Jestem głupi i bardzo tego żałuję

Kiedy jeszcze przebywałem w Seminarium zwykłem, wchodząc czy wychodząc z kaplicy, wykonywać bardzo szeroki znak krzyża i klękać, skłaniając się do ziemi. Wyraz szacunku do Boga, który wówczas miałem chyba aż do przesady. Po jednej z modlitw wieczornych albo porannych, a może w ciągu dnia, podszedł do mnie starszy serdeczny kolega i z uśmiechem zagadał: „Zauważyłeś jak niektórzy żegnają się w ten sposób?” – to mówiąc dotknął najpierw dłonią czoła, następnie zaś kilkakrotnie uderzył się w piersi. Odwzajemniłem uśmiech przytakując. „Wiesz co to oznacza?” – ciągnął kolega. Ponieważ nie wiedziałem, wytłumaczył: „Jestem głupi i bardzo tego żałuję”.

Jeśli szukasz informacji o tym, czy należy żegnać się podczas święcenia pokarmów w Wielką Sobotę, zapraszam do wpisu poświęconego temu zagadnieniu: „Wszyscy jesteśmy jajkami”.

Po latach przypomniała mi się ta sytuacja, gdy znajomy kapłan poprosił mnie o napisanie notki o znaku krzyża. Co jakiś czas zresztą mi się przypomina, ponieważ niejednokrotnie widuję ludzi żegnających się we wspomniany sposób. Kolejny przejaw nieznajomości podstaw liturgiki i jakiegoś ludowego przyzwyczajenia. Tym czasem znak krzyża jest dla nas symbolem i pamiątką męki Pana Jezusa, Jego zbawczego działania i odkupienia. Znak krzyża został w liturgii połączony z wezwaniem, które Jezus skierował do uczniów: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28,19). Prawidłowo rękę kieruje się najpierw na czoło, mówiąc „W imię Ojca”, następnie na pierś: „i Syna”, potem kolejno na lewe i prawe ramię: „i Ducha Świętego”. Dodaje się na koniec „Amen”, składając dłonie. Wszelkie inne wariacje na temat znaku krzyża są nieprawidłowe.

Niestety, jeśli chodzi o znak krzyża często dochodzi także do nadużyć. W czasie mszy świętej należy się bowiem przeżegnać dwa do trzech razy. Na początku mszy, kiedy ksiądz wita wiernych słowami „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, dopowiada się wówczas „Amen”. Na koniec, gdy ksiądz błogosławi słowami: „Niech was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn, i Duch Święty”, również odpowiada się „Amen”. Na pokropienie, kiedy występuje zamiast aktu pokuty, wówczas kapłan nic nie mówi, a my nic nie dopowiadamy. Nie żegnamy się nigdy na „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu”, skłaniamy jedynie głowę. Częsty błąd. Nie żegnamy się na żadne błogosławieństwa nieludzi (tj. soli, jajek, tornistrów szkolnych, krzyżyków, medalików i czego tam jeszcze). Bardzo częsty błąd. Nie żegnamy się absolutnie kiedy ksiądz udziela sakramentu chrztu, mówiąc np. „Hieronimie Atanazy, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Nie dopowiadamy też „Amen”, ponieważ Jezus nie nakazał chrzcić „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen”. Nieprawidłowe jest również żegnanie się przy wstawaniu z postawy klęczącej oraz w trakcie przyklękania przed Najświętszym Sakramentem czy przed ołtarzem. Wszystkie te błędy widzę wielokrotnie u wielu osób i zawsze żałuję, że podczas mszy świętej nie prowadzi się żadnej szkoły liturgii, choćby najkrótszej, ze zwróceniem uwagi na podstawowe postawy czy gesty.

Prywatnie można się żegnać częściej, na rozpoczęcie i zakończenie modlitwy, na rozpoczęcie czy zakończenie podróży, jako akt strzelisty w trudnym i mniej trudnym momencie życia, przechodząc przed kościołem itp. Dajemy w ten sposób świadectwo, że wierzymy i że Bóg jest w naszym życiu ważny. Uważajmy jednak na pewne bałwochwalcze praktyki, tak typowe dla naszego polskiego społeczeństwa. Mam mianowicie na myśli przypadki, gdy obok kościoła stoi pomnik Jana Pawła II. Wiele osób wykonuje znak krzyża przed tym pomnikiem, sam kościół z zamieszkałym w tabernakulum Chrystusem omijając jakby bez zwrócenia nań uwagi. Szacunek dla 262 papieża jest oczywiście czymś właściwym (właściwszym jest zaś szacunek dla 263, czyli aktualnego papieża), ale zdecydowanie nie należy się mu szacunek wyższy od tego, który należy dać samemu Chrystusowi. To Jezus jest Panem, a nie Jan Paweł II. Nie wolno nam o tym zapominać.

