Monthly Archives: Sierpień 2012

Stawiam na Domowy Kościół

Przed tygodniem wróciliśmy z rekolekcji wakacyjnych. Przez ostatni tydzień błądziliśmy między jednymi a drugimi teściami, dlatego dopiero dziś witam Was ponownie, drodzy Czytelnicy. Podobnie jak w zeszłym roku, i tym razem pragnę podzielić się z Wami moimi przemyśleniami porekolekcyjnymi, jednak chciałbym również poruszyć szerzej temat całego Domowego Kościoła.

Rekolekcje, na których byliśmy to drugi stopień Oazy Rodzin. Oazy rodzin są zaś organizowane z myślą o Domowym Kościele, który jest rodzinną gałęzią ruchu Światło Życie założonego przez ks. Franciszka Blachnickiego. Osobiście, dzięki trosce i uprzejmości naszych bliskich znajomych, dołączyliśmy do Domowego Kościoła tuż po ślubie i jesteśmy w nim już prawie cztery lata. Formacja w DK odbywa się przez kręgi, na które składa się kilka małżeństw oraz ksiądz, który tym małżeństwom towarzyszy. Spotkania kręgu odbywają się – najlepiej – raz w miesiącu, z wyłączeniem miesięcy wakacyjnych. Krąg ma jednak tylko za zadanie ustawiać i korygować nasz ciąg formacyjny, który trwa cały miesiąc – w rodzinie, w małżeństwie i indywidualnie. Odbywa się on w oparciu o kilka zobowiązań, które podejmuje się wstępując do Domowego Kościoła i które zbliżają człowieka i jego rodzinę do Boga. W gałęzi młodzieżowej Ruchu Światło-Życie tych zobowiązań nie ma, ponieważ opiera się on trochę na czymś innym.

Wielu z Was, choć nie należy do Domowego Kościoła, jest połączone z drugą osobą sakramentem małżeństwa. Dlatego każdemu, kto wstąpił w sakramentalny związek małżeński z całego serca polecam Domowy Kościół jako miejsce budowania swojej wiary i umacniania swojego małżeństwa. Nie jest ani za wcześnie, ani za późno, żeby zacząć się formować i zmieniać, a muszę przyznać z własnego doświadczenia, że zmiany na lepsze są bardzo wyraźne. Jeśli jednak nie zamierzacie póki co wstępować do Domowego Kościoła, a chcecie formować się i umacniać w małżeństwie mimo to, polecam wdrożenie w życie naszych domowokościelnych zobowiązań, które warto kultywować nawet pozostając poza wspólnotą. Zobowiązania Domowego Kościoła to:

Codzienny Namiot Spotkania – Jest to modlitwa indywidualna każdego z nas, oparta w swoim zamyśle na Namiocie Spotkania z Pięcioksięgu, tego w którym Mojżesz spotykał się z Bogiem. Aby odbyć Namiot nie wystarczy powiedzieć rano i wieczorem pacierz. Trzeba „wyjść poza obóz”, czyli oddzielić się od świata, np. zamykając się na 20 minut w osobnym pokoju, przeczytać wybrany fragment z Pisma Świętego i porozmawiać z Bogiem tak, jak Mojżesz z Nim rozmawiał. Należy przez ten czas skupić się na modlitwie, na spotkaniu z Panem, naszym Przyjacielem i Sojusznikiem.

Regularna lektura Pisma Świętego – Inaczej, niż w Namiocie Spotkania. Tym razem skupiamy się na poznaniu Słowa Bożego i zrozumieniu go w sposób intelektualny, również w celu umocnienia naszej wiary. Czytamy Biblię jak bardzo ważną książkę, której Autor chce powiedzieć nam coś naprawdę ważnego. Nie musi się to odbywać codziennie, ważne, by było regularne.

Codzienna modlitwa małżonków – Moment, w którym małżonkowie stają we dwoje przed Bogiem. W tej modlitwie nie uczestniczą dzieci, można więc modlić się np. kiedy te już śpią. Modlitwa może być krótka, ważne, by była wspólna: Ty i ja wobec Boga. My z czasem wypracowujemy coraz pełniejszą i głębszą modlitwę, włączamy w to modlitwę spontaniczną (własnymi słowami), odchodzimy od klepania regułek, czytamy wspólnie Pismo Święte. Modlitwa może jednak być taka, jaką małżonkowie sobie wymarzą, ważne, by była wspólna.

