Dziecko z planu natury

Nie tak dawno napisałem notkę antyantykoncepcyjną, ale już od dawien dawna nie było nic o czymś, co można by było nazwać opcją alternatywną. Oczywiście byłażeby to opcja alternatywna tylko dla osób, które nie do końca znają się na rzeczy, NPR o którym mowa nie jest bowiem zamienną antykoncepcją i nie powinno się jej stawiać obok. Jest to jednak coś, co pomoże nam mieć tyle dzieci, ile jesteśmy mieć w stanie i niekoniecznie rodzić dzieci raz do roku. Chyba, że ktoś chce – ja nie odradzam.

Po pierwsze NPR nie jest, jak już wspomniałem, antykoncepcją, nie wymaga bowiem stosowania żadnych zewnętrznych, niezgodnych z ludzką naturą środków zapobiegających poczęciu dziecka. Jedyne, czego używamy, to badania własnego organizmu (dokładnie – organizmu kobiety) by sprawdzić, na jakim etapie cyklu – płodnym czy niepłodnym – się znajdujemy. Po drugie Naturalne Planowanie Rodziny ma bardzo wysoki poziom skuteczności jeśli chodzi o planowanie poczęć – kiedy tak, a kiedy nie – o ile dokładnie przestrzegamy kilku prostych zasad. Po napisaniu poprzedniego posta na ten temat usłyszałem opinię, że „NPR sprawdza się w 100%. U 20% ludzi”. Przypuszczam, że była to opinia osoby, która znała NPR w teorii tylko. Ja zaś mam w tej kwestii prawie 4 lata doświadczenia (chociaż to nie aż tak wiele) i mogę powiedzieć, że „mechanizm” działania kobiecego ciała jest w tej kwestii dość łatwy w opanowaniu.

Aby poznać więcej szczegółów, trzeba się zwrócić w tej sprawie do mojej żony. Ona kończyła 1 stopień szkolenia na nauczyciela NPRu i jest w tej sprawie bardziej wtajemniczona. Ja jednak nie pozostaję bardzo daleko z tyłu. I uwaga – przed wami nieco medyczny wywód, który niektórym może się wydać przesadzony czy… obrzydliwy. Zgodna, nie chcecie, nie musicie czytać. Chętnych poznania tajników tej pięknej metody zapraszam do dalszej lektury. Nie będę teraz wchodził w szczgóły odnośnie powrotu płodności po porodzie (niepłodność laktacyjna), skupię się na krótkim omówieniu połączenia dwóch podstawowych metod, które daje niemal stuprocentową pewność dokładnego zaplanowania potomstwa. Pierwsza metoda to metoda temperaturowa. W skrócie polega ona na tym, że należy mierzyć temperaturę codziennie o tej samej porze rano, po przebudzeniu, w miejscu pokrytym śluzówką (a więc – uwaga – w pochwie, odbycie lub ustach. Osobiście polecam usta, ale to ze względów estetycznych, każda pani wybierze, co jej bardziej odpowiada ;). Kiedy pojawi się skok temperatury, a więc wzrośnie ona o około dwie kreski w stosunku do temperatury z dnia poprzedniego, oznacza to, że właśnie pojawiła się owulacja, a więc jajeczko jest gotowe do zapłodnienia. Druga metoda nazywa się objawowa i polega na badaniu śluzu w pochwie. Przed owulacją śluz staje się płodny, a więc rozciągliwy, swoją konsystencją przypomina białko jaja kurzego. W momencie, w którym się pojawia, można już mówić o okresie płodnym. Łącząc te dwie metody można albo ze stuprocentową pewnością odłożyć poczęcie dziecka, albo bardzo dokładnie zaplanować jego pojawienie się na świecie.

Oczywiście pojawią się głosy (można je często spotkać na proantykoncepcyjnych portalach czy w takiż pismach, np. Bravo), że metody naturalne są bardzo zawodne, bo podlegają zawirowaniom losowym, takim jak np. choroba czy nieregularne cykle. Jest to poniekąd prawda, jednak przedstawiona w bardzo pokrętny sposób. Jeśli kobieta nagle dostanie gorączki, objawy mogą się zatrzeć, ale świadome tego małżeństwo, chcące odłożyć poczęcie, będzie w tym czasie pamiętało o wstrzemięźliwości. Co do nieregularnych cykli trzeba zaznaczyć, że cykle bywają „nieregularne” tylko w okresie przedowulacyjnym, cykl życia jajeczka bowiem zawsze jest tak samo długi, a więc owulacja następuje zawsze w takim samym czasie przed wystąpieniem okresu (zwykle 12-16 dni). Sytuacje stresowe mogą opóźnić jajeczkowanie, co może sprawić wrażenie, że cykle są nieregularne. Nie jest to jednak do końca prawdą, ponieważ przedłuża się tylko pierwsza faza cyklu, a w momencie jajeczkowania wszystko wraca do normy. Ponieważ zaś potrafimy zmierzyć kiedy ma nastąpić owulacja, nie musimy się przejmować nieregularnością cyklu. Chyba, że faza po jajeczkowaniu trwa za krótko – wówczas może to oznaczać, że organizm ma problem z utrzymaniem jajeczka i może dochodzić do poronienia. W tej sytuacji należy zgłosić się do lekarza.

