Daily Archives: 6 stycznia 2012

Chrzcić albo nie chrzcić – oto jest pytanie

Znajomy przeżywa pewien dylemat, z którym o pomoc zgłosił się do mnie. Dotychczas nie wypowiedziałem się w sprawie zbyt kategorycznie, ale pomyślałem, że mogę udzielić odpowiedzi zgodnej z moim sumieniem i umieścić ją na blogu, ponieważ z pewnością wiele osób przeżywa podobne dylematy.

Znajomy jest dziadkiem, wnuk jest malutki, rodzice nie mają z Kościołem zbyt wiele wspólnego. Przypuszczam, że uważają się za katolików, jednak do kościoła nie chodzą, nie uczestniczą w życiu wspólnoty. Nie do końca wiadomo, czy wierzą w Boga, bo głupio nie wierzyć, czy nie wierzą w Niego wcale. Jest jednak ten moment, w którym wypadałoby dziecko ochrzcić. Rodzice mają co do tego wątpliwości, dziadkowie naciskają, choć sami do katolickich ortodoksów nie należą. No ale wypada, bo tak się robi. Rodzice z kolei twierdzą, że to powinna być osobista decyzja dziecka – więc powinno samo pójść do chrztu, jak już będzie odpowiednio dojrzałe. I właśnie znajomy, który należy do naciskających dziadków, zwraca się do mnie po poradę, bo nie jest już sam pewien, czy niewierzący/niepraktykujący rodzice powinni zanosić dziecko do chrztu, bo tak wypada.

Moja odpowiedź nie jest prosta. Oczywiście – nie powinno się, a wręcz nie należy zanosić dziecka do chrztu, bo tak wypada. Chrzest to sakrament, to obecność żywego Chrystusa w naszym życiu. Żadnego sakramentu nie wolno przyjmować dlatego, że tak wypada, czy że taka jest polska tradycja. Np. na co dzień niepraktykujący mężczyzna pójdzie w święta na pasterkę, bo taka tradycja. Albo młodzież idąca ciągiem do bierzmowania bo tak się robi, po czym rezygnująca z uczestnictwa w Kościele na zawsze. Podobnie jest z dzieckiem zanoszonym do chrztu – nie wolno nam tego robić dlatego, bo tak się robi. Przy okazji odskocznia – po czym poznać, że dziecko jest zanoszone do chrztu, bo taka jest tradycja? Po tym, że matka, matka chrzestna, albo obie jednocześnie, mają na sobie mini krótsze niż kiedykolwiek w życiu.

A więc nie wolno zanosić dziecka do chrztu bo taka tradycja. Chrzczenie dziecka, które jeszcze nie jest w stanie podjąć samodzielnie decyzji o tym, czy chce być ochrzczone, jest bowiem poważnym, wymagającym zadaniem dla rodziców i rodziców chrzestnych. Podczas obrzędu chrztu to rodzice deklarują, że będą wspierać rozwój wiary swojego dziecka, a chrzestni – że będą im w tym pomagać. A więc chrzcząc dziecko, rodzice deklarują wiarę i zaangażowanie własne, a nie dziecka. Jeśli tej wiary i zaangażowania nie ma, chrzest jest udzielany w kłamstwie. Jest ważny – bo jako sakrament dotyczy dziecka, a nie rodziców – ale jest udzielany ze względu na przysięgę składaną kłamliwie. Kolejna odskocznia – jeśli ciż sami rodzice wcześniej zawierali ślub sakramentalny, to – zawarty kłamliwie (np. przysięgamy po katolicku wychować potomstwo) – jest on od początku nieważny.

Czy należy więc chrzcić? Co na temat chrzczenia dzieci mówi Kodeks Prawa Kanonicznego?

Kan. 867 – § 1. Rodzice mają obowiązek troszczyć się, ażeby ich dzieci zostały ochrzczone w pierwszych tygodniach; możliwie najszybciej po urodzeniu, a nawet jeszcze przed nim powinni się udać do proboszcza, by prosić o sakrament dla dziecka i odpowiednio do niego się przygotować.
§ 2. Jeśli dziecko znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci, powinno być natychmiast ochrzczone.

Kan. 868 – § 1. Do godziwego ochrzczenia dziecka wymaga się:
1° aby zgodzili się rodzice lub przynajmniej jedno z nich, lub ci, którzy prawnie ich zastępują;
2° aby istniała uzasadniona nadzieja, że dziecko będzie wychowane po katolicku; jeśli jej zupełnie nie ma, chrzest należy odłożyć zgodnie z postanowieniami prawa partykularnego, powiadamiając rodziców o przyczynie.
§ 2. Dziecko rodziców katolickich, a nawet i niekatolickich, znajdujące się w niebezpieczeństwie śmierci, jest godziwie chrzczone, nawet wbrew woli rodziców.