Codzienna modlitwa rodzinna – Tym razem stajemy przed Bogiem całą rodziną. Tu jest łatwiej, bo w Polsce pokutuje jeszcze stary schemat kładzenia dzieci do łóżka: „siusiu, paciorek i spać”. Zamiast więc infantylnego „paciorka” modlimy się z naszymi dziećmi przed snem. Każde z nas modli się we własnych intencjach, ostatnio zapalamy też świecę – Światło Chrystusa – co jest bardzo atrakcyjne dla naszego synka. Uczymy dzieci tradycyjnych modlitw, takich jak Modlitwa Pańska czy Wezwanie Anielskie, ale przede wszystkim pokazujemy, że jest Ktoś większy od nas, kto nas wszystkich bardzo kocha i do kogo możemy mówić Ojcze, Tato. Można też modlić się rodzinnie przed posiłkami czy przed podróżą. Zawsze znajdzie się dobry moment na modlitwę.

Comiesięczny dialog małżeński – Bardzo ważny element, często niestety pomijany przez małżonków. Dialog to rodzaj rozmowy małżonków przed Bogiem. Zapalamy świecę, przyzywamy Ducha Świętego i rozmawiamy. Niekoniecznie o tym, co słychać w pracy, czy jak tam dzieci (pierwszy krok, pierwszy ząbek itp.), ale o naszym życiu, nastawieniu i oczekiwaniach wobec siebie nawzajem, wobec dzieci czy innych ludzi. Zastanawiamy się nad problemami w małżeństwie czy w rodzinie, nad tym co jest dobre, nad tym, co należy zmienić. Dialog powinien trwać co najmniej godzinę, często trwa około trzech. Również nie biorą w nim udziału dzieci, dlatego warto go robić kiedy te już śpią, albo wybrać się na randkę, zamówić herbatę i ciastko, i tam odbyć dialog. Ważne, by być otwartym na siebie nawzajem i Boga. Codzienna, nawet głęboka rozmowa nie zastąpi regularnego dialogu małżeńskiego.

Reguła życia – Postanowienie podejmowane najczęściej podczas dialogu małżeńskiego, wdrażane w życie celem jego poprawy, zbliżenia się do Boga, polepszenia stosunków rodzinnych itp. My np. pod wpływem rekolekcji podjęliśmy decyzję, że będziemy bardziej przykładać się do celebracji niedzieli (o tym napiszę innym razem), mniej korzystać z komputera czy telewizora, bardziej zastanawiać się nad wydatkami. Regułą może być wszystko, co w zgodzie z Panem pomoże nam zreformować nasze życie. Na kolejnym dialogu małżeńskim można rozważyć, czy i w jakim stopniu reguła została zrealizowana, a jeśli nie – co można zrobić, żeby polepszyć jej realizację.

Coroczne rekolekcje – Domowy Kościół ma swoje rekolekcje (Trzy stopnie Oazy Rodzin, dwa Oazy Animatorów Rodzin i różnorakie rekolekcje tematyczne), które bardzo polecam, ale są dostępne tylko dla członków Domowego Kościoła. Nie oznacza to jednak, że nie ma potrzeby, by inne katolickie małżeństwa uczestniczyły w rekolekcjach raz do roku. Istnieje wiele rodzajów rekolekcji, na które można się wybrać nie będąc w DK. A rekolekcje odbywane raz do roku bardzo mocno oddziałują na przeżywanie trudów codziennego życia w ciągu roku, ustawiają nasze całoroczne spojrzenie na Boga i naszą wiarę. Pomagają przez cały rok skupić się na formacji. Sądzę, że potrzebne są każdemu, nie tylko członkom Domowego Kościoła, tylko pozostali muszą trochę bardziej się wysilić, żeby je dla siebie znaleźć.