Jeszcze jednym problemem przytaczanym przez przeciwników NPRu jest to, że wymaga on od małżonków wstrzemięźliwości. Czyli nie można się kochać wtedy, kiedy się chce, jeśli pragnie się odłożyć poczęcie. Moim zdaniem jednak dla osób prawdziwie kochających nie powinno to być problemem. Jeśli kocham moją żonę, nie muszę rzucać się na nią kiedy tylko mam ochotę. I odwrotnie. Żona nie musi czyhać na mnie jak wygłodniały zwierz. Od tego jesteśmy ludźmi, że potrafimy panować nad naszą popędliwością i nad uczuciami. Owszem, są momenty łatwiejsze i trudniejsze, ale jeśli chcemy z jakichś powodów odłożyć poczęcie, powinniśmy zrobić to z poszanowaniem naszych ciał i ciał naszych współmałżonków. W okresowa wstrzemięźliwość jest prawdziwą szkołą miłości. A współżycie wyczekiwane może być jeszcze piękniejsze.

Na koniec zapytajmy jak wygląda Naturalne Planowanie Rodziny z etycznego punktu widzenia. Czym niby różni się ono od antykoncepcji i dlaczego Kościół je dozwala? Przede wszystkim podkreślę raz jeszcze, że NPR jest całkowicie zgodny z ludzką naturą, nie wymaga sztucznej interwencji, lecz jedynie odpowiada na sygnały dochodzące z kobiecego ciała. Można nawet wysunąć wniosek, że z jakiegoś powodu nie wyewoluowaliśmy jak niektóre zwierzęta, które mogą współżyć kiedykolwiek, żeby doszło do zapłodnienia. Mamy okresy płodne i niepłodne, i możemy z tego korzystać. Ale co na ten temat mówi Kościół?

2370 Okresowa wstrzemięźliwość, metody regulacji poczęć oparte na samoobserwacji i odwoływaniu się do okresów niepłodnych (Por. Paweł VI, enc. Humanae vitae, 16) są zgodne z obiektywnymi kryteriami moralności. Metody te szanują ciało małżonków, zachęcają do wzajemnej czułości i sprzyjają wychowaniu do autentycznej wolności. Jest natomiast wewnętrznie złe „wszelkie działanie, które – czy to w przewidywaniu aktu małżeńskiego, podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków – miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego” (Paweł VI, enc. Humanae vitae, 14). Naturalnej „mowie”, która wyraża obopólny, całkowity dar małżonków, antykoncepcja narzuca „mowę” obiektywnie sprzeczną, czyli taką, która nie wyraża całkowitego oddania się drugiemu; stąd pochodzi nie tylko czynne odrzucenie otwarcia się na życie, ale również sfałszowanie wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, powołanej do całkowitego osobowego daru… Różnica antropologiczna, a zarazem moralna, jaka istnieje pomiędzy środkami antykoncepcyjnymi a odwołaniem się do rytmów okresowych… w ostatecznej analizie dotyczy dwóch, nie dających się z sobą pogodzić, koncepcji osoby i płciowości ludzkiej (Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 32).

Można zatem zauważyć, że Kościół popiera NPR, ponieważ nie zaprzepaszcza on całkowitego oddania się sobie przez małżonków (co zawsze powstrzymuje antykoncepcja, choćby pod kątem płodności), ani nie zatrzymuje otwarcia na życie w cyklu płodności kobiety. Trzeba przy tym podkreślić, że jeśli decydujemy się na współżycie przy odkładaniu poczęcia, zawsze powinniśmy być otwarci na ew. działanie Boga, na niespodzianki od Niego itp. Otwartość na życie zakłada, że nigdy nie zamykamy furtek Panu Bogu. To On jako pierwszy decyduje o tym, czy w jakiś cudowny sposób nie dojdzie do zapłodnienia ;).