Na koniec jeszcze dwa słowa o małym znaku krzyża. Czyni się go przed przeczytaniem przez kapłana Ewangelii, gdy mówi on „Słowa Ewangelii według św…”. Mały znak krzyża wykonujemy kciukiem prawej dłoni najpierw na czole, potem na ustach, a wreszcie na piersi. Ma to oznaczać, że od tej pory będę myślał o tym, co usłyszę, mówił o tym, co usłyszę i żył tym, co usłyszę. Mały znak krzyża można wykonać też prywatnie, np. na czole współmałżonka, dziecka czy innej osoby, którą chcemy osobiście pobłogosławić. Albo np. na chlebie przed przełamaniem go.

Pamiętajmy więc, że znak krzyża należy wykonywać z bezwzględnym szacunkiem i dokładnością, składamy bowiem w ten sposób hołd naszemu Zbawicielowi i Panu – Jezusowi Chrystusowi. Nie udawajmy głupich. A nawet jeśli jesteśmy głupi i tego żałujemy, nie obwieszczajmy tego całemu Kościołowi zapominając o poszanowaniu krzyża Chrystusowego.

Reklamy
Categories: Świat i Kościół | Tagi: , , , , | 23 Komentarze

Zobacz wpisy

23 thoughts on “Jestem głupi i bardzo tego żałuję

  1. Wszelka ostentacja razi. Bliższa ideału jest cichość izdebki (Mt 6,6).

  2. Owszem, dlatego dziś już nieco mniej zamaszyście dokonuję znaku krzyża i skłaniam się do ziemi nie aż tak nisko :). Wówczas dopiero rozpoczynała się moja katolicka gorliwość, dziś już w tym nieco ogorzałem. Jednak błędy w liturgii wynikające z ignorancji bardzo mnie rażą. Tak samo jeśli chodzi o klękanie, jak i o znak krzyża.

  3. paczcie państwo, duch ginie w narodzie, skoro trzeba uczyć oczywistości…

  4. A u nas kiedyś, na szkole liturgii, diakon powiedział: „Pamiętajcie jednak, że zawsze najważniejsza jest wspólnota Kościoła… Często młodzi księża wchodzą do parafii, i najchętniej wszystkich by ustawili tak, by było wzorowo… A najważniejsze jest nie to, czy wszystko jest zgodne z przepisami, ale wiara i wspólnota…”

    I cóż z tego, że razem ze wszystkimi klęknę nie wtedy, kiedy trzeba (ja to wiem, że za wcześnie, ale co ma na celu dalsze stanie? udowodnienie ludziom, że ja jestem mądrzejsza, i ja wiem lepiej?) czy zrobię znak krzyża wtedy, kiedy nie trzeba. Wątpię, żeby dla Boga miało to jakieś znaczenie. Najważniejsze, że stoimy wszyscy, razem, i modlimy się- tak jak to umiemy robić.

    Oczywiście, warto dbać o piękno liturgii- ale nic na siłę.

  5. Inka

    Ja mam jednak wrażenie, że w Kościele najważniejszy jest Bóg, a nie wspólnota. I istotnie nie ma większego znaczenia, że ktoś omyłkowo przeżegna się na święceniu jajek. Problem w tym, że niestety większość ludzi nie robi tego omyłkowo, tylko z… cóż, ja bym tego nawet nie nazwała niewiedzą, tylko głupotą, przykro mi, jestem wredna. Ale jeśli ja wiem, że nie jestem jajkiem i nie powinnam się żegnać, bo mnie nikt nie święci, to nie zrobię tego tylko po to, żeby była wspólnota. i jednak, choć to pewnie strasznie betonowe zachowanie, staram się stać, jak wszyscy za wcześnie klękają, w moim rodzinnym mieście mówię na chama „trzeciego dnia” a nie „dnia trzeciego” i nie robię pauzy między „świętym” a „powszechnym” Kościołem. Nic na siłę, ale po co równać w dół?

