Ładowanie akumulatorów

Zakończył się bardzo owocny dla nas rok, nazwijmy to, akademicki. Przede wszystkim ukończyłem moje umiłowane studia i zostałem magistrem teologii (czyli pełnoprawnym teologiem). Smutno, że to już koniec, cieszę się jednak, że na magistrze lista dostępnych stopni naukowych się nie kończy. Przypuszczalnie jednak dalszy rozwój mojej kariery naukowej nie nastąpi w przyszłym semestrze, ponieważ znalazłem także pracę, w pełni zgodną z moim powołaniem. Od września będę uczył. Wprawdzie angielskiego, a nie religii, ale za to w szkole specjalnej. Daje mi to więc duże możliwości sprawdzenia się w trudnych sytuacjach, a przy okazji pozwala skupić się na pomaganiu ludziom, którzy są w nieco innej, pewnie trudniejszej sytuacji niż ja. Oczywiście mam nadzieję, że w latach następnych będę miał możliwość pogodzenia pracy w szkole z kontynuacją studiów. A może spróbuję coś wymyślić już teraz?

Z drugiej strony jest też wspólnota Domowego Kościoła, do której z małżonką należymy. W związku z nią pojawił się pewien problem, mianowicie – zgodnie z zasadami – przed wakacjami przeprowadzono demokratyczne wybory, w czasie których wyłoniono nową parę animatorską. Zgadzam się tu z moją żoną, że wybrano niestety małżeństwo najmniej odpowiedzialne i najmniej nadające się do tej roli, najbardziej zapóźnione i o najsłabszej wierze. My akurat sami nigdy byśmy na to małżeństwo nie zagłosowali. Jeszcze większy problem polega na tym, że wybrano nas… Szczerze mówię, postawiłbym na kogokolwiek innego, ale nie na siebie. Przed tymi wyborami pojawiły się w naszych głowach nawet myśli, że może powinniśmy odejść ze wspólnoty. Ale Opatrzność widać nad nami czuwa, nie możemy sobie teraz tak po prostu odejść. I jeszcze musimy się wziąć w garść, sprężyć i stać się niezmiernie odpowiedzialni. Pan Bóg ma z pewnością poczucie humoru i to jest raczej jakiś czarny humor. Ale ja nadal Go kocham ;).

No i właśnie – nie lubię słów „ładowanie akumulatorów” – tak zwykli gadać ludzie związani z Oazą, zwłaszcza ci młodsi i bardziej postrzeleni. Twierdzi się, że rekolekcje wakacyjne to jest taki moment, kiedy się tymi Bożymi emocjami nadziuchasz do pełna i potem ma ci starczyć na cały kolejny rok. Nie lubię tych słów, ponieważ uważam, że energię powinno się czerpać nie z dwóch tygodni intensywnej emocjonalnej jazdy, lecz z codziennej modlitwy, rozmowy z bliskimi, coniedzielnych mszy świętych. Tak jak, żeby nabrać zdrowej, wysportowanej sylwetki, nie należy przechodzić na wyniszczającą dietę, ale zmienić całkowicie swoją codzienność. Jednak okazuje się, że czasami oczyszczająca głodówka albo tydzień na diecie Dukana może przynieść znaczne efekty, które pozwolą coś zmienić na szybko, nie wykluczając przedłużenia efektu przez codzienne ćwiczenia i zdrowe żywienie. Tak samo jest z rekolekcjami. Można naładować baterie i nie koniecznie rozładować je natychmiast, ale dalej, w codzienności, po trochu je doładowywać. A z pewnością przyda się wejść w nowy rok szkolny czy wspólnotowy z pełnymi akumulatorami, zwłaszcza gdy zdamy sobie sprawę, jak trudny to może być rok.

Jedziemy na rekolekcje do Bystrej. Obiecuję swoją za Was modlitwę, a i Wy módlcie się za nas. I oczywiście do przeczytania po zakończeniu!

Categories: O mnie | Tags: , , , , | 2 komentarzy

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Ładowanie akumulatorów

  1. radekscj

    Rzeczywiście ładować to można albo akumulator, albo piasek na taczki… Bo wiara musi w pewnym momencie wyrosnąć i z pierwszokomunijnej sukienki, i młodzieżowych „och i ach” (jak najbardziej potrzebnych w pewnym etapie).
    Domowy Kościół zaś jest drogą Kościoła na dziś. Bo małżeństwa (a nie pojedynczo mąż, żona) potrzebują wsparcia innych małżeństw i mądrego kapłana. Cudownie wspominam 3 letnie towarzyszenie dwóm kręgom w parafii gdzie kiedyś pracowałem.

    Bożych rekolekcji!

  2. Jestem byłym klerykiem, przedtem członkiem młodzieżowej wspólnoty Świętego Franciszka, wreszcie teologiem. A gdyby nie Domowy Kościół, moja wiara stałaby w miejscu. Serdecznie polecam wszystkim katolickim małżeństwom wstąpienie na tę drogę. Parafia – jak mówił Blachnicki – powinna być wspólnotą wspólnot. Dobrze, gdyby choć niewielka część tych wspólnot opierała się na ruchu Światło Życie.

    Wspominam, jak kiedyś znajoma, której pokazywałem jak trudna jest wiara w Boga i oddanie Mu się, przypominała sobie usilnie jak fajnie jest na pielgrzymkach. Wtedy jeszcze nie była gotowa na wyjście z tych, jak to Ksiądz napisał, młodzieżowych „och i ach”. Mam nadzieję, że już do tego dorosła…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s