Doroczny spęd bydła

W większości polskich parafii rzymskokatolickich są dwie takie okazje, które pociągają za sobą spędy wszelkiej maści postaci najpiękniej mówiąc do kościelnej rzeczywistości nieprzystających. Te dwie okazje związane są z sakramentami, czyli jednymi z najświętszych znaków, jakie pozostawił nam po sobie Jezus Chrystus. Pierwszy z nich to bierzmowanie, drugi – pierwsza komunia święta. Pierwszy przyciąga młodzież w wieku późnogimnazjalnym czy wczesnolicealnym, przy czym rzeczywiście jest to wszelka młodzież, niezależnie od sposobu codziennego zachowania, stopnia uduchowienia, poziomu zaangażowania w Kościele. Niezależnie od tego czy prywatnie uważa się za katolika, ateistę, satanistę, czy jest za antykoncepcją, seksem przedślubnym, aborcją i sam Pan Bóg wie czym jeszcze. Do bierzmowania się idzie, w określonym wieku, i lepiej to zrobić, bo potem się jeszcze będzie chciało pójść do ślubu. Druga okazja to walny zjazd nie tylko często wybitnie nienadających się dziatek wiek osiem, ale również ich równie przyjemnych rodziców.

Scena z niedzielnej mszy świętej. Siedzimy z rodziną w ławce, w bocznej nawie, kilka ławek przed nami zasiada mężczyzna z uśmiechniętą córką. Córka ma na oko właśnie 7-8 lat. Dla usprawiedliwienia jej dałem jej mniej, ale żona mnie poprawiła. Zwracam na dziewczynkę uwagę w momencie, gdy zjada cukierka czekoladowego. Wcześniej jeszcze jedna z mamuś przesadza swoją córkę, by ta nie siedziała koło rzeczonej dziewczynki. Sytuacja staje się ironiczna w momencie, gdy następuje klęknięcie przy przeistoczeniu. Dziewczynka przysiada na stopach, jak zwykły robić małe dzieci. Jej tatuś, o dziwo, dokonuje tego samego procederu, a więc przysiada na własnych stopach, tak jakby nigdy w życiu nie był w kościele i nie wiedział, jak się klęczy (nie wypróbował nawet pozycji „na Małysza”). Z mojej strony konsternacja, ale jeszcze nie zdecydowałem się odezwać. Zabrałem głos dopiero gdy szedłem z moim uśpionym trzylatkiem w procesji komunijnej. Pan, siedząc na swoim miejscu, korzystał z chwili przerwy i trzymając swojego smartfona w lewej dłoni gmerał prawą po powierzchni ekranu. Nie próbował tego nawet ukryć pod połami kurtki, tylko ostentacyjnie się rozwalił. „Przepraszam, może jednak w kościele powstrzymałby się pan od używania telefonu” – rzuciłem w jego stronę odruchowo niemal. „A co pana to obchodzi?” – Odparł. Odpowiedziałem na to: „No niech pan nie robi z siebie durnia”. Dalsza dyskusja nie miała chyba sensu.

Dziewczynka później wygłupiała się jeszcze z przesadzoną koleżanką, trykały się nogami i głośno się śmiały. Mamie przesadzonej wyraźnie przestało to przeszkadzać, wdała się nawet w dyskusję z wyżej omówionym tatą. Zdawało mi się przez moment, że mówili o mnie, bo facet wskazał kciukiem w moją stronę. Podczas ogłoszeń duszpasterskich ksiądz poprosił, aby dzieci pierwszokomunijne wraz z rodzicami pozostały po mszy. Mogliśmy się już domyślać, co szanowny pan robił tej niedzieli w kościele – i rzeczywiście nasza intuicja była słuszna.