  6. Ale skoro najważniejszy jest Bóg, to czy Jemu naprawdę sprawi tak wielką różnicę, czy między świętym a powszechnym jest pauza? Moim zdaniem nie. A stanie w kościele, w którym wszyscy klęczą, czy śpiewanie z innymi pauzami niż wszyscy, z zewnątrz wygląda naprawdę komicznie:):) :)

    Większość ludzi nie ma szans nawet poznać zasad prawidłowej liturgii. Nie wszyscy są produktem studiów teologicznych czy oazy. Większość powtarza to, co widziało u swoich rodziców, czasem wychowanych jeszcze na mszy trydenckiej. Często są to ludzie starsi. Głupota? Absolutnie. Bo to ci sami starsi ludzi jednocześnie wiedzą, jakie słowa powinno wymawiać się, robiąc znak Krzyża wodą święconą i z pamięci śpiewają godzinki- czego my dzisiaj często nie umiemy. I może nie rozumieją symboliki liturgii, ale mają głębszą więź z Bogiem, niż niejeden jej znawca.

    Tymczasem robiąc coś na przekór wszystkim, po swojemu, odwracamy uwagę ludzi od Tego, kto jest najważniejszy. Dlatego wspólnota jest ważna. Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby ktoś nagle stwierdził, że organista źle śpiewa, nie na tą melodię, i całą mszę darłby się na cały głos, jeszcze nienajładniejszy, na zupełnie inną? Gdzie tu powaga mszy świętej? Zrobiłby się z tego kabaret:)

  7. Tylko co powiedzieć, gdy w Wielką Sobotę ksiądz przed poświęceniem pokarmów mówi,że w czasie święcenia jajek/chlebka nie robimy znaku krzyża, bo (tu uzasadnienie), a minutę później wszyscy robią i tak po swojemu? Już głupota czy jeszcze bezmyślność?
    Jeśli komuś nie chce się zastanowić, czemu coś robi, lub nie robi, tylko zachowuje się jak tepy baran, to zasługuje na to, by go jak barana traktować.

  8. Ciamajda

    Chodzę do kościoła, ale nigdy nie czułem się jak we wspólnocie. To że ludzie gromadzą się w jednym miejscu i w jednym celu moim zdaniem nie przesądza jeszcze o istnieniu wspólnoty. Ja widzę jak ludzie przychodzą z rodzinami, przywitają się z jednym znajomym, z drugim znajomym, przychodzą w dwóch czy w trzech koledzy ze szkoły, przyjdzie mama z córką, tata z synem. Ale wszystkie te grupy i grupki są zamknięte na innych, ani ja nikogo nie znam, ani nikt mnie, nawet nie wiem kto jak ma na imię. Po Mszy wszyscy idą w swoim kierunku, do domów, nikt nikogo o nic nie zapyta, nie widać chęci poznania się, zainteresowania drugim człowiekiem. Wspólnota to jest wtedy gdy ludzie się znają, chociaż odrobinę, gdy można podejść i zapytać jak leci – ale nie tylko swojego kolegę czy znajomego, tylko przypadkową osobą, bo nie każdy ma kolegę. Więc ja w swojej parafii wspólnoty nie widzę, jedni przychodzą na Mszę w grupach, inni samotnie, chociaż też chcieliby w grupach, i tak będzie już do końca. Gorzkie to, sam może jestem sobie winien, ale tak właśnie jest.