Do tego dochodzi comiesięczne spotkanie wspólnoty, które już zostało wspomniane. Są małżeństwa, które dodają dialog rodzinny (nie zastępują nim dialogu małżeńskiego), podczas którego omawiają z dziećmi poważne sprawy i podejmują rodzinne decyzje (np. wybór szkoły), nie jest to jednak zobowiązanie Domowego Kościoła. Powyżej opisane zobowiązania dotyczą i są obowiązkiem członków Domowego Kościoła, a jak powiedziano na rekolekcjach – kto nie akceptuje i odrzuca któreś ze zobowiązań, sam wystawia się poza DK. Oczywiście nie ma obowiązku należeć do Domowego Kościoła, a nie-członkowie nie mają takich zobowiązań. Mimo tego małżeństwom, które nie należą do Domowego Kościoła polecam przede wszystkim wstąpienie do niego, a niechętnym – wprowadzenie w życie naszych zobowiązań. To są, tak naprawdę, zupełnie podstawowe zasady, dzięki którym panujemy nad naszym kontaktem z Bogiem. I to naprawdę działa!

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 2 komentarze

Ja nie żyję w XVII wieku

Zdarza nam się słyszeć takie słowa wielokrotnie. Padają najróżniejsze stulecia. Może chodzić o wiek XV, XVI czy XIX. Częściej zaś pojawia się wzmianka o życiu w Średniowieczu. Czasami o epoce kamienia łupanego. Najważniejsze, że „Ja nie żyję w …”, tylko w XXI wieku.

Co to w praktyce oznacza? Oznacza to tyle, że mamy powszechny dostęp do internetu, jedzenie w hipermarketach i – najczęściej – toaletę w mieszkaniu. Co chcieliby, żeby to oznaczało? Bezwzględną wolność, rozumianą jako swobodę i liberalizm.

„Ja nie żyję w XVII wieku” oznacza, że mnie już nie dotyczą starożytne zasady, prawa moralne, nie obowiązują mnie złożone przysięgi, uczciwość, sprawiedliwość. Nie dotyczy mnie to wszystko, bo XXI wiek, w którym żyję, to wiek liberalizmu, pełnej swobody, robienia tego, co mi się podoba. Prawa moralne i zasady są dla lamusów z minionych epok. Prawda nie istnieje, istnieją tylko różne poglądy na różne sprawy. Dla katolika płód może być dzieckiem jeśli chce, dla kobiety robiącej karierę może być zwykłą naroślą do usunięcia. Względność. Ponieważ nie żyję w XVII wieku mogę się rozwieść, rozejść ze swoim mężem mimo złożonej przeze mnie przysięgi – obowiązywała ona tylko średniowiecznych mnichów, ale nie postępowych ludzi, takich jak ja. W poprzednich wiekach homoseksualizm uważany był za chorobę, ale przecież geje wywalczyli swoje prawa i teraz trzeba ich szanować, bo naprawdę głośno krzyczą, więc pewnie mają rację. W poprzednich stuleciach ich prześladowano, ale teraz ludzie zmądrzeli, wiedzą, że Bóg kazał się kochać – a geje przecież chcą tylko kochać.

Dziś państwo chciałoby, żeby młodzi rodzili jak najwięcej dzieci. Na szczęście młodzi są mądrzy – żyją w XXI wieku – i poprzestają na dwójce. A jak nie poprzestają, to znaczy, że nie są mądrzy. Wszak nie żyjemy w epoce średniowiecza, żeby nie wiem ile dzieci rodzić. I tak w koło Macieju. Ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona… Nie masz prawa nic mi mówić, nie masz prawa zwracać mi uwagi, nie masz nawet prawa planować trzeciego dziecka. Wszak żyję w XXI wieku. I możesz mi naskoczyć.

Niestety, nie jest tak prosto. Rzeczywiście, żyjemy w XXI wieku, w czasach określanych jako ponowoczesność, ale oprócz ludzkiego wyzwolonego myślenia i galopującej technologizacji nic się nie zmieniło. Prawda pozostaje prawdą. Prawo moralne pozostaje prawem moralnym. Jeśli zapytamy kogoś, czy istnieją kosmici, on może odpowiedzieć tylko „Jeśli istnieją, to istnieją, a jeśli nie istnieją, to nie istnieją”. Ponieważ nikt tego nie wie, nikt nie ma prawa powiedzieć „istnieją” albo „nie istnieją” tak, jakby to była prawda niezaprzeczalna. Jeśli jednak zapytamy, czy słonie istnieją, odpowiedź będzie oczywista: tak, istnieją. To nie może zależeć od czyjejkolwiek opinii. To jest prawda niezaprzeczalna, nawet jeśli jesteś niewidomy i nigdy słonia nie widziałeś. Czy płód jest człowiekiem, czy nie? Najprościej odpowiedzieć: nie wiemy. Jeśli nie jest, to odskrobujemy narośl. Jeśli jednak jest, zabijamy człowieka. Czy wolno nam podjąć ryzyko, jeśli odpowiadamy w najgorszym razie „nie wiem”? Nie wchodzę tu w naukowe dywagacje o początkach człowieka. Jeśli nie mam dowodów, nie wiem. Jeśli nie wiem, nie mam prawa skrobać, tak jak nie mam prawa wyburzyć budynku, w którym nie wiem, czy ktoś nie pozostał.