Moi drodzy, jedynym sakramentem potrzebnym do zbawienia jest chrzest. Oczywiście, chrzest przyciąga z sobą również często grupki osób niedopasowanych (moje uwielbione chrzestne w ultramini i chrzestni z włosami na żel), jednak sama idea ochrzczenia dziecka sytuację usprawiedliwia. Komunia i bierzmowanie już nie. Na punkcie bierzmowania mam świra szczególnego. To jest sakrament dojrzałości chrześcijańskiej. Powinien do niego przystępować ten chrześcijanin, który bezwzględnie jest gotów dla Jezusa Chrystusa poświęcić życie. I się Go nie wstydzi. Sam zdaję sobie sprawę z tego, że przystąpiłem do tego sakramentu o jakieś 2 lata za wcześnie. Wiele osób w ogóle nigdy nie powinno było do niego przystąpić. Człowiek o przyjęciu bierzmowania powinien zdecydować sam, sam powinien iść na kurs i sam powinien się do niego przygotować. Wędrówka jak to stado owiec na zgolenie albo na rzeź jest w tym przypadku wybitnie kiepskim pomysłem. Ilu z moich bierzmowanych kolegów do dziś nie wyraża swoim życiem gotowości…

Z komunią jest podobnie. Wprawdzie granica dolna dla tego sakramentu jest postawiona niżej, ale dziecko również powinno do niej przystąpić, bo kocha i szanuje Pana Jezusa i chce Go prawdziwie mieć w swoim sercu, a nie dlatego, że wszyscy idą, albo dlatego, że dostaje się rower, zegarek, PlayStation czy komputer, albo quada i przejazd limuzyną. Nie wystarczy zaliczyć głównych prawd wiary i dziesięciu przykazań, żeby być gotowym na przyjęcie Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Oczywiście – tutaj wielką rolę odgrywają rodzice. Ale jeśli ksiądz czy katecheta/katechetka nie są w stanie przebić się przez pancerz rodzicielskiego wychowania antychrystusowego i prawdziwie, wewnętrznie przygotować dziecka na przyjęcie Eucharystii, to powinni bezapelacyjnie odłożyć komunię takiego dziecka na późniejszy termin. Na ten czas, kiedy będzie naprawdę gotowe. Niech zarówno dziecko, jak i jego rodzice zrozumieją, że ten biały opłatek to jest Chrystus Żywy, a nie zabawa w królewny i kredyt na imprezę okolicznościową.

Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 9 Komentarzy

Zobacz wpisy

9 thoughts on “Doroczny spęd bydła

  1. 1
    Niewątpliwie masz sporo racji (choć z przykrością stwierdzam że wielu biskupów dąży do zniżania wieku I Komunii).

    Mój znajomy ksiądz zorganizował na niedzielę tydzień wczesniej rozdawanie komży komunijnych (na Mszy, z udziałem rodziców). Dzieci były już po spowiedzi. Po rozdaniu komży powiedział:
    „Drogie dzieci, za tydzień będzie wielka uroczystość – goście, ciocie, przyjęcia, prezenty. Będziecie bardzo rozproszeni. A przeciez najważniejszy jest Jezus w Eucharystii.
    Podejdźcie teraz do swoich Rodziców i spytajcie – czy moglibyście przyjąć Pierwszą Komunię teraz – skupiając się na tym największym darze Eucharystii.”
    Dzieci podeszły , spytały się – i ksiądz rozdał im pierwszą Komunię.
    A po tygodniu była impreza dla ciotek i babć :)

    2
    Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny aspekt tej samej sprawy: mianowicie rozłożenie akcentów w katechezie przed I Komunią. Otóż bardzo często (zwłaszcza gdy katechetą nie jest ksiądz) nacisk kładzie się na zewnętrzne formy, naukę równego wchodzenia i wychodzenia z ławek, próby itd. I te priorytety „wchodzą w dzieci”.

    3
    Na koniec najbardziej kontrowersyjna propozycja: otóż myślę że byłoby nieźle, gdyby dzieci przed I Komunią nie miały wstępu na Mszę Świętą. W ten sposób uczestnictwo byłoby czymś oczekiwanym.
    Ja wiem, zaraz ktoś zacytuje „pozwólcie dziateczkom przyjść do mnie”. IMHO błędnie.
    Dziecko zabierane od małego na Mszę (a przecież nie rozumiejące nic) jedyne co na Mszy robi to się nudzi. I wdrukowujemy dziecku (często na całe życie) przekonanie że Rucharystia to coś takiego strasznie nudnego.