  9. Inka

    Żona: Nie, Bogu prawdopodobnie nie robi to różnicy. Skoro nie robi Mu to różnicy, to tym bardziej kompletnie nie rozumiem, czemu miałabym się naginać do popełniającej błędy większości. I być może takie wyłamywanie się jest dla kogoś komiczne, ja osobiście jak widzę osobę, która się wyłamuje po to, żeby zrobić coś dobrze, to co najwyżej czuję się podbudowana. Więc niestety kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć Twojej argumentacji. Bo, w czym się zgadzam z Ciamajdą, wspólnota w Kościele w Polsce to jest pojęcie raczej czysto teoretyczne. W poszukiwaniu tejże proponuję się udać na spotkanie jakiejś mniejszej grupy parafialnej, bo na zwykłej niedzielnej Eucharystii to raczej nie da rady. Przynajmniej w parafiach w większych miastach. Ale to nawet nie w tym rzecz. Nie jest tak, że ludzie popełniają błędy, bo nikt im nigdy nie wyjaśnił i oni nie mają szans tego wiedzieć. Osobiście nie jeden raz słyszałam jak księża tłumaczyli tego typu sprawy przed rozpoczęciem Mszy. I nadal nic nie trafia, tak jak pisała Joanna. U nas w parafii często np. w czasie chrztu ksiądz tłumaczy przy każdej czynności co robi, po co i jak powinni ludzie reagować, nawet rodzicom krok po kroku podpowiada. A i tak mają trudności z wypowiedzeniem, o co proszą Kościół. Inny przykład: ostatnio po przeistoczeniu ksiądz zaintonował jakąś inną niż zazwyczaj aklamację, taką, powiedzmy, trudniejszą; jej tekst pojawił się na wyświetlaczu – już to mnie nieco rozbawiło, bo to jednak podstawowy tekst liturgii, powinno się go znać bez podpowiedzi, ale dobra; co najzabawniejsze, mimo, że każdy miał tekst przed oczami, zaśpiewał ksiądz z organistą plus parę osób spośród wiernych. Reszta stała wgapiona w podłogę, jak przez resztę Mszy.
    Więc przykro mi, ale nie czuję, żebym swoją poprawnością krzywdziła wspólnotę. Nie czuję się też śmiesznie. Bo nie jest moją winą, że ludzie przychodzą do kościoła z przyzwyczajenia i odbębniają Mszę, albo dlatego, że babcia kazała. Ja przychodzę, żeby się modlić i nie muszę w tym celu popełniać tych samych błędów, co reszta „wiernych”.

  10. Może już czas, żeby Msza nie była schematycznym powtarzaniem różnego rodzaju choreografii, wykonywaniem mniej lub bardziej wyuczonych ruchów i bezmyślnym odpowiadaniem.
    Może już czas na to, żeby więcej czasu poświęcić na czytania słowa, na egzegezę, apologetykę… homilię, która nie skończy się po 5 minutach, tylko porwie ludzi, uskrzydli ich słowem i da „powera” do bycia chrześcijaninem, także poza budynkiem kościoła.
    Może warto też, by jak Jezus przykazał, ludzie mieli też dostęp do wina.
    Za dużo form, za mało treści.

  11. Inka, ja od wczesnego dzieciństwa jestem w mniejszych wspólnotach, różnych, trzy lata sama wspólnotę prowadziłam:) Ale im ściślej wiązałam się ze wspólnotą, tym większy miałam szacunek do wspólnoty parafialnej, bo jej służyłam:) I tym bardziej czułam się z nią związana. A mieszkam w 200tys mieście :) Parafia też nie za mała :) Teraz zmieniłam parafię, nie znam w niej prawie ludzi, ale mimo to czuję się z nią wspólnotą. Wydaje mi się, że właśnie ten brak więzi z parafią jest spowodowany tym, że ludzie się w jej życie nie angażują:)

    Oczywiście trzeba rozróżnić parę postaw. Miałam okazję bywać na Drodze Krzyżowej dla bierzmowanych, gdzie 99% nie miało pojęcia co robić. No i tu jest oczywiste, że nie będę jak owieczka siedzieć i też udawać że nie wiem co robić, tylko spróbuję ich choć trochę poprowadzić. Tutaj uważam głupotę za złe słowo. To często nie są głupi ludzie. Tylko sprawy wiary mają w głębokim poważaniu.

    Inna sprawa, jeśli ksiądz jasno określił, że prosi o to i o to. Wtedy robię to, o co prosił. Wcale nie musi to być najpoprawniejsza forma. Przyjmowanie Komunii na stojąco nie jest najpoprawniejszą formą, ale najlepszą z wielu względów. Części ludzi jednak prośby księdza umykają:) I tego też nie nazwałabym głupotą, tylko nieuwagą? Rozproszeniem? Albo podobnie jak u bierzmowanych, głębokim poważaniem:)

    No i trzecia sytuacja, kiedy w danej parafii jakieś zwyczaje mają już setki lat. Może i nie są do końca poprawne liturgicznie. Może i ja to wiem. Ale jeśli księża nie mają do tego żadnych zastrzeżeń, to ja też nie mam. Tak jak wchodząc do innych, mniejszych wspólnot, też przyjmuje ich zwyczaje, nie zawsze poprawne liturgicznie.

