Teoria miłości

Kiedyś, w zamierzchłych czasach, często zdarzało mi się pisać o tym, co nazywamy miłością. Zdziwiło mnie, że na tym blogu tego typu notka jeszcze się nie pojawiła. Postanowiłem więc odświeżyć sobie moją teorię na ten temat i spróbować go nieco odkurzyć.

W dalszym ciągu większość ludzi sądzi, że miłość jest rodzajem uczucia. Dlatego z łatwością mówią sobie „kocham cię”, z łatwością to również odwołują. Z łatwością, może nieco mniejszą, przychodzi im również rozwodzić się, rozstawać po wielu latach małżeństwa, bo miłość się wypaliła. Logika tego rozumowania istnieje: jeśli zakłada się, że miłość to uczucie, a uczucia (wesołość, sympatia, smutek) prędzej czy później przemijają, to oczywiście miłość też ma swój kres. Dlatego też można kochać, można przestać kochać, a można też nie wiedzieć, czy się kocha.

W dawnych czasach moja teoria miłości, różniąca się znacznie od tej klasycznej, nie cieszyła się wielką popularnością wśród osób, z którymi się nią dzieliłem. Moja teoria opiera się bowiem przede wszystkim na tym, czego nauczył mnie ksiądz Marek Dziewiecki, jak również na Hymnie o miłości św. Pawła. Miłość, zgodnie z tą teorią, jest nie uczuciem (choćby najwyższym), ale aktem woli, tj. decyzją. Miłości się nie czuje, choć wiele uczuć się z nią wiąże – i niekoniecznie są to uczucia radosne. O miłości się decyduje. Chcę cię kochać – więc postanawiam, że będę cię kochał. Czyli będę się o ciebie troszczył, dbał, opiekował się tobą i będę ci oddany, bez względu na wszystko. Co więcej, zgodnie z moim ulubionym fragmentem pawłowego Hymnu, „miłość nigdy nie ustaje”. To znaczy – nie można powiedzieć, że kochałem, ale już nie kocham.

Różnica w tych dwóch teoriach w rzeczywistości polega na pomyleniu miłości z zakochaniem. Większość ludzi odczuwa ten przypływ adrenaliny, te „motylki w brzuchu”, te nieporównywalne z żadnym innym uczuciem stany emocjonalne i mówi: „kocham”. Oczywiście w (być może niemal) stu procentach przypadków zakochanie (czyli ów stan emocjonalnych uniesień) mija, bo nie da się całego życia przeżyć na potężnym zastrzyku hormonów. I wówczas ludzie mówią „coś minęło” i „już nie kocham”. Rzeczywiście – coś minęło. Ale czy to znaczy, że już nie kocham?

Skoro miłość jest decyzją (wręcz najwyższą z decyzji, jak mówił św. Augustyn), a nie uczuciem, do tego decyzją nieustającą, to podejmuje się ją bez względu na uczucia. Czasem pod wpływem uczuć, czasem mimo ich braku. Czasem przeszkadzają mi w podjęciu jej, czasem ich brak wręcz może pomóc. Miłość, w większości przypadków, wiąże się z uczuciem zakochania i jest decydowana w związku z tymże uczuciem. Ale kiedy czas mija, kiedy uczucia, jakże piękne, ulatniają się, decyzja pozostaje, ponieważ została podjęta raz na całe życie. Sam osobiście lubię decyzje podejmowane pod wpływem tzw. chwili, o ile zdajemy sobie jednocześnie sprawę, że są to decyzje nieodwołalne.

Miłość należy zdecydować na początku. Żaden odpowiedzialny człowiek nie powinien podchodzić do drugiego człowieka nie podjąwszy co do niego decyzji w stylu „nie chcę zrobić ci krzywdy, chcę tylko twojego dobra”. Zwłaszcza wówczas, gdy przychodzi do niego po rozeznanie, czy właśnie z nim chciałby spędzić resztę życia. Oczywiście są różnie odcienie miłości i może minąć trochę czasu, nim zdecydujemy, że kochamy drugą osobę tak, jak kochalibyśmy swoją żonę/swojego męża. Ale nie licząc kilku niezobowiązujących randek, ew. muśnięć dłoni, nie powinniśmy angażować się i budować poważnego związku bez postawienia fundamentu miłości „jakby” małżeńskiej. Tzn. nie wolno nam chodzić za ręce, całować się, czasem nawet mieszkać ze sobą (albo i uprawiać seks), żeby sprawdzić, czy chcę cię pokochać, czy nie. Odwrotnie! Miłość na początku! Najpierw powinniśmy pokochać daną osobę tak, jak kochalibyśmy współmałżonka, a dopiero później możemy zacząć budować poważny związek. Z prostych przyczyn – ponieważ bez fundamentu niczego nie zbudujemy.

