W ostatniej chwili

Minęło kolejne 500 lat…

Pytania Ciamajdy są naprawdę ciekawe i dają do myślenia. I czasem rzeczywiście trzeba troszkę dłużej pomyśleć, żeby udzielić na nie odpowiedzi. Ale pozwólcie, że spróbuję.

Cała komentarzowa wypowiedź Ciamajdy brzmiała tak:

Napisałeś tak: „Może Bóg nie zmusi nikogo, by za Nim poszedł, ale to człowiek w ostatniej chwili zdecyduje, że jednak chce za Nim pójść?” W takim razie moje pytanie jest następujące. Czy to nie byłoby tak, że to właśnie owa „ostatnia chwila”, jej nieskończona powaga i znaczenie – a nie sam człowiek ze swej nieprzymuszonej woli – popychałaby go w objęcia Boga? I czy w takim razie nie mielibyśmy do czynienia ze swoistym przełamaniem wolności człowieka i jego ubezwłasnowolnieniem? Bo to nawet nie chodzi o strach przed potępieniem. Powiedzmy że człowiek by się tego potępienia nie bał. Ale dlaczego ta „ostatnia chwila” miałaby się pod względem nawrócenia wyróżniać spośród wszystkich chwil mijającego życia. Jasne, że nie musiałoby być za późno, wierzę że miłosierdzie boże sprawia, że nigdy, dopóki żyje człowiek, nie jest za późno, ale nie potrafię zrozumieć tego, że właśnie tej „ostatniej chwili” nadaje się takie znaczenie w kwestii nawrócenia. No i można zapytać, czy każdy człowiek taką ostatnią chwilę, w której mógłby się namyślić, ma zagwarantowaną. Jeśli ktoś bardzo grzeszny, no potwór wręcz, wpada pod samochód, to trudno zakładać że mógłby przed śmiercią zdążyć pojednać się z Panem Bogiem, bo on może nawet nie widziałby tego rozpędzonego samochodu za sobą. Inna sprawa, to czy nawrócenie polega tylko na przeproszeniu Pana Boga i powiedzeniu: chcę. Bo to brzmi bardzo podniośle i pięknie, ale również naiwnie i zadziwiająco nierozsądnie.

Nie istnieje żadna nieskończona powaga i znaczenie „ostatniej chwili”. Ostatnia chwila nie jest żadnym magicznym zdarzeniem. Owszem, wyraziłem swego rodzaju nadzieję, że człowiek w swej wolności mógłby nawrócić się w ostatniej chwili, co prowadziłoby do powszechnego zbawienia dzięki ludzkiemu nawróceniu. Jednak sama ostatnia chwila jako cudowne zdarzenie nie istnieje. Ciamajda ma bowiem rację: gdyby wszystko zależało od owej ostatniej chwili, byłoby to złamaniem ludzkiej, koniecznej do zbawienia świadomego, wolności. Wówczas byłoby tak, jak pisze Ciamajda, że „mielibyśmy do czynienia ze swoistym przełamaniem wolności człowieka i jego ubezwłasnowolnieniem”.

Czym zatem byłaby ta ostatnia chwila, gdyby można było przypuszczać, że rzeczywiście istnieje? Otóż część teologów wyraża swoją nadzieję, że ta ostatnia chwila mogłaby być rzeczywiście czymś wyjątkowym, ale nie ze względu na swoją ostatniochwilowość. Tłumacząc wcześniej to zagadnienie zapomniałem o najważniejszym, Bożym elemencie „ostatniej chwili”. Otóż osoby wyrażające nadzieję na istnienie ostatniej chwili interpretują ją w następujący sposób: jest to moment na samej granicy życia lub śmierci, w którym jeszcze żyjesz, ale dane jest ci już oglądać Boga. Związane jest to z tym, że za życia jesteśmy od Boga oddzieleni, po śmieci zaś oglądamy Go twarzą w twarz. Ta „ostatnia chwila” miałaby być zaś taką chwilą graniczną. Mówi się więc, że w związku z obejrzeniem i zachwyceniem się wszechogromem i nieskończoną dobrocią Boga, człowiek podejmowałby w tej ostatniej chwili ostatni akt woli, wyciągając rękę do Boga i mówiąc „amen”. Albo, jak Ciamajda napisał, „chcę”.