    Jestem ciekawa, czy Ty potrafisz wyrecytować z pamięci wszystkie aklamacje z liturgii:) Ja nie:) Ludzie nie znają innych aklamacji, bo księża idą zazwyczaj najprostszą linią oporu i używają tych najprostszych :) U nas w parafii zauważyłam, że ludzie potrzebują czasu, by się „przestawić”. Za pierwszym razem jest konsternacja, choćby był tekst wypisany, za drugim razem ktoś już powtórzy, a za trzecim razem już mówią wszyscy. Jak sama znam tekst to oczywiście nie czekam aż inni się jej nauczą, tylko mówię swoje.
    Zbyt szybko szufladkujesz ludzi na wiernych i „wiernych”, tylko dlatego że nie zawsze wiedzą jak się zachować. Zdziwiłabyś się, jak wielką wiarę potrafią mieć prości, starsi ludzie :) I z jak wielkich zaniedbań rodziców może wynikać brak wiary innych, młodych ludzi. Ja nie podejmę się ich szufladkować, bo nie wiem czy Bóg nie postawi ich czasem wyżej ode mnie, mimo że znam tą czy tą aklamację:)

  12. Żono (nie moja ;), ja nie próbuję wkręcać tu kwestii o głupocie ludzkiej, bo nie taki jest mój cel. Natomiast kwestia ludzi, którzy wiarę, jak mówisz, mają w głębokim poważaniu, bardzo mnie dotyka. O takich już pisałem a’propos chrzczenia dzieci kilkakrotnie, ostatnio także a’propos pierwszej Komunii (wspomniałem nawet o bierzmowanych). O ile osoby, które mają jakieś wewnętrzne naleciałości (często jeszcze przedsoborowe), typu odmawianie różańca w czasie mszy) są dla mnie do gruntownego przeuczenia – co nie powinno być problemem, skoro wiele z nich jest na mszy codziennie – o tyle ludzie w wersji „w głębokim poważaniu” czy tzw. niedzielni katolicy bardzo mnie niepokoją. Ja, niestety i może z wielkim nieszczęściem dla mnie, nie wpuszczałbym takich do kościoła.

    Jesteś za przystępowaniem do bierzmowania osób, które mają w głębokim poważaniu? Jesteś za szafowaniem Najświętszym Sakramentem ludziom, którzy mają w głębokim poważaniu? O tym też już pisałem, akurat odnosząc się do szanownego prezydenta. Oczywiście, Trydent dawno za nami, ułożenie rąk pod linijkę również, ale nadal obowiązujące przepisy liturgiczne mają za zadanie tak naprawdę wspomóc wiernych w przeżywaniu Mszy świętej. Jezus nie nauczał, że Pismo jest do osobistej interpretacji – mamy je interpretować zgodnie z nauczaniem Kościoła. Podobnie jest i z liturgią. Przychodzimy na mszę, by ją przeżyć, ale nie jak nam się podoba, po swojemu. Wcześniej pisałem notkę o klękaniu, ta jest o znaku krzyża. Klękanie ma jedną formę, znak krzyża wykonuje się w jeden sposób. Nie ma postawy kucznej i nie ma bicia się w piersi zamiast gestu na ramiona. Nie ma i nie było w tej kwestii dowolności. Sami się nie zbawimy, tylko w Kościele. A liturgia jest częścią tego Kościoła, nierozerwalną.

    Przyjmowanie komunii na stojąco jest przyjęte za poprawne, tak jak komunia do ręki. Przy zachowaniu odpowiedniego szacunku dla Ciała Chrystusa. Nie używajmy pojęć „bardziej” czy „mniej poprawne”.

    W mojej rodzinnej parafii ksiądz tak długo mówił „Bo Twoje jest królestwo i potęga, i chwała na wieki”, aż ludzie się przestawili. I tak powinno być zawsze. Bo poprawność liturgii wpływa na jej piękno i przeżywanie.

    Żono (moja ;) – wyrażasz to, co myślę, w nieco ostrzejszych słowach. Dziękuję.

    Pozostałym osobom również dziękuję za komentarze. Część z nich (np. Ciamajdy) zasługuje nawet na rozpatrzenie w osobnej notce :).