„Najpierw” nie znaczy „od razu”. Nie musimy pokochiwać jak współmałżonka kogoś, kto właśnie wpadł nam w oko na ulicy i kogo chcielibyśmy zaprosić na kawę. Mamy prawo z tym kimś najpierw się spotkać, rozmawiać, spotykać wielokrotnie. Poznawać się nawzajem: co lubimy robić wspólnie, co osobno, jakie jest nasze podejście do Boga (podstawa), do zasad moralnych, jak wygląda nasza przeszłość, jak plany na przyszłość itp. Ale zapamiętajmy, że nic nie będziemy w stanie zbudować, choćbyśmy nie wiem jak dobrze znali tę drugą osobę, dopóki jej nie pokochamy. Dlatego, że miłość jest fundamentem. To właśnie oznacza „najpierw” a nie „od razu”.

Czy miłość „jakby” małżeńska może nas spotkać tylko raz w życiu? Po pierwsze – nie spotkać, bo miłość nie spada na nas z nieba jak objawienie Boże. Tylko to my ją podejmujemy jako decyzję. Ale dobrze, czy można ją podjąć tylko raz? Oczywiście że nie – można powiedzieć patrząc choćby na ludzi po raz kolejny poślubionych po śmierci współmałżonka. A czy można się pomylić i kochać w ten sposób więcej niż jedną osobę przed ślubem? Nie, nie można. Ponieważ podejmując w pełni świadomą decyzję o pokochaniu kogoś, jeśli wie się rzeczywiście co ta decyzja oznacza i jakie są jej konsekwencje, nie można popełnić pomyłki. Można jednak przed ślubem kochać miłością „jakby” małżeńską więcej niż jedną osobę. Nie nazywa się to jednak wówczas pomyłką. Dlaczego można? Choćby dlatego, że nie każda twoja miłość musi zostać odwzajemniona. Załóżmy, że spotykasz się z kimś, wydaje ci się taki, jakim chciałbyś widzieć swego współmałżonka, więc podejmujesz tę decyzję, o pokochaniu go/jej jak męża/żony. Deklarujesz to, dostajesz jednak odmowę (która może wyglądać różnie – od pospolitego „kosza”, poprzez „muszę się zastanowić” po „nie wiem, czy cię kocham”, lub „kocham cię. Nie, zdawało mi się” albo „to już minęło”). Czy dlatego, że pokochałeś tę jedną osobę, nie dostałeś jednak decyzji „zwrotnej”, masz obowiązek podążać za tą osobą przez całe życie, jak wierny pies? Nie, ponieważ nie na tym polega istota miłości. Kiedy kogoś kochasz, lecz ten ktoś nie kocha ciebie, nie jesteście w stanie zbudować wspólnie żadnego związku. Ty sam nic nie zbudujesz, skoro należy budować we dwoje. Poza tym – prosta sprawa – ten, kto kocha, pozwoli odejść, jeśli tak będzie lepiej dla drugiej osoby. Czy jego miłość przemija? Nie, ponieważ miłość nigdy nie ustaje. Ona jedynie zmienia swoje zabarwienie. Człowiek, który kochał kogoś miłością „jakby” małżeńską, nieodwzajemnioną jednak, ma wręcz obowiązek, ze względu na samą miłość, zmienić jej zabarwienie i kochać tę osobę w inny sposób. Np. pomagając jej dojrzeć do miłości, choćby w stosunku do kogoś innego.

Ktoś, kto raz podejmie decyzję o miłości „jakby” małżeńskiej, nie jest nią uwiązany dożywotnio, chyba że podeprze ją kolejną, sakramentalną decyzją małżeńską. Należy jednak pamiętać, że tym rodzajem miłości należy kochać tylko jedną osobę jednocześnie. A więc nie możesz tak kochać swojej żony i jednocześnie koleżanki z pracy. Nie możesz też kochać narzeczonej i drugiej dziewczyny, która wpadła ci w oko. W pierwszym przypadku żona jest twoją wyłączną miłością, o czym postanowiłeś z chwilą wejścia w sakrament małżeństwa. Drugi przypadek jest trudniejszy i w rzeczywistości masz jeszcze szansę zmiany decyzji, ale wówczas będziesz musiał stwierdzić, że nie do końca dojrzałeś do podejmowania poważnych decyzji na całe życie. Tak naprawdę jedyną właściwą sytuacją, w której mógłbyś taką decyzję przenieść z jednej osoby na drugą, byłaby wspomniana wcześniej sytuacja, w której miłość nie jest wzajemna. Ponieważ nie da się budować związku na decyzji jednej osoby.

Teoria teorią, a praktyka praktyką. Moją żonę pokochałem zanim zacząłem z nią na poważnie rozmawiać. Wówczas już jednak znałem jej poglądy, podejście do religii i Boga, wiedziałem co lubi, a czego nie – dość wnikliwie ją bowiem obserwowałem. Na pierwszą randkę poszliśmy, gdy decyzję o wieczystej miłości miałem dawno podjętą. Zadeklarowałem ją jakoś po tygodniu, słowami „kocham cię i chciałbym spędzić z tobą życie”. Zostało to przyjęte ze zdziwieniem, ale teoria miłości u obojga z nas wyglądała podobnie, więc miesiąc później usłyszałem podobne słowa. Rzeczywiście był to moment tzw. zamkniętych furtek – kiedy to nie było już „co jeśli…” i różnego rodzaju dróg ucieczki. I zaczęło się budowanie na wspólnym fundamencie, na wspólnej podstawie, na miłości. Nieco ponad rok później byliśmy już małżeństwem. Dziś jesteśmy małżeństwem ponad trzy lata, mamy dwójkę dzieci. Zakochanie, ta pierwotna fascynacja, minęło. Ale miłość trwa, bo podjęliśmy ją raz na całe życie.

Categories: Bóg i miłość | Tags: , , , , | 9 komentarzy

Zobacz wpisy

9 thoughts on “Teoria miłości

  1. Pięknie! Czekam na to, co napiszesz za ćwierć wieku:)
    Życzę wytrwałości i przede wszystkim dobrej praktyki miłości.

  2. Dziękuję ;). Specjalnie dla Ciebie mogę obiecać, że jeśli wciąż będę żył, a ACTA nie pożre mojego bloga, to za dwadzieścia pięć lat napiszę notkę na ten sam temat i będziemy mogli sobie porównać :). Wzajemnie życzę dobrej praktyki miłości!

  3. A ja Wam życzę, bys za te 25 lat napisał, że „wszelka teoria jest szara”, wobec praktyki, którą uzyskaliście :)
    Kurka siwa, jak to czytam, to chcę za mąż :D

  4. niwm

    A ja nie mieszkałem z żoną przed ślubem i teraz żałuję.

  5. niwm

    Ta teoria miłości bardzo mi się podoba bo jest logiczna, ale niestety nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dla przeciętnego człowieka miłość i zakochanie to to samo. Żenimy się pod wpływem uczuć, które nami kierują. Nie pozwalają realnie i obiektywnie ocenić sytuację – pod ich wpływem druga osoba wydaje nam się idealna i wtedy jesteśmy gotowi się poświęcić . Jeżelibyśmy mieli czekać z podjęciem decyzji aż opadną uczucia to razem z nimi przejdzie ochota na decyzję o poświęceniu się dla drugiej osoby. Po prostu wtedy ludzkość by wymarła. Nie wyobrażam też sobie (po prostu ja nie umiem) myśleć racjonalnie i obiektywnie o ukochanej w czasie zakochania. Czyli po prostu przysięgamy miłość dozgonną pod wpływem narkotyka zakochania nie będąc jakby przy zdrowych zmysłach. Potem zakochanie znika i przekonujemy sie jak trafiliśmy – lepiej lub gorzej – więc albo wspólna koegzystencja albo rozwód.

  6. Witaj Niwm! Dziękuję Ci za komentarze. Cieszę się, że opracowana przeze mnie teoria miłości Ci się podoba, niestety jednak nie mogę zgodzić się odnośnie jej wspólnych z rzeczywistością punktów. To czym dla przeciętnego człowieka jest miłość i zakochanie nie ma wpływu na to, czym obie te rzeczy są naprawdę. Zakochanie, jak zauważyłeś, jest uczuciem i uczucie to wpływa na podejmowane decyzje. Miłość zaś jest decyzją, na którą oczywiście pojawiające się uczucia mają wpływ, lecz wynika z tego, co nazywamy wolą (albo możliwością decyzyjną). Podejmowanie decyzji pod wpływem uczuć bez świadomości tego, że decyzja jest nieodwołalna świadczy o ludzkiej niedojrzałości w momencie podjęcia decyzji. Zrzucanie winy za niepowodzenia we własnym małżeństwie na uczucia towarzyszące nam w momencie podejmowania decyzji, zamiast wzięcia jej na siebie, świadczy o ludzkiej niedojrzałości w tym momencie.

    Kocham moją Żonę, choć podejmowałem decyzję o pokochaniu jej nie znając jej prawie (właściwie rozmawiając z nią wcześniej ze dwa razy i czytając książkę pożyczoną od niej, w której robiła dopiski). Decyzja o ślubie przyszła naturalnie niewiele później. Oczywiście, że decyzje były podejmowane pod wpływem uczuć, głównie zakochania. Jednak gdybym miał podjąć decyzję dziś, po 6 latach znajomości, podjąłbym identyczną. Ludzkość byłaby może mniejsza, ale daleko byłoby jej do wymarcia.

    Nie zapominajmy też, że miłość to jest właśnie ta nieodwołalna decyzja o poświęceniu swego życia komuś drugiemu. A co za tym idzie – jeśli przekonujemy się „potem” jak trafiliśmy – to musimy kochać tego, kogo sobie (uwaga! Naprawdę!) wybraliśmy. Rozwód nie istnieje. A koegzystencja jest trwaniem w miłości.

  7. niwm

    Wynika z tego, że jestem wiecznie niedojrzały i faktycznie wiem, że taki jestem. Cuż począć.. chyba tego nie można już zmienić. Nawet jeśli będę się starał być odpowiedzialny i poważny w głębi duszy i tak pozostanę wiecznym chłopcem. Natomiast dlaczego tak jest generalnie w społeczeństwie, bo przecież coraz większa ilość zdrad i rozwodów świadczy o tym , że ludzie są coraz bardziej niedojrzali? A może ich prawdziwa natura wychodzi na jaw bo presja „co ludzie powiedzą” jest coraz słabsza? My możemy sobie dystkutować, ale z liczbami się nie dyskutuje.
    Ja po 6 latach znajomości też bym podjął tę samą decyzję, bo pamiętam, że wtedy byłem jeszcze zakochany. Niestety dziś, po dwudziestukilku latach nie rozumiem sam siebie co w niej wtedy widziałem oprócz fizycznego piękna (które podziwiam do dziś), bo nawet wtedy nie mieliśmy prawie wspólnych zainteresować, a te które były po ślubie prysły w oblczu powiększenia się rodziny. Czyli po prostu potwierdzasz moje słowa: Ty miałeś szczęście i związałeś się z właściwą osobą – ja nie.
    Trwanie w miłośći czyli miłość na siłę… tylko czy to słowu na „M” tu wtedy pasuje.. bo mi bardziej nasuwają się inne słowa np. poświęcenie czy masochizm psychiczny.

  8. niwm

    Witam raz jeszcze. Przepraszam, że zawracam znowu głowę, ale natknąłem się na pewien problem związany z teorią miłości i bardzo bym prosił o wyjaśnienie: jeżeli miłośc to akt woli, a nienawiść uczucie niezależne od woli, to czy można tę samą osobę jednocześnie kochać i nienawidzieć ?

  9. Energy Source

    To nie jest Teoria Miłości! Ty po prostu zauważyłeś, że można się z człowiekiem związać za pomocą miłości i decyzji, z czego związanie się za pomocą decyzji jest trwalsze niż za pomocą miłości. Co w tym takiego nadzwyczajnego? Związać się z człowiekiem można na różne sposoby: lubienie, zainteresowanie, prawnie, religijnie. Miłość i „wspólna decyzja” to dwa różne sposoby związania się! Dlatego nie pisz, że posiadasz Teorię Miłości bo nie podałeś wzoru na miłość, czyli na związenie się dwóch ludzi.

    Odsyłam do fizyki. Przemyśl jak za jej pomocą zapisałbyś miłość, a dopiero później wchodź w teren psychiki. Da się, wiem bo posiadam Teorię Miłości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s