Inaczej ma się sprawa z rozwodami i opuszczaniem współmałżonka. Przysięga małżeńska brzmi bowiem „Ślubuję ci (…) że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Możemy mieć zaćmę. Możemy zapomnieć (skleroza, amnezja itp.), ale przysięgę złożyliśmy i ona nas obowiązuje. To, że żyjemy w XXI wieku nie jest, nie było i nie będzie dla nas usprawiedliwieniem. Możemy sobie żyć w XXXI wieku, na Syberii albo na Marsie, ale przysięga, którą składamy, obowiązuje nas do śmierci, a nie do początku nowego Millenium. Podobnie się ma sprawa z katolickim wychowaniem potomstwa poprzysięganym na ślubie. Każdy, kto brał i udzielał ślubu w Kościele przysięgał również, że wychowa po katolicku potomstwo. Jeśli ochrzcił to potomstwo, które parafię ujrzy następnie przy okazji pierwszej Komunii, to stał się hipokrytą składając przysięgę przed ołtarzem i przed ołtarzem chrzcząc dziecko. Nie okaże się większym hipokrytą wypełniając swój przysiężony obowiązek i zabierając dziecko na niedzielną mszę świętą. To, że żyjemy w XXI wieku nie uprawnia nas do krzywoprzysięstwa, kłamania, omijania prawdy i wymazywania z pamięci tego, o czym wobec Boga i Kościoła mówiliśmy. Jeśli jesteśmy tacy mądrzy, że XXI wiek upoważnił nas do swobody we wszystkim, na co przyjdzie nam ochota, to może wypnijmy się najpierw na te wszystkie obrządki, nie składajmy sakramentalnych przysiąg i nie ograniczajmy katolickiego wychowania do ochrzczenia. Żyjesz w XXI wieku? To było nie brać ślubu!

Prawda i moralność nie zmieniają się w zależności od okresu historycznego, ani od naszego widzimisię. Dziecko, które w wieku XVII było dzieckiem, teraz już pewnie nie żyje, ale to nie znaczy, że podobne dziecko z XXI wieku dzieckiem być przestało. Ślub zawarty w Średniowieczu był tyle samo warty, co ten zawarty w ubiegłą sobotę. Różnica nie tkwi w prawdzie ani w ważności przysięgi, lecz w dojrzałości współczesnych ludzi. Ludzi, którym wygodnie jest kłamać, oszukiwać, wykręcać się od odpowiedzialności. Jak małe dzieci oszukują dorosłych, żeby dostać cukierka. Robię to, co jest dla mnie wygodne i przyjemne, nawet jeśli w ten sposób okłamuję wszystkich. A tylko niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że kogoś okłamałem, to osobiście dostanie ode mnie w dziób!

Żony! Wracajcie do swoich sakramentalnych mężów! Mężowie! Wracajcie do żon, którym przysięgaliście na wszystkie świętości! Wychowajcie potomstwo, którym Bóg Was obdarzy(ł) w pełnej, prawdziwej rodzinie, po katolicku – jak obiecaliście, a w wielu przypadkach jestem świadkiem! Nie zwalajcie wszystkiego na XXI wiek! Jedna kreseczka wiosny nie czyni, nie ma znaczenia położenie wskazówek. Najwyższa pora dojrzeć! Dojrzeć – to znaczy wydorośleć i podjąć odpowiedzialność za to, co się mówi i robi.

To samo tyczy się kwestii rodziny. Jeśli chodzi o pokrewieństwo nie ma znaczenia, czy kogoś się za rodzinę uważa, czy nie. Krewnym się jest, albo się nie jest. Wybiera się tylko żonę albo męża. Raz na całe życie, nierozłącznie, aż do śmierci. Pozdrawiam!

Categories: Duchowość i moralność | Tagi: , , , , | 3 komentarze