  13. Inka

    Dobra, przepraszam, ja nie mam widać takiej łatwości odczuwania „poczucia wspólnoty”. Owszem mam to poczucie dość spore wtedy, gdy jestem np. na Mszy Domowego Kościoła. Nie wiem na czym to polega, może różnica jest taka, że wówczas wiem, że dookoła mnie faktycznie są ludzie wierzący w to co ja i jest z kim tę wspólnotę robić.
    Zdaję sobie sprawę, że ludzie starsi czy inni mają czasem bardzo głęboką wiarę. Nie zaprzeczę temu. Tylko ja nie uważam, żeby głęboka wiara objawiała się tym, że potrafią śpiewać godzinki. Jeśli pani starsza chodzi do kościoła co dzień, ale klepie zdrowaśki zamiast skupić się na Mszy, to to dla mnie nie jest przejaw głębokiej wiary (podkreślam: nie jest to przejaw, nie twierdzę, że ta pani tej wiary nie ma).
    I ja nie mówię nic na temat wewnętrznych zwyczajów parafialnych/wspólnotowych, ani na temat ludzi, którzy potrzebują czasu, żeby się wdrożyć, ani na temat takich, którzy nie dosłyszeli, nie zrozumieli, mają zaniedbania czy cokolwiek. Nie szufladkuję ich i nic do nich nie mam i kompletnie mi nie przeszkadzają. Ja mówię tylko i wyłącznie o tych, którzy słyszą i puszczają to mimo uszu. „Ksiądz mówi, żeby się nie żegnać przy święceniu jajek, ale ja się zawsze żegnam, bo tak, nie będę słuchać księdza”. Mówię tylko i wyłącznie o tych, którzy mają swoją odmianę wiary. Przepraszam, może jestem potworem, ale nie znoszę polskiego ludowego katolicyzmu i nic na to nie poradzę. Bo niestety, ale jestem zdania, że wielu z nich zwyczajnie popełnia świętokradztwo. Nie należy tego akceptować w imię wspólnoty, tylko spokojnie, taktownie i bez „przemocy” próbować to zmienić.

  14. kudlari

    Dzięki za artykuł. O coś takiego mi chodziło…
    Poprawność wykonywania gestów nie tylko na liturgii, ale i w codzienności jest wyrazem szacunku dla tej drugiej osoby…

  15. Słowa o głupocie pojawiły się w wypowiedziach Inki :)

    Kiedyś się zastanawiałam nad tym, co mówisz o tych „niedzielnych katolikach” :) I długi czas myślałam tak jak Ty:) A potem pomyślałam: a kim ja jestem, żeby przed kimkolwiek zamykać drzwi kościoła? :) Nie wiadomo, czy Bóg, w jakiś niedostrzegalny dla nas sposób, nie oddziałuje na tych ludzi. Być może ktoś z nich kiedyś, będąc na mszy, usłyszy coś, co go na wiarę otworzy. Nie wiem. Sama byłam kiedyś takim niedzielnym katolikiem:) Choć oczywiście nie popieram przyjmowania sakramentów bez świadomości tego, co się robi, bez przygotowania itd. I jasno wyrażam swoje zdanie, np gdy gdzieś słyszę pytania o to, jak uzyskać pozwolenie na bycie chrzestnymi dla osób nie mających z wiarą nic wspólnego, albo jak szybko „zaliczyć” spowiedź przedślubną. Z drugiej strony, przyjmując pierwszą komunię, ja też myślałam tylko o prezentach. A mimo to, z tych bardzo nikłych tradycyjnych praktyk, wyrosła w końcu silna wiara. Nie wiemy, jak dalej Bóg pokieruje życiem innych ludzi. Może czasem lepiej zachować w takich sytuacjach więcej pokory.)

    No właśnie, przy zachowaniu odpowiedniego szacunku. Jaką masz gwarancję, że KAŻDY zachowuje w tym momencie szacunek do Najświętszego sakramentu? Nie masz żadnej. Zauważ, że w przepisach kościelnych postawa klęcząca nie jest już obłożona zastrzeżeniem „przy zachowaniu…”. Dlatego napisałam bardziej poprawną. Bo tutaj sama postawa klęcząca gwarantuje szacunek. Nie ma dodatkowych wymagań.

    Zapominasz, że mimo wszystko, w liturgii jest troszkę dowolności. Liturgie wspólnot Neokatechumenalnych znacznie różnią się od liturgii w parafiach, a mimo to są w pełni aprobowane przez Kościół. Niektóre wspólnoty wciąż odprawiają liturgię przedsoborową, również z aprobatą Kościoła. Liturgia inaczej wygląda w Polsce, a inaczej w innych krajach Europy, nie mówiąc o świecie. I są to różnice w pełni aprobowane przez Kościół. Czasem inne zasady obejmują nawet poszczególne diecezje. Każdy tak czy siak przeżywa liturgię po swojemu, bo każdy jest inny:) a jak już odnosimy się do Pisma Św, to sam Jezus stwierdził, że szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu.