Kościół podkreśla jednak jeszcze jedną, wartą zaznaczenia sprawę:

2368 Szczególny aspekt tej odpowiedzialności dotyczy regulacji poczęć. Z uzasadnionych powodów małżonkowie mogą chcieć odsunąć w czasie przyjście na świat swoich dzieci. Powinni więc troszczyć się, by ich pragnienie nie wypływało z egoizmu, lecz było zgodne ze słuszną wielkodusznością odpowiedzialnego rodzicielstwa. Poza tym, dostosują swoje postępowanie do obiektywnych kryteriów moralności: Kiedy… chodzi o pogodzenie miłości małżeńskiej z odpowiedzialnym przekazywaniem życia, wówczas moralny charakter sposobu postępowania nie zależy wyłącznie od samej szczerej intencji i oceny motywów, lecz musi być określony w świetle obiektywnych kryteriów, uwzględniających naturę osoby ludzkiej i jej czynów, które to kryteria w kontekście prawdziwej miłości strzegą pełnego sensu wzajemnego oddawania się sobie i człowieczego przekazywania życia; a to jest niemożliwe bez kultywowania szczerym sercem cnoty czystości małżeńskiej (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 51).

Z tych słów wynika, że odkładanie poczęcia jest dobre tylko wówczas, gdy przyświecają nam jakieś obiektywne kryteria. Odkładanie poczęć nie może być jakimś naszym widzimisię, które wynika być może ze szczerych intencji, ale nie jest uzasadnione w sposób obiektywny. Takie obiektywne przyczyny mogą być różne: okres powracania organizmu kobiety do zdrowia po ciąży (niezdrowe jest płodzenie dziecka tuż po urodzeniu poprzedniego), choroby kobiety (mogą nawet powodować odkładanie poczęcia do końca życia), niski status finansowy itp. Nie można jednak stosować NPR w sposób antykoncepcyjny, a więc zapobiegać zajściu w ciążę z osobistych, często egoistycznych pobudek (np. „Mam parkę i więcej mieć nie chcę” czy „Mam tylko 2 pokoje dla dzieci w domu, więc trzeciego mieć nie mogę”). Obiektywne przyczyny należy zawsze rozsądzić w swoim sumieniu, konsultując to w razie konieczności ze spowiednikiem, a gdy ustaną, otworzyć drogę kolejnemu dziecku do życia na tym świecie.

My nie zakładamy ilości dzieci, które urodzimy i wychowamy. Na początku planowaliśmy czwórkę, dziś przestaliśmy planować. Pozwalamy Bogu działać. Stosujemy NPR, po G.M. odkładaliśmy poczęcie przez jakiś czas, potem samo się odkładało jeszcze przez pół roku – nie panujemy bowiem nad działaniem naszych organizmów. Teraz czekamy na powrót płodności poporodowej. Wciąż pozostajemy otwarci na stwórczą moc Boga. I wszystkim Wam życzymy pozbycia się strachu i – jeśli to jeszcze możliwe – otwarcia się na płodność.

Categories: Duchowość i moralność | Tags: , , , , | 2 komentarzy

Zobacz wpisy

2 thoughts on “Dziecko z planu natury

  1. Z tym otwarciem na dziecko to jest bardzo delikatna sprawa, dlatego moim zdaniem dobrze, że Kościół (wbrew temu co się wielu osobom wydaje) nie „zmusza” do rodzenia dzieci. Zalecane jest rozważenie wszystkich okoliczności, z uwzględnieniem dobra małżeństwa, rodziny, społeczeństwa, dzieci narodzonych i tych jeszcze tylko „potencjalnych”. Ale cały problem w tym, że często te powody, które powinny być obiektywne, są tylko „niechceniem”, a nie rzeczywistymi przeszkodami.
    Co ciekawe, niejednokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniami ludzi, którzy mają już dorosłe dzieci i mają właśnie jedno albo dwoje, że szkoda, że nie ma tych dzieci więcej. Z perspektywy czasu uważają, że to, co powodowało, że nie mieli więcej dzieci było mało istotne.

  2. Kwestia obiektywności powodów na odkładanie/przyspieszanie poczęcia jest czymś, na czym wypadałoby się skupić w osobnym wpisie. Można by wręcz założyć jakiś NPRowy blog i na nim regularnie zamieszczać wpisy… Najciekawsze wydaje mi się błędne podejście ludzi, którzy zwiększając swój status społeczny zmniejszają perspektywę na dzieci. Bo dorobili się czegoś i wszystko przeliczają na straty. Jestem raczej zwolennikiem podejścia, że im wyższy mój status społeczny, na tym więcej dzieci mogę sobie pozwolić. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s