewolnikami mediów, by miotali się w swym ..więzieniu ciała” między seksem, przemocą a żarciem; jakby chcieli ci pożal się Boże publicyści. Klerycy z wielkim męstwem, świadomie i odpowiedzialnie podejmują tę drogę, na którą nas nie było stać. Ci koledzy i już dziś także moi uczniowie sprzed około przeszło kilku lat, którzy owo Seminarium pomyślnie ukończyli, mogą być – i są – przeze mnie brani za wzór Człowieczeństwa. Znam ludzi, którzy nie dotrwali do końca Seminarium, a pochodzą z roczników 1920, 1950, jak też 1970, co upoważnia mnie do uogólnień. W większości przypadków nie ukończyli drogi do kapłaństwa z powodów obiektywnych i nieosobistych, jak obrona Ojczyzny czy stan zdrowia. Są to zawsze bardzo pracowici ludzie, kochający Boga, rodzinę, Człowieczeństwo ludzi (przez duże C) i właśnie bardzo męscy, nawet bohaterscy. Z daleka widać, że solidnie liznęli z Bożej MIŁOŚCI. Przecież Bóg sam też nieraz zwalnia młodych ludzi z obranej przez nich drogi do kapłaństwa, choć nie było tu nawet mowy o romansach z dziewczyną czy z przemocą. Jednak ci ludzie, jeśli wchodzą w związki małżeńskie, to nigdy jako zaplute dzieciaczki, które szukają cycusia mamusi, a nie znalazłszy go w dziewczynie, uciekają się do rękoczynów; lecz promieniują wszystkimi nieomal cnotami Świętego Józefa na otoczenie i na potomstwo. Oczywiście, że bywają tacy, którzy do Seminarium poszli dla draki, ale o nich nie warto mówić.
    – Z Panem Bogiem !!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s