    Co do klękania… Też myślałam, że ma jedną formę, a reszta jest beee:) Póki sama nie rozwaliłam sobie kolana. I klękanie w tej jednej prawdziwej formie, a już na pewno klęczenie takie przez dłuższy czas, jest dla mnie niemożliwe. Pewno są ludzie, którzy też za plecami gadają, że taka młoda, a nie klęka na dwa kolana, nawet na klęczniku. Troszkę nauczyło mnie to pokory. Łatwo się ocenia ludzi, podczas gdy nigdy nie wiemy co w nic siedzi, i dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej.

    Ależ ja nie neguję tego, że poprawna liturgia jest piękna:) Ja to wiem, bo byłam wiele lat we wspólnocie, która mocny nacisk stawiała na poprawność i piękno liturgii. Nie neguję też tego, że powinniśmy piękna i poprawności liturgii uczyć. Ale nazywanie tego, że ktoś przeżegna się cztery razy w czasie mszy, nadużyciem, bardzo mi się nie podoba. Bo jest nadużyciem czego? Jakiegoś przepisu? Już za czasów Chrystusa byli tacy, co przepisy, nawet te religijne, przekładali nad Boga i miłość bliźniego, i na zdrowie im to nie wyszło:)

  16. E, tak bardzo chciałam skomentować, pisałam i pisałam, już prawie kończyłam gdy przyszedł Stanisław i usunął. Nie powtórzę, nie dam rady. Buuuuuuuu

  17. Następnym razem prawy przycisk w okienku i „cofnij”, powinno zadziałać pozytywnie na usunięcie. A ja przeczytałem Twoje komenty nie mogąc się doczekać aż dotrę do tego wcześniej zapowiedzianego, a tu taki zawód. Poczekaj aż Stanisław pójdzie spać i spróbuj powtórzyć. Pamiętaj, że ja Tobie jeden komentarz 3 razy pisałem ;).

  18. Gdyby kontrol-zet zadziałało, to bym nie rozpaczała, ale nie zadziałało. Stanisław coś jakby przeładował stronę. Myślałam, że opublikował niedokończony, ale nie. Nie było jak przywracać. Bardzo nie lubię pisać drugi raz tego samego, z trudem sobie zawsze przypominam, co pisałam, ale spróbuję.

    Przede wszystkim zaskoczyłam się, że to już ponad pół roku odkąd czytam Twój blog. Pamiętam ten wpis, bo przyszedł majlem i czytałam go na komórce podczas jazdy samochodem. I tutaj chciałam Ci za ów wpis podziękować, bo przekazał on wiedzę, której mimo ukończenia szkół katolickich (ę? z nazwy katolickich), nie miałam. O tym, że chociażby po przemienieniu nie należy się żegnać nie wiedział także i Piotr, chociaż on w przeciwieństwie do mnie jakąś wiedzę teologiczną ma i mnóstwo czyta także z tej dziedziny. Od tamtego czasu staram się być poprawna, chociaż lata przyzwyczajeń i wychowania zrobiły swoje. Wczoraj na Mszy jednak zaobserwowałam jak cała nasza okolica się właśnie we wspomnianym momencie przeżegnała. I właściwie tyle- już od dawna chciałam krótko napisać, a wczoraj akurat trafił się bodziec.