    Inna wersja: dziecko mogłoby uczestniczyć tylko we Mszy Katechumenów (jak za pierwszych wieków przygotowujący się do Chrztu) – tj. w liturgii Słowa. Z tym ze wówczas trzeba by było zorganizować opiekę na resztę Eucharystii gdzieś w pobliskiej salce.

  2. A teraz Płocki obyczaj podwójnej komunii ma być rozciągnięty na cały kraj. Dwie imprezy, dwa razy tyle prezentów…
    Koniec świata, Panie Maurycy! Kiedyś po komunii był tylko placek drożdżowy i kompot w salkach przy kościele. Ot i wszystko!

  3. Przepraszam, jaki płocki obyczaj ? Nie znam sprawy…

  4. W diecezji płockiej obowiązują dwie komunie rok po roku. Dowiedziałem sie o tym niedawno.
    Episkopat zamierza wprowadzić to we wszystkich diecezjach.

  5. Nie bardzo rozumiem… Dwie Pierwsze komunie ? Czy dwie komunie każdy z wiernych powinien przyjąć?

  6. Czyli chodzi o odnowienie przyrzeczeń, a nie drugą komunię.
    POPIERAM!
    A jesli rodzice chcą z tego zrobić kolejne przyjęcie to ich problem…
    pisałem o tym http://www.apologetyka.katolik.pl/odnowa-kosciola/formacja/249/1218-katolicki-maksymalizm-odnowienie-przyrzecze-chrzcielnych
    Inna rzecz czy takie „formalne” ujęcie nie zaszkodzi idei…

  7. Marku! Oczywiście pisząc tak krótką, przekrojową notkę nie byłem się w stanie skupić na wszystkich aspektach, ale już moja żona ustnie dała mi znać, że można się było bardziej rozpisać o roli i błędach zarówno księży dopuszczających jednostki do sakramentów, jak i katechetów ich do nich przygotowujących. Myślę, że to dobry temat na osobną notkę.

    Co do Twojego pomysłu na niewpuszczanie dzieci na mszę – nie do końca się zgadzam. Choćby dlatego, że gdyby do kościoła mieli iść sami rodzice, też by musieli kogoś zawsze do pilnowania dzieci najmować. Ale sam osobiście dobrze wspominam chodzenie do kościoła z moją mamą czy babcią. A w pewnym momencie, gdy już się zorientowałem, że mi się nudzi, postanowiłem zostać ministrantem. Niewpuszczanie ochrzczonych osób na Mszę Świętą, jeśli nie jest na nich nałożona ekskomunika nie byłoby chyba teologicznie prawidłowym działaniem. A naprawdę dobrze zorganizowani rodzice są w stanie zainteresować dzieci tym, co się dzieje w kościele. Zresztą maluczcy mają swoje sposoby przeżywania. Mój na przykład ostatnio przesypia całe msze :).

    Caddicus: Tradycja tzw. rocznicy Pierwszej Komunii istnieje od dawna i chyba raczej w większości diecezji. To, o czym piszesz, dotyczy odnowienia przyrzeczeń chrztu i następuje pod koniec 6 klasy (a więc jakieś 4 lata po I Komunii). Pierwszy raz o tym słyszę. Jednak nie neguję sensu takiego wydarzenia pod warunkiem, że nie będzie wokół tego kolejnej imprezowej otoczki. Wszak to nawet nie jest żaden sakrament, jak Komunia czy bierzmowanie. Co do imprez okołokomunijnych czy okołochrzcielnych – osobiście widzę duży sens świętowania z najbliższymi radości z przyjęcia Chrystusa. Pod warunkiem, że to będzie radość z przyjęcia Chrystusa, a nie z laptopów, quadów i limuzyny.

  8. No cóż, z tak postawioną sprawą wypada mi się „ino zgodzić” :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s