Jak możemy więc w Kodeksie przeczytać, zaleca się, a wręcz zobowiązuje rodziców do niemal natychmiastowego ochrzczenia dziecka, w pierwszych tygodniach życia. Kanon 867 nie wspomina przy tym, aby chodziło tu tylko o rodziców katolickich. Rodzice mają obowiązek chrzcić w pierwszych tygodniach, a nie, jak to jest dziś w modzie, pozwalać dziecku już dojrzałemu samodzielnie podejmować decyzję. Za takim postawieniem sprawy stoi kilka argumentów. Przede wszystkim w Piśmie Świętym możemy przeczytać, że chrzest zmywa grzech pierworodny. Tym samym sprawia, że szatan traci władzę nad nami, którą to władzę do tego momentu posiadał. To oznacza, że człowiek ochrzczony jest bardziej podatny na działanie Boga, na religijną formację i wychowanie do modlitwy. Po drugie, w innym miejscu Pismo mówi, że w ochrzczonym mieszka Duch Święty. A to oznacza, że choć Duch działa z zewnątrz na nieochrzczonego, bo do każdego człowieka Duch ma dostęp z zewnątrz, to jednak nie może być w nim, działać od środka. A Duch mieszkający w człowieku jest w stanie o wiele lepiej ukierunkować go ku Bogu. I po trzecie – Pismo mówi też, że tylko ochrzczony będzie zbawiony. I choć istniały przez wieki najróżniejsze teorie na temat tego, co po śmierci dzieje się z dziećmi nieochrzczonymi, nadal sugeruje się, by w obliczu śmierci chrzcić każdego bez względu na wszystko (Stąd §2 Kanonu 868). Bo, mimo aktualnej przewagi teorii o miłosierdziu u współczesnych teologów, nadal Pismo mówi wyraźnie, że ochrzczony będzie zbawiony. I nadal nie wiemy, co dzieje się z nieochrzczonymi dziećmi po śmierci.

Jednak Kanon 868 – §1. 2° twierdzi, że jeśli brak jakiejkolwiek nadziei na katolickie wychowanie dziecka, chrzest należy odłożyć. Względy katolickiego życia przeważają więc nad potrzebą ochrzczenia – ponieważ chrzest ma być zaczątkiem katolickiego życia, a nie pustą, głupią tradycją. Należy jednak pamiętać, że w Polsce nadal Kościół ma duże znaczenie. W szkołach i przedszkolach są katecheci prowadzący lekcje religii katolickiej (a nie religioznawstwa). Nadzieja na katolickie wychowanie w Polsce więc pojawia się częściej, niż np. w Japonii czy niektórych krajach Afryki. Jeśli nawet nie zajmą się tym rodzice, jest szansa, że dziecko pójdzie w ślady mądrego katechety, wierzącej babci czy zaangażowanego w Oazie przyjaciela. Dlatego uważam, że w Polsce należy chrzcić dzieci, nawet gdy jest się niewierzącym, aby dać im bezwzględną pewność, że szanse na ich zbawienie zależne będą od ich decyzji i wiary, a nie od tego, czy obmyły się z grzechu pierworodnego, czy nie.

No i pozostaje jeszcze kwestia chrzestnych. O tym już pisałem wcześniej, można sobie wyszukać (choćby klikając w tag ‚chrzest’), ale tylko przypomnę, że to na chrzestnych spoczywa obowiązek dawania chrześniakom przykładu katolickiego życia. Zwłaszcza, gdy rodzice nie przywiązują do tego odpowiedniej wagi. Dlatego rodzice, wybierając chrzestnych, mają obowiązek bezwzględny kierować się tym, czy wybrane osoby są wierzące, praktykujące, czy Bóg jest dla nich najważniejszy, a nie tym, czy będą kupować niezmiernie drogie prezenty. Ty, Rodzicu, może nie dbasz za bardzo o sprawy Boże. Ale zadbaj, by Twoje dziecko, które zamierzasz ochrzcić, mogło to otrzymać od swoich chrzestnych!

A taki rodzinny chrzest mógłby też przy okazji być dobrym momentem do nawrócenia dziadka. Niech może chociaż on będzie gotów pokazać wnukowi, co znaczy być ochrzczonym.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 3 Komentarze