    Ponadto, czytając komentarze, rozmyślałam o wspólnocie. Kiedyś chodziliśmy do dominikanów, na terenie parafii których teoretycznie mieszkamy. Tam chodzi całe miasto, bo są modni, mają dogodne godziny, są w centrum, mówią lekko i przyjaźnie i tak dalej. Tam trudno mówić o wspólnocie, za każdym razem inny skład. Zwłaszcza mnie żenują dzwoniące komórki, zwłaszcza w momentach najważniejszych oraz kobieta, która tydzień temu niosła sobie krzesło aby je rozstawić podczas spowiedzi powszechnej. Sama parafia jest maleńka i większość „gości” to goście z zewnątrz. Jest chyba jedyna parafia o frekwencji powyżej 100%. Od czerwca jeśli tylko możemy (tzn. mamy szansę zdążyć na 11:30 i nie spóźnić się), idziemy do kapucynów i to mnie tam bardzo zachwyca, że twarze są znajome. Pewnym ułatwieniem w rozpoznawaniu są pewnie wózki i ja większość wózkowych kojarzę, ale nie tylko wózkowych i to jest takie miłe, ciepłe niczym rytuał, że można tych samych ludzi tam spotkać. Z kolei ksiądz zawsze po Mszy zaprasza na „Polaków rozmowy” przy kawie i herbacie. Do tej pory się zawsze spieszyliśmy na umówiony obiad u babci i nie było tej beztroski, ale cały czas chcieliśmy skorzystać z zaproszenia. Wczoraj, gdy obiad był umówiony na późniejszą godzinę, w końcu postanowiliśmy skorzystać a tu zonk. Być może dlatego, że ksiądz był chory i szedł się grzać, ale te rozmowy to było może 5 minut na dworze, gdzie właśnie znający się ludzie stanęli z księdzem w kółeczku i pogadali chwilę. My staliśmy jak słupy i tylko się gapiliśmy, aż się skończyło.

    PS. Miałam dziś 3 wejścia wyszukujące „Maurycy teo”.

  19. Świeczek

    Chętnie bym się dowiedziała, na czym miałby polegać problem z odmawianiem różańca na Mszy. Ewentualnie z klęczeniem. Miałam nieszczęście bywać na Mszach, gdzie nikt nie klękał wcale – miałam i ja tak robić, żeby „nie wyglądać komicznie”? Co jest ważniejsze, Żywy Bóg czy ludzkie mniemania?

  20. Ola

    myślę, że to chodzi o to, że ludzie kucają zamiast klękać
    a z różańcem – że kiedyś, kiedy się mszy nie rozumiało (po łacinie) to człowiek szedł do kościoła „pokontemplować”… plus takie ludowe naleciałości, „Mateńko nasza”
    msza święta to nie jest czas kontemplacji, nie jest czas wzywania Maryi, to jest czas kiedy sam Bóg przychodzi i daje nam siebie – słuchanie Go, dziekczynienie i uwielbienie
    nie wyobrażam sobie odmawiać w tym czasie różańca

  21. The Crow

    Ja właśnie przygotowuję siebie i córkę do jej I Komunii Świętej. Jakoś tak wyszło, że nigdy nie byłam świadoma swojej wiary i wszystkich z nią rzeczy i zachowań związanych. Szukam właśnie po necie informacji od samego początku krok po kroku przewodników począwszy od Mszy Świętej jak się należy zachować w danych momentach, co to jest Nasza Święta, jak się modlić, co oznacza każda symbolika i gest księży – ja tego nie wiem a przecież chodziłam do kościoła.. Chciałabym znaleźć jakieś źródło danych o mojej wierze, jak wygląda rok, jak przeżywać poszczególne okresy w życiu Katolika. Czy jest w ogóle taki przewodnik? Gdzie go znaleźć? Chciałabym być wszystego świadoma i wiedzieć co robię, po co. Tak naprawdę nic nie wiem o swojej wierze :-(

  22. Leszek

    Przyjmowanie komunii na stojąco jest przyjęte za poprawne, tak jak komunia do ręki. Przy zachowaniu odpowiedniego szacunku dla Ciała Chrystusa. Nie używajmy pojęć „bardziej” czy „mniej poprawne”.

    To akurat nie jest poprawne.
    Polecam lekture kazan ks. dr. Piotra Natanka.
    Szczesc Boze!

  23. mariola

    Boże , dopomóż !!!
    Może jeszcze trochę a chodzenie do kościoła będzię nie poprawne ?
    Po II soborze watykańskim , już całkiem masomeria panoszy się w kościele.
    Kto powiedział , że się nie żegnamy ??? Znak krzyża to szacunek oddawany Panu Bogu , Chrystusowi, Duchowi Świętemu !! Krzyż Chrystusa jest częścią naszego życia , musi nam towarzyszyć na każdym miejscu i o każdej porze. Jest naszym zbawieniem i odkupieniem naszych grzechów.
    Kiedyś na mszy Św. żegnało się 33 razy, komunia Św. na rękę , to świętokractwo, a Przenajświętszy Sakrament , powinno przyjmować się z największą pokorą i uwielbieniem. NA KOLANACH.
    Smutny los tych , którzy nas od tego odwodzą.
    Polecam książkę OSTRZEŻENIA Z ZAŚWIATÓW, i niech Pan Bóg wam oczy otworzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s