Oczywiście, w dalszym ciągu możemy mieć wątpliwości, czy gdybyśmy rzeczywiście w ostatniej chwili życia mieli możliwość oglądania oblicza Pana, to w ogóle moglibyśmy powiedzieć „nie chcę”. Czy mielibyśmy wybór, czy nie byłoby to przełamanie naszej wolności. Jest to jednak dylemat podobny do tego, czy Maryja mogła odmówić Gabrielowi przyjęcia Bożego Dziecka. Czy, jako bezgrzeszna, nie popełniłaby wówczas grzechu. I rzeczywiście można by powiedzieć, że Jej wola w jakiś sposób była złamana. Jednak nie wolno mieć wątpliwości, czy dokonała aktu zgody jako własnej decyzji. Nikt Jej do tego nie przymuszał, nawet jeśli wynik wyboru był z góry możliwy do przewidzenia. Tak też byłoby z „ostatnią chwilą”. Choć nie sposób prawdopodobnie ujrzeć oblicze Pana i powiedzieć „nie chcę”, to jednak zachwyt i wszechogarniająca miłość nie są powodem do odtrącenia naszej wolności. Bóg nie ciągnąłby nas na siłę w ostatniej chwili, lecz wyciągałby rękę, którą my moglibyśmy schwycić lub nie.

Można więc powiedzieć, że ta ostatnia chwila nie musiałaby wcale trwać nawet ułamka sekundy. Największa szuja potrącana przez niezauważony samochód też by ją miała. Dla Boga czas bowiem tak naprawdę nie ma znaczenia. Pozostaje jednak pytanie, „czy nawrócenie polega tylko na przeproszeniu Pana Boga i powiedzeniu: chcę”. To rzeczywiście „brzmi bardzo podniośle i pięknie, ale również naiwnie i zadziwiająco nierozsądnie”. Zgadza się, jest to coś w rodzaju patetycznej nadziei na, jednak, apokatastazę, bez względu na to, co poszczególni ludzie robili za życia. Dlatego ja nie jestem wielkim orędownikiem nawrócenia w ostatniej chwili. Sądzę, że potrzeba chociaż spowiedzi, przydałoby się też namaszczenie. Jednak z drugiej strony jest Jezusowa przypowieść o robotnikach.

Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy!” A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!” Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi» (Mt 20, 1-16).

W związku z powyższym fragmentem, gdyby liczyć, że ktoś przyszedłby do pracy w ostatniej chwili, dostałby taką samą nagrodę, jak ci, którzy pracowali od początku dnia. O ile oczywiście w ogóle możliwe jest nawrócenie w tej, teoretycznej przecież, ostatniej chwili.

Z trzeciej strony Szatan miał możliwość ciągłego oglądania Boga twarzą w twarz. A jednak podjął decyzję odwrotną, powiedział „nie chcę”. Niezbadane są wyroki Boskie. I wola Bożych stworzeń.

Categories: Bóg i miłość | Tags: , , , , | 2 komentarzy

Zobacz wpisy

2 thoughts on “W ostatniej chwili

  1. Ciamajda

    Tak naprawdę to właśnie na taką odpowiedź czekałem, bo te moje pytania w gruncie rzeczy są udawane i zadaję je dotąd aż uzyskam potwierdzenie słuszności swojego stanowiska. No a blog wybitnego teologa bardzo dobrze się do takiego celu nadaje :)

  2. No proszę, cieszę się, że miałem możliwość dać Ci odpowiedź, która Cię satysfakcjonuje ;). Nawet jeśli Twoje pytania w pewnym sensie są tendencyjne, to miło się na nie odpowiada. Mam nadzieję, że inni czują się równie usatysfakcjonowani odpowiedzią :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s