Pewność zbawienia

Życie powoli wraca do bloga. Google po chwilowej przerwie (spowodowanej chyba nagłym pojawieniem się 130 nowych wpisów) ponownie odnalazł blog w czeluściach internetu i liczba wyszukań wróciła do dawnej średniej. Facebook też robi swoje i przygania czytelników. Pojawiają się nawet pierwsze komentarze od czytelników z dawnych czasów. Tylko Ciamajda mi gdzieś zginął. Czyżby zgorszył się tym, co przeczytał w archiwach? Spróbujemy Go przywołać! Zostało mi jeszcze przecież jedno pytanie, na które Mu nie odpowiedziałem!

Ciamajda napisał tak: „I ostatnie pytanie, trochę związane z pierwszym, ale w sumie najważniejsze: po co Pan Bóg posłał na świat swojego Syna? Bo mówi się, że po to by zbawić świat, ale czy to oznacza że ja otrzymałem nadzieję na zbawienie, czy że na pewno będę zbawiony i nie muszę się o nie starać, a co najwyżej mogę dłużej posiedzieć w czyśćcu jeśli bardzo nagrzeszę”. Pytanie konkretne, sprowadzające się do tego, czy mamy pewność, czy tylko nadzieję zbawienia. Temat też skomplikowany, ale nie uciekam przed nim, postaram się coś napisać.

Po pierwsze: na czym polegało zbawienie Chrystusowe? Dla Żydów i wielu współczesnych chrześcijan (czy chrześcijanopodobnych, jak Świadkowie Jehowy) zbawienie przyszło przez złożenie najlepszej, idealnej ofiary przebłagalnej za grzechy. Stąd obraz Jezusa jako baranka bez zmazy, ponieważ Żydzi mieli w zwyczaju i w Prawie składanie ofiar z baranków, gdy odpokutowywali za grzechy. Ponieważ Zbawiciel miał odkupić grzech „idealny”, a więc winę pierwszych ludzi, która ciąży na każdym z nas, musiał też być kimś idealnym. Chrześcijanie mówią: tylko Bóg mógł złożyć z siebie ofiarę idealną. Świadkowie Jehowy mówią: człowiek popełnił grzech pierworodny, więc człowiek Jezus mógł ten grzech zmazać. Ale wiele osób zatrzymuje się w swoich przemyśleniach na ofierze krzyżowej, która współczesnym wydaje się często bzdurna – dlaczego Bóg MUSIAŁ umierać na krzyżu, a nie mógł po prostu powiedzieć: zmazuję grzechy, jestem Zbawicielem? W przekonaniu moim i wielu innych (w tym także św. Pawła) celem śmierci było zmartwychwstanie, a w zmartwychwstaniu była pełnia zbawienia – „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 Kor 15, 14). Zbawienie przyszło przez krzyż, ale jeśliby się na śmierci skończyło, czyż nie byłaby to jedna z wielu ofiar poniesionych bez sensu, w którą wierzyłaby tylko garstka zapaleńców? Jesteśmy jednak zbawieni, bo Chrystus dla nas zmartwychwstał, ukazując, że i my zmartwychwstaniemy. Bóg nie potrzebował ofiary ze Swego Syna, żeby wybaczyć ludziom grzech. Bóg potrzebował pokazać ludziom – dla ludzi – że jest ktoś, kto jest gotów z miłości do nich umrzeć, ale kto również obiecuje im wieczne szczęście, zmartwychwstanie, zbawienie. Bezsensem byłoby twierdzić, że istota zbawienia leży w ofierze krzyżowej. Przecież na to czekali Żydzi, to zapowiadali ich prorocy, a oni nie uwierzyli i nie przyjęli tej ofiary.

I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu. „Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1, 11). Jan mówi o Żydach, którzy na Zbawiciela oczekiwali. On za nich umarł, dla nich również zmartwychwstał, ale oni go nie przyjęli. Podobnie sprawa ma się z nami. Jezus umierając na krzyżu, a potem zmartwychwstając, wcześniej zaś rodząc się, nauczając, czyniąc cuda – ukazywał nam i dawał pełnię zbawienia. Pewność zbawienia. Umarł za nas na krzyżu i zbawił nas w zmartwychwstaniu – nie mamy żadnych wątpliwości, że to się już dokonało. Jednakże! Miałem znajomego, który mówił mi tak: „A dlaczego ten wasz Jezus umarł za mnie i mnie zbawił? Ja Go o to wcale nie prosiłem i nie podoba mi się, że ktoś zmusza mnie do czegoś, czego ja nie chcę”. Zgadza się – znajomy miał rację! Nikt nikogo do niczego nie zmusza, a już z całą pewnością nie robi tego Bóg, nie robi tego Jezus Chrystus. On już umarł za nas, On już dla nas zmartwychwstał, On już nas zbawił i mamy tego pewność. Jednak wcale nie musimy się na to zgadzać. Nikt nie pozbawił nas wolności, jesteśmy wolni do tego stopnia, że możemy swobodnie odrzucić wyciągniętą w naszą stronę pomocną dłoń i skazać się na wieczne potępienie. Mamy więc pewność zbawienia, pod warunkiem, że zechcemy ją przyjąć.

Przyjęcie zbawienia danego nam przez Jezusa nie do końca jest czymś łatwym. Nie jest tak, że musimy się niesamowicie starać, żeby pójść do Domu Pana, bo nie uczynki się liczą, lecz łaska (a więc owa pewność zbawienia), ale musimy z daną nam łaską współpracować. Zdarzyło mi się usłyszeć ostatnio, że jedni dostają łaskę, inni nie. Jest to wierutna bzdura – każdy człowiek dostał tyle łaski, by wystarczyła mu do zbawienia. On tę łaskę może przyjąć, albo odrzucić. Podobnie jest z samym zbawieniem. Przyjmujemy je – a więc współpracujemy z łaską – albo odrzucamy, tak jak mój wspomniany znajomy. No i oczywiście nie wiadomo, jak już pisałem wcześniej, czy przypadkiem nie będziemy mogli uchwycić się tej łaski jeszcze w ostatniej chwili.

W tym samym fragmencie przytaczanego listu do Koryntian św. Paweł Pisze: „Jednak dzięki łasce Boga jestem tym, kim jestem. Nie zmarnowałem Jego łaski, lecz trudziłem się więcej od wszystkich apostołów. Zresztą nie ja się trudziłem, ale łaska Boża, która jest ze mną” (1 Kor 15, 10). To cała esencja nauki o łasce. Bóg daje łaskę, Paweł jej nie marnuje, lecz trudzi się. Właściwie nie on, tylko łaska. Co to oznacza dla nas? To nie my musimy się trudzić by zasłużyć na łaskę (w tym łaskę zbawienia), lecz poddawszy się łasce działamy pod jej natchnieniem. Kiedyś mówiłem: nie działam dobrze po to, by ci pokazać, jak bardzo cię kocham, ale tak bardzo cię kocham, że dzięki tej miłości działam dobrze. Nasze dobre czyny, uczynki nie są punktami zbieranymi na drodze do zbawienia, lecz jedynie naturalną konsekwencją naszego przyjęcia łaski i miłości Bożej. Uczynki nic nam nie dają. Zwyczajnie jeśli przyjęliśmy łaskę w pełni, nie potrafimy działać inaczej.

I nie każdy będzie zbawiony, mimo że już zbawieni zostaliśmy. Kto zechce przyjąć to, co ofiarował z Siebie Chrystus, ten sam siebie, z mocy i łaski Chrystusa, się zbawi. „Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24, 13).

Categories: Bóg i miłość | Tags: , , , , | 2 komentarzy

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Pewność zbawienia

  1. Ciamajda

    Jestem, jestem, tylko trochę osowiały na przedwiośniu :) Fajnie to wyjaśniłeś, zbawienie jest gotowe, miejsce przygotowane, wymoszczone, wystarczy przyjść. A ja dotąd włóczyłem się pomiędzy dwiema skrajnościami, że Pan Bóg jest tylko dla tych którzy mają silną wolę, są jakoś uporządkowani w środku, wystarczająco mocni by się bronić przed grzechem lub z niego wychodzić (i tak też sam myślałem), albo, co mnie okropnie denerwowało i dalej denerwuje, to taka zbawienna gorączka, że wszyscy hurtem zostaniemy wchłonięci do nieba i jeszcze dostaniemy po lodzie truskawkowym, a krzywda którą wyrządziliśmy innym w ogóle Pana Boga nie obchodzi. No a Twoje wyjaśnienie nie jestem złotym środkiem między tymi skrajnościami, tylko całkiem inną odpowiedzią. O tym staraniu się, o łasce, to też super, bo faktycznie jakby wszystko zależało jedynie albo w największym stopniu od tego czy ktoś się stara czy nie, to byłoby to myślenie wbrew pozorom megalomańskie, gdzie człowiek przeceniałby swoje siły i znaczenie. Ale trzeba współpracować z łaską… Zresztą, nie da się tego wszystkiego naraz napisać, lepiej będzie mi porozmyślać po trochu, w każdym razie przekonałeś mnie i naprostowałeś.

    Archiwum czytam, nic mnie dotąd nie zgorszyło, zdjęcie jak sobie jedziesz powozem, pomiędzy dwiema uroczymi stworzeniami jeszcze jako kleryk, jest bardzo sympatyczne i z początku wziąłem je za scenę z jakiegoś fajnego filmu, np. z Pana Kleksa. Ale przebić się przez stosy komentarzy pod każdą notatką to nie jest jednak prosta sprawa i wymaga więcej czasu niż myślałem. Jedna rzecz mnie tylko w nich zaniepokoiła, ale będzie czas żeby do tego wrócić.

    Szczęścia jakie nawiedziło Wasz dom, narodzin córeczki, nawet nie potrafię sobie wyobrazić!

  2. Cieszę się, że jesteś :). Dziękuję też za ten niezwykle ciepły i sympatyczny komentarz. Bardzo mi miło, że moje spojrzenie na łaskę i zbawienie przypadło Ci do gustu i coś w Tobie zmieniło (wątpię jednak, byś nigdy wcześniej nie słyszał tej wersji ;) Chyba mnie nie podpuszczasz?).

    Co do zdjęcia w powozie – fajnie, że Ci się podoba. Tamta notka była jedną z tych, które najbardziej przyczyniły się do usunięcia mnie z seminarium ;). No i w sumie dobrze, dzięki temu teraz mogę przeżywać radość z narodzin córki! :)

    Ciekawi mnie tylko, co zaniepokoiło Cię w komentarzach. Mnie do dziś niepokoi w nich wiele rzeczy, ale zaznaczam, że nie zwykłem usuwać komentarzy, nawet najbardziej wulgarnych, chyba że na wyraźne życzenie autora. Ale w tamtych czasach ja sam nie zostawiałem wyłącznie pięknych, kwiatkowych komentarzy. Poczekaj aż dojdziesz do jednej z końcowych notek starego bloga, tamtej z 90 komentarzami. Tam to dopiero była bitwa